Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Czy przystosowanie górskiego szlaku do potrzeb osób niewidomych jest dobrym pomysłem?

 

Od czasu do czasu można z mediów dowiedzieć się o jakiejś inicjatywie skierowanej do osób niewidomych. Często okazuje się jednak, że pomysłodawcy nie mają pojęcia o możliwościach i potrzebach tej grupy ludzi. Bywa też tak, że powstaje obiecujący projekt, prototyp czegoś, co mogłoby niewidomym służyć, ale na przetestowaniu i prototypie się kończy.

Poniżej zamieszczam wypowiedzi niewidomych internautów będące reakcją na wiadomość o udostępnieniu górskiego szlaku w Beskidach specjalnie dla osób z wadami wzroku. O tym szlaku można przeczytać w Internecie, np. pod adresem:

http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,15038321,Otworza_Beskidy_dla_niewidomych__Powstaje_specjalny.html

Informacja na ten temat pojawiła się także w lutowym numerze „Wiedzy i Myśli” (2/2014) pod pozycjami 1.7. oraz 1.8.

 

Domra:

Jak na razie trudno cokolwiek powiedzieć, ponieważ nie wiem, jak konkretnie będzie to rozwiązane. Sądzę, że p. Tadeusz Gierycz będzie pomysł pilotował z korzyścią dla niewidomych. W Poznaniu na Malcie mamy specjalnie oznakowaną trasę, uczęszczaną przez niewidomych nordic-walkingowców. Chodziło o to, aby inni użytkownicy tej trasy nie wpadali na niewidomych i zachowywali ostrożność. Trasa się sprawdza znakomicie, bo nikt na nas nie najeżdża, nie dzwoni i nie wydziwia.

 

Martyna:

Przeraża mnie takie na siłę robienie specjalnie czegoś tylko dla niewidomych. Moja matka jest góralką z krwi i kości, mieszkała ok. 1000 m n.p.m. Zupełnie niewidoma... Nie ma tras, szlaków, po prostu ścieżka... udeptana, albo i nie... Ja chodzę po górach i nie potrzebuję nic specjalnego, a ludzie w górach – ci, którzy chodzą i których spotykam na trasie – są raczej pod wrażeniem, bardzo sympatyczni i pozytywni, niż wpadający i nieprzyjemni. Wszyscy, niezależnie od sprawności, witają się przyjaźnie i pocieszają tych, którzy już ledwo zipią...

Kocham góry!!!

 

Jarosław G.:

Jeśli chodzi o góry, to w zasadzie ograniczenie jest tylko jedno. W wielu miejscach osoby niewidome mają wstęp wyłącznie z zawodowym przewodnikiem. Zatem jest to bariera bardziej o charakterze finansowym niż fizycznym. Z podanej strony nie do końca jasno wynika, jak ma wyglądać ów szlak. Wiadomo, że są przeszkoleni przewodnicy, wolontariusze, że jest dobrana optymalna trasa (w mojej wyobraźni: o ciekawych elementach również dotykowych, zapachowych lub akustycznych) i że w przyszłości będzie dostępne coś w rodzaju przewodnika z audiodeskrypcją. Nie jest tak, aby tam niewidomy mógł chodzić samodzielnie, a do kina może. Rodzi się zatem pytanie, czy coś takiego jest potrzebne, czy nie. Ja nie za bardzo umiem odpowiedzieć, bo choć żywię nadzieję, że nie o mnie była mowa, to faktycznie bywało, że na antenie radiowej mówiłem, iż po utracie wzroku żałuję tego, że nie chodzę po górach.

Właśnie sobie przypomniałem, że kiedyś byłem z Kołem Wołomin na wycieczce w Pieninach i na jakąś trasę biletowaną nie chciano nas wpuścić. Kobitka w budce uparła się i trzeba było ją udobruchać, aby zmieniła zdanie. Trasa była dziecinnie prosta, w zasadzie albo bite drogi, albo dość szerokie ścieżki. Żadnych urwisk, ostrych spadów. Rzecz działa się latem, a jedyną przeszkodą, na jaką natrafiliśmy, była schodkowa drabinka przez płot o wysokości ok. 1,2 metra, oddzielający pastwiska.

Ja myślę, że w tej innowacyjnej propozycji najbardziej chodzi o samych przewodników. Nie ma nic fajniejszego niż przewodnik entuzjasta, zachwycony miejscem, w którym jest, oraz z poczuciem misji, czyli przybliżenia komuś rzeczy pozornie niedostępnych. A jeśli potrafi dodatkowo uzewnętrzniać emocje, to człowiek czuje się tak, jakby sam to wszystko widział.

 

Hanna P.:

Moim zdaniem największym atutem jest przeszkolenie wolontariuszy, którzy będą przewodnikami. Nieraz chcielibyśmy pojechać w miejsca, w których potrzebna jest pomoc osoby widzącej, ale musimy zrezygnować z powodu braku przewodnika.

Nie widziałam tych specjalnych nart. Jeśli się sprawdzą, to fajnie. Natomiast specjalny GPS w telefonie i samodzielne chodzenie niewidomych po górach to zbyt dalekosiężne i niezbyt realistyczne plany. W górach często nie ma zasięgu, a poza tym byłoby to zbyt niebezpieczne. Niedawno pomysłodawca tej akcji dzwonił do stowarzyszenia, w którym pracuję. Zdziwił się, gdy powiedziałam, że nawet na specjalnym szlaku i z idealnym GPS-em bałabym się chodzić sama i na pewno nie podejmę takiego ryzyka.

 

Domra:

Nie wiem, jak się ten projekt rozwinie, a że został nazwany innowacyjnym, może zabrakło innego określenia. Nie o nazwę chodzi, lecz o skuteczność. Dla mnie ważne będzie pozyskanie (choćby za jakąś dopłatą) wolontariusza na szlak. Są osoby, które mają w otoczeniu ludzi lubiących wędrówki. W moim otoczeniu ich brak, toteż dopłaciłabym także do wspólnych podróży nie tylko po górach. Więc nie bądźmy od razu na „nie”. Dajmy się rozwinąć inicjatywie. Ja także miałabym opory przed wyruszeniem na szlak tylko z GPS-em.

 

Cyprian B.:

Dodam, że z autopsji znam definicję innowacyjności. A ten pomysł może i jest innowacyjny, ale tylko w mniemaniu autora. Niewidomi turyści w polskich górach potrzebują przede wszystkim pieniędzy, bo rodzima turystyka górska jest droższa od zagranicznej i brakuje przewodników górskich działających na zasadzie wolontariatu. Innowacyjne jest z pewnością projektowanie uniwersalne.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe