Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Zaduma nad okruchami historii (cz. 18)

Dwie nagrody

Stanisław Kotowski

W "Pochodni" nr 5(944)/2021 w rubryce "Z życia PZN" przeczytałem publikację pt. "Obrady Polskiego Związku Niewidomych" podpisaną Centrum Komunikacji PZN. W publikacji tej znalazłem informację, że pod koniec września 2021 r. odbył się XVIII Krajowy Zjazd Delegatów Polskiego Związku Niewidomych, na którym uczczono chwilą ciszy działaczy zmarłych w czasie minionej kadencji oraz że kilka osób zostało uhonorowanych za zaangażowaną działalność na rzecz środowiska. Czytamy:
"Uhonorowani
Pierwszego dnia obrad, 27 września 2021 r., Anna Woźniak-Szymańska, prezes ustępującego Zarządu Głównego PZN, poinformowała, że decyzją Zarządu Głównego grono członków honorowych powiększono o wymienione osoby: Wiesławę Kowalską, Teresę Szumowską oraz nieobecnego Edmunda Janke.
Minutą ciszy uczczono także pamięć zmarłych w czasie kończącej się kadencji działaczy i członków PZN (Zenona Bryję, Irenę Hadler, Andrzeja Kasztę, Marka Krochmala, Tadeusza Kurlanca, Jana Kwietnia, Jana Sidła, Jerzego Lisika, Piotra Łożyńskiego, Józefa Mendrunia, Tadeusza Milewskiego, Izabelę Snarską, Adama Tereszkiewicza, Krystynę Terlecką oraz Teresę Wrzesińską).
Tego samego dnia wręczono wyróżnienia im. Włodzimierza Kopydłowskiego - Człowieka Roku 2021 r. Wiesławie Kowalskiej, Elżbiecie Oleksiak oraz Tomaszowi Krzyżańskiemu za 2020 r.
Wręczono także honorowe odznaki PZN: Teresie Szumowskiej, Zdzisławie Krupie, Ewie Redzimskiej, Dorocie Moryc, Elżbiecie Bania oraz Piotrowi Kopycińskiemu".
Wszystkim wyróżnionym składam serdeczne gratulacje i przekazuję słowa szacunku.
Informacja ta jednak wywołała smutne refleksje. Wiedziałem o tym, że wcześniej Prezydium ZG PZN powołało Nagrodę im. kpt. Jana Silhana. Pamiętałem, że o powołaniu nagrody Włodzimierza Kopydłowskiego pisałem na łamach "Wiedzy i Myśli". Zacząłem więc pracę nad historią tych dwóch nagród.
W "Pochodni" z maja 1990 r. znalazłem publikację dotyczącą pierwszego Konkursu Nagrody im. kpt. Jana Silhana pt. "Konkurs rozstrzygnięty"
Czytamy:
"W ubiegłym roku minęła 100. rocznica urodzin znanego działacza ruchu niewidomych Jana Silhana. W tym też roku po raz pierwszy ogłoszono konkurs jego imienia. Powołane przez Prezydium Zarządu Głównego PZN jury w składzie: Andrzej Kaszta - przewodniczący oraz Władysław Gołąb, Stanisław Kotowski, Józef Mendruń i Sylwester Peryt postanowiło przyznać dwie równorzędne nagrody. Otrzymały je: Alicja Gościmska za działalność naukową i publicystyczną mającą istotne znaczenie dla środowiska niewidomych oraz za popularyzację problematyki niewidomych wśród widzących i Jadwiga Stańczakowa - za działalność publicystyczną i literacką, propagującą w społeczeństwie problemy związane z życiem niewidomych.
Alicja Gościmska od 50 lat jest związana ze środowiskiem niewidomych w Laskach. Najpierw pracowała jako wychowawczyni, a od 30 lat zajmuje się tyflologią. Jest autorką wielu opracowań naukowych i popularyzatorskich o ludziach zasłużonych dla niewidomych ("Torowała drogi", "Laski w czasie okupacji"), a także licznych artykułów, not encyklopedycznych oraz referatów na konferencje i sympozja krajowe i zagraniczne.
Druga laureatka, Jadwiga Stańczakowa, jest dobrze znana czytelnikom "Pochodni". Ta niewidoma pisarka rozpoczęła swą pracę publicystyczną 45 lat temu w Lublinie. Potem związała się z Polskim Radiem i dziennikiem "Głos Wybrzeża" w Gdańsku. Po utracie wzroku przeniosła się do Warszawy i w 1952 roku została redaktorem "Pochodni". W latach 50. debiutowała jako pisarka. Popularyzowała też sprawy niewidomych na antenie Polskiego Radia.
Jadwiga Stańczakowa jest autorką wielu książek, artykułów, wierszy i opowiadań. Prawie cała jej twórczość poetycka i prozatorska jest nagrana na taśmę i znajduje się w Bibliotece Centralnej PZN w Warszawie.
Jadwiga Stańczakowa pracowała także społecznie w Polskim Związku Niewidomych. Przez kilka lat była członkiem zarządu okręgu w Warszawie, a w latach 60. przewodniczyła pracy komisji popularyzującej sprawy niewidomych.
Gratulujemy laureatkom i przypominamy, że konkurs o nagrodę im. Jana Silhana będzie rozstrzygany co roku, a wnioski o jej przyznanie za 1990 rok należy składać do 31 grudnia br.".
To były pierwsze laureatki tej nagrody. Ostatnimi laureatami byli Lesław Szczerba, Michał Żółtowski.
W "Pochodni" z lutego 1999 r. znalazłem informację pt. "Nagrody dla pedagogów". Przytaczam fragmenty tej publikacji:
"29 grudnia ub. roku po raz ósmy w sali Muzeum Tyflologicznego przy ul. Konwiktorskiej w Warszawie wręczone zostały Nagrody im. kpt. Jana Silhana. Laureatami zostali: Lesław Szczerba, rektor Wyższej Szkoły Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach oraz Michał Żółtowski, wieloletni wychowawca i kierownik warsztatów w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach".
I jeszcze krótki fragment tej informacji:
"Wśród 12 nagrodzonych jest pięcioro niewidomych. Laureaci ósmej nagrody powinni otrzymać ją na początku 1997 roku, musieli jednak czekać dwa lata, aż się unormuje sytuacja w Polskim Związku Niewidomych. Nie było czasu i pieniędzy, by świętować na "tonącym Titanicu".

Następnie nagrody tej już nie przyznawano z powodu braku środków finansowych. Na 2003 r. została jeszcze przewidziana w programie działania pod warunkiem jednak, że PFRON przyzna środki finansowe na ten cel. PZN pieniędzy nie otrzymał i nagrody nie mógł przyznać.
W "Biuletynie Informacyjnym Trakt" Nr 4(23)/07 (kwiecień 2007) przeczytałem, a raczej przypomniałem sobie o projekcie ustanowienia nowej nagrody przyznawanej przez Polski Związek Niewidomych. Uznałem, że dla prawdy historycznej oraz pamięci i świadomości środowiskowej warto tę publikację przypomnieć oraz nieco szerzej omówić problemy wiążące się z traktowaniem doświadczeń historycznych w głównym stowarzyszeniu polskich niewidomych.
Przytaczam informację pt. "Nowe wyróżnienie".

"Nowe wyróżnienie
Na posiedzeniu Prezydium ZG PZN w dniach 26 i 27 lutego br. powstał projekt specjalnego wyróżnienia. W marcowym numerze "Pochodni" z 2007 r. czytamy: "W związku z 20. rocznicą śmierci byłego prezesa Związku, prawnika Włodzimierza Kopydłowskiego, która przypada 10 marca br., przewodnicząca ZG Anna Woźniak-Szymańska zaproponowała ustanowienie specjalnego wyróżnienia Jego imienia. Przyznawano by je co roku osobie niewidomej oraz jednostce Związku za wybitne osiągnięcia w pracy na rzecz niewidomych i słabowidzących. Członkom prezydium spodobał się pomysł. Szczegóły dopracowane zostaną na następne posiedzenie prezydium, a także przedstawione Zarządowi Głównemu do akceptacji".
Tak wygląda informacja dotycząca powołania tej nagrody. A teraz kilka zdań komentarza i informacji dotyczącej Nagrody im. kpt. Jana Silhana.
Wygląda na to, że historia i dorobek wybitnych działaczy nie liczy się w naszym środowisku.
W 1989 r. powołana została nagroda im. kpt. Jana Silhana. Przyznawano ją za szczególne osiągnięcia rehabilitacyjne lub tyflologiczne do 1998 r. Laureatami tej nagrody są: Jadwiga Stańczakowa, Alicja Gościmska, Michał Kaziów, Ryszard Gruszczyński, Zofia Sękowska, Józef Szczurek, Mieczysław Kozłowski, Ksawery Jasieński, Danuta Tomerska, Edwin Kowalik, Lesław Szczerba, Michał Żółtowski.
Następnie przyznawanie nagrody zostało zawieszone w związku z katastrofalną sytuacją finansową PZN-u. Czy więc nie wypadałoby wznowić jej przyznawanie zamiast tworzyć nowe wyróżnienie?
I wcale nie chodzi tu o osobę Włodzimierza Kopydłowskiego. Chodzi o ciągłość historyczną działania na rzecz niewidomych i słabowidzących. Nie powinniśmy odcinać się od naszych korzeni, od tradycji i tworzyć nowych wyróżnień, rezygnując bez powodu z wcześniej ustanowionych.
Dodać wypada, że Państwo Marget i Jan Silhanowie na ustanowienie nagrody przeznaczyli swoje oszczędności".
Zarząd Główny PZN zrealizował zapowiedź nagrody im. Włodzimierza Kopydłowskiego na posiedzeniu w czerwcu 2007 r.
W "Pochodni" z sierpnia 2007 r. w rubryce "Z obrad prezydium i plenum ZG" czytamy:
"Zatwierdzono regulamin konkursu "Człowiek Roku PZN" im. Włodzimierza Kopydłowskiego. W każdym kolejnym roku konkurs rozstrzygany będzie na jesieni, a statuetka wręczana laureatowi z okazji Dnia Białej Laski. Wnioski zbierane będą od stycznia do czerwca każdego roku. Wyjątkowo konkurs "Człowiek Roku 2007" rozstrzygnięty zostanie na XV Krajowym Zjeździe Delegatów, a więc na wiosnę 2008 r. Na tę edycję konkursu wnioski zbierane będą do końca br. Zgłaszać kandydatów mogą koła, okręgi oraz pozostałe jednostki Związku. Regulamin konkursu znajduje się na stronie internetowej Związku oraz w każdym okręgu i jednostce bez osobowości prawnej.
Wiesława Kowalska"
Tak więc konkurs "Człowiek Roku PZN" stał się faktem, a nagroda im. kpt. Jana Silhana zapadła się w nicość, bez jakiegokolwiek uzasadnienia, nawet bez decyzji w tej sprawie. Oczywiście członkowie Prezydium Zarządu Głównego PZN zapomnieli, że wcześniej przez ładnych kilka lat przyznawano nagrodę im. kpt. Jana Silhana i nie było komu im o tym przypomnieć. Po Krajowym Zjeździe PZN w marcu 2004 r. członkowie naczelnych władz Związku doszli do wniosku, że nie jest im potrzebna pomoc pracowników biura Zarządu Głównego. Wcześniej, przez dziesiątki lat, w posiedzeniach Prezydium i Plenum ZG PZN uczestniczyli wszyscy kierownicy działów biura ZG PZN. Początkowo w obradach tych gremiów brali udział również redaktorzy czasopism wydawanych przez ZG PZN. Następnie zrezygnowano z udziału w obradach redaktorów czasopism z wyjątkiem naczelnego redaktora "Pochodni". Kierownicy działów i redaktor "Pochodni" po wyżej wymienionym zjeździe PZN przestali być zapraszani na posiedzenia Prezydium i Plenum ZG PZN. W ten sposób zerwana została pamięć instytucjonalna w Polskim Związku Niewidomych i przez to zapomniano o nagrodzie im. kpt. Jana Silhana. Ciekawe, o ilu jeszcze sprawach zapomniano?
Obecność kierowników działów na obradach władz Związku była potrzebna. Mogli oni udzielać informacji niezbędnych przy podejmowaniu decyzji. No i co nie jest bez znaczenia, orientować się w polityce władz Związku.
Obecność naczelnego redaktora natomiast ułatwiała redagowanie najważniejszego czasopisma związkowego. Redaktor mógł orientować się w podejmowanych decyzjach, motywacjach, nastawieniach poszczególnych członków władz, w planach, możliwościach i ograniczeniach stowarzyszenia. Była to ważna wiedza, która umożliwiała w miarę bezkonfliktowe redagowanie "Pochodni". Ponadto, redaktor mógł w miarę potrzeby, przekazywać władzom informację dotyczące oczekiwań czytelników, ich potrzeb i ocen dotyczących władz stowarzyszenia.
Po zjeździe w marcu 2004 r. wszystko to okazało się zbędne. Cały przepływ informacji dotyczący działalności PZN-u zmonopolizowały pani przewodnicząca ZG i pani sekretarz generalna. Ponieważ te panie nie wszystko wiedziały i nie wszystko mogły wiedzieć, a także nie o wszystkim mogły chcieć informować, władze podejmujące decyzje nie miały pełnych, rzetelnych informacji. Tak obiektywnie rzecz ujmując trudno oczekiwać, żeby ktoś chętnie chciał mówić o tym, co dla niego niekorzystne, o zaniedbaniach, niedociągnięciach, pomyłkach.
Wracajmy jednak do zamiany jednej nagrody na drugą nagrodę.
Niełatwo przedstawić bogate życie kpt. Jana Silhana bez sięgania do archiwów, do protokołów zebrań różnych gremiów, do jego tekstów, wystąpień do władz, składanych wniosków i poglądów. Część informacji należałoby czerpać z czasopism i tekstów w języku Esperanto. Nie mam takich możliwości. Posłużę się więc artykułem napisanym przez redaktora Józefa Szczurka po śmierci kpt. Jana Silhana.
W "Pochodni" z sierpnia 1971 r. znajduje się artykuł, w którym autor przedstawił w skrócie całe życie ktp. Jana Silhana i jego dorobek.
Czytamy:
"Człowiek wielkiego serca
Józef Szczurek

W południe, 29 czerwca 1971 r. umarł Jan Silhan - człowiek, który całe swoje życie poświęcił sprawie niewidomych.
Przestało bić serce pełne gorących uczuć dla ludzi, sterane w nieustannej dla nich służbie, zgasł do końca świeży i bystry umysł. Na zawsze odszedł wielkiego formatu działacz społeczny, gorący patriota, przyjaciel każdego niewidomego i szlachetny człowiek. Życie jego było nieustanną pracą i działaniem.
Jan Silhan urodził się 1 listopada 1889 r. w Kijowie. Pochodził z polskiej rodziny kresowej. Jego ojciec - Franciszek - był buchalterem, a matka - Anna z Paczoskich - nauczycielką. Tam też ukończył szkołę średnią, a w 1907 r. rozpoczął studia inżynierskie na Politechnice Kijowskiej. W cztery lata później przeniósł się na Politechnikę Lwowską i tu zdał pierwszy egzamin państwowy. Wkrótce potem musiał przerwać studia, gdyż powołany został do służby wojskowej. Kiedy służba ta zbliżała się ku końcowi, wybuchła wojna światowa i Jan Silhan znalazł się na froncie serbskim. W listopadzie 1914 r., w rezultacie odniesionych ran, całkowicie utracił wzrok. Potem nastąpił dłuższy pobyt w klinice okulistycznej w Budapeszcie. Wzroku nie udało się uratować.
Jeszcze w czasie pobytu w klinice, Jan Silhan zetknął się ze znanym tyflopedagogiem - Halarewiczem, który nauczył go brajla i zapoznał z problematyką niewidomych, z możliwościami ich pracy. Możliwości te wówczas były bardzo skromne. Jan Silhan od wczesnej młodości pozostawał pod silnymi wpływami ideologii socjalistycznej. Brał czynny udział w ruchach studenckich w Kijowie i Lwowie. Odznaczał się wielką wrażliwością na ludzką niedolę. Teraz więc, gdy los postawił go wśród ludzi, którym nie dane jest widzieć, bez wahania postanowił poświęcić swoje życie rozwikłaniu ich trudnych dróg.
Po opuszczeniu szpitala Jan Silhan przez dwa lata pracuje w instytucie wychowawczym dla niewidomych dzieci w Wiedniu. W tym też czasie pogłębia studia na wydziale filozofii Wiedeńskiego Uniwersytetu, a jednocześnie sporo podróżuje po Europie. Interesuje go głównie sytuacja niewidomych i sposoby rozwiązywania ich zagadnień życiowych. W 1916 r. wstępuje w związek małżeński z asystentką wojskowego szpitala chirurgicznego - p. Margit, która od tego czasu będzie dla niego wiernym przyjacielem i współtwórczynią jego sukcesów.
Pod koniec 1917 r. Jan Silhan skierowany został przez wiedeńskie władze państwowe do Lwowa w celu stworzenia tu wojskowego zakładu dla ociemniałych żołnierzy z terenu Bukowiny, Galicji, Śląska. Na frontach Europy toczyła się wówczas krwawa wojna i tysiące młodych ludzi wychodziło z niej okaleczonych, załamanych, bezradnych. Było wśród nich wielu ociemniałych żołnierzy. Powstał trudny problem zajęcia się nimi i przyjścia im z pomocą.
Atmosfera w zakładzie, którym kierował Jan Silhan była koleżeńska i szczera. Nauka trwała od jednego do trzech lat. Jego mieszkańcy uczyli się brajla, muzyki, a także szczotkarstwa i koszykarstwa. Dyr. Silhan był dla nich przyjacielem, doradcą, udzielał wszechstronnej pomocy w zdobywaniu samodzielności życiowej i stabilizacji. Po upadku cesarstwa austriackiego, zakład przejęło Ministerstwo Spraw Wojskowych w Warszawie, a Jan Silhan kierował nim do roku 1926. W tym okresie przez zakład przeszło ponad 180 ociemniałych żołnierzy.
Pomimo inwalidztwa, Jan Silhan 12 lat po utracie wzroku pełnił swe obowiązki w czynnej służbie wojskowej i w tym okresie awansował do rangi kapitana.
Okres międzywojenny to czas powstawania licznych organizacji, które stawiały sobie za cel niesienie pomocy niewidomym. Były to niezmiernie trudne początki. Kpt. Silhan czynnie uczestniczy w budowie zrębów organizacyjnych. Walnie przyczynił się do powstania towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi Żołnierzami i Oficerami Wojny "Latarnia" w Warszawie, a następnie we Lwowie. Nawiązuje ścisłą współpracę z inną organizacją, rozwijającą działalność na terenie Małopolski - "Spójnią".
Jego działalność zatacza coraz szersze kręgi. W roku 1934 kpt. Silhana wybrano na wiceprzewodniczącego międzynarodowej federacji samopomocowych związków niewidomych (UABO), która miała swą siedzibę w Szwecji, a posługiwała się językiem esperanto. W trzy lata później zostaje przewodniczącym tej organizacji. W tym też roku organizuje kongres UABO w Warszawie, w którym wzięło udział 14 delegacji z różnych krajów.
Przed wojną w poszczególnych zakładach i środowiskach niewidomych stosowano różne systemy brajla, co niezwykle utrudniało współpracę i wzajemne porozumiewanie się. Kpt. Silhan podjął pracę zmierzającą do ujednolicenia systemów. W tym celu odwiedza różne ośrodki, organizuje spotkania. W 1934 r. przedsięwzięcie to zostaje uwieńczone powodzeniem.
Podczas okupacji Jan Silhan udziela lekcji matematyki i uczy języków obcych we Lwowie, a po zakończeniu działań wojennych przenosi się do Krakowa. I tu znów rzuca się w wir działania. Z całą energią pracuje nad odbudową życia organizacyjnego niewidomych.
Od 1948 r. przez następne trzy lata jest przewodniczącym krakowskiego oddziału Związku Pracowników Niewidomych RP, przyczyniając się walnie do powstania ogólnokrajowej organizacji. Przez dwa lata pracuje również w repetytorium Akademii Górniczo-Hutniczej w zakładzie matematyki.
Po roku 1950 kpt. Silhan mocno włącza się w działalność wydawniczą Polskiego Związku Niewidomych. Jest współpracownikiem "Pochodni", redaguje kronikę zagraniczną aż do końca swego życia. Powołuje do życia kwartalniki "Niewidomy Masażysta" i "Pola Stelo", przez kilka kadencji jest członkiem Zarządu Głównego PZN, a zawsze, piórem i słowem, walczy o jedność w ruchu niewidomych, o czystą i szczerą atmosferę, o skoncentrowanie wszystkich wysiłków na mądrym i skutecznym rozwiązywaniu spraw niewidomych, wykorzystując do tego celu zdobycze nowoczesnej techniki i nauki.
Żadnego ludzkiego życia nie da się zamknąć w kilkudziesięciu zdaniach artykułu, a cóż dopiero życia tak bogatego w twórcze działanie, jakie wypełniło osobowość Jana Silhana. Był wszędzie, gdzie decydowały się sprawy ważne, inicjował, radził, pomagał. Był gorącym orędownikiem przyjaźni między wszystkimi ludźmi, między wszystkimi narodami, a szczególnie między niewidomymi różnych krajów. Temu celowi służyła idea esperanto, która przekracza granice i jednoczy ludzi różnych narodów. Głosił ją konsekwentnie przez całe życie. Był żarliwym szermierzem nowoczesności w rozwiązywaniu spraw niewidomych. Temu celowi podporządkowana była jego praca w "Pochodni" - przenoszenia na jej łamy, a także na łamy innych czasopism, doświadczeń i osiągnięć niewidomych innych krajów.
Był wybitnym bojownikiem o pełne równouprawnienie niewidomych, utorowanie im w społeczeństwie szerokiej drogi twórczego, samodzielnego bytu. I temu celowi poświęcił całe swoje życie.
Nie ma takiej grupy zawodowej, takiego środowiska, które nie zawdzięczałoby Janowi Silhanowi jakiejś części swoich sukcesów. W jakże wielkim stopniu przyczynił się do powstania w Krakowie szkoły masażu, a także szkoły muzycznej dla niewidomych. A ileż wysiłku włożył w organizowanie krajowej i wojewódzkich sekcji masażystów.
Niemało do zawdzięczenia mają mu spółdzielcy. Przez szereg lat był członkiem Rady Nadzorczej Centrali Spółdzielni Inwalidów w Warszawie. Współuczestniczył w założeniu Krakowskiej Spółdzielni Niewidomych, a także przyczynił się w niemałym stopniu do powstania w Warszawie Spółdzielni Ociemniałych Żołnierzy.
Za swą bogatą działalność kpt. Jan Silhan otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi, dwukrotnie Srebrny Krzyż Zasługi, Złoty Medal Waleczności i wiele innych odznaczeń".

Kpt. Jana Silhana znałem osobiście. Po raz pierwszy rozmawiałem z nim we wrześniu 1961 r. Pomógł mi wówczas rozwiązać problem jednoczesnego uczęszczania do szkoły masażu leczniczego i do ostatniej klasy liceum ogólnokształcącego. Pani dyrektor Maria Urban nie chciała wyrazić zgody na moje zamierzenia. Przed wyjazdem z Białegostoku do Krakowa pan Józef Stroiński dał mi numer telefonu pana kpt. Jana Silhana i poradził, żebym do niego zatelefonował w razie trudności. Powiedzał, że ktp. Jan Silhan z całą pewnością nie odmówi pomocy. I nie odmówił. Powiedział, że pani dyrektor ma rację, że sobie nie poradzę w tych dwóch szkołach jednocześnie, ale skoro mi tak na tym zależy, porozmawia z panią dyrektor Urban. Porozmawiał i w czerwcu 1962 r. otrzymałem świadectwo maturalne oraz tytuł dyplomowanego masażysty. Problemów nie miałem w żadnej z tych szkół, a pani dyrektor nie żałowała swojej decyzji - kpt. Jan Silhan również nie.
Potem jeszcze wielokrotnie miałem przyjemność rozmawiać z ktp. Janem Silhanem. Miałem również zaszczyt gościć w jego domu. Pani Margit podjęła mnie obiadem. Do obiadu podała alkohol w naparstku, chyba z 15 gramów na głowę, i powiedziała: "Wiem chłopaki, że chcielibyście więcej, ale nie dostaniecie". I nie dostaliśmy.
Piszę o osobistych kontaktach z kpt. Janem Silhanem, gdyż on, osoba znana w skali międzynarodowej, mnie, ucznia liceum traktował z szacunkiem, z uwagą słuchał i pomógł, kiedy pomocy potrzebowałem.
To teraz przechodzimy do drugiego bohatera moich rozważań. Pana Włodzimierza Kopydłowskiego również znałem osobiście. Byłem na obozie młodzieżowym, którego on był kierownikiem i przez kilka lat był moim szefem. Pracowałem w biurze ZG PZN a mgr Włodzimierz Kopydłowski był przewodniczącym ZG PZN i kierownikiem Związku.
Nie będę jednak opowiadać o moich doświadczeniach w pracy. Powiem tylko, że ceniliśmy go jako kierownika obozu, a ja szanowałem go jako szefa. On był dla mnie życzliwy i nawet chciał zaproponować, żeby powierzono mi funkcję sekretarza generalnego w Zarządzie Głównym PZN. Nic z tego wówczas nie wyszło, bo zadarłem z "matką partią", o czym powiedziałem panu prezesowi dodając, że powołanie mnie na tę wysoką funkcje może zaszkodzić PZN-owi i niewidomym. Pan prezes przyznał mi rację i na tym sprawa została zakończona.
Sylwetkę prezesa Włodzimierza Kopydłowskiego przybliżam czytelnikom również przy pomocy publikacji z "Pochodni".
B.S. opublikował artykuł "Życzliwy ludziom" - "Pochodnia", październik 2003 r. A oto treść tego artykułu.
"Włodzimierz Kopydłowski, gdyby dziś żył, skończyłby 70 lat. Był przewodniczącym Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych przez półtorej kadencji. Warto więc przypomnieć Czytelnikom "Pochodni" jego dokonania.
Urodził się 20 listopada 1933 roku w Chorkach koło Łęczycy.
Dzieciństwo nie było dla niego wesołe. Matka zmarła, gdy miał zaledwie 6 lat. Był to rok 1939. Ojciec poszedł na wojnę. Mały Włodek, oderwany od rodziny, został wywieziony w głąb Rzeszy Niemieckiej do obozu. W 1945 r. powrócił wraz z innymi dziećmi do Warszawy. Miał wtedy 12 lat. Jak na małolata przystało, ruszył w warszawskie ruiny i natknął się na niewypał, który odebrał mu wzrok. Szkołę podstawową ukończył w szkole w Laskach pod Warszawą. Dalszą edukację w liceum ogólnokształcącym rozpoczął w Łodzi, a zaraz potem ze względów rodzinnych przeniósł się na zachód Polski.
Maturę zdał w szkole w Miliczu w województwie wrocławskim. Ukończył pomaturalne roczne szkolenie w zakresie masażu leczniczego w Krakowie i podjął pracę w szpitalu miejskim w Brzegu nad Odrą. Wtedy po raz pierwszy włączył się w nurt pracy społecznej w ramach Związku Niewidomych. Stał się współzałożycielem Oddziału PZN w Opolu.
Następnie studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego (1955-1959 r). Studia ukończył, pracując w zarządzie okręgu Związku w Zielonej Górze. Swoje kwalifikacje zawodowe pogłębił, kończąc aplikację arbitrażową oraz zdał egzamin państwowy na radcę prawnego. Założył rodzinę w wieku 25 lat.
Już jako student, głównie podczas wakacji i w innych przerwach w studiowaniu, penetrował teren, rejestrując niewidomych. Efektem tego było powstanie wielu ogniw podstawowych. Były to koła w Bystrzycy Kłodzkiej, Kłodzku, Zgorzelcu, Wołowie. Niósł tym niewidomym pomoc rehabilitacyjną, organizując a także prowadząc szkolenia głównie w zakresie umiejętności posługiwania się pismem brajla. Swoją pasją zaraził do pracy na rzecz niewidomych wielu widzących kolegów, z którymi razem studiował.
Rozumiał też, że najlepszą rehabilitacją jest dla niewidomego praca. Dlatego też był współzałożycielem spółdzielni niewidomych w Bytomiu Odrzańskim, Sulechowie i jej filii w Gorzowie Wlkp. Wtedy pracę znalazło około 600 inwalidów wzroku. Wielu z nich nie posiadało żadnego wykształcenia. Aby im to ułatwić, przy spółdzielni w Bytomiu Odrzańskim zorganizował wieczorową szkołę podstawową, a dla zdolniejszych - kursy licealne.
Opracował plan kompleksowej rehabilitacji niewidomego w miejscu zamieszkania, wykorzystując do tego celu swoje doświadczenia w działalności na terenach województw nadodrzańskich. Na łamach "Pochodni" przedstawił cykl reportaży o działalności Związku i sytuacji niewidomych na terenach zachodnich i północnych Polski. Stawiał na młodzież i na jej rozwój fizyczny przez sport. Był pierwszym kierownikiem obozu sportowo-rehabilitacyjnego dla niewidomych studentów i licealistów. Był to rok 1958. Potem obozy takie prowadził jeszcze wielokrotnie, aż do 1968 roku.
Członkiem Zarządu Głównego PZN został w 1963 roku, mając 30 lat. Pięć lat później powierzono mu stanowisko urzędującego członka Zarządu Głównego w Warszawie - najpierw sekretarza, a potem dyrektora generalnego. Funkcje te pełnił przez 10 lat.
W tym czasie między innymi z jego inicjatywy udało się dla niewidomych nie posiadających rent ani pracy uzyskać prawo do stałych zasiłków oraz prawo obligatoryjnego przyznawania niewidomym rent po pięciu latach pracy, bez potrzeby udowadniania dodatkowego inwalidztwa. Struktury państwowe funkcjonowały wówczas w systemie 17. województw. Mocno wspierał działania aktywu terenowego, aby wszędzie, gdzie się da, tworzyć też jednostki związkowe. Po roku 1975 powstało 15 nowych związkowych jednostek wojewódzkich i międzywojewódzkich. Jego ważną ideą była kadra rezerwowa, którą szkolił i w ten sposób miał przygotowanych ludzi do pracy w terenie.
W latach 1978-1981, po odwołaniu go ze stanowiska dyrektora Zarządu Głównego, skierował się ku spółdzielczości niewidomych. Podjął pracę w obsłudze prawnej spółdzielni, a także był prezesem Spółdzielni Niewidomych "Metal" w Warszawie. Nie zaprzestał jednak działalności społecznej w Związku. Nadal był członkiem Zarządu Głównego i przewodniczył komisji finansowej powołanej przez to gremium. Udzielał porad prawnych niewidomym na dyżurach w siedzibie okręgu warszawskiego.
Znany był nie tylko w Polsce, ale też za granicą. W latach 1975-1981 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Sportu przy Komitecie Europejskim Światowej Rady Pomocy Niewidomym. Przyczynił się też do zorganizowania I Europejskich Igrzysk Sportowych Niewidomych w Polsce, w Poznaniu w 1977 r., a następnie drugich w Fuldzie (RFN). Był współorganizatorem Międzynarodowej Organizacji Sportu Niewidomych IBSA i członkiem Europejskiego Komitetu tej organizacji, a następnie działaczem Komitetu Europejskiego IBSA, a w kraju członkiem Rady Głównej Zrzeszenia Sportowego "Start".
W październiku 1981 r. na zjeździe delegatów Centralnego Związku Spółdzielni Niewidomych wybrano go na przewodniczącego Rady tej organizacji, a zaraz potem na VIII Krajowym Zjeździe Delegatów PZN został przewodniczącym Zarządu Głównego Związku. W maju następnego roku powierzono mu funkcję urzędującego przewodniczącego.
Jego powrót do pracy w Związku na szczeblu centralnym przypadł na trudny okres stanu wojennego i dźwigania się państwa i społeczeństwa z zapaści politycznej i gospodarczej. Jako szef Związku borykał się z problemami, wynikającymi z ciężkiego życia poszczególnych niewidomych. Brakowało towarów na rynku, a jednocześnie, w ramach pomocy niewidomym, rozdzielano tzw. "dary". Było to powodem wielu konfliktów i napięć w poszczególnych jednostkach Związku, które nieustannie trzeba było łagodzić.
Dzięki swojej podwójnej funkcji doprowadził do zacieśnienia współpracy z Centralnym Związkiem Spółdzielni Niewidomych, co zaowocowało również w terenie. Jako prezes liczącej się organizacji był członkiem Rady do Spraw Ludzi Starszych, Inwalidów i Osób Niepełnosprawnych przy premierze rządu, mogąc w ten sposób na najwyższym forum poruszać problematykę niewidomych.
Jego czteroletnią kadencję (1981-1985 r.) delegaci na IX zjeździe ocenili pozytywnie. Dlatego na kolejnym zjeździe delegatów w 1985 roku wielką przewagą głosów został wybrany na prezesa Związku na następną kadencję, której już nie ukończył. Zmarł nagle 10 marca 1987 roku, w szpitalu na stole operacyjnym, mając zaledwie 53 lata. Chociaż ciężka choroba serca dawała o sobie znać wcześniej, to jednak wiadomość o jego śmierci dla działaczy i pracowników Związku była szokiem. Uroczystości pogrzebowe ściągnęły do Warszawy delegacje z całej Polski. Autokarów i samochodów nie sposób było policzyć. Wieńce pokryły nie tylko jego mogiłę, ale całkiem duży teren przyległy.
Był człowiekiem, któremu wielu zawdzięczało wiele. Miał dar zjednywania sobie ludzi. Umiał dobrze oceniać współpracowników. Potrafił motywować ludzi do pracy i działalności społecznej.
Prywatnie był czarującym mężczyzną, o ujmującym sposobie bycia i o wielkim poczuciu humoru - duszą towarzystwa. Potrafił uprzyjemniać monotonną podróż służbową opowiadaniem niezliczonych dowcipów. Miał wspaniałą pamięć, a w niej ogromny zasób poezji, którą mógł recytować godzinami.
Przez lata pracy nie dorobił się wiele. Mieszkał z żoną Krystyną i dwójką dzieci w czterdziestoparometrowym mieszkaniu z ciemną kuchnią na Grochowie w Warszawie. Był ludziom życzliwy, a ludzie jemu. Oczywiście, jak każdy działacz tej rangi, miał też i grupę ludzi mu niechętnych. Sam też oczywiście niekoniecznie wszystkich akceptował. Jak każdy człowiek, miał też swoje wady i słabości.
Po prostu był osobowością".

Reasumując informacje o dwóch nagrodach i działaczach, których imiona im nadano, pragnę raz jeszcze zaznaczyć, że nie było moim zamiarem porównywanie tych działaczy i kwestionowanie zasług któregoś z nich. Chodziło mi jedynie o sposób załatwienia sprawy - zapomnienie o jednej nagrodzie i bez decyzji o jej likwidacji powołanie nowej. Chodziło mi o pamięć środowiskową, o ciągłość Polskiego Związku Niewidomych, o wykazanie, że historia PZN-u nie zaczyna się każdorazowo w momencie powołania nowych władz. Wyżej opisani działacze wnieśli swój wkład w historię ruchu niewidomych w naszym kraju i nie jest ważne, którego wkład ten był większy. PZN miał możliwości uhonorowania obydwu i wcale uhonorowanie jednego nie musiało być kosztem drugiego. Cóż, szacunek do przeszłości ruchu niewidomych oraz szacunek do byłych działaczy i pracowników nie jest naszą mocną stroną. Wielu odchodzi na społeczną czy zawodową emeryturę w poczuciu krzywdy, z żalem i popada w zapomnienie. Smutne to i nierozsądne, godne pożałowania i zastanowienia.