Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Z laską przez tysiąclecia (cz. 12)

Źródła utrzymania niegodne człowieka

Skryba

W poprzednich odcinkach cyklu "Z laską przez tysiąclecia" omówiłem m.in. problemy z udostępnianiem pisma niewidomym i rozwój szkolnictwa dla ich. Czytelnicy mogli dowiedzieć się, jak były to trudne zadania, ile trudności trzeba było pokonać, ile błędów zostało popełnionych i jak wspaniałe rezultaty zostały osiągnięte w obydwu dziedzinach. Nie oznacza to, że obecnie nie ma żadnych trudności, problemów i błędnych rozwiązań. Oznacza natomiast, że postęp jest imponujący, że obecnych możliwości osób niewidomych oraz ich warunków życia, nie da się nawet w przybliżeniu porównać z tymi z dawnych tysiącleci, a nawet tylko wieków. Twierdzenie to dotyczy krajów cywilizowanych, bogatych, bo jeszcze nie wszędzie jest dobrze. Z pewnością w naszym kraju niewidomi nie mają tak dobrze, takiej pomocy, takich udogodnień jak na przykład w Niemczech, w Holandii czy w Szwecji. U nas jednak również postęp jest olbrzymi, pomoc coraz lepsza, możliwości znaczne, chociaż występuje wiele nieprawidłowości, mankamentów, a nawet patologii w dziedzinie zatrudnienia osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych i słabowidzących. Nasze bolączki nie są nawet w przybliżeniu tak wielkie, jakie były jeszcze przed drugą wojną światową.
Kiedy chcemy rozpatrywać zagadnienia związane z rehabilitacją zawodową i zatrudnieniem, musimy stwierdzić, że celem pracy zawodowej jest zdobywanie środków utrzymania pracownika i jego rodziny, środków zaspokajania różnorodnych potrzeb. Niestety, nie każde zatrudnienie można uznać za godne człowieka, nie każde spełnia wymogi rehabilitacji i nie każde zapewnia dochody pozwalające na zaspokajanie najważniejszych potrzeb. Do takich form zarobkowania można zaliczyć prace niewolnicze, prostytucję i żebractwo. Oczywiście, również różnego rodzaju działalność przestępczą - indywidualną i zorganizowaną, ale takimi sposobami zdobywania środków utrzymania zajmować się nie będę, chociaż i w tej dziedzinie niewidomi mają jakieś "osiągnięcia". Przykładem może być wyłudzenie w 2015 r. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych grubej forsy przez szajkę z udziałem osoby niewidomej. Jak jednak wspomniałem, nie będę zajmował się tego rodzaju działalnością. Niech zajmują się nią organy ścigania.

 Praca niewidomych w starożytności

 W starożytności, jak wiemy, ludzkość dzieliła się na ludzi wolnych i niewolników. Omawiając prace wykonywane przez niewidomych w tym okresie, fakt ten należy uwzględnić. Inna była bowiem sytuacja wolnych niewidomych, a inna niewolników. Wolni niewidomi, co jest zrozumiałe, mieli więcej możliwości niż niewidomi niewolnicy. Tak też było wśród ludzi widzących - warunki życia ludzi wolnych były bez porównania lepsze niż niewolników. Wprawdzie nie było w tym okresie zorganizowanego nauczania niewidomych, ale osoby wykształcone, bogate, które traciły wzrok, zachowywały majątek, stanowiska wcześniej zajmowane i wpływy. Osobami tymi zajmę się w kolejnych artykułach. W jednym z najbliższych odcinków tego cyklu omówię również życie, znaczenie i rolę niewidomych bardów, muzyków i recytatorów. Teraz omówię niegodne życie i niegodne zdobywanie środków utrzymania przez zwykłych, przeciętnych ludzi wolnych, bez szczególnych uzdolnień oraz zwykłych niewolników. Podkreślam tę zwykłość, tę przeciętność, gdyż osoby wybitnie uzdolnione, nawet niewolnicy, żyli lepiej, niż ci zwykli, przeciętni.
W starożytności możemy wyodrębnić trzy rodzaje zajęć, które były dostępne dla zwykłych niewidomych niewolników i zwykłych niezamożnych niewidomych. Ludzie mówią, że bogatemu to diabeł dziecko kołysze, a biednemu to zawsze wiatr w oczy. I jest to dosadnie, ale prawdziwie ujęty problem.
Otóż nie licząc bogatych i wybitnie uzdolnionych, niewidomi w starożytności mogli:
- wykonywać bardzo proste, ciężkie prace fizyczne,
- uprawiać prostytucję,
- zajmować się żebractwem.
Dwa pierwsze "zawody" omówię skrótowo, bo i wiele nie da się powiedzieć na te tematy. Żebractwo natomiast omówię bardzo dokładnie, i to w różnych wymiarach, gdyż istnieje ono do czasów nam współczesnym i to również w różnych wymiarach.
Wracając jednak do starożytności - Max Schofler w książce pt. "Niewidomy w życiu narodu" pisze:
 "Zdolności ślepego niewolnika były wprawdzie ograniczone, ale zapobiegało jego ucieczce, a do użycia go, jako siły napędowej, wzrok nie był mu potrzebny. Tak więc używano ślepych niewolników jako siłę napędową do wioseł na galerach, do poruszania młynów ręcznych, do mieszania mleka przy wyrobie masła, w kamieniołomach przy przetaczaniu bloków skalnych lub w kopalniach rudy przy łamaniu, sortowaniu i mieleniu rudy. Kto nie był niewidomy, tracił wkrótce wzrok podczas niebezpiecznych prac i w niehigienicznych warunkach. Sprowadzeni raz do kopalni nieszczęśnicy, nie opuszczali jej więcej.
Plutarch pisze na ten temat: "Robotnicy byli przeważnie zakuci w łańcuchy i ginęli w tych zapowietrzonych pomieszczeniach". Pozbawieni wzroku, strąceni na samo dno ciemnoty społecznej i wyrzuceni poza nawias pulsującego życia, żyli przeklęci jak robactwo w brzuchu matki ziemi tak długo, aż wyczerpały się ich siły, ciała zżerane chorobą rozpadały się i uchodziło z nich życie. Umysł i duch, zwiędły im już dawno".
Dalej ten sam autor:
 "Wyjątek istnieje również w ustawodawstwie tybetańskim. Porzucanie lub uśmiercanie niemowląt było tam zabronione. Czy było to wyrazem jakichś wyższych pojęć moralnych, czy też zmierzało to do nieograniczonego pomnażania liczby niewolników, nie da się na podstawie istniejących źródeł ustalić. Ubogi Tybetanin mógł swoje dziecko oddać władzom państwowym, które z kolei sprzedawały je za niedużym odstępnym. Nabywca wychowywał je jako niewolnika i korzystał z jego pracy bez wynagrodzenia. Prowadziło to do wynaturzeń, ujawniających pełnię zła i wyzysku, do którego może być zdolny człowiek wobec człowieka.
Tak zwani nutricatores, to jest rodzaj ludzkich bestii, którzy robili sobie z tego zawód, wychowywali dziewczęta na prostytutki i osiągnęli zysk z sutenerstwa, chłopców zaś sprzedawali jako niewolników lub po okaleczeniu, zmuszali ich do uprawiania żebractwa. Na tym społecznym i obyczajowym podłożu, los niewidomych dzieci był na ogół przesądzony. Jeśli ułomność widoczna była już przy urodzeniu, czekała je zagłada. W ten sposób ulegała wydatnej redukcji duża ilość niewidomych noworodków. Jeśli jednak ślepota noworodka nie została zauważona i dziecko zostało przyjęte do rodziny, nie wolno było już go porzucić. Jeśli jednak takie dziecko zostało przekazane władzy państwowej i sprzedane, jego wartość gospodarcza dla nabywcy polegała na tym, że po odchowaniu, w wypadku gdy chodzi o chłopca, spędzał życie zakuty na galerze jako wioślarz lub przy obracaniu kamieni młyńskich, przy sortowaniu i rozbijaniu brył kruszcowych w kopalni, względnie wszędzie tam, gdzie używane były proste urządzenia, nie wymagające posługiwania się wzrokiem. Natomiast niewidome dziewczęta wychowywano na prostytutki. Dzieci ułomne i ślepe, wysyłano jako żebraków-niewolników, by swoim stanem wywołującym litość żebrały o jałmużnę, którą następnie oddawać musiały swoim panom. Zawodowi ci przedsiębiorcy okaleczali nawet zdrowe dzieci, przy czym najchętniej stosowane było oślepianie z uwagi na to, że ślepota wzbudzała szczególną litość, a tym samym sprzyjała otrzymywaniu większej jałmużny, a co za tym idzie, zwiększała dochody właściciela żebraka-niewolnika".
Mamy więc opis życia niewidomych niewolników w starożytnych państwach. Z pewnością do uprawiania najstarszego zawodu świata oczy nie są niezbędne. Potrzebna była dobra figura i uroda. Jeżeli do wykonywania tego hańbiącego zawodu dodamy brak skutecznych środków antykoncepcyjnych, brak higieny i bardzo niski poziom medycyny, podobnej raczej do magii, niż do nauki, możemy sobie wyobrazić życie niewolnych niewidomych dziewcząt. Pracowały jako prostytutki dopóki były młode i zdrowe. Później mogły być tylko żebraczkami.
Tak samo wioślarzowi na galerach, zatrudnionemu w ciemnościach kopalni czy przy obracaniu kamienia młyńskiego wzrok nie był koniecznie potrzebny. Nie trzeba widzieć bata nadzorcy, żeby usłyszeć jego świst i poczuć ból. Najgorsze chyba jednak było to, że całe życie miało tak wyglądać. Nie było żadnej nadziei na jego zmianę, a raczej była pewność, że będzie gorzej. Niewolnik, który tracił siły z powodu choroby czy starości, stawał się niepotrzebny, zbędny i nie warto było łożyć na jego utrzymanie. Można było go po prostu wyrzucić, zabić albo wykorzystywać jako żebraka.  

Czym jest żebractwo?

 Jest rodzajem postawy, a raczej trzecim jej członem, czyli działaniem.
Termin "postawa" oznacza stosunek człowieka do siebie, do innych ludzi, do zwierząt, ojczyzny itp. Postawy składają się z części poznawczych, emocjonalnych i działania lub gotowości do działania.
 Najpierw musimy wiedzieć, z czym mamy do czynienia, czyli poznać człowieka, zwierzę, ideę itp. Na tej podstawie wytwarza się nasz stosunek do tego, co poznaliśmy - miłość, życzliwość, niechęć, strach lub inne uczucia. Trzecim członem jest działanie albo gotowość do działania. Przykładem może być pożar. Wywołuje on zainteresowanie, chęć dowiedzenia się, co się pali, czy komuś zagraża, czy mnie zagraża. Wytwarza się stosunek emocjonalny do tego, czego się dowiadujemy i chęć działania. Działanie to może polegać na ucieczce albo włączeniu się w ratowanie.
 Niewidomi od prawieków zajmowali się żebraniem. Obecnie nie jest to ich głównym zajęciem, ale ciągle można spotkać niewidomego żebraka.
Niektórzy "poznali" swoją niepełnosprawność i ocenili, że może ona przynosić korzyści materialne. Ich stosunek emocjonalny do niepełnosprawności stopniowo zmieniał się z negatywnego na pozytywny. Ślepota wywołuje litość. Normalnie niewidomi nie lubią, kiedy stają się przedmiotem litości. Inaczej jest u niewidomych żebraków. Ich emocje uległy zmianie i litość stała się dla nich źródłem dochodów, a więc czymś pozytywnym. Z tego poznania i z tych emocji zrodziło się działanie, czyli żebranie w miejscach publicznych, w których przebywa dużo ludzi. Im więcej litości wzbudzają, tym datki sypią się częściej i są one bardziej szczodre, a przecież o to chodzi.  

Niewidomi żebracy w starożytności

Już parę razy wspominałem o uprawianiu tego "zawodu". Teraz przyszedł czas na pogłębienie zagadnienia.
Niewidomych żebraków można podzielić na:
- niewidomych niezamożnych, ale wolnych żebraków,
- niewidomych niewolnych żebraków wykorzystywanych przez ich panów, którzy prowadzili przedsiębiorstwa żebracze.
Max Schofler pisze:
"Gdy ślepota wystąpiła u dziecka po przyjęciu go do rodziny, wówczas zazwyczaj nie pozbywano się go. Rosło ono jak normalne dziecko i nie popadało już w stan niewolnictwa. Tym tłumaczy się jakkolwiek na ogół rzadko, że urodzeni jako ślepi lub później oślepli, trafiają do literatury antycznej. Ich warunki socjalne tym różnią się od niewidomych niewolników, że nie popadają w zależność niewolniczą. Na ogół prowadzą oni wolne życie żebracze. Tacy, którzy oślepli w starszym wieku lub na skutek przebytych chorób, okalali ulice i place, oblegali świątynie i pałace, dopraszając się jałmużny.
Ślepota i kij żebraczy, były z reguły nierozerwalnie złączone. Kalectwo to uchodziło za największe nieszczęście zesłane przez bogów lub zadawane sobie wzajemnie przez ludzi. I tak będzie, dopóki będzie istniał świat. Ludzi tak upośledzonych przez los, prawie u wszystkich narodów antycznych, darzono specjalnymi względami. Niewidomy żebrak mógł zająć miejsce na takich placach, które dla innych ludzi były zabronione. Wyraża się to trafnie w przysłowiu arabskim: "Zanim wybudowano meczet, już ustawiali się przy nim niewidomi".
Życie wolnych niewidomych żebraków było więc znośne w porównaniu z niewidomymi "pracownikami przedsiebiorstw żebraczych". Ci ostatni i ich ślepota byli wykorzystywani do pomnażania dóbr swych panów, za co otrzymywali nędzne łachy i baty".
 Max Schofler powołując się na bbb Sencea pisze na ten temat:
 "Dla korzyści swoich panów, słaniają się niewidomi niewolnicy wsparci o swoje kije żebracze. Gdy pan, obliczając całodzienny plon zdobytej jałmużny uzna, że dochód jest za mały, rzuca się na nieszczęśnika bijąc go i przeklinając i woła: za mało przyniosłeś. Możesz teraz lamentować i błagać o litość. Trzeba było robić to wobec przechodniów. Otrzymałbyś wówczas większe datki i mógłbyś mi więcej przynieść".
I dalej czytamy tego autora:
"W namiętnej mowie oskarżycielskiej w procesie przeciwko właścicielowi przedsiębiorstwa żebraczego, maluje Cassius Severus poglądowy obraz tych wszystkich okaleczeń, jakich dopuścił się oskarżony na swoich ofiarach, by przysposobić je do zawodu żebraka.
Nas interesować może tylko fakt, że oślepianie biednych stworzeń, odgrywało tu istotną rolę. Wyrażało się to w następujących wypowiedziach: "Żebrak ten ma świetne oczy i dlatego należy wyrwać je z korzeniami". Również inny mówca przytacza podobne wypowiedzi jak te: "Spojrzyjcie na zniekształcone członki tych nieszczęśników. Nie wiem w jaki sposób jednych pozbawiono rąk, innym wyrwano oczy, a jeszcze innym połamano nogi. Dlaczego was to przeraża? Tak współczuje ten oto zbrodniarz. Tyle członków zostaje połamanych, by napełnić jeden jedyny brzuch i - nowy rodzaj okropności - zdrowych, wyżywiają kalecy".
I dalej:
Położenie socjalne niewidomych w Rzymie obrazuje następujący opis: "Klepią oni biedę jako nędzni i poniewierani żebracy, chwytając okruchy ze stołu państwa i bogaczy. Prowadzeni przez psa, przeciągają ulicami, starając się swoim kalectwem wzbudzić miłosierdzie. Ich schronieniem było może otwarte sklepienie, ich pies był może jedynym towarzyszem ich nędzy, ich pożywieniem - chleb przeznaczony dla psa, ich jedynym majątkiem - kij żebraczy, koc, słomianka i wózek. Śmierć w odludnym kącie, była ich wybawieniem".
Ale wystarczy tych makabrycznych opisów. Czas płynie, wszystko mija, przeminęła również starożytność. Nie wszystko jednak od razu uległo zmianie na lepsze, ale zmiany zostały zapoczątkowane.

Chrześcijaństwo i średniowiecze

 Nauka chrześcijaństwa przyjęła za najważniejszą wartość duszę człowieka i Boga. Nauka ta głosiła miłość do wszystkich cierpiących nędzę, ucisk i prześladowanie. Jej wyznawcy jednoczyli się w związki religijne, które interesowały się również materialnymi potrzebami życia człowieka. Chrześcijaństwo zostało uznane za religię państwową przez cesarza Konstantego (274-337).
Przemiany etyczno-społeczne uległy wówczas zasadniczym przemianom. W rezultacie pozycja społeczna niewidomych i innych osób niepełnosprawnych uległa zmianie.
Podstawą zmian stosunku do niewidomych stał się fragment Ewangelii św. Jana:
"Nauczycielu powiedz, kto zgrzeszył, on czy jego rodzice, że on urodził się ślepy? - Ani on, ani jego rodzice nie zgrzeszyli, tylko dzieła boże miały być na nim objawione". I Chrystus uleczył ślepego Bartymeusa".
Kolejny fragment Ewangelii: "Co uczyniliście najbiedniejszemu z moich braci, uczyniliście mnie".
Max Schofler pisze:
"Poprzez liczne ustępy tekstu Biblii odnoszące się do sprawy ślepoty, stał niewidomy - jak żaden inny ułomny - w centralnym punkcie religijnych rozważań i działalności młodego chrystianizmu. Został on nie tylko przyjęty jak brat - wyznawca do chrześcijańskiej gminy, lecz również został zrównany towarzysko, na skutek czego, został on nie tylko wydźwignięty z pozycji pariasa - żebraka, lecz również został wyposażony w pewnego rodzaju nimb religijny. Na nim miały być objawione dzieła boże, do których należała również miłość bliźniego. W ten sposób zyskali niewidomi w szczególnej mierze opiekę gminy w pierwszym okresie chrześcijaństwa i od tego momentu zasadniczo zmieniła się ich sytuacja życiowa na lepsze. Dobre uczynki wyświadczone niewidomemu miały szczególną wagę dla osiągnięcia zbawienia duszy. Kto bowiem mógł udowodnić, że prowadzi Bogu miłe życie, a czynili to wszyscy pobożni chrześcijanie i kierownicy ich placówek, ten nigdy nie omieszkał wyraźnie podkreślić, że jego miłosierna działalność dotyczyła niewidomych. Tak więc znajdujemy w najwcześniejszym chrześcijaństwie w całym piśmiennictwie średniowiecznego kościoła, ciągłe powracające wskazania na pomoc udzielaną niewidomym. Wskazania te występują w niepokojącej obfitości, z czego należy wnioskować, że w owych czasach było bardzo wielu niewidomych.
Charytatywna działalność wczesnochrześcijańskich gmin rozciągała się od człowieka do człowieka, a więc miała czysto indywidualny charakter. W tej postaci doszła zasada miłości bliźniego do najpełniejszego wyrazu..."
 Rozpoczęło się średniowiecze, a wraz z upadkiem rzymskiego imperium nastąpiła niezwykła nędza. W tej sytuacji gminy chrześcijańskie przyjęły publiczne zadanie opieki nad ubogimi. Ruch charytatywny rozrósł się i zatracił indywidualny wymiar. Miłość bliźniego przestała działać na zasadzie od człowieka do człowieka i powstały instytucje kościelne: schroniska, szpitale, bractwa, klasztory i fundacje. Udzielały one pomocy anonimowym rzeszom nędzarzy.
 Max Schofler pisze:
"Jałmużnictwo stało się religijnym celem samym w sobie. W przytułkach, bractwach, klasztornych szpitalach i temu podobnych urządzeniach, karmiono ubogich, pielęgnowano chorych. Poszukującym dachu nad głową udzielano schronienia, a opuszczone i kalekie dzieci gromadzono i wychowywano. Ta wielkoduszna opieka nad ubogimi, obejmowała, oczywiście, również niewidomych, a nawet dawała im pierwszeństwo przed innymi. Mała jednak tylko część spośród nich, mogła w takim szpitalu znaleźć stały pobyt, gdyż ilość chorych była zbyt duża. Zostawali oni jednak obdarzeni przywilejem, jaki miał kościół do rozdania w ramach systemu jałmużniczego. Jak w czasach przedchrześcijańskich przy świątyniach i świętościach, tak i teraz, siadywali znowu niewidomi masowo na ożywionych ulicach i placach. Ciągnęli oni gromadami do miejsc odpustowych i do miejsc, do których robione są pielgrzymki. Otaczali wejścia do bazylik, kościołów i furt klasztornych. Spotykano ich na wszystkich uroczystych okazjach. Obraz bytu żebraczego niewidomych w życiu publicznym, kreślił Dante Alighieri (1265-1321) w swojej "Boskiej komedii" pieśń XIII, wiersz 59, w następujących słowach: (treść podana prozą przez tłumacza)
"... Podobni niewidomym, cierpiącym nędzę i głód, stoją oni głowa przy głowie na placu odpustowym, żebrząc i pochylając się. Dla poruszenia serc bliźnich wzbudzają litość nie tylko pożałowania godnym wyglądem, lecz pełnymi narzekań słowami".
Otrzymujący jałmużnę, nie był w chrześcijańskim średniowieczu pogardzany lecz z religijnych pobudek społeczeństwa, skazany na żebranie. Jego pozycja społeczna była zalegalizowana. Podczas tego okresu średniowiecza, rosła liczba niewidomych i kalek potwornie. Porzucanie i zabijanie nienormalnych niemowląt było przez chrześcijaństwo zwalczane i zabronione".
Dalej Max Schofler pisze:
"Na niewidomych miały się objawiać boże dzieła, a nędza istniała po to, by na niej można było z wewnętrznych pobudek religijnych uprawiać dzieła miłości bliźniego".
I jeszcze cytat z Maxa Schoflera:
"W wyniku wojen krzyżowych i innych wojennych poczynań, straciło wzrok na skutek gwałtownych oślepień, bezpośrednio odniesionych poranień oczu, zaraźliwych chorób oczu (np. egipskie zapalenie itd.) bardzo wielu ludzi. Dla nich zakładano w różnych miastach szpitale, w których żyli zorganizowani w "bractwa niewidomych". Największym przedsięwzięciem tego rodzaju był "przytułek pod trzydziestym piątym", który ufundował Ludwik Pobożny w 1256 r. w Paryżu dla 300 niewidomych. Te religijne bractwa żyły z jałmużny udzielanej przez obywateli miasta, w zamian za co, niewidomi modlili się za swoich dobroczyńców i śpiewali msze.
W miarę rozkwitu miast, podejmowały również gminy fundację tego rodzaju przytułków. W jakim duchu to się działo, wynika z uchwały, podjętej przez obywateli miasta Hanoweru w 1256 r. Brzmiała ona:
"Powodowani wielką gorliwością i zachęceni przez Ducha Świętego, bez którego nie może być nic dobrego i trwałego, postanawia się założyć przytułek pod wezwaniem Ducha Świętego, by mógł służyć za schronisko dla pielgrzymów i innych wędrowców oraz by ślepi, chorzy lub obarczeni innymi chorobami, mogli być przyjęci i pielęgnowani".
Jakkolwiek niewidomi w tego rodzaju przytułkach i szpitalach znajdowali warunki stałego pobytu, niemniej jednak byli zmuszeni oddawać się żebractwu. Ich kalectwo zapewniało im większe zyski z jałmużny niż innym ubogim potrzebującym pomocy. Musieli oni nawet ze swoich dochodów, częściowo pokrywać koszty utrzymania tych instytucji. Co się tyczy lokatorów "Przytułku pod trzydziestym piątym" zaznacza np. francuski satyryk Ruebe: "Nie rozumiał, dlaczego król kazał w tym domu umieścić trzystu niewidomych, którzy gromadami przeciągają ulice Paryża i jak długo trwa dzień, nie ustają krzyczeć. Potrącają się wzajemnie, zadając sobie uszkodzenia ciała, gdyż nikt ich nie prowadzi".
 Niewidomi żebracy weszli do literatury, jako przykłady ludzkiej nędzy. Jest sporo takich przykładów, ale przytaczam tylko jeden.
Teofil Gautier w powieści "Kapitan Fracasse" nakreślił obraz niewidomego żebraka, który wzbudza litość i odrazę. Poczytajmy:
 "Dokoła nie było widać żywej duszy, tylko na skraju drogi stał ślepy żebrak w towarzystwie chłopca, liczący zapewne na miłosierdzie przejeżdżających tędy ludzi.
 Ten niewidomy, wyglądający na bardzo sędziwego, śpiewał przez nos pieśń, w której opłakiwał swą ślepotę i błagał przechodniów o litość, przyrzekając im swe modły i gwarantując raj w zamian za jałmużnę. Już od dłuższego czasu jego żałobny głos docierał uszu Izabeli i Sigognaca, uparcie przeszkadzając rozmowie zakochanych.
 Baron zaczął się już niecierpliwić, gdyż przykro jest słyszeć kruka, gdy śpiewa słowik.
 Kiedy byli już blisko starego nędzarza, ten ostatni, na znak dany przez swego przewodnika, podwoił jęki i błagania. Aby podniecić hojność przechodzących, potrząsał drewnianą miseczką, w której brzęczało kilka groszy, denarów, srebrników i różnych innych monet. Na głowie miał dziurawą szmatę, a plecy, zgarbione jak łuk mostu, okrył brązową derką z szorstkiej i ciężkiej wełny, odpowiedniejszą raczej dla zwierzęcia niż dla człowieka i odziedziczoną chyba po jakimś mule zdechłym na nosaciznę lub parchy. Wywrócone oczy ślepca świeciły białkami i sprawiały ohydne wrażenie na ciemnej i pomarszczonej twarzy. Dolna jej część była pokryta długą aż do pasa, siwą brodą, godną kapucyna lub pustelnika, stanowiącą jakby drugi biegun uwłosienia głowy. Z całego ciała widoczne były tylko drżące ręce, które wydobywały się poprzez otwór siermięgi, aby potrząsać miseczką. Na znak pokory i poddania woli Opatrzności żebrak ukląkł na garści słomy bardziej wygniecionej i zgniłej niż legowisko Hioba. Litość dla tego ludzkiego łachmana musiała się mieszać z odrazą i, rzucając mu jałmużnę, nie można było nie odwrócić głowy".
 
 W Europie następowały dalsze przemiany społeczno-gospodarcze. W ich wyniku nastąpiła zmiana stosunku do żebraków. Zaczęto wypędzać ich z miast, wydawać zarządzenia, których celem było wyelimninowanie żebractwa bez wyeliminowania jego przyczyn.
 Max Schofler omawiając dalsze przemiany społeczno-gospodarcze średniowiecznej Europy pisze:
"Ruch ten przeszedł również na wydziedziczonych i pozbawionych praw. Cielesna ułomność i prawdziwa bezradność wynikająca z nędzy, musiały z jednej strony bronić się przed włóczęgostwem zdemoralizowanych mas, z drugiej zaś strony, przed drakońskimi zarządzeniami ustanowionymi dla walki z żebractwem, godzącymi we wszystkich ubogich. Tak więc powstały również wśród kalek i niewidomych takie "wolne bractwa". Poddawały się one z miejsca pod opiekę jakiejś gminy kościelnej, co jednak było możliwe tylko w większych miastach. Tak np. spotykamy się z bractwami niewidomych w XV wieku w Strasburgu, w Zurychu, we Frankfurcie nad Menem i w innych miastach różnych krajów Europy. W tych stowarzyszeniach stało się niewidomym możliwe, również i w najcięższych warunkach w dalszym ciągu wykonywać zawód żebraka, nie narażając się na skutki wyjętego spod prawa bytu żebraczego pozostałych żebraków nie stowarzyszonych. Wobec tego, że obecnie jałmużna dawana była nie tylko w naturaliach lecz również w pieniądzach, stwarzało to warunki szybszego zaopatrywania się".
Stowarzyszenia "cechy" niewidomych żebraków, które powstały jeszcze w średniowieczu były początkiem ruchu niewidomych. Miały one swoje władze i instruktorów, zwanych mistrzami, którzy uczyli nowo przyjętych rzemiosła, czyli zasad cechu żebraków i śpiewania pieśni pobożnych. Mistrzowie zbierali się co roku w różnych tajnych miejscach, w karczmach stojących wśród bagien, w zapomnianych chatach gajowych i radzili nad przyjęciem nowych członków oraz sprawować sądy.
Dopiero Marcin Luter przeciwstawił się średniowiecznej filozofii żebractwa. Stwierdził on: "Kto nie pracuje, ten nie będzie jadł". Pracę zawodową uznał za "służbę bożą". Było to nowe podejście do problemu żebractwa, do pracy i do służby bożej.
 Marcin Luter uważał, że każdy powinien pracować, a jeżeli nie mógł, społeczność powinna zapewnić mu warunki egzystencji. Pracy dla niewidomych jednak nie było i żebractwo kwitło nadal. Stopniowo jednak zmianom ulegał sposób myślenia o niewidomych. Jednak dopiero pod koniec osiemnastego stulecia zaczęto ich nauczać przedmiotów ogólnych i niektórych zawodów. Pisałem o tym w jedenastym odcinku mojego cyklu.  

Żebractwo i działalność charytatywna na rzecz niewidomych

 Wynalezienie pisma dla niewidomych, rozwój szkolnictwa i zatrudnianie niewidomych w niektórych zawodach nie wyeliminowało żebractwa. Nadal dla wielu było ono podstawowym źródłem utrzymania. Niemal cała pomoc organizowana dla niewidomych, powstawanie szkół, wydawanie książek, a nawet zatrudnianie opierało się na zasadach charytatywnych. Oprócz indywidualnego żebractwa niewidomych rozwinęło się na znaczną skalę żebractwo zinstytucjonalizowane w postaci działalności charytatywnej. Praca dla niewidomych była szczytną ideą, ale głównie tylko ideą. W praktyce nadal rzesze niewidomych wegetowały na utrzymaniu rodzin albo utrzymywały się z żebractwa. Tak było do pierwszej wojny światowej. Wtedy zatrudnianie niewidomych okazało się koniecznością, a nie dobroczynnością im świadczoną. To jednak inne zagadnienie i zajmę się nim w przyszłości.  

Współczesne formy żebractwa

 Obecnie w Polsce i w innych krajach zdarzają się przypadki niewidomych żebraków uprawiających ten proceder w miejscach publicznych - pod kościołami, na dworcach, na ulicach miast. W Nowym Jorku na lotnisku pewien dowcipny, a zarazem precyzyjny niewidomy żebrał z tabliczką na piersiach takiej oto treści: "Jestem niewidomy i prawdopodobnie czarny, proszę o wsparcie". No tak, skąd on mógł wiedzieć, jaki ma kolor jego skóra. Tak mu mówiono, ale czy to prawda - stąd to "prawdopodobnie".
Indywidualne żebractwo nie występuje jednak już na masową skalę w miejscach publicznych. Rozwinęło się natomiast żebranie w instytucjach i instytucjonalne żebractwo.
Niektórzy niewidomi, ci rzeczywiście niewidomi i ci, którzy są uznawani za niewidomych, wyspecjalizowali się w korzystaniu z pomocy różnych instytucji. Są oni stałymi klientami powiatowych i miejskich ośrodków pomocy społecznej, Caritasu i innych instytucji. Ślepota nadal uważana jest za największe nieszczęście. Ułatwia to uzyskiwanie pomocy. Przesadnie przedstawiają oni swoją sytuację, jako niezmiernie trudną i uzyskują pomoc.
Nie piszę o osobach znajdujących się w wyjątkowo trudnych warunkach, które nie są zdolne do zapewnienia sobie materialnych podstaw życia. Osoby te zmuszone są korzystać z pomocy instytucji do tego powołanych.
Mam na myśli takie osoby, które doskonale wiedzą, gdzie i kiedy można otrzymać jakąś pomoc. Korzystają z zasiłków, z paczek żywnościowych, z odzieży, z dofinansowań na udział w turnusach rehabilitacyjnych oraz dofinansowań na inne cele itd. Dodam, że korzystają w dużym wymiarze, tak że żyją całkiem nieźle. Korzystają również z takiej pomocy, która nie jest im niezbędna, a nawet całkowicie niepotrzebna. Jeżeli niewidomy stara się o dofinansowanie drogiego sprzętu komputerowego, tabletu czy podobnych urządzeń, których nie potrafi obsługiwać i nie chce się nauczyć, bo urządzenia te nie znajdują zastosowania w jego życiu, jest to czysta forma żebractwa. Niewidomy ten ubiega się o pomoc nie dla siebie, tylko dla dzieci czy wnuków.
Za formę żebractwa uznaję również udział w różnych, często całkowicie zbędnych szkoleniach, np. szkoleniach poszukiwania pracy, wówczas kiedy nie mają zamiaru pracy poszukiwać ani podejmować. Powstało wiele stowarzyszeń i fundacji, które organizują różne, przeróżne szkolenia, a niektóre osoby z uszkodzonym wzrokiem chętnie biorą w nich udział. Korzystają z darmowego wyżywienia, przebywają wśród ludzi i nic więcej im nie trzeba. W zajęciach uczestniczą, a jak się da to nie uczestniczą i uważają, że jest świetnie. Zdarza się, że taki "wieczny student" jedzie z jednego szkolenia na drugie, bez przerwy między nimi.
Moim zdaniem formą żebractwa jest również wykorzystywanie niepełnosprawności w celu uzyskania korzyści. Mogą to być różne korzyści: materialne, finansowe, w postaci usług, zwolnienia z obowiązków, które nie są nadmiernie trudne, uznawanie uprawnień, które nie przysługują innym, za naturalne, chociaż są one szkodliwe np. skrócony czas pracy.
Wszelkie postawy roszczeniowe są formą współczesnego żebractwa. Osoby z takimi postawami nie liczą się z potrzebami i możliwościami innych ludzi czy instytucji i wymuszają wszystko, co uznają za korzystne dla nich. To się nam należy i basta, i tylko to ich obchodzi.
Na szeroką skalę rozwinęło się żebractwo w imieniu niewidomych. Stowarzyszenia zrzeszające niewidomych i słabowidzących oraz fundacje działające na ich rzecz żebrzą w ich imieniu wszędzie, gdzie się tylko da. Żebrzą na kawę i ciastka, na imprezy integracyjne, na wycieczki, na rajdy, na pielgrzymki, na paczki dla niewidomych, na sprzęt rehabilitacyjny, na szkoły i na inne cele, jakie tylko uda się wymyśleć. Część tej działalności można uznać za potrzebną, za celową, ale nie każda jest naprawdę potrzebna. Wydaje się, że pomoc w zapewnieniu znośnych warunków życia jest uzasadniona, ale czy dotyczy to również wyścigów samochodowych niewidomych czy głuchoniewidomych.
Od czasu do czasu dowiadujemy się o dziwnych działaniach na rzecz niewidomych, o próbach dostosowania szlaków górskich do potrzeb osób niewidomych, tak żeby mogli z nich korzystać bez przewodników, o miasteczkach komunikacyjnych do nauki orientacji przestrzennej, o ogrodach z brajlowskimi podpisami roślin i Bóg wie jeszcze o czym.
I byłoby wszystko w porządku, gdyby bogaci niewidomi zaspokajali swoje fanaberie z własnych pieniędzy. Tak jednak nie jest. Każde z takich cudownych przedsięwzięć finansowane jest z wyżebranych pieniędzy w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, w samorządzie miasta czy województwa, w firmach i wszędzie, gdzie się tylko da.
Uważam, że jest to bardzo negatywne zjawisko, które prowadzi do obniżania poczucia własnej wartości niewidomych i godzi w ich ludzką godność.

 Podsumowanie

 Współczesność nie jest pełna samych dobrych działań na rzecz niewidomych. W czasach współczesnych występuje wiele negatywnych zjawisk, o których jeszcze nie raz będę pisał. Czasy współczesne są jednak dla niewidomych bez porównania lepsze od tych, dawno i niedawno minionych. Mogliśmy przekonać się o tym czytając opisy Maksa Schoflera. Musimy przyznać, że obecnie nie ma już aż takiej nędzy, że godność niewidomych nie jest aż tak poniewierana, jak to było w dawnych wiekach. Oczywiście chcielibyśmy, żeby zniknęły wszystkie mankamenty z naszego życia, ale chyba nigdy tak nie będzie, żeby na Ziemi Raj zapanował. Porównując jednak warunki, w jakich żyli niewidomi w starożytności, w średniowieczu i później, możemy stwierdzić, że oddaliliśmy się od piekła i przybliżyliśmy się do Raju.
I jeszcze jedno - dokonując przeglądu warunków życia niewidomych na przestrzeni stuleci i tysiącleci staram się podkreślać ich dążenia do poprawy swojego losu i ich rolę w rozwoju instytucji, urządzeń i prawa. Już w średniowieczu powstawały cechy niewidomych żebraków, które starały się wpływać na "warunki pracy" swoich członków, wspierać w sytuacjach, w których sobie nie radzili i regulować wzajemne stosunki. Niewidomy Ludwik Braille wynalazł pismo punktowe, inni konstruowali sprzęt i pomoce rehabilitacyjne, jeszcze inni zakładali szkoły, biblioteki, zakłady pracy, stowarzyszenia i fundacje. Wybitni niewidomi przyczyniali się do rozwoju nauki, tworzyli dzieła literackie i muzyczne, byli i są wirtuozami światowej sławy. Tysiące niewidomych angażowało się i angażuje w pracę na rzecz innych, setki tysięcy niewidomych na świecie utrzymywało się i utrzymuje z własnej pracy oraz zapewnia utrzymanie swoim rodzinom. O tym też warto wiedzieć i o tym będę pisał w przyszłości. Chcę ograniczać negatywne oddziaływanie na naszą świadomość różnych form żebractwa oraz innych dziwnych poczynań w imieniu niewidomych. Mamy powody do dyskomfortu psychicznego, ale mamy też powody do dumy z osiągnięć niewidomych. Jedno i drugie jest naszym udziałem, naszą rzeczywistością, częścią naszego społecznego życia.