Logo 1%

PrzekaĹź 1% naszej organizacji

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O rodzicielstwie osób niewidomych w kontekście pewnego reportażu telewizyjnego

 

Artykuł w „Newsweeku” pt. „Jak niewidomi widzą świat: Nie wiem, jak opisać nic" nie był jedynym grudniowym materiałem dziennikarskim poświęconym osobom niewidomym. 17 grudnia w programie „Magazyn Ekspresu Reporterów” (TVP 2) został nadany reportaż Anny Morawskiej pt. „Przewodnik przez życie”. Oto jego streszczenie: „Rodzice Tomka są niewidomi. Dla nastolatka są najważniejsi na świecie. Chłopiec jest nieustannie chętny do pomocy, a gdy dzieje się im krzywda, zawsze staje w ich obronie. Rodzice zgodnie przyznają, że jest ich oczami…”. Reportaż ten można obejrzeć pod linkiem:

http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/17122013/13154672

Program wywołał wśród niewidomych internautów duży oddźwięk. Część dyskutantów wyraziła niepokój w związku z przedstawieniem niesamodzielnych rodziców, skazanych na pomoc własnego syna. Poniżej cytujemy niektóre wypowiedzi uczestników listy Typhlos dotyczące rodzicielstwa osób niewidomych, a także tego, jakie osoby niewidome należałoby pokazywać w mediach.

 

Hanna P.:

Rodzice okazali się słabowidzący. Mimo że mama nie pracuje, dwunastoletni syn Tomek ma na głowie rodziców i dom, począwszy od robienia wszystkim śniadania, a skończywszy na odbieraniu ich wieczorem od sąsiadów, gdy wraca z konkursów tanecznych. Brat starszy o dziewięć lat pracuje w Niemczech. Nie dziwię się, że tak daleko się wyprowadził. Tomek jest pogodnym dzieckiem i mistrzem Polski w break dance. Pomaga rodzicom, kocha ich i nie narzeka.

Wydaje mi się, że autor reportażu chciał pokazać kochającą się rodzinę i pozytywny przykład. Ja jednak jestem zbulwersowana i nie pojmuję, jak rodzice mogą tak wisieć na swoim dziecku.

 

Małgorzata K.:

Widziałam ten reportaż i jestem w szoku. Ja rozumiem – kochająca się rodzina, bo było widać, że Tomek bardzo kocha rodziców. Nawet – jak powiedział – może się o nich bić, ale jak nas po raz kolejny zobaczyli widzowie TVP? I nie dziwi mnie już, że nie chcą niewidomych w takich miejscach jak sanatoria. Sami sobie to robimy i do siebie możemy mieć żal. Szkoda gadać.

 

Fredkaz:

Widziałem ten reportaż przypadkiem. Bardzo zniesmaczony jestem postawą rodziców, to znaczy bardzo brutalnym wykorzystywaniem miłości małego chłopca do rodziców przez nich samych.

 

Martyna:

Rozumiem, że mama może być zdołowana, bo traci wzrok i ciężko jej jest się przystosować, przekonać do innych metod funkcjonowania czy wykonywania wielu czynności. Jednak nie rozumiem, dlaczego nie wykonuje obowiązków gospodyni domowej. Przecież osoba tracąca wzrok – a wiem, o czym piszę – korzysta bardzo dużo, a właściwie zawsze, z pamięci, patrzy mózgiem (tak nazwał to jeden z okulistów). Przecież jako widząca robiła kanapki, robiła pranie itp. Kto ją zaprowadza do znajomych, że nie może wrócić do domu sama? A gdzie rehabilitacja ojca? Dlaczego nie korzysta z programów pomocowych, udźwiękawiająco-powiększających itp.? Dlaczego robią z siebie takie niedorajdy i psują przy tym wizerunek osoby niewidomej?

 

Domra:

Kiedyś rozmawiałam z dorosłym synem niewidomych rodziców – analfabetów rodzicielskich. Opowiadał, że jego dzieciństwo było ponure, był traktowany od wczesnego rana do późnego wieczora instrumentalnie, nie miał czasu ani na naukę, ani na jakąkolwiek zabawę. Zachował przekonanie, że niewidomi dzieci mieć nie powinni. Tę postawę usprawiedliwiało postępowanie jego rodziców.

 

Fandango:

Nie podam nazwiska, bo nie wiem, czy moi przyjaciele życzyliby sobie tego, ale są przykładnym małżeństwem, oboje całkowicie niewidzący, wychowali czwórkę widzących, teraz już dorosłych dzieci, dochowali się bodaj dziewięciorga wnuków. Znam ich od zawsze i ręczę głową i słowem honoru, że oboje robili zakupy samodzielnie, odbierali dzieci skąd trzeba i mieli zaufaną osobę, która pomagała wtedy i tylko wtedy, kiedy absolutnie konieczne było posługiwanie się wzrokiem. Superprzykład kochającej się rodziny. Ale czy przypadek moich znajomych uznamy za ekstremalny, czy może bardziej do naśladowania i pokazywania, ile można, ile należy?

 

Hanna P.:

Z niewidomą koleżanką spoza listy doszłyśmy do wniosku, że należy napisać do „Magazynu Ekspresu Reporterów" w sprawie tego nieszczęsnego reportażu z 17 grudnia. Został wyemitowany i tego już nic nie zmieni, ale dla równowagi dobrze byłoby pokazać niewidomego rodzica, który dobrze sobie radzi, a dziecko nie jest jego nianią, lub kilku aktywnych niewidomych w różnych sytuacjach. Moim zdaniem to ważne, bo ten reportaż jest szkodliwy społecznie i tylko utwierdza społeczeństwo w stereotypowym myśleniu o niewidomych.

 

Danuaria:

Znam osobiście przypadek osoby, która boi się całkowitej utraty wzroku i jak tylko nie musi wychodzić sama, to wychodzi z własnym dzieckiem, a jednocześnie jest dobrą gospodynią domową, więc postawa tej pani mnie nie zdziwiła. Znam też osobę dorosłą, pracującą, która – mam wrażenie – poza swoją pracą całkowicie poświęciła się swoim niewidomym rodzicom i ten chłopiec mi ją przypomina. Tylko te osoby nie zaistniały w mediach; dopiero by było święte oburzenie, gdyby się wszyscy o nich dowiedzieli.

A ile osób niewidomych, które mają dzieci, korzysta z ich pomocy? Nikt się do tego tutaj publicznie nie przyzna, bo to wstyd.

Usłyszałam opinię jednej z osób, która czyta tę listę, ale się nie odzywa (dodam, że ma dzieci). Jej zdaniem dzieci też powinny mieć swoje obowiązki, umieć posprzątać, wynieść od czasu do czasu śmieci i zrobić sobie śniadanie, a najgłośniej krzyczą tutaj ci, co sami dzieci nie mają.

 

Hanna P.:

Oczywiście, że dzieci powinny mieć swoje obowiązki, ale Tomek ma ich znacznie więcej. Czy to normalne, że dziecko robi wszystkim śniadanie, zajmuje się praniem, bankami, urzędami i wszędzie prowadzi rodziców, a po powrocie z tańców musi ich odbierać od sąsiadów? Ojciec pracuje w domu, matka nie pracuje, lecz wszystko jest na głowie tego dzieciaka. A potem się oburzamy, że opieka społeczna czy sąd odbiera niepełnosprawnym rodzicom dzieci. Też były takie reportaże.

 

Rafał K.:

Łatwo się ocenia coś, co nas nie dotyczy. Sam mam małe dziecko i co prawda nigdzie mnie prowadzać nie musi, ale często się zdarza, że po prostu chce. I co, mam mu odmówić? Często chce na przykład robić zakupy, a kiedy nie chce, to ja czy żona to robimy i nie ma problemu.

 

Ala S.:

Ileż to ja zdrowych rodzin znam, w których dzieciaki pomagają rodzicom. Oczywiście, że wszelkimi sposobami najczęściej wymigują się od tych narzuconych obowiązków, ale w jakimś tam stopniu je wykonują, a co się naklną na własnych rodziców, to aż głowa mała…

Czy pomaganie, „wykorzystywanie” własnego dziecka do pomocy rodzicom w życiowych

sprawach jest wychowawczo bardzo szkodliwe? Niech sobie na to pytanie każdy sam odpowie. Myślę, że nieinteresowanie się dzieckiem w ogóle to o wiele większy problem.

 

Martyna:

Pochodzę z rodziny niewidomych. Mam niewidomą matkę. I coś Ci powiem: takie dzieci szybko się męczą nadmiarem obowiązków. One tego wprost nie mówią, ale widzę to po moim starszym bracie, który jest zmęczony ciągłym chceniem czegoś od niego... Co nie oznacza, że nie kocha swojej matki. Kocha, i to bardzo.

 

Alicja N.:

Czytam te posty i zastanawiam się, jaki wzorzec niewidomego chcieliby pokazać interweniujący. Jesteśmy tak różni jak widzący i są między nami zaradni, gapcie, maruderzy, kreatywni, wygodniccy, cwaniacy itd. Hmm, kto na wzorzec? A co z tymi, którzy nie spełnią określonego wzorca?

Każdy z nas ma wpływ na tworzenie obrazu niewidomego w swoim środowisku, gdzie funkcjonujemy, stykamy się z otoczeniem, działamy, pracujemy – po prostu żyjemy. Jednak nie można zakładać, że druga niewidoma osoba będzie dokładnie tak dobrze lub źle zrehabilitowana jak my. Wybielanie często przynosi odwrotny efekt.

Jakże łatwo ocenia się drugiego człowieka, nie znając jego historii, możliwości, ograniczeń, siedząc przed klawiaturą komputera. Zdaje się, że bohater materiału za takie słowa o swoich rodzicach wyzwałby autora tych słów na tzw. ubitą ziemię i miałby rację.

Odrobiny rozwagi życzę.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe