Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Aktywność fizyczna niewidomych


Jak to jest z tą aktywnością fizyczną u osób niewidomych?
Czy niewidomi ruszają się mniej, niż osoby widzące?
Czy aktywność fizyczna jest dla niewidomych dostępna?
O tym dyskutowali niewidomi w internecie.

Domra:
Czy ktoś z Państwa na użytek domowy uprawia jogę lub inną formę aktywności fizycznej? Pytanie jest raczej zasadne z powodu dość małej aktywności niewidomych.

Danuta B:
Nie podoba mi się takie uogólnianie, że niewidomi są mało aktywni, bo są niewidomi.
Żeby się nie powtarzać, daję do przeczytania to:
https://danuaria.wordpress.com/2015/04/01/czy-niewidomy-rowna-sie-otyly-a-widzacy-rowna-sie-szczuply
Domra:
Co do małej aktywności niewidomych, to nie uogólnienie, podtrzymuję stanowisko. Jeden z przykładów: na ponad setkę kuracjuszy w Klimczoku do salki gimnastycznej przychodziło dobrowolnie około 10 osób. Następny przykład: co roku jeździłam na turnus organizowany przez stowarzyszenie Razem na szlaku. Na 40 uczestników na porannej gimnastyce zjawiało się około 7 – 9 osób. I takich przykładów można mnożyć.
Dorota:
Moje  spostrzeżenia  są  podobne,  bo  jeśli  nawet  do  salki  gimnastycznej  w Klimczoku, przychodziło więcej osób, szczególnie niesprawnych ruchowo, to już na poranną  gimnastykę  na  plaży,  która  była na  ochotnika, przychodziło z całego turnusu  w  porywach  10 osób, w tym tylko ja jedna niewidoma. Na basenie, gdzie pływam  regularnie,  jestem  także  jedyną osobą niewidomą. Innych niepełnosprawnych widać częściej.
Bożena C:
Ciekawe ile osób niewidomych było na turnusie na którym pływałaś? Jeśli było dwoje - to już na basen przyszło 50 procent?
Grzegorz:
Więc może Twoje obserwacje osób niewidomych to odbicie tendencji w społeczeństwie. Po prostu tak jest, że ludzie stali się leniwi i mają małą ochotę na ćwiczenia - przynajmniej w statystycznej większości, a dowodem niech będą liczne artykuły namawiające by Polacy wstali z kanapy.
Bożena C:
Ciekawe jak to wygląda procentowo u widzących. Może nie jest tak, że my jesteśmy mniej aktywni? Może na 200 widzących na gimnastykę w ośrodku wypoczynkowym przychodzi... 30 osób? Może w Klimczoku źle pokazywano ćwiczenia niewidomym, jak opisywała Danusia?
Moim zdaniem do aktywności prócz samodyscypliny – mniej podoba mi się określenie silna wola – potrzeba radości z wykonywanych ćwiczeń.
Moi widzący znajomi nie są aktywni w potocznym tego słowa znaczeniu. Zamożni sąsiedzi uprawiają wymyślne sporty, a większość bawi wnuki.
Danuta B:
Widzący są strasznie leniwi. Dotarło to do mnie na jednym z wyjazdów ze Smrekiem. Był to wyjazd wyjątkowy, bo nie w góry, lecz na Roztocze.  Raz zdarzyło się, że część osób chciała ponownie jechać zwiedzać Zamość, bo poprzednie zwiedzanie przerwał deszcz, część chciała zostać w ośrodku. Wśród nich byłam i ja. Było też parę osób widzących. Liczyłam, że w tym czasie gdzieś pójdziemy, może nad zalew, pojeździmy rowerami wodnymi, czy coś. Nie. Oni woleli siedzieć koło basenu w ośrodku. Straszne.
W letnie miesiące biorę asystentów raz w tygodniu na długi spacer. Tylko, że większość ma kiepską orientację, boi się zapuszczać tam, gdzie bym chciała, na dodatek niektórzy, to by najchętniej poszli parę kroków, a potem klap na ławkę i siedzieli tak ze mną do końca zlecenia.
Niewidomi z konieczności muszą być bardziej aktywni, choćby dlatego, że do pracy nie przemieszczają się samochodami, lecz komunikacją miejską.
Ja się wręcz cieszę, że codziennie muszę pokonać parę kilometrów, bo mam kawał do autobusu.
Domra:
W Klimczoku gimnastykę prowadzi rehabilitantka, która koryguje niedokładności niewidomych. Na poranną chodziło w Klimczoku dokładnie 7 osób, w tym dwoje niewidomych, pozostali to osoby widzące. Dlatego poruszyłam ten temat, ponieważ mamy większe ograniczenia techniczne i niejednokrotnie sprawność fizyczna zapobiega nieoczekiwanym kontuzjom.

Bożena C:
Danusia opisywała w tym wpisie o swoim uczestniczeniu w zajęciach dla niewidomych, podczas których rehabilitant nie potrafił pokazać, skorygować ćwiczeń osobie całkiem niewidomej. Też się z tym spotkałam. Niewidomi często są bardzo chętni, ale nie mają szans. Ja nie mogłam wiele lat temu chodzić na szkołę rodzenia, bo nie widzę i instruktor nie chciał mi poświęcać oddzielnie czasu. Moja przyjaciółka bardzo dobrze pływa, ale w małym mieście nie chcą jej pozwolić używać przez godzinę toru dla siebie, a nawet z mniejszą ilością osób niż standardowo.
Aktywność niewidomych wymaga wielkiej pomocy. Uświadomienie sobie jak wykonać skomplikowane ćwiczenie nie jest łatwe i wymaga profesjonalnej pomocy. Osoby niewidome mają tandemy – znam taki przypadek – i nie ma kto z nimi jeździć. Myślę, że Danusia miała rację pisząc to co można było przeczytać z linka. Gdyby widzący byli tak aktywni, to nasza sytuacja byłaby inna. Chodzi mi o to, że osoby widzące, które lubimy i które są naszymi sąsiadami, wcale nie pchają się do tego, by np. pochodzić z kijkami.
Treking nie wymaga wielkiego oprzyrządowania, ale dobrze chodzić można po ok. trzydziestu godzinach, gdy się widzi. Pomnóżmy to razy dwa... Załóżmy, że opanowałam tę technikę. No i co? Na jedno wyjście znajdzie się chętny, ale żeby regularnie chodzić z niewidomą sąsiadką... To zbyt trudne.
Gimnastyka poranna nie jest szczególnie pasjonująca. Osoby widzące też się wykręcają. Chciałabym tak naprawdę wiedzieć jak wypadamy w porównaniu z widzącymi. Jak to wygląda relatywnie. Jeśli podobnie do pełnosprawnych, tzn. że jesteśmy lepsi, bo wymaga to od nas dużo wysiłku organizacyjnego.
Domra:
I tak i nie. W Poznaniu w każdy piątek jest bezpłatna gimnastyka dla niewidomych w grupach po cztery osoby (mała salka) warunek skierowanie od okulisty albo neurologa. Jak myślisz, ile osób chodzi? Z ledwością jedna grupa. Dojazd jest dobry, a ćwiczenia są od 8:00, można albo na 8, albo na 9. Instruktorka rehabilitantka koryguje ćwiczenia indywidualnie.
Danuta B:
Zaporowy warunek. Ja z pewnością bym nie przyszła, bo szkoda by mi było czekać wiele miesięcy na skierowanie do okulisty czy neurologa tylko po to, żeby chodzić na gimnastykę.
A z kolei w Warszawie, żeby chodzić na gimnastykę, trzeba należeć do Crossu. A ja nie chcę nigdzie należeć.
Domra:
Masz rację, klnę na te przepisy służby zdrowia, bo jest to totalna głupota. Narzekałam i narzekam na to wszystko, ale ponieważ muszę co jakiś czas złożyć wizytę z powodu pomiaru ciśnienia śródgałkowego, to robię to. Na szczęście czterem osobom chce się walczyć z bezsensem i te kwity zdobywamy.
Bożena C:
Oczywiście, że niewidomi kładą na łopatki wiele inicjatyw. Może jednak warto by zapytać czy ta gimnastyka na pewno ma zwolenników. Może być tak, że ktoś napisał projekt i złości się, że ludzie nie chcą korzystać. A może nie było rozeznania?
Domra:
Oj tam, oj tam. nie dzielmy włosa na czworo, czy ma czy nie ma zwolenników. Od kiedy gimnastyka to jakieś novum. Poradnia dla niewidomych lansuje ją od lat, jako najbardziej dostępną formę. Łatwiej się gimnastykować, bo samodzielnie niż chodzić z kijkami.
Może i niektóre projekty są nietrafione (w moim odczuciu samoobrony, bo niewidomy ma małe szanse obrony przy niespodziewanym ataku), ale to moje odczucie. Ktoś inny jest zapewne zadowolony. Zawsze można kombinować, że propozycja była nietrafiona, niż, że ludzie są nieruchawi i zwyczajnie leniwi.
Inny przykład kurs tańca dla niewidomych. Instruktor, daj losie takiego, dwoił się i troił, i tablice, i schematy, i ćwiczenia z każdym. Na początku było 12 par, a na końcu tylko dwie. Bo nie pasowało, bo ktoś tam przyszedł, bo zimno, bo zapomniał.
Bożena C:
To prawda. Ale chodzenie z kijkami dla mnie jest przyjemne. Gimnastykować mogę się sama i nie muszę chodzić z grupą. Oczywiście nie krytykuję takich zajęć. Podkreślam tylko, że osoby widzące wybierają sobie to co lubią i to następny powód by podkreślić ,że jest im łatwiej. A mają obecnie szeroki asortyment.
Możemy pokornie mówić – cieszmy się z tego co mamy –... Nie jesteśmy jednak tylko kłębkami rozsądku, lecz ludźmi mającymi swoje upodobania i antypatię.
Danuta B:
Lubię długie spacery i jeżdżenie na tandemie, ale nie mam tandemu. Niby jest grupa "niewidomi na tandemach", ale większość wolontariuszy w Warszawie nie ma tandemów.
Chętnie poszłabym na aerobik w wodzie, ale kto mi będzie tłumaczył polecenia instruktora, skoro na obozie organizowanym przez Cross miałam problem ze zwykłym aerobikiem?
Bożena C:
Miałam widzącą pacjentkę, która była zamożna i posiadała w domu siłownię. Mimo to wykupiła sobie karnet, bo wtedy czuła się zobowiązana, by z innymi iść poćwiczyć mięśnie
Znowu możemy powiedzieć – silna wola. Ok. Ale jeśli mówimy że niewidomi są szczególnie nieaktywni z własnej winy, to jednak tak nie jest. Nie widząc nie zrobi się ruchu tak jak potrzeba. Nie zrobią tego nawet widzący. W końcu pracuję z rehabilitantami  i wiem ile muszą się natrudzić – jeśli ich to obchodzi – by ćwiczący zrobił ćwiczenie porządnie. Inaczej nie będzie zamierzonego efektu. Gdyby było to takie proste – rehabilitanci nie mieliby zatrudnienia...
Moja przyjaciółka – ta od pływania – chciałaby chodzić na pilates. Ma spore kłopoty z kręgosłupem i dobry rehabilitant jej to zalecił. Tylko, że niewidomej nie chcą na zajęciach. Właściwie się nie dziwię, bo spowalniałaby grupę. Ale widząc nie miałaby problemu.
Domra:
Nie mam szans na rehabilitację w Poznaniu. Przepisano mi 10 wizyt, które wyglądały tak.
“No to co pani widzi”
“nie widzę"
“a ja nie mam czasu, bo mam pacjentów”
“Ja też jestem pacjentką”
“to niech pani pokręci na rowerku”.
I koniec rozmowy.
Więc kręciłam na zdezelowanym rowerze i mnie trafiało z frustracji. I to miała być rehabilitacja po wypadku...
Grzegorz:
Jako sprawny pływak po zmianie miejsca zamieszkania poszedłem wieczorem na najbliższy basen. Już na recepcji panie stawiły opór, że nie, że powinienem przyjść z przewodnikiem i takie tam teksty. Ratownik i dozorca, kiedy wychodziłem, podzielili ich opinię. Szczerze mówiąc trochę się wkurzyłem, ale kilka dni później poszedłem na ten sam basen zaraz po jego otwarciu, poprosiłem o wezwanie ratownika i zawarłem z nim układ: jeśli uzna, że pływam słabo albo cokolwiek mu się nie spodoba, podamy sobie ręce i koniec tematu. Od tamtego incydentu minęło już wiele lat, a bywało, że na owym basenie nie było mnie ponad rok, mimo to wchodzę tam bez żadnych obiekcji. Wybieram godziny kiedy tory są najmniej obłożone, bo pływam lepiej niż średnio i rzeczywiście zdarzało mi się wpadać na ludzi.
Bożena C:
Jeśli osoba niewidoma jest lepsza w czymś od widzących i dodatkowo jest przebojowa – wywalczy wiele. Jednak wiele osób pływa kiepsko i chciałyby doszlifować pływanie. I wtedy zaczynają się schody. Koleżanka o której pisałam brała udział w olimpiadach i po Twoim mejlu spróbuję ją namówić do większego uporu w zwalczaniu głupoty ratownika – niestety jest jeden.
Jeśli chciałby upierać się ktoś kto gubi kierunek, lub łatwo się męczy, usłyszałby zaraz, że nie daje rady i nikt nie będzie się nim opiekować. Ja mam basen za darmo z PZN, mamy swoje tory. Wiele osób gada między kolejnymi basenami – takie towarzystwo wsparcia. Nie widzę w tym nic złego, bo widzący też tak robią. Ale w małych miastach jest krucho z prawami “przeciętniaków”.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe