Logo 1%

Przekaż 1% naszej organizacji

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z laską przez tysiąclecia (cz. 45)

Poglądy osób z uszkodzonym wzrokiem dotyczące ślepoty i ludzi widzących

Skryba

Z lektury poprzednich trzech artykułów można było dowiedzieć się, jakie poglądy, mity i uprzedzenia funkcjonują w świadomości społecznej oraz jakie są ich przyczyny. Teraz zajmę się poglądami, uprzedzeniami i innymi postawami osób z uszkodzonym wzrokiem. Wywierają one bowiem wpływ na psychikę niewidomych i słabowidzących, na ich rehabilitację i społeczne funkcjonowanie.
 

Poglądy osób z uszkodzonym wzrokiem na temat ślepoty i jej skutków

 
Można powiedzieć, że ogół wyznawanych poglądów dotyczących własnej niepełnosprawności i ludzi widzących jest to "filozofia ślepoty".
System tych poglądów wywiera wpływ pozytywny albo negatywny na różne dziedziny życia osoby z uszkodzonym wzrokiem.
Mogą być różne poglądy, oceny i różne postawy wobec niepełnosprawności, wobec ludzi i wobec siebie.
- Niektórzy uważają, że niepełnosprawność jest karą za grzechy własne albo rodziców. W takim przypadku, utrata wzroku wiąże się z poczuciem winy. Nie ma żadnych podstaw, żeby tak uważać, ale to nie zawsze przeszkadza, żeby taki pogląd wyznawać.
- Są niewidomi, którzy uważają się za ludzi lepszych od innych, że cierpią za grzechy ludzi widzących, że są godni podziwu i szacunku. Burzy to podstawy kontaktów z osobami widzącymi i nie sprzyja rehabilitacji psychicznej oraz społecznej.
Niektórzy niewidomi budują swoją filozofię życiową na przekonaniu, że są bardziej wrażliwi, że wszystko przeżywają głębiej, mocniej, że brak wzroku sprzyja skupieniu, przemyśleniom, osiąganiu wyżyn szlachetności. To również nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym i przy zderzeniu z rzeczywistością jest powodem frustracji.
- Wielu niewidomych uważa, że mają doskonalszy słuch, dotyk, węch i mają szósty zmysł. Poglądy te weryfikuje codzienne życie i powstają sprzeczne oceny. Niewidomy posiada wyostrzone pozostałe zmysły, potrafi wykonywać różne czynności lepiej, niż to robią ludzie widzący, ale wymaga ciągłej pomocy, bo jemu wszystko przychodzi trudniej, bo nie wszystko może, bo wszystko jest dla niego niebezpieczne.
- Oczywiście, wielu niewidomych realnie ocenia swoje możliwości i ograniczenia. Osoby te nie rezygnują z niczego, co jest dla nich dostępne i nie nakreślają sobie nieosiągalnych celów życiowych. Filozofia ślepoty oparta na realizmie jest korzystna, nie powoduje dodatkowych trudności, nie wywołuje stresów itd.
W filozofii ślepoty mieści się wiele różnych poglądów - prawidłowych, nieprawidłowych oraz z goła karykaturalnych.
Niezmiernie ważny jest realizm - prawidłowa ocena ograniczeń i możliwości, własnych albo osób bliskich czy rehabilitowanych. Wszelkie stereotypy, mity, poglądy i wyobrażenia, niezależnie od tego czy przeceniają, czy nie doceniają możliwości osób z uszkodzonym wzrokiem, są szkodliwe i utrudniają proces rehabilitacji. Są więc wielką przeszkodzą na drodze do usamodzielnienia.
 

Dwa główne nurty w spojrzeniu na ślepotę i jej skutki

 
Od czasów pierwszej wojny światowej do czasów nam współczesnych w zbiorowej świadomości środowiska osób z uszkodzonym wzrokiem funkcjonują dwie krańcowo różne oceny możliwości niewidomych. Również wcześniej byli ludzie, którzy rozumieli potrzebę kształtowania poglądów osób niewidomych, wytwarzania u nich poczucia godności osobistej i realnej oceny własnych możliwości. Z pewnością osobą taką był francuski niewidomy działacz z XIX wieku Ludwik Maurycy Monier de la Sizeranne. Nie było jednak warunków do oddziaływania na szerokie rzesze niewidomych ani podstaw społecznych, prawnych i ekonomicznych kształtowania ich prawidłowych poglądów. O Ludwiku Maurycym Monier de la Sizeranne wspominałem kilkakrotnie w artykułach tego cyklu. Jego skrócony życiorys znaleźć można w artykule 28. "Niewidomi działający na rzecz niewidomych". Warunki niezbędne do zmiany świadomości pojawiły się w okresie I wojny światowej. Pisałem o tym w artykule 13. "Zatrudnienie niewidomych w niektórych krajach do czasów współczesnych".
Teraz przybliżę czytelnikom teorie, z których jedna ukształtowana została w XIX stuleciu, a druga zrodziła się właśnie w czasie I wojny światowej.
Według pierwszej, paternalistycznej, tej ukształtowanej w dziewiętnastowiecznych szkołach dla niewidomych, niewidomi nie są zdolni do samodzielnego decydowania o swoim losie, nie mają takich możliwości i od kołyski do trumny muszą korzystać z pomocy i opieki. Na szczęście oficjalnie poglądy takie nie są chyba już głoszone. Nieoficjalnie jednak są ludzie, którzy tak myślą.
Według drugiej teorii, której początki sięgają okresu I wojny światowej, niewidomi wiele mogą, wiele potrafią, są ludźmi sprawnymi, samodzielnymi, odpowiedzialnymi, a ich ślepota jest niedogodnością, którą można pokonać. Niewidomi nie powinni korzystać z pomocy innych ludzi, powinni radzić sobie sami, oczywiście, po przejściu solidnego szkolenia rehabilitacyjnego. Taką filozofię ślepoty wyznaje i głosi Amerykańska Narodowa Federacja Niewidomych.
Nie od razu teoria ta została ukształtowana w tak radykalnej postaci. Rozwijała się stopniowo i nigdy nie stała się powszechnie obowiązująca.
Żadna z tych filozofii nie jest w pełni prawdziwa. Nie jest prawdą, że ślepota jest zaledwie drobną niedogodnością, ale nie jest też prawdą, że jest najgorszym kalectwem i największym nieszczęściem.
Oczywiście, teorie te rzadko występują w czystej postaci. Najczęściej niewidomi wyznają umiarkowane poglądy, chociaż mogą skłaniać się w kierunku jednej lub drugiej teorii. Niekiedy też wyznają tę teorię, która aktualnie lepiej odpowiada ich potrzebom. Jeżeli potrzebują pomocy socjalnej, są biedni, niezaradni, nieszczęśliwi. Jeżeli starają się o pracę, a to wszystko mogą, wszystko potrafią.
Przedstawiłem ogólny zarys poglądów osób z uszkodzonym wzrokiem na temat niepełnosprawności wynikającej z braku lub ograniczonych możliwości widzenia. Poniżej postaram się bardziej szczegółowo omówić niektóre poglądy.
 

Wiara w możliwości osób z uszkodzonym wzrokiem

 
Niektóre osoby niewidome charakteryzuje nadmierna wiara w swoje możliwości.
Jeżeli w otoczeniu osoby z uszkodzonym wzrokiem - dziecka lub człowieka dorosłego, panuje huraoptymizm, zgodnie z poglądami, że niewidomi mają niezwykłe uzdolnienia, szósty zmysł, że wszystko mogą i potrafią - to nie jest dobrze. Po pierwsze poglądy te nie sprawdzają się w konkretnych przypadkach, po drugie tak naprawdę mało kto w nie wierzy. Głoszenie tych poglądów jednak musi deprymować niewidomego, a głównie nowo ociemniałego. "Inni mogą, ale ja nie. Przecież nie mam takich zdolności. Punkty brajlowskie wyczuwam bardzo słabo, żadnego szóstego zmysłu nie mam, słuchu absolutnego też nie, kolorów palcami nie rozpoznaję, więc nigdy nie osiągnę tego, co ponoć osiągają inni niewidomi". Zapomina się przy tym, że ci inni też tego wszystkiego nie mają. Dobre wyczucie w palcach przy czytaniu pisma brajla wyrobili sobie w toku długotrwałych, żmudnych, uciążliwych ćwiczeń. Słuchać też nauczyli się z konieczności. Wszystko, co osiągnęli, jest wynikiem ich ciężkiej, wytrwałej, konsekwentnej pracy, a nie szczególnych uzdolnień. Jeżeli mówi się o tym nowo ociemniałemu, odpowiada: "No tak, ale ja w to nie wierzę, a i szczególnych zdolności nie mam. Muszę więc pogodzić się z losem, bo i tak nic w życiu nie osiągnę".
Nadmierna wiara w możliwości osób z uszkodzonym wzrokiem jest szkodliwa ze względów rehabilitacyjnych. Z drugiej strony brak wiary jest również niekorzystny z tych samych względów. Konieczna jest więc wiara, ale bez przesady.
Rehabilitacja jest procesem trwającym przez całe życie. Podstawowe umiejętności można opanować na specjalnych kursach rehabilitacyjnych albo w ośrodkach szkolno-wychowawczych dla niewidomych czy innych zakładach. Umiejętności te jednak muszą być doskonalone i opanowywane ciągle nowe. Dlatego niezwykle ważnym zadaniem rehabilitacyjnym jest wytworzenie u osób z uszkodzonym wzrokiem wiary w ich możliwości, która wynika z realnych przesłanek, a nie z mitów, pragnień i ułudy. Jest to bardzo ważne, gdyż bez tej wiary osoba z uszkodzonym wzrokiem nie może w pełni się realizować, osiągać dostępnych celów życiowych, a przede wszystkim optymalnej samodzielności i niezależności od innych ludzi.
Przeciwieństwem nadmiernej wiary we własne możliwości jest brak takiej wiary.
Są osoby z uszkodzonym wzrokiem, które nie doceniają swoich możliwości. Taki pogląd jest również szkodliwy. Osoby te nie podejmują zadań rehabilitacyjnych, zawodowych, społecznych i życiowych, gdyż z góry zakładają, że im nie podołają. Niedocenianie swoich możliwości jest więc przeszkodą na drodze do samodzielności, na drodze kompleksowej rehabilitacji, w tym rehabilitacji psychicznej.
Osób, które charakteryzuje brak wiary w możliwości niewidomych jest chyba jednak więcej niż tych, które skłonne są przeceniać własne walory.
Z niedocenianiem możliwości osób z uszkodzonym wzrokiem wiąże się często stosunek do ślepoty. Niewidomi i ociemniali, podobnie jak ludzie widzący, często uważają, że ślepota jest największym nieszczęściem, "dopustem bożym" i doskonałym wyjaśnieniem oraz usprawiedliwieniem wszystkich ich niepowodzeń, kłopotów i przykrości.
Pogląd, że ślepota jest najgorszym nieszczęściem i stereotypy niewidomego funkcjonujące w rodzinach osób z uszkodzonym wzrokiem, w ich otoczeniu oraz w świadomości samych niewidomych i słabowidzących poważnie utrudniają podjęcie decyzji o rozpoczęciu rehabilitacji. Można spotkać się z wypowiedziami: "I tak nic to nie da. Cokolwiek bym nie robił, zawsze będę niewidomym, ślepym, ciemnym, kaleką, ułomnym, niepełnosprawnym. Zawsze będę nieszczęśliwy, niezależnie od tego, co bym robił albo nie robił. Po co więc się wysilać?" Użycie wymienionych określeń zależy od poziomu kulturowego środowiska.
Poglądy takie często wzmacniają najbliżsi brakiem wiary w możliwości rehabilitacji i życie godne, bez nadmiernego uzależnienia od pomocy osób widzących.
Ociemniały twierdzi, że po utracie wzroku ludzie zaczęli traktować go jak zużyty mebel. Nawet żona nie chciała mieć z nim nic wspólnego i postarała się o rozwód. Gdyby widział, nadal żyłby jak człowiek. Na uwagę, że wielu niewidomych żyje jak inni ludzie - pracują, wychowują dzieci, a ich żony nie myślą o rozwodzie - odparł, że są to ludzie dobrze sytuowani, a ich żony lubią pieniądze. Nie przeszkadzało mu w głoszeniu takich poglądów to, że był bardzo dobrze sytuowany, miał wysoką górniczą rentę i dodatkowo dobrze zarabiał. O tym nie mówił. Nie mówił też o tym, że lubi dużo i często wypić.
Inny niewidomy po pijanemu spadł ze schodów w domu wczasowym. Złamał nogę, która się nie zrosła. Powstał rzekomy staw, co poważnie utrudniało chodzenie. Był on święcie przekonany, że to nowe nieszczęście jest wynikiem pierwszego, czyli utraty wzroku.
Niewidomy, zwolniony z pracy za pijaństwo i burdy, nie chciał uznać swojej winy. Twierdził, że przy tak wielkim nieszczęściu, jakie go spotkało, można czasami trochę wypić, aby zapomnieć o kłopotach. Nikt o to nie powinien mieć pretensji.
Niektórzy niewidomi twierdzą, że przyczyną wszystkich ich niepowodzeń jest przeklęta ślepota. Trudności z wychowaniem dzieci, nabity guz, zabrudzone ubranie, samotność, brak przyjaciół, wygodnego mieszkania, codzienne małe i duże kłopoty, to wszystko przez ślepotę. Gdybym widział... to co by było? Ludzie widzący też się rozwodzą, mają trudności w pracy i wychowawcze z dziećmi, nie wszyscy mają przyjaciół, są zdrowi, nie wszyscy posiadają luksusowe mieszkania i osiągają wysokie zarobki. Może warto rozejrzeć się wśród znajomych i zastanowić, czy ich życie pozbawione jest trosk, czy jest szczęśliwe. Nie można twierdzić, że niewidomym żyje się łatwiej, że ich życie jest dostatniejsze, szczęśliwsze niż ludzi widzących. Tak nie jest. Człowiek, tracąc wzrok, traci bardzo dużo, ale nie to jest najważniejsze. Ważne jest to, co mu pozostało, a nie to co utracił. I na tym należy się skupić, to wykorzystać, a nie opłakiwać tego, co zostało utracone.
 

Przecenianie czynników zewnętrznych

 
Wrogiem samodzielności osób niewidomych, przede wszystkim nowo ociemniałych, jest nadzieja na odzyskanie wzroku. Nadzieja ta jest rodzajem poglądu, przekonania, które wyrasta z pragnień, a nie z wiedzy.
Z faktu, że nowo ociemniały i jego rodzina najczęściej chcą wierzyć w możliwości odzyskania wzroku, wynika bierne oczekiwanie na spełnienie ich nadziei. Nadzieja jest ważnym czynnikiem zachowania zdrowia psychicznego, nadzieja umiera ostatnia, bez nadziei pokonywanie wielkich trudności byłoby niemożliwe. Chodzi więc o to, żeby nie zabijać wiary w okulistów, nadziei na odzyskanie wzroku i jednocześnie budować wiarę w możliwości rehabilitacji.
Jest to trudne zadanie, gdyż żywienie nawet nieuzasadnionej nadziei nie wymaga wysiłku, zaangażowania, podejmowania trudu nauczenia się wykonywania wielu czynności metodami bezwzrokowymi. Ponadto okuliści czasami, może dość często podtrzymują nieuzasadnioną nadzieję na choćby częściowe odzyskanie wzroku. Twierdzą, że obecnie nie dysponują skuteczną metodą leczenia, ale jednocześnie stwarzają podstawy nadziei, bo postęp nauk medycznych jest tak wielki...
Prawda jest taka, że śmiało można oczekiwać na postępy okulistyki i jednocześnie uczyć się żyć bez posługiwania się wzrokiem. Przecież nauczenie się samodzielnego poruszania się poza własnym mieszkaniem przy pomocy białej laski, wykonywania czynności samoobsługowych metodami bezwzrokowymi, posługiwania się udźwiękowionym komputerem itp. nie przeszkodzi w leczeniu oczu, jeżeli wyłoni się taka możliwość. Zanim jednak to nastąpi, trzeba żyć, trzeba jakoś sobie radzić. Trzeba więc nauczyć się wykonywania chociażby tylko najważniejszych czynności życiowych. Nadzieja na odzyskanie wzroku czy wiara w umiejętności okulistów nie powinny osłabiać woli walki z przeciwnościami.
Podobne trudności, jak nadzieja na odzyskanie wzroku niekiedy pełni przecenianie możliwości, jakie stwarza niewidomym sprzęt rehabilitacyjny, nowoczesna technika, technologia i informatyka. Przykładem może być górnik, który stracił wzrok w wypadku. W szpitalu dowiedział się, że opracowany został bardzo dobry, wszechstronny aparat o nazwie Heliotrop. Aparat ten miał mu wzrok zastąpić. Nie chciał więc niczego się uczyć i tylko czekał na produkcję Heliotropu. Aparat ten okazał się zupełnie nieprzydatny, a ociemniały stracił wiele czasu i szansę na szybką rehabilitację. Podobnie, niektórym osobom wydaje się, że udźwiękowiony komputer rozwiąże wszystkie ich problemy, umożliwi pracę zawodową i stworzy podstawy samodzielności. Oczywiście tak nie jest. Komputer może ułatwić np. pracę zawodową, ale to niewidomy musi umieć pracować, myśleć i rozwiązywać problemy, a nie komputer.
Wiara w możliwości, jakie daje stosowanie sprzętu rehabilitacyjnego, jest zaraz po braku wiary w jakiekolwiek możliwości niewidomych i przecenianiu osiągnięć medycyny, największą przeszkodą, która hamuje podjęcie procesu rehabilitacji. Przykłady te świadczą, jak wielki wpływ na życie człowieka mogą mieć jego poglądy.
Bez wątpienia w ostatnich dziesiątkach lat powstały niebywałe możliwości zastosowania w rehabilitacji niewidomych różnorodnych urządzeń. Trudno obecnie wyobrazić sobie młodego niewidomego, który nie posługuje się komputerem z mową syntetyczną. Nawigatory, GPS w telefonach komórkowych i inne urządzenia ułatwiają orientację przestrzenną oraz samodzielne chodzenie i podróżowanie.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie problemy rozwiązuje technika. Bez własnego wysiłku, bez woli walki z przeciwnościami, bez ćwiczeń i gromadzenia doświadczeń, niewidomy nie może osiągnąć optymalnego stopnia samodzielności. Wiara w postęp techniczny, niekiedy rozbudzana przez środki przekazu, często wspierana przez własne wygodnictwo i miłość najbliższych są przyczynami gnuśności i szarego życia bez przyszłości.
Niestety, żadne narzędzie, nawet najbardziej wyrafinowane urządzenie, myśleć za nikogo nie będzie, za niewidomego również nie. Może wydatnie pomóc w wykonywaniu wielu czynności. Są też i takie czynności, których bez zastosowania odpowiedniego sprzętu niewidomy wykonywać nie może. Nie można jednak przeceniać znaczenia sprzętu rehabilitacyjnego i wierzyć, że przy jego pomocy da się rozwiązywać wszystkie problemy. Mało tego, często posługiwanie się nowoczesnym sprzętem, w pierwszym okresie, wymaga wielkiego wysiłku. Komputer ułatwia wykonywanie różnych czynności, niektóre wręcz umożliwia, ale dopiero wówczas, gdy niewidomy opanuje sprawne posługiwanie się nim. A to nie jest takie proste.
Znaczenia sprzętu w rehabilitacji nie należy więc przeceniać. Trzeba wiedzieć, że niektórzy niewidomi osiągali wielkie sukcesy w czasach, w których nie było dla nich żadnego sprzętu. I trzeba też wiedzieć, że wielu nie osiąga żadnych sukcesów, chociaż mogą korzystać z bardzo dobrego sprzętu. Wszystko zależy od człowieka, od niewidomego, a nie od sprzętu i nawet nie od specjalistów rehabilitacji. Wszystko to może pomóc, ale tylko wówczas, gdy niewidomy czy ociemniały sam sobie pomoże, tj. zechce skorzystać z pomocy instruktorów i zechce nauczyć się posługiwać dostępnym sprzętem.
Jeszcze lepszą pomoc, bardziej wszechstronną niż sprzęt rehabilitacyjny, zapewnić może człowiek widzący. Każdy człowiek musi korzystać z pomocy innych ludzi. Im jest lepiej przygotowany do życia, tym jest bardziej samowystarczalny. Rzecz jasna, że niewidomi muszą częściej korzystać z pomocy niż inni ludzie, często z takiej pomocy, z której ludzie widzący nie korzystają. Dobór odzieży, zakupy w wielkopowierzchniowych sklepach czy na bazarach, zakupy mebli, odczytanie szyldu czy nazwy ulicy, znalezienie miejsca w autobusie czy pociągu i w wielu innych sytuacjach.
Zdarza się jednak, że niewidomy uważa, iż pomoc należy mu się zawsze i wszędzie, że obowiązkiem ludzi widzących jest udzielanie mu pomocy zawsze, kiedy tego potrzebuje. No i jest to fatalny pogląd, który utrudnia współżycie z ludźmi. Poza tym niewidomy nie zawsze może otrzymać pomoc, kiedy jej potrzebuje. Jeżeli uważa, że pomaganie niewidomym jest obowiązkiem ludzi widzących, a pomocy nie otrzymuje, wpływa to na jego negatywną ocenę ludzi widzących.
Niewidomy taki prosi o pomoc albo nawet wymusza pomoc przy wykonaniu czynności, które może sam wykonać. Takie postępowanie zraża do niego otoczenie i spotyka się z odmową pomocy. Wtedy jest niezadowolony, ma pretensje do ludzi, że mu pomagać nie chcą. Wpływa to negatywnie na jego psychikę i na kontakty społeczne.
Korzystanie z pomocy jest konieczne, ale należy z niej korzystać z umiarem, taktownie, zawsze za nią podziękować i nie odmawiać pomocy, której można udzielić innym osobom.
 

Samoocena i poczucie niższości lub wyższości

 
Z omówionymi wyżej poglądami wiąże się ściśle samoocena niewidomych i słabowidzących, czyli ocena własnych możliwości i ograniczeń, mocnych i słabych stron oraz cech osobowości. Ocena własnych możliwości może być prawidłowa, zawyżona lub zaniżona.
Prawidłowa samoocena wynika z realnej oceny swoich możliwości i ograniczeń. Zawyżona samoocena polega na przecenianiu swoich możliwości i niedocenianiu ograniczeń. Zaniżona natomiast wyolbrzymia ograniczenia i nie docenia możliwości. Niezależnie od tego, jaka jest samoocena, wynika ona z wyznawanej filozofii ślepoty, z poglądów na jej temat i wywiera wpływ na poglądy, na oceny siebie i innych ludzi oraz na zachowania
Prawidłowa samoocena jest celem i podstawą rehabilitacji, osiągania realnych celów, niepodejmowania nadmiernie trudnych zadań oraz nierezygnowania z wysiłków, których celem jest samodzielność. Osiągnięcia w tej dziedzinie powodują, że osoby z uszkodzonym wzrokiem charakteryzują się pozytywnymi poglądami dotyczącymi własnej osoby, innych osób niepełnosprawnych i ludzi widzących. Pozytywne poglądy stanowią dobrą podstawę prawidłowych postaw wobec siebie, swojej niepełnosprawności i wobec ludzi widzących.
Niektóre osoby z uszkodzonym wzrokiem mają tendencję do przeceniania swoich możliwości oraz możliwości innych niewidomych i słabowidzących. Twierdzą na przykład, że niewidomi niemal wszystko potrafią, mogą być lepszymi pracownikami od osób widzących, mogą wykonywać różne prace i czynności lepiej niż ludzie widzący. Niestety, takich możliwości nie mają, a łudzenie się czymś nierealnym nie stanowi właściwej podstawy rehabilitacji.
Są też niewidomi i słabowidzący, którzy uważają, że ich niepełnosprawność jest tak wielka, uciążliwa, tak ogranicza ich możliwości, że nie są zdolni niemal do niczego. Osoby te liczą wyłącznie na pomoc innych osób oraz instytucji i nie podejmują wysiłków w celu zdobycia samodzielności w dostępnym stopniu. Takie postawy również nie gwarantują rehabilitacyjnych sukcesów.
Przykładem mogą być wypowiedzi niektórych niewidomych na temat szybkości czytania systemem brajla. Twierdzą, że niewidomy brajlista może czytać równie szybko jak ludzie widzący. Nie jest to prawda. Głośno i wyraźnie może jeszcze da się porównać szybkość czytania tymi dwoma sposobami. Po cichu jednak jest to zupełnie niemożliwe. Niektórzy badacze podają, że dobry brajlista może osiągnąć szybkość czytania około 200 słów na minutę, inni natomiast uważają, że znacznie więcej. Szybkość przeciętnego niewidomego jest jednak mniejsza i wynosi około 120 słów na minutę. Osoby widzące, oczywiście takie, które dobrze opanowały tę czynność, potrafią po cichu czytać z szybkością ponad 500 słów na minutę. Wynika to stąd, że palce mają ograniczone pole dotyku, które jest znacznie mniejsze niż pole obejmowane wzrokiem.
W rezultacie każda próba dorównania osobom widzącym w szybkości czytania musi zakończyć się niepowodzeniem i bolesnym rozczarowaniem.
W każdym przypadku, kiedy niewidomy czy słabowidzący twierdzi, że osoba z uszkodzonym wzrokiem może jakieś czynności wykonywać lepiej i szybciej niż ludzie widzący kieruje się chęciami, a nie wiedzą i doświadczeniem. Nieskromnie powiem, że piszę więcej niż większość osób widzących, ale przecież Henrykowi Sienkiewiczowi ani Adamowi Mickiewiczowi nie dorównuję nawet w najmniejszym stopniu. Oczywiście niewidomy Jerzy Szczygieł pewnie również tym dwum nie dorównywał, ale był znanym pisarzem. Niewidomy może być lepszy tylko od słabszej od siebie osoby widzącej. Jeżeli zestawimy dwie osoby równe pod względem inteligencji, wiedzy, doświadczeń, uzdolnień i pod każdym innym, z pewnośsią osoba widząca zawsze będzie sprawniejsza od osoby niewidomej.
Osoby z uszkodzonym wzrokiem, które nie doceniają swoich możliwości, nie podejmują zadań rehabilitacyjnych, zawodowych, społecznych i życiowych, gdyż z góry zakładają, że im nie podołają. Niedocenianie swoich możliwości jest więc przeszkodzą na drodze do samodzielności, na drodze kompleksowej rehabilitacji, w tym rehabilitacji psychicznej. W rezultacie osoby psychicznie niezrehabilitowane charakteryzują negatywne postawy wobec siebie i innych ludzi.
Samoocena powinna być realna, a nie powodowana żalem, pretensjami do losu ani wybujałymi wyobrażeniami swoich możliwości. Jest to warunkiem rehabilitacji kompleksowej, a przede wszystkim psychicznej i społecznej.
Niestety, jak w każdym środowisku, tak i wśród niewidomych są osoby, które głoszą sprzeczne opinie na swój temat. Często twierdzą, że są ludźmi równie wartościowymi jak pozostali ludzie, niczym się od nich nie różnią, z tym że są od nich lepsi lub gorsi. Twierdzą, że wszystko mogą, wszystko potrafią, ale domagają się pomocy nawet w sytuacjach, w których mogliby sobie sami poradzić. Twierdzą, że są pierwszorzędnymi pracownikami i uważają, że pracodawcy powinni ich zatrudniać, mało od nich wymagać, ale za to stwarzać im różne udogodnienia, ze skróconym wymiarem czasu pracy włącznie.
Są też tacy, którzy obrażają się, jeżeli ktoś chce im pomóc, a innym razem twierdzą, że ludzie widzący są nieczuli i nie chcą im pomagać. Twierdzą, że są tacy sami jak inni, ale są bardziej wrażliwi, wnikliwi, lepsi. Jeżeli poglądy podobne głoszą różne osoby, jedna tak, druga inaczej, można to jeszcze zrozumieć. Jeżeli jednak ta sama osoba wygłasza sprzeczne opinie na swój temat - nie ma to nic wspólnego z logicznym myśleniem.
Niekonsekwentne poglądy osób niewidomych na własny temat mogą być nieświadomą tendencją dostosowywania się do sprzecznych oczekiwań otoczenia. Mogą też być próbami radzenia sobie z teoretyczną wiedzą na temat możliwości niewidomych i świadomością własnych ograniczeń. Mogą zależeć od zmiennych nastrojów, które przeżywa chyba każdy człowiek. Mogą też być skutkiem systemu pomocy socjalnej, która przeznaczona jest dla niezaradnych. Chęć skorzystania z pomocy wymaga wykazania swojej niezamożności i niezaradności. Z drugiej strony psychika wzdraga się przed uznaniem tego, co głosi się w celu uzyskania jakichś korzyści.
Zdarza się niekiedy, że ten sam niewidomy wygłasza sprzeczne poglądy na temat możliwości niewidomych. Potrafi głosić i uzasadniać na przykład, że niewidomi obdarzeni są niezwykłymi uzdolnieniami, i że nic nie potrafią. Zdarza się, że wierzy on w to co mówi i stara się poglądy swoje uzasadnić.
Znacznie częściej różni niewidomi głoszą różne poglądy na ten sam temat. Warto przytoczyć tu jedną parę takich sprzecznych poglądów. Jedna osoba niewidoma twierdzi, że "niewidomy może być tak świetnie zrehabilitowany i tak się zachowywać, że ludzie widzący nie zauważają jego niepełnosprawności". Inna osoba niewidoma twierdzi, że "nie jest prawdą, że niewidomi sami chodzą po mieście i podróżują, a ci, którzy tak twierdzą, przechwalają się i kłamią".
 Niewidomy ten w pierwszym przypadku stara się udowodnić rzecz niemożliwą, w drugim zaś nieprawdziwą.
Niewidomy nie może przez dłuższy czas i w różnych warunkach zachowywać się tak, żeby jego niepełnosprawność nie była widoczna. Jest to możliwe tylko przez krótki czas i w dogodnych warunkach, np. kiedy nie musi chodzić, niczego szukać, nie jest narażony na pokazywanie czegoś na zdjęciach czy rysunkach, na odbieranie pozasłownych sygnałów - kręcenia głową, skinięcia głową, machnięcia ręką, wzruszenia ramionami. Ludzie widzący, którzy długo pracują z niewidomymi poznają niewidomego nawet z tyłu i to w sytuacjach, których zachowuje się on bardzo swobodnie.
Nie warto natomiast uzasadniać, że niewidomi, nawet bez poczucia światła, mogą chodzić po ulicach miast i wsi oraz podróżować po całym świecie, jeżeli znają języki. Możliwości te udowodniło wielu niewidomych.
Sprzeczne, nielogiczne poglądy i oceny są szkodliwe, bo prowadzą do izolacji, do oderwania się od realiów życia, złego samopoczucia i stosowania mechanizmów obronnych, takich jak unikanie czy zaprzeczanie. Jest to szkodliwe i z tego względu, że przyczynia się do ograniczenia możliwości samodzielnego poruszania się, a przez to również wielu innych. Takie poglądy są antyrehabilitacyjne.
Rozważania te nie dotyczą tylko niewidomych. W otoczeniu każdego człowieka są również tacy, którzy swoje szanse, sukcesy, dokonania i dążenia oceniają w zależności od nastroju i innych okoliczności. W wygłaszaniu poglądów na swój temat różnią się nie tylko poszczególni ludzie, ale i całe narody. Amerykanin, na pytanie: "Co słychać?" albo "Jak leci?" zawsze odpowie: "Znakomicie". Odpowie tak nawet wówczas, gdy jest bliski bankructwa i ząb go boli. A Polak?...
Nie ma świata niewidomych i nie ma świata widzących. Jest jeden świat, a na nim wielka różnorodność dosłownie wszystkiego, ludzi również. I to jest rzeczywistość, którą należy uznać i pogodzić się z nią.
Z niską samooceną wiąże się poczucie niższości. Jest to tendencja do obniżania własnej wartości na skutek niepowodzeń i ograniczeń, np. z powodu niepełnosprawności.
Poczucie to powstaje i rozwija się u osób z uszkodzonym wzrokiem na skutek doświadczeń w kontaktach społecznych i przy wykonywaniu różnych czynności, które sprawiają im trudność. Porównywanie własnych ograniczeń z ludźmi, którzy ich nie mają, może prowadzić do niskiej samooceny i poczucia niższości. Jest to duży problem rehabilitacyjny. Sukcesy na drodze usamodzielnienia wymagają często podwyższenia samooceny, przywrócenia poczucia własnej wartości i wzbudzenia wiary we własne możliwości.
Z zawyżoną samooceną wiąże się poczucie wyższości. Jest to tendencja do nadmiernej wiary we własną wartość i ważność. U osób niepełnosprawnych, w tym u niewidomych i słabowidzących, poczucie wyższości może powstać z przekształcenia poczucia niższości. Jest to racjonalizacja polegająca na wyszukiwaniu takich cech, które mogą np. niewidomego korzystnie wyróżniać na tle innych ludzi. Często jest to przypisywanie sobie cech, których się nie posiada, np. absolutnego słuchu muzycznego. czy zdolności całkowitego skupiania się na realizowanych zadaniach. Prowadzi to m.in. do twierdzenia, że niewidomy może wykonywać jakieś czynności lepiej niż osoba widząca. Czasami są to oceny natury moralnej. Niewidomi są lepszymi ludźmi od osób widzących, a nawet cierpią za ich grzechy. Mówimy wówczas o ekspiacji. No, nie jest to piękny pogląd dotyczący własnej osoby oraz ludzi widzących.
Oczywiście, takie mechanizmy obronne nie sprawiają, że niewidomi stają się lepsi i to zarówno w dziedzinie funkcjonalnej, jak i moralnej. Jest to samooszukiwanie się, które na dłuższą metę staje się przeszkodą w rehabilitacji podstawowej, zawodowej, samorehabilitacji, przeszkodą we współżyciu z ludźmi, i powoduje wielkie trudności natury psychicznej.
 

Tyflocentryzm

 
W poglądach niektórych osób niewidomych dominuje przekonanie, że ich niepełnosprawność jest najważniejsza, że wszystko z niej wynika, i że wszystko należy jej podporządkować. Mówimy wówczas o tyflocentryzmie.
Określenie to składa się z dwóch słów - greckiego typhlos - niewidomy i łac. centrum - środek. W podobny sposób tworzonych jest wiele terminów, których treści odnoszą się do centrum, środka.
* Egocentryzm - ego łac., ja jestem w środku, jestem najważniejszy, wokół mnie świat się obraca. Jest to naturalna postawa dziecka w wieku przedszkolnym i z czasem zanika. Jeżeli występuje w życiu człowieka dorosłego, jest objawem niedojrzałości, niedostosowania do życia w społeczeństwie. Egocentryk nie jest zdolny do akceptowania innych poglądów i postaw niż własne. Tylko jego zdanie się liczy, tylko jego poglądy są prawdziwe, tylko jego potrzeby ważne.
* Polonocentryzm - Polska, Polacy, polskość są najważniejsze. Świat powinien to doceniać, szanować, wyróżniać. Tymczasem świat krzywdzi Polskę, jest wobec niej niesprawiedliwy, wrogi, perfidny.
Podobnie tworzone są: heliocentryzm, geocentryzm, teocentryzm i inne centryzmy.
* Tyflocentryzm jest to traktowanie siebie przede wszystkim jako osoby niewidomej, znajdującej się w centrum świata. Tyflocentryzm osłabia zdolność do akceptowania poglądów, postaw i potrzeb innych ludzi, ludzi widzących.
Tyflocentryk postrzega i ocenia otoczenie wyłącznie z własnego punktu widzenia. Wyolbrzymia przy tym znaczenie własnych doświadczeń, obserwacji, przemyśleń i przeżyć, przy równoczesnym negowaniu poglądów, opinii i potrzeb innych osób. Tyflocentryk jest przekonany, że on i jego potrzeby są najważniejsze. Według tyflocentryka, bardzo liczne osoby widzące źle traktują niewidomych, a tylko nieliczne są dla nich życzliwe, chcą im pomagać, przyjaźnić się z nimi, utrzymywać kontakty towarzyskie itp.
Świat kręci się wokół niewidomych, niewidomi są w centrum świata, są zawsze w porządku, a inni nie. Ludzie widzący po to żyją i po to widzą, żeby być na usługi niewidomych, a że niewielu jest takich, którzy chcą i potrafią sprostać ich oczekiwaniom, tyflocentrycy są pełni żalu, rozgoryczenia, pretensji. Odstrasza to od nich ludzi, co z kolei wzmacnia ich gorycz.
Może jest to przerysowany obraz niewidomych tyflocentryków, ale przecież wśród niewidomych są i takie osoby.
Niewidoma przyszła do biura Polskiego Związku Niewidomych z wielkimi pretensjami, że dźwiękowa sygnalizacja na pobliskim skrzyżowaniu jest znowu popsuta. Pracownica PZN-u powiedziała, że zna ten problem, że ciągle są interwencje w tej sprawie we właściwym urzędzie. Ludzie jednak celowo psują tę sygnalizację, bo im przeszkadza. Dodała, że trzeba ich zrozumieć, bo mieszkanie w pobliżu takiej sygnalizacji jest uciążliwe. Na co oburzona niewidoma wykrzyknęła: "A co mnie ludzie obchodzą? Ja chcę mieć bezpieczne przejście i tylko to mnie interesuje, a nie ludzie! Mnie się to należy! Bezpieczeństwo jest najważniejsze!"
Oczywiście, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale i warunki życia ludzi widzących są ważne. Trudno w lecie otworzyć okno i bez końca słuchać głośnych sygnałów ze skrzyżowania. Trzeba szukać jakiegoś kompromisu, a nie twierdzić, że mnie ludzie nic nie obchodzą.
Wszyscy członkowie rodziny muszą postępować tak, żeby było to korzystne dla niewidomego - nie przesuwać, nie przestawiać, nie zmieniać, nie pozostawiać uchylonych drzwi, mówić, że się coś stawia, coś zabiera itd. Oczywiście, że jest to potrzebne, bo ułatwia życie niewidomemu i chroni go przed bolesnymi uderzeniami, a także przed trudnym poszukiwaniem potrzebnych mu przedmiotów, które zostały położone w inne miejsce. Jeżeli jednak osoba niewidoma bezwzględnie wymaga przestrzegania tych słusznych zasad, staje się bardzo uciążliwym współmieszkańcem, zwłaszcza dla osób o bałaganiarskim usposobieniu. Tu też konieczny jest jakiś kompromis, czasami zrezygnowanie ze swoich "praw", uznania upodobań innych osób. Nie ma innych możliwości współżycia w jednym mieszkaniu.
W urzędzie, w lokalu stowarzyszenia, w sklepie tyflocentryk zachowuje się arogancko, nie prosi, lecz żąda. Twierdzi przy tym: "Wy tu po to jesteście, mnie się należy i basta".
Wrażenie po takim zachowaniu jest zawsze negatywne. Urzędnicy, podobnie jak inni ludzie, zapamiętują przede wszystkim zachowania krańcowe - bardzo sympatyczne i chamskie. W tym ostatnim przypadku, znowu podobnie jak większość ludzi, uogólniają i uważają, że tak postępują niewidomi. Czasami nawet osoby widzące pracujące przez wiele lat z niewidomymi, które powinny dobrze znać niewidomych i wiedzieć, że nie są oni jednakowi, również uogólniają, przypisując wszystkim cechy negatywne.
Tyflocentryzm, postawy roszczeniowe i nachalność w domaganiu się zaspokojenia swoich prawdziwych lub urojonych potrzeb, skutecznie psuje stosunki międzyludzkie oraz uniemożliwia niewidomym rehabilitację psychiczną i społeczną.
Tyflocentryzm komplikuje stosunki z ludźmi widzącymi, ogranicza możliwości życiowe niewidomych, wykorzystanie ich potencjału psychicznego i fizycznego.
Według tyflocentryków, ludzie widzący uważają, że niewidomy nie może być w pełni wartościowym człowiekiem, jest upośledzony pod każdym względem, chociaż ma niezwykłe zdolności. Tymczasem, według tyflocentryków, to niewidomi są lepszymi, pełniejszymi ludźmi, wszystko głębiej przeżywają, są wrażliwi, są lepszymi pracownikami, są wyjątkowo uzdolnieni, mają doskonały słuch muzyczny, doskonały dotyk i szósty zmysł. Niewidomi widzą duszą albo sercem, są szlachetni i cierpią za grzechy osób widzących.
Tyflocentrycy, podobnie jak egocentrycy, wszystko rozpatrują pod kątem własnego "ja". Ludzie widzący powinni mnie podziwiać i pomagać zawsze i wszędzie. Taka jest ich rola.
Postawy tyflocentryczne przejawiają niekiedy osoby, które sobie tego nie uświadamiają. Są głęboko przekonane, że niepełnosprawność wyróżnia ich pozytywnie spośród innych ludzi, niekiedy negatywnie, ale zawsze są oni nadzwyczajni.
Z poglądów tyflocentrycznych wynika przecenianie wiedzy o sobie.
Niektórzy niewidomi uważają, że wszystko o sobie wiedzą, że z racji swojej niepełnosprawności są specjalistami rehabilitacji i tyflologii. Są przekonani, że dosłownie wszystko wiedzą o funkcjonowaniu osób niewidomych i twierdzą, że tylko niewidomy może zrozumieć niewidomych. Stanowczo twierdzą, że osoba widząca nie jest do tego zdolna. Jak zawsze, tak i w tym przypadku, nie dotyczy to wszystkich niewidomych, lecz wielu.
Jest w tym pewna prawda. Ludziom widzącym wzrok utrudnia zrozumienie, jak można żyć bez możliwości posługiwania się nim. Dotyczy to jednak ludzi, którzy nie znają niewidomych oraz tych, którym się zdaje, że znają, a w rzeczywistości patrzą na niewidomych przez pryzmat stereotypów, mitów, uprzedzeń i wszelkich wypaczonych poglądów na ich temat. Nie dotyczy to natomiast osób, które są zdolne do samodzielnego myślenia i znają dobrze niewidomych. Część członków rodzin osób niewidomych, część fachowców zajmujących się rehabilitacją niewidomych oraz pracowników stowarzyszeń i instytucji działających na rzecz osób z uszkodzonym wzrokiem potrafi przezwyciężyć stereotypy i wczuć się w sytuację niewidomych. Są nawet osoby widzące, które więcej wiedzą o niewidomych niż większość niewidomych wie o sobie.
Wielu niewidomych, którzy uważają, że wszystko wiedzą o naturze swojej niepełnosprawności, nigdy niczego nie przeczytało na ten temat, nawet do prasy środowiskowej nie zaglądają. Uważają, że sam fakt życia bez wzroku czyni z nich fachowców tyflologów. Sprowadzając myśl do absurdu można powiedzieć, że tylko osoby z upośledzeniem umysłowym mogą zrozumieć problematykę osób z taką niepełnosprawnością.
Fakt, że są niewidomi, którzy nie pogłębiają wiedzy tyflologicznej, a jednocześnie są przekonani, że tylko oni są znawcami problematyki niewidomych, utrudnia im i wielu innym kontakty z ludźmi widzącymi. Jest to jedna z przyczyn izolacji społecznej, złego samopoczucia, braku możliwości osiągania dostępnych celów rehabilitacyjnych i życiowych.
 

Stosunek do żebractwa

 
Z poglądami na temat własnej niepełnosprawności, a także z warunkami życia wiąże się proceder żebractwa niewidomych. Żebractwo jest rodzajem postawy, a raczej trzecim członem postawy, czyli działaniem.
Niewidomi od prawieków zajmowali się żebraniem. Obecnie nie jest to ich głównym zajęciem, ale ciągle można spotkać niewidomego żebraka.
Dla niektórych może to być konieczność życiowa, zwłaszcza dla mało zaradnych, niezrehabilitowanych, dla takich którzy nie orientują się w możliwościach uzyskania pomocy. Niektórzy jednak "poznali" swoją niepełnosprawność i ocenili, że może ona przynosić korzyści materialne. Ich stosunek emocjonalny do niepełnosprawności stopniowo zmieniał się z negatywnego na pozytywny. Ślepota wywołuje litość. Normalnie niewidomi nie lubią, kiedy stają się przedmiotem litości. Inaczej jest u niewidomych żebraków. Ich emocje uległy zmianie i litość stała się dla nich źródłem dochodów, a więc czymś pozytywnym. Z tego poznania i z tych emocji zrodziło się działanie, czyli żebranie w miejscach publicznych, w których przebywa dużo ludzi. Im więcej litości wzbudzają, tym datki sypią się częściej i są one bardziej szczodre, a przecież o to chodzi.
Niektórzy udoskonalili swoje upodobania do żebractwa i nie żebrzą pod kościołami, lecz w instytucjach opieki społecznej, stowarzyszeniach, w fundacjach i wszędzie tam, gdzie można coś zyskać bez wystawiania czapki do przechodniów.
Istnieje również żebractwo zinstytucjonalizowane. Na rzecz niewidomych i słabowidzących żebrzą organizacje pozarządowe, stowarzyszenia i fundacje. Niestety, bez takiego żebractwa organizacje te nie mogłyby działać na rzecz osób z uszkodzonym wzrokiem. Państwo ani samorządy nie prowadzą takiej rehabilitacji, jaka jest potrzebna tym osobom, nie finansują również działalności rehabilitacyjnej prowadzonej przez organizacje pozarządowe, a tylko dofinansowują tę działalność. Zawsze potrzebny jest wkład własny, którego organizacje te nie mają. Muszą więc szukać sponsorów, muszą żebrać, żeby móc pomagać osobom niepełnosprawnym, w tym niewidomym i słabowidzącym.
Żebractwo, niezależnie od jego formy, jest żebractwem i szkodzi niewidomym. Utrwala bowiem stereotypy niewidomych, które następnie wywierają negatywny wpływ na ich życie.
 
Na zakończenie omawiania poglądów osób z uszkodzonym wzrokiem dotyczących norm postępowania w środowisku niewidomych i słabowidzących warto przytoczyć opis pewnego epizodu.
Otóż w "Biuletynie Informacyjnym" z sierpnia 1998 r., w rubryce "Interpretacje" znajduje się opis sytuacji, która charakteryzuje świadomość, poglądy i postawy niektórych osób z uszkodzonym wzrokiem. Czytamy:
"Na całym świecie, w różnych sytuacjach, zapadają decyzje podejmowane przez wieloosobowe gremia. Decyzje podejmowane przez jedną osobę, kierownika, dyrektora, ministra itp. wymagają zastanowienia i wydania polecenia, podpisania dokumentu lub ustnego ogłoszenia swojej woli. Decyzje podejmowane kolektywnie, wymagają ustalenia, ilu członków zespołu decyzyjnego opowiada się za danym wnioskiem, ilu jest przeciwnych i ilu wstrzymuje się od głosu, czyli nie zajmuje stanowiska w danej sprawie.
Głosowanie może być jawne lub tajne. Odmianą jawnego głosowania, jest głosowanie imienne.
Najczęściej, w głosowaniu jawnym stosuje się podniesienie ręki, mandatu lub legitymacji.
Jawność "jawnego głosowania" polega na tym, że wszyscy, obecni w miejscu, w którym odbywa się głosowanie, mają możliwość wiedzieć, kto, jak głosował. Przykładem może być głosowanie w Sejmie. Instytucja ta posiada urządzenie do liczenia głosów. Nie wystarczy jednak naciśnięcie przycisku. Każdy poseł musi podnieść rękę i nacisnąć przycisk. Chodzi tu o to, żeby wszyscy posłowie mogli widzieć, kto, jak głosuje. Żeby nie było żadnych wątpliwości, urządzenie liczące głosy, rejestruje nazwiska i sposób głosowania wszystkich posłów.
Na całym, cywilizowanym świecie, jawne głosowania wyglądają podobnie. A jak jest w Polskim Związku Niewidomych?
Na posiedzeniu Zarządu Głównego PZN w dniu 28 czerwca 1998 r., odbywało się jawne głosowanie nad wnioskiem o powołanie Józefa Mendrunia na stanowisko kierownika Związku. W głosowaniu tym, trzy osoby były przeciwne tej kandydaturze. I było to ich dobre prawo. Prowadzący zebranie, przewodniczący ZG PZN Sylwester Peryt, osoba całkowicie niewidoma, zapytał, kto głosuje przeciw. No i podniósł się protest. Jedna z osób, członek ZG PZN, przedstawiciel dużego okręgu, zaczęła krzyczeć, że jest to dyskryminacja, że ona sobie nie życzy, że jeżeli tak ma być, to domaga się, żeby zawsze informować, kto jak głosuje. Osoba ta stwierdziła, że będzie domagała się zawsze imiennego głosowania. Podniosła się wrzawa. Prezes Peryt usiłował wycofać pytanie, ale nie od razu udało mu się uciszyć zebranych.
Jak już napisano, jawność głosowania polega na tym, że wszyscy zebrani mogą wiedzieć, kto jak głosuje. Mogą, nie oznacza, że muszą wiedzieć. Jeżeli np. głosowanie odbywa się nad punktem dotyczącym przyjęcia porządku obrad, wówczas nie wszystkich interesuje, kto jak głosuje. Osoby, których to interesuje - mogą patrzeć, a te niezainteresowane, nie muszą tego robić.
No i przechodzimy do sedna sprawy. Z opisanego zachowania i protestów wynika, że osoby liczące głosy mogły wiedzieć, jak kto głosował. Mogli też wiedzieć widzący pracownicy ZG PZN, inne widzące osoby np. przewodnicy, jeżeli byli wówczas na sali. Mogły też wiedzieć osoby słabowidzące. Tylko niewidomi członkowie ZG PZN, w tym jego przewodniczący, nie mogli wiedzieć, jak kto głosuje".
Dodam, że niektórzy niewidomi i słabowidzący mają pretensję do osób widzących, że ich nie rozumieją, że źle traktują, że... Czy mają do tego prawo, skoro sami potrafią się tak zachowywać w stosunku do niewidomych? I pomyślmy tylko, że tak zachowywali się niektórzy członkowie Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych. Świadczy to o poziomie świadomości społecznej tego środowiska.
 

Poglądy niewidomych i słabowidzących na temat ludzi widzących

 
Niewidomi na ogół mają pozytywny stosunek do ludzi widzących. Wtedy cieszą się również pozytywnym stosunkiem ludzi do nich.
Jest to dla nich niezmiernie ważne. Wówczas jest im łatwiej zyskiwać przyjaciół i korzystać z pomocy. Jedno i drugie pozytywnie wpływa na ich psychikę, na psychiczną rehabilitację.
Właściwy stosunek do ludzi wiąże się z ufnością, z wiarą w uczciwość w kontaktach niewidomych i słabowidzących z ludźmi widzącymi. Jednak nadmierna wiara w ludzi może świadczyć o naiwności i narażać na niemiłe niespodzianki. Niektórzy ludzie wiarę taką wykorzystają ze szkodą dla osoby niewidomej. Z drugiej zaś strony niewiara w ludzi utrudnia życie osobom nieufnym. Jest to szczególnie ważne dla niewidomych, którzy muszą ciągle korzystać z pomocy ludzi, a jednocześnie nie mogą łatwo oceniać ich zachowania. Wydaje się jednak, że brak wiary jest bardziej szkodliwy niż nawet nadmierne zaufanie. Nadmiar zaufania czasami naraża na straty czy na przykrości. Brak zaufania natomiast jest stałym czynnikiem negatywnie oddziaływującym na psychikę i na stosunki z ludźmi.
W poglądach osób niewidomych występuje często przecenianie możliwości ludzi widzących, komfort i bogactwo ich życia, przyjemności, z jakich korzystają w każdej godzinie. Porównują to wszystko ze swoimi ograniczeniami i dochodzą do wniosku, że ich życie jest bardzo ubogie, trudne.
Wywołuje to żal, a nawet pretensje do ludzi widzących. Niektórzy, zwłaszcza samotni, głośno mówią o swojej krzywdzie, zarzucają niewidomym, którzy założyli rodziny, że nic nie rozumieją, bo mają zawsze na swoje usługi widzącego współmałżonka. Wyobrażają sobie przy tym, że każde święto, imieniny, urodziny i wszystko inne jest doskonałą okazją do spotkań rodzinnych, do zabawy, do wspaniałych przeżyć. W ten sposób pretensje mają już nie tylko w stosunku do ludzi widzących, ale również do niewidomych, którym nie wiadomo dlaczego powodzi się lepiej niż im.
Takie osoby nie kryją się ze swoimi ocenami, pretensjami i żalem, ze swoim tyflocentryzmem. Mówią o tym, kiedy tylko mają kogoś, kto chce ich słuchać. Na ogół ludzie nie lubią słuchać o czyichś "cierpieniach", bólu, nieszczęściu. Unikają więc niewidomych, którzy lubią się żalić. Ci z kolei czują się samotni, nierozumiani, niedoceniani i przeżywają coraz większy żal do ludzi i coraz większe własne nieszczęście.
Są też niewidomi, którzy nie wykazują się konsekwencją w dążeniu do celu, wytrwałością, pracowitością, zaradnością, odwagą i rozwagą. Nie mają więc w życiu liczących się sukcesów. Przeciwnie, popełniają życiowe błędy, które komplikują im i tak trudne życie. Oczywiście, za wszystkie ich niepowodzenia i brak osiągnięć odpowiedzialna jest przeklęta ślepota. Gdybym widział... I co wówczas by było?
Niektórzy niewidomi przypisują ludziom widzącym cechy negatywne i nie zauważają ich cech pozytywnych.
Ludzie widzący są nieuczciwi, chętnie oszukują słabszych, a niewidomi są tymi słabszymi. Ludzie widzący naśmiewają się z niewidomych, są wścibscy, niedelikatni, przyglądają się ich nieporadności. Zamiast pomagać, bawią się ich kosztem.
Ludzie widzący porozumiewają się bez słów przeciw niewidomym. Ludzie widzący są draniami i to wszyscy bez wyjątku.
Rzeczywiście, zdarza się, że złodziej okradnie niewidomego, że ktoś nieuczciwy go oszuka, że nie pomoże, że będzie obserwował, wypowiadał swoje "mądrości" i zadawał niedelikatne pytania w rodzaju:
- Co się stało, że pani, pan nie widzi?
- A czy niewidomy może mieć dzieci?
- Dlaczego ożeniłeś się z niewidomą? Czy już nie było cię stać na lepszą?
- Dlaczego pani wyszła za niewidomego?
- Nie dosyć, że jesteś taki nieszczęśliwy, to jeszcze zachciało ci się dzieci na świat sprowadzić.
- Ja to bym wolał ręki czy nogi nie mieć, byle widzieć.
- Tylko złego człowieka mogło spotkać coś podobnego.
Pamiętajmy, że to się zdarza, a nie jest regułą. Ludzie na ogół życzliwie traktują niewidomych. Jeżeli nawet zadają niedelikatne pytania i robią grubiańskie uwagi, wynika to raczej z niskiego poziomu kultury i prostactwa, a nie ze złośliwości. Niewidomi powinni o tym wiedzieć, bo bez tego będą mieli wiele powodów do smutnych przeżyć.
 

Podsumowanie

 
W kontaktach z osobami z uszkodzonym wzrokiem można spotkać się z różnymi postawami, charakterami, upodobaniami i fanaberiami. Można spotkać osoby mądre, wrażliwe, wyrozumiałe, którym nic zarzucić nie można, ale również osoby gruboskórne, które nawet nie wiedzą, co to jest wrażliwość. Można spotkać ludzi uczciwych i bezmyślnych drani, np. takich, którzy w czasie odbywania kary pozbawienia wolności własnoręcznie się oślepili. Jeżeli ktoś spotka takiego oślepionego przestępcę, który odbył karę pozbawienia wolności, nic nie wie o jego przeszłości.
Natomiast to, że jest on niewidomy, każdy widzi. No i fakt, że osoba taka ma więcej cech złych niż dobrych, dla powierzchownego obserwatora, który nie lubi zastanawiać się, analizować i poszukiwać prawdy, ale łatwo uogólnia - wszyscy niewidomi są źli.
Prawda natomiast jest taka, że niewidomi pod względem charakterów, postaw, moralności i inteligencji nie różnią się od ludzi dysponujących dobrym wzrokiem. Wśród jednych i drugich można znaleźć przykłady takich zachowań, jakie potrzebne są do udowodnienia przyjętej tezy. Ktoś, kto przypisuje niewidomym same negatywne cechy, nie będzie miał trudności, żeby znaleźć wystarczającą liczbę przykładów. I odwrotnie, ktoś kto zechce wykazać, że niewidomi obdarzeni są pozytywnymi cechami osobowości, również łatwo znajdzie przykłady na poparcie tego twierdzenia.
Prawdę tę staram się udowadniać w artykułach cyklu "Z laską przez tysiąclecia".
W miarę postępów rehabilitacji i poprawy warunków życia niewidomych zmieniały się ich poglądy na własną niepełnosprawność, na możliwości i ograniczenia, które powoduje utrata wzroku oraz na ludzi widzących. Zmieniały się też poglądy ludzi widzących na niewidomych. Zmiany te jednak nie następują tak szybko, jak w innych dziedzinach, np. tyflotechnice, metodach rehabilitacji czy prawie dotyczącym osób niepełnosprawnych. Dlatego wciąż współistnieją różne poglądy na temat niewidomych, niejednokrotnie sprzeczne, wzajemnie się wykluczające.
W następnym artykule omówię czynniki wpływające na poglądy osób z uszkodzonym wzrokiem na temat ślepoty, możliwości i ograniczeń niewidomych oraz na temat ludzi widzących.