Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Dofinansowywać albo nie dofinansowywać - oto jest pytanie


Niedawno wszystkie media obiegła informacja o oszustwie, w które zostało wciągnięte kilkaset osób niewidomych. O osobach, które wyłudziły miliardy złotych z PFRON mówiono często i dużo. Środowisko niewidomych internautów jest poruszone tą sprawą.
Pracodawcy coraz częściej poszukują osób z orzeczeniem o niepełnosprawności, ponieważ otrzymują na nie dofinansowanie z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Mimo dość szerokiego wachlarza ofert pracy "dla osób z niepełnosprawnością" tak naprawdę większość z nich jest dla niewidomych niedostępna, gdyż są to zwykle prace wymagające wzroku, np.: ochroniarz, kasjerka, księgowa, sprzedawca itp. Do tego dochodzi obawa, że osoba niewidoma w pracy ulegnie wypadkowi, lub trzeba będzie się nią wciąż opiekować.
Dobrze znały tę sytuację osoby zamieszane w niedawno wykrytą aferę.
W związku z tym niewidomi dyskutanci poważnie zastanawiają się nad sensem takiego systemu dofinansowań do stanowisk pracy osób niepełnosprawnych.

Grzegorz Z:
Od paru ładnych lat nurtuje mnie kwestia, jaki ma sens funkcjonowanie w systemie mechanizmu dofinansowania wynagrodzenia osób niepełnosprawnych.
Jeżeli ktoś nie jest w stanie wykonywać normalnej pracy w normalnym systemie, do której system nie musiałby dopłacać 90 procent jej wartości, to powinien dostawać jakąś przyzwoitą rentę i tyle.
Czy gdyby zlikwidować absurd dofinansowania do wynagrodzeń, a pozyskane środki przeznaczyć na likwidację drugiego absurdu czyli 500 zł renty socjalnej, to czy niepełnosprawni by na tym stracili, gdyby dostawali zamiast śmiesznych 500 zł, mimo wszystko mniej śmieszne 1500, albo 1800 zł - nadal kokosy to nie są, a pieniądze porównywalne z tym co się zarabia przy zatrudnieniu na SOD.
Gdyby ewentualnie podciągnąć to do okrągłych 2 tys./mc, likwidując przy okazji różne dofinansowania do sprzętu, to jaka byłaby w tym strata niepełnosprawnych?
Z jednej strony kiedyś się mówiło o rehabilitacyjnym sensie pracy, która tak jakby jest wartością samą w sobie, ale z drugiej strony, przy obecnym systemie zatrudniania zdalnie i pracy przez sieć, ten aspekt traci na znaczeniu.
A z kolei, gdyby ktoś posiadał umiejętności i potencjał, żeby się zatrudnić bez ekonomicznej kroplówki rządu, to tylko jego sprawa, niech się zatrudnia.
Jeśli ktoś nie chce, albo takich możliwości nie ma, to tu mogłoby istnieć jakieś pole dla fundacji i instytucji pożytku, albo innych inicjatyw typu wolontariat, co w dobie internetu i różnych działań wykonywanych zdalnie, wcale nie odbiegałoby w sensie rehabilitacyjnym od zatrudnienia w telepracach.
Czy nie jest tak, że przede wszystkim straciliby na tym obecni beneficjenci systemu, czyli armia urzędników, która musi istniejące procedury obsługiwać, grono stowarzyszeń i fundacji, które te PFRON-owskie pieniądze różnymi projektami przetwarza, przy zresztą marginalnym udziale samych niepełnosprawnych, no i wreszcie różne firmy i firemki, które zatrudniając niepełnosprawnych unikają składki na PFRON, a przy okazji zyskują spory zastrzyk gotówki na ich zatrudnienie, co zresztą w swej istocie też tylko psuje rynek.
Jak mówię - parę lat się nad tym zastanawiam i do dzisiaj nie wiem, co mi umyka, więc może mnie ktoś oświeci?
Domra:
Przede wszystkim należałoby uporządkować system orzeczeń, tyle, że jest to teraz gorący kartofel. Już widzę ten zgiełk samych niepełnosprawnych, a na podwórku nam znanym - typu niewidomy śmigający na dwóch i czterech kółkach, i samodzielnie bez okularów czytający gazetkę. Ale zostaną przytoczone argumenty, że wszyscy mają równe potrzeby. Taka rewizja orzeczeń i rent dałaby dodatkowe pieniądze na zaspokojenie potrzeb tej grupy, która na samym starcie nie ma szans. To co piszę jest utopią, bo sprawa zaszła zbyt daleko, a lobby pracodawców, czyli ZPCH i specjalistów ZAZ jest zbyt liczące się. Zresztą sami niepełnosprawni podniosą wrzask, że pozbawia się ich 500zł za bycie słupami.
Sylwek P:
Już dawno o tym tutaj pisałem, tym bardziej, że stałe dofinansowanie do pracy jest chyba tylko w Polsce, podobno w krajach unii dofinansowuje się tylko pierwszy rok, czy dwa lata pracy, a potem pracodawca musi już sam wykładać kasę. Na rozwiązanie polskiego problemu mam następujący pomysł:
Otóż po pierwsze: trzeba uszczelnić system otrzymywania grupy inwalidzkiej. Nie może być tak jak to jest obecnie, że są dwa organy orzekania, przy czym pierwszy tj. ZUS daje te grupy bardzo niechętnie a PCPR rozdaje je na prawo i lewo.
Poza tym wiadomo nie od dzisiaj, że w grupie pierwszej znajduje się spora grupa ludzi, którzy z racji swojej niepełnosprawności i tak pracować nigdy nie będą np. osoby, które są niewidome i dodatkowo się dializują. Sam znam taką osobę.
Po trzecie, żeby nikt nie krzyczał, że państwo czegoś dać nie może bo jest za drogo, proponuję ustalić wysokość takiej renty netto, na kwotę 40 procent średniego krajowego wynagrodzenia z co roczną jej rewaloryzacją, tak aby w każdym roku wartość świadczenia wynosiła te 40 procent. Wynosi ono obecnie chyba trochę poniżej 4 tys. zł., tak więc renta byłaby mniej więcej w wysokości 1600 zł. netto. Nie jest to może za dużo, ale też i nie za mało. Nie ma tu co doliczać składek emerytalnych, bo emerytura i renta są pobierane z tego samego źródła, tak więc byłoby to niepotrzebne przelewanie pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Należy do powyższej kwoty doliczyć tylko składkę ubezpieczeniową. Trzeba by więc obliczyć ile taka renta kosztowałaby państwo. Po czwarte przy takiej rencie likwidujemy większość ulg tj. ulgi komunikacyjne - tu ulgę ma tylko przewodnik - i dofinansowanie do najtańszego sprzętu rehabilitacyjnego, i tego projektowanego dla masowego odbiorcy posiadającego funkcję dostępności. IPhone w tej sytuacji nie byłby dofinansowywany. Dofinansowaniu podlegają więc tylko bardzo drogie rzeczy jak np. monitory brajlowskie itp. przy czym osoba, która o takie dofinansowanie się stara, musiałaby to bardzo uzasadnić. Kwota dofinansowania w tym przypadku, to sprawa dyskusyjna i trzeba by się nad tym zastanowić. Poza tym wprowadzamy w wysokości 50 procent kosztów odpłatę za wszelkie kursy i szkolenia. A teraz najważniejsza kwestia, to znaczy dofinansowanie do pracy. Otóż, jeżeli ktoś w takim systemie chciałby pracować i uważałby, że zarobi więcej niż wynosi jego renta, to przekazuje to świadczenie na rzecz swojego pracodawcy dofinansowując w ten sposób swoje stanowisko pracy. Po rozwiązaniu umowy o pracę renta z powrotem wraca do osoby niepełnosprawnej. System nie ogranicza więc dostępu do pracy, a przy tym zabezpiecza przed nadużyciami. Poza tym, jak się uszczelni system i zrezygnuje z dofinansowań, które wymieniłem, to mogło by się okazać, że w budżecie zostanie dużo więcej pieniędzy. Jak wam się to podoba?
JG:
Problem tylko w tym, że okresowe dofinansowanie jest rozwiązaniem gorszym i dla pracownika niepełnosprawnego, i dla pracodawcy, i w niewielkim stopniu spełnia założone cele. Można się o tym było przekonać na przykład na rodzimym rynku pracy w ramach projektu rządowego "Absolwent na rynku pracy". W nim dofinansowywano wynagrodzenie dla młodych ludzi po szkole, którzy podejmowali pierwszą pracę. Dofinansowanie było okresowe, a praktyka pokazała, że owszem pracodawcy chętnie zatrudniali absolwentów, ale po ustaniu dofinansowania, natychmiast zwalniali. Jedyny zysk, to taki, że człowiek ciut otrzaskał się z pracą, co nie do końca było prawdą, bo wykorzystywano ich do prostych prac, np. sprzątania, czy asysty w punktach sprzedaży, bez inwestowania w ich rozwój. Dlatego długoterminowe dofinansowanie jest korzystniejsze, o ile państwo stać na takie rozwiązanie.
Martyna:
Co do dofinansowań do stanowiska pracy, to moim zdaniem jest to problem złożony:
1. Owszem, dofinansować, tylko np. 1 lub 2 lata pracy, a resztę, jak się pracownik sprawdzi, to zatrudnić go na normalnych warunkach.
2. Niestety, jeszcze w naszych "zdrowych" rodakach istnieje przekonanie, że my jesteśmy biedni, niewiele potrafimy zrobić, itp. Trzeba zbudować zaufanie społeczne, a my takiego zaufania póki co nie mamy. Spotykam wielu ludzi na swojej drodze, którzy ciągle nie mają wyobraźni, jak my funkcjonujemy. Trochę ludzi twierdzi, że przecież musimy sobie radzić, ale wsparcia, np. w postaci pracy, by nam nie dali, no bo jak to, jak ty dasz radę, itp. Owszem, otrzymujemy pomoc na ulicy, w przychodniach, itp., ale tutaj dyskutujemy o zatrudnieniu, a zatem niepełnosprawny pracuje dla firmy i zarabia dla tej firmy.
Przypomina mi się czas, gdzie niepełnosprawni mogli pracować 8 godzin, ale jak lekarz wystawił zaświadczenie o 7 godzinnym czasie pracy, to pracowali 7 godzin. Żadna korporacja na takie coś nie pójdzie. Oczywiście to się zmienia, ale to jeszcze jest bardzo daleka droga. Jesteśmy przez wiele, wiele lat uczeni kombinatorstwa i najpierw musimy się tego oduczyć.
Stanisław K:
Chyba nigdzie, tak jak w Polsce, nie dopłacają do zatrudnienia przez całe życie niepełnosprawnego pracownika. Może gdzieś i tak jest, ale nie wiem o tym. Nasz system wspierania zatrudnienia osób niepełnosprawnych jest niepełnosprawny, kosztowny i nieefektywny, ale patogenny. W tym roku dofinansowanie do płac tych pracowników wyniesie chyba trochę ponad trzy miliardy złotych. To kupa forsy, a efekty są i takie, jakie zaprezentował nam p. Dubieniecki.
Domra:
I się nic nie zmieni, ponieważ ten gorący kartofel kolejne ekipy rządzące będą sobie przerzucać. Zbyt silne jest lobby pracodawców, bowiem do nich wpływa gros podanych powyżej kwot. Przykład p. Dubienieckiego postawił pracodawców ON przed koniecznością dopracowania takich procedur, aby były trudne w wykrywaniu. I wierzę w to, że sposób zostanie wymyślony, przy aprobacie i uczestnictwie pewnej części ON.
Sylwek P:
Obecnie osoby niepełnosprawne kosztują i to dużo, to tylko kwestia czasu, kiedy ktoś to policzy. A w obliczu zwiększającej się liczby uchodźców z Azji i Afryki, których pod naciskiem Brukseli będziemy musieli przyjąć, trzeba będzie skądś tą kasę na nich wziąć, bo nie wierzę, że Europa będzie ciągle dopłacała. W takiej sytuacji dobrze by było, aby środowiska niepełnosprawnych miały propozycję jakiegoś alternatywnego rozwiązania. A gdy by się jednak okazało, że uchodźcy finansowo nas nie rozłożą, to i tak ekonomicznie obecne wsparcie niepełnosprawnych jest za drogie i ktoś może to policzyć, tym bardziej, że obecny system zachęca do zwiększania liczby osób niepełnosprawnych.
JG:
Nie ma na świecie idealnego systemu wsparcia osób niepełnosprawnych na rynku pracy. Każdy ma wady i zalety. Owszem polski system jest bardzo korzystny, przez co dość kosztowny. Ale i warunki do jego skorzystania nie są najłatwiejsze i uwarunkowania w kraju cięższe niż na zachodzie. Nie ma zwyczaju, kultury uznawania osoby niepełnosprawnej za sprawną w danej pracy. To uboczny efekt wsadzania niepełnosprawnych w getta pracownicze w latach 70-80. Niepełnosprawni nie szwendali się po firmach, bo siedzieli i robili szczotki, skręcali przedłużacze, oraz miliony różnych drobnych prac, które dzisiaj robią zwyczajnie automaty, natomiast efektywność systemu jest proporcjonalna do naszej moralności. Stąd się bierze patologia, a nie z systemu.


Irena:
Pewna firma, która zatrudnia kilku masażystów, zatrudnia niewidomych tylko dla dofinansowania. Szefowa tych pracowników mówi wprost, że nieważne, iż są dobrymi pracownikami, jeśli PFRON nie da pieniędzy, zostaną zwolnieni, bo na ich miejsce przyjdą osoby widzące, w liczbie mniejszej o połowę i wykonają tę samą pracę.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe