Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Zaduma nad okruchami historii (cz. 5)

Niewidomi artyści

Stanisław Kotowski

W "Pochodni" ze stycznia 2000 r. przeczytałem artykuł Szczepana Pióronia "Rysowanie w ciemności".
Publikacja poświęcona jest niewidomemu rysownikowi Stanisławowi Hermanowiczowi. O tym ociemniałym rysowniku ptaków napiszę w dalszym ciągu tego artykułu. Teraz powiem, że zainteresował mnie tytuł: "Rysowanie w ciemności". W prasie środowiskowej znajduje się określenia: "wystawa niewidomych malarzy, grafików, fotografików", "niewidomi artyści", "niewidomi muzycy" i podobne. Zadumałem się nad tymi określeniami. Co jest tu ważne - określenie "niewidomi" czy "artyści".

Ewa Grodecka w pracy "Historia niewidomych polskich w zarysie" pisze, że w roku 1864 powstało pierwsze w Polsce samopomocowe stowarzyszenie niewidomych. Było to "Towarzystwo Niewidomych Muzyków, byłych Wychowanków Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych w Warszawie". Czytamy:
"Prowadzone przez Towarzystwo biuro pośrednictwa pracy przyjmowało od instytucji i osób prywatnych zamówienia na dorywczą pracę muzyków, oraz starało się o stałe zatrudnienie dla członków w restauracjach i kawiarniach, w szkołach tańca i przy baletmistrzach".
Niewidomi uprawiali muzykę od prawieków. Max Schoffler w pracy: "Niewidomy w życiu narodu" pisze m.in.:
"Na płaskorzeźbach odkrytych w grobach faraonów Chu-en-eten (1580 p.n.e) i Ramzesa Wielkiego (1348-1281 p.n.e.) wyobrażani są niewidomi śpiewacy, którzy sztukę swoją produkowali w pałacach królów egipskich. U Germanów i Celtów, niewidomi bardowie, których wybitnym przedstawicielem jest Ossian (300), sławili swoimi pieśniami bogów i bohaterów, a naród zapalali do bohaterskich czynów".

O niewidomych muzykach oraz wokalistach, o festiwalach, przeglądach i konkursach niewidomych muzyków i wokalistów znajdujemy mnóstwo informacji w prasie środowiskowej, tej dawnej i obecnej, a także czasami w prasie ogólnodostępnej. I bardzo dobrze, że tak jest. Czy jednak zawsze należy podkreślać, że jest to koncert, czy inna impreza muzyczna, w wykonaniu niewidomych muzyków? Myślę, że nie jest to konieczne, że osłabia wymowę słowa "artyści".
W drugiej połowie 2019 r. oraz w 2020 r., do czasu wybuchu epidemii koronawirusa radio podawało zapowiedź, że w 2021 r. w Polsce koncertować będzie - Włoch Andrea Bocelli, najsłynniejszy tenor świata. I proszę sobie wyobrazić, że ani razu się nie zająknięto, że jest to niewidomy wokalista. Tak samo Stevie Wonder nie wymaga dodatkowego określenia "niewidomy" ani nie wymagał Mieczysław Kosz czy Edwin Kowalik.
W "Wiedzy i Myśli" z lutego 2013 r. w rubryce "Mruczę i prycham" Starego Kocura pt. "Trzy epizody" czytamy m.in.:
"W styczniowym wydaniu "WiM" przeczytałem tytuł informacji: "I Światowy Festiwal Piosenki dla Niewidomych - Kraków 2013". Pomyślałem - ki diabeł? Jakiś kundel ogonem namieszał, czy co? Zacząłem czytać i zdumiały mnie zaraz pierwsze zdania. "Krakowskie Kluby Lions organizują Światowy Festiwal Piosenki dla Niewidomych "Głos z serca". Konkurs dedykowany jest utalentowanym wokalistom z niepełnosprawnością wzroku".
Ileż to treści w tych kilkunastu słowach. Proszę, co za rozmach - "Światowy Festiwal" - światowy to nie byle co, nie jakiś regionalny, nawet nie europejski, jeno światowy".
I następny cytat:
"Nie czepiałbym się tego światowego, gdyby nie następne słowa z pierwszego zdania. - "Piosenki dla Niewidomych", bo już "Głos z serca" nie wywołuje zdziwienia, ale te piosenki dla niewidomych...
Wiem, że są piosenki dziecięce, miłosne, pieśni patriotyczne, romantyczne, ballady, kołysanki - e! Nie znam się na tym, ale dla niewidomych. To znaczy, że będą brajlem śpiewane, czy jak? A może to takie, w których obowiązuje zakaz używania słów, które to ponoć niewidomym mogą sprawiać przykrość, np. do widzenia, popatrz, piękne kolory, barwy, itp., itd. Może tak, bo inaczej, to niby jakie te piosenki być mają?
Są też festiwale piosenki polskiej, żołnierskiej, harcerskiej, rosyjskiej, turystycznej, ale dla niewidomych... To coś nowego i niezwykłego".

No i czy można bardziej udziwnić informację, nazwę, czy cokolwiek innego, co dotyczy niewidomych?
No tak, ale przecież artyści to nie tylko muzycy. Artyści - jacy artyści, dobrzy czy źli, jacyś szczególni, czy tacy jak inni?
W prasie środowiskowej można znaleźć również wiele informacji dotyczących niewidomych recytatorów. O osiągnięciach niewidomych muzyków, recytatorów, bardów i innych twórców pisałem sporo m.in. w cyklu "Z laską przez tysiąclecia".
Recytacja niewidomych nie budzi zastrzeżeń. Dlatego przytaczam tylko dwa przykłady.

Henryk Szczepański w artykule "Uśmiech przeciw chorobie" ("Pochodnia", czerwiec 1998) przedstawił sylwetkę Jolanty Kutyło. Bohaterka publikacji pisze wiersze, śpiewa, rycytuje, wytwarza piękne koronki i inne przedmioty z kordonku. Czytamy fragment tej publikacji:
"Spotkania ze słuchaczami cyklicznej audycji zatytułowanej "Radiowidz" są też okazją do zaprezentowania poetyckiego dorobku Jolanty Kutyło, który w jej życiu odgrywa szczególną rolę. Jest sposobem na bycie z innymi ludźmi i zaklęciem na lepsze samopoczucie.
Ja poznałem ją kilkanaście lat temu, gdy z garstką "niepozornych" tekstów, wykropkowanych brajlem, przybyła do Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Katowicach, opiekującego się wtedy twórczością debiutującej młodzieży. To, co odczytała było radosne i pogodne. Sama uśmiechnięta, chciała, aby i jej wiersze poprawiały nastrój każdego, kto ma wiatr w oczy.
Choć wierszy było niewiele, to nie miałem wątpliwości, że ich autorka ma prawdziwie poetycką intuicję, a z formą, wymagającą zgoła rzemieślniczej obróbki, rychło sobie poradzi, bo ma do tego niezłomny zapał.
Potem Kutylanka z roku na rok zdobywała kolejne laury i trofea na konkursach literackich, i nie tylko. Okazało się, że ma prawdziwie twórczą i artystyczną naturę. Bez uszczerbku dla dorobku pisarskiego i wręcz bez opamiętania zaczęła flirtować z kilkoma dyscyplinami sztuki.
Zdobywała liczne nagrody na konkursach recytatorskich i festiwalach piosenkarskich, organizowanych przez Krajowe Centrum Kultury Niewidomych w Kielcach. W tamtejszym studio nagrała na kasetach kilka utworów, również z własnymi słowami. W ubiegłym roku na kieleckim festiwalu "Widzieć muzyką" została nagrodzona za osobiście skomponowane "Tango niedowidzące".

I druga recytatorka

Katarzyna Kwiatkowska napisała o Urszuli Lauferskiej artykuł pt. "Sposób na życie" ("Pochodnia", wrzesień 2003). Czytamy wstępne zdania tej publikacji:
"Znawcy przedmiotu podkreślali jej profesjonalizm, pasję i talent aktorski.
Urszula Lauferska, poznanianka, swój sposób na życie odnalazła w poezji. Jest recytatorką utalentowaną, a w dodatku obdarzoną prawdziwym aktorskim talentem. Jako przedmiot swoich zainteresowań wybrała formę najtrudniejszą - monodram. I od lat dziewięciu w tym trudnym gatunku sztuki odnosi sukcesy na wielu polskich scenach. Najbardziej spektakularny to zdobycie I miejsca na Ogólnopolskim Przeglądzie Artystycznym Niepełnosprawnych w Grudziądzu w 2001 roku. Zaprezentowała tam 35-minutowy monodram, oparty na znanej powieści Tomy Keitlen "Pożegnanie z lękiem". Razem z jej bohaterką tak sugestywnie wcieliła się w życie niewidomej kobiety, iż znani ludzie sceny, jak piosenkarz Tadeusz Woźniak, satyryk Krzysztof Daukszewicz czy poeta Ernest Bryll, którzy zasiadali w jury, zgotowali jej nie lada owację, bijąc brawa na stojąco. I to było największe uznanie dla jej talentu".

Bohaterka publikacji jest recytatorką, ale również aktorką. Warto też poświęcić nieco uwagi aktorstwu, bo i w tej dziedzinie można znaleźć osoby z uszkodzonym wzrokiem.
Aktorstwo od recytacji różni się zasadniczo. Czy więc niewidomy może być aktorem? Aktorstwo jest ważną dziedziną sztuki - aktorzy filmowi, aktorzy teatralni, aktorzy telewizyjni, komiczni, tragiczni i jacy jeszcze? Chyba od najwybitniejszych aktorów większą popularnością cieszą się najwybitniejsi piłkarze.
W "Pochodni" z października 1970 r. w rubryce "Z frontu pracy niewidomych" znajdziemy artykuł pt. "Aktorka" pióra Zbigniewa Skalskiego.
Czytamy fragmenty artykułu:
"Zofia Książek-Bregułowa urodziła się w 1920 roku w Kielcach. Tam, w roku 1938 ukończyła szkołę handlową. W 1939 roku rozpoczyna studia na tajnych kompletach Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie i w 1944 roku zdaje końcowy egzamin, zdobywając zawód aktorki.
W czasie okupacji daje konspiracyjne koncerty żywego słowa, między innymi dla żołnierzy Szarych Szeregów. W powstaniu warszawskim jest łączniczką Oddziału Szturmowego Trzeciej Kompanii por. Lewara. 5 września 1944 roku zostaje ranna i traci wzrok. Niemcy wywożą ją do obozu jeńców.
W 1945 roku w Edynburgu przechodzi dwie operacje oczu, które przynoszą minimalną poprawę. Może już odróżnić kolory i kontury. Komisja lekarska ustala dziewięćdziesiąt osiem procent utraty wzroku.
W 1947 roku kończy w Londynie dwuletnią Królewską Akademię Sztuki Dramatycznej, do której została przyjęta, po zdaniu egzaminów, na drugi rok studiów. W tym samym roku wraca i stara się o pracę w swoim zawodzie. Niestety, nikt z jej byłych profesorów i kolegów nie wierzy, że będzie mogła występować na scenie".
A jednak występowała. Kolejny fragment cytowanego artykułu:
"Od 1949 do 1951 roku jest aktorką Państwowego Teatru Ziemi Opolskiej w Opolu. Gra następujące role: Zosi w "Placówce" Prusa, Hanki w "Moralności pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej, Marietie w sztuce Bałtuszisa "Pieją koguty", ślusarzowej w "Rewizorze" Mikołaja Gogola, dewotki w "Czarującej szewcowej" Garcii Lorki i dwa epizody w "Wodewilu warszawskim".
W roku 1950 składa eksternistyczny egzamin aktorski przed Państwową Komisją Egzaminacyjną Ministerstwa Kultury i Sztuki, otrzymując dyplom aktorski i prawo występowania we wszystkich teatrach w Polsce".
Kolejny fragment artykułu:
"Następującej opinii o pracy koleżanki Zofii Książek - Bregułowej udzielili aktorzy Państwowego Teatru Ziemi Opolskiej (między innymi Edmund Fetting, Halina Dobrowolska, Bogusława Czuprynówna i Stanisław Marecki): "Jako koledzy, grający z koleżanką Bregułową w tych samych sztukach lub widzący ją w sztukach, w których sami udziału nie braliśmy, stwierdzamy, że koleżanka Bregułowa wywiązywała się z powierzonych jej ról artystycznie bez zarzutu i należała do najzdolniejszych aktorek naszego Teatru. Odpowiednia charakteryzacja czyniła jej kalectwo nie do zauważenia z widowni. Swoboda w poruszania się jej na scenie, pewność i opanowanie ruchów pozwalały na normalną współpracę i nie utrudniały kontaktu aktorskiego. Olbrzymią pracą nad sobą i godnym uznania wysiłkiem woli wykazała w dotychczasowych wynikach swej pracy, że jest pełnowartościowym i użytecznym członkiem naszego społeczeństwa".
A taką opinię wydała znana aktorka Teatru Współczesnego w Warszawie - Irena Horecka:
"Zofia Książek-Bregułowa grała rolę Zośki - wariatki tak wstrząsająco i prawdziwie, że została mi w pamięci jako jedna z najbardziej utalentowanych aktorek młodego pokolenia. Uszkodzenie wzroku nie przeszkadzało jej absolutnie w poruszaniu się na scenie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że graliśmy kilkakrotnie w terenie, na nieznanych scenach i że poruszała się na nich, tak jak każda z nas mających wzrok normalny".

Czy Zofia Książek-Bregułowa była aktorką niewidomą, czy słabowidzącą? Przede wszystkim była ociemniała, a to zasadnicza różnica. Osoba niewidoma nie mogłaby obserwować zachowań i naśladowania emocji malującej się na twarzy, mimiki i gestykulacji oraz mowy ciała, co jest konieczne w pracy aktora. Poza tym, była chyba jednak słabowidzącą. Czytaliśmy, że lekarze okuliści stwierdzili 98 proc. utraty wzroku. A więc niecałkowitą utratę. Potwierdzenie tej informacji znajdujemy w artykule Henryka Szczepańskiego "Melpomena, wiersz i karabin" zamieszczonym w kwartalniku "Nasze Sprawy" z 2002 r.
Czytamy:
"Jako jedyna niewidoma aktorka w Polsce przez ponad pół wieku dawała przykład, jak człowiek pozbawiony wzroku może skutecznie walczyć o swoje miejsce pracy na scenie teatralnej i jak wiele może zdziałać dla ubogacenia ojczystej mowy oraz języka.
Nieszczęścia, jakie spotkały tę kobietę i szykany, z jakimi przyszło się jej zmagać w walce o prawo do wykonywania ukochanego zawodu, jej curriculum vitae, bez żadnej przesady pozwalają porównać z cierniową drogą do świątyni Melpomeny. Toteż nic dziwnego, że ks. prałat Henryk Zganiacz, składający życzenia w imieniu metropolity katowickiego arcybiskupa Damiana Zimonia, klękając przed jubilatką i całując jej dłonie przywołał słowa znanej wielkopostnej pieśni, mówiąc:
- Krzyż Twój całuję, pod Krzyżem Twoim uklękam, bo na Tym Krzyżu, Boga mego widzę!".
Słowa te mogą świadczyć o talencie naszej bohaterki i o jej dramatycznych przeżyciach.
I fragment, który wyjaśnia, że jednak była słabowidzącą aktorką, a nie niewidomą. Czytamy:
"W roku 1985 spotyka ją kolejna tragedia. Podczas niefortunnego upadku traci resztki widzenia. Na długi czas pogrąża się w bezkształtnym mroku. Przeżywa chwile apatii i rezygnacji.
Scena, do której z taką determinacją dążyła, znów zaczęła się oddalać i odgrodziła się murem nieprzeniknionej czerni".

Nie znam przypadku całkowicie niewidomego zawodowego aktora, a i słabowidzących chyba nie ma zbyt wielu. Natomiast informacje o amatorach można czasami spotkać na łamach prasy środowiskowej.
Iwona Różewicz w artykule XII "Święto słowa" ("Pochodnia" maj 2002 r.) pisze m.in.:
"Do znanego uczestnikom kieleckich imprez ośrodka "Wierna" w Bocheńcu, niedawno wyremontowanego, przyjechali artyści-amatorzy z całego kraju, prezentując w pięciu kategoriach (recytacji, poezji śpiewanej, gawędzie, małych formach teatralnych i "Sacrum w literaturze") swoje zainteresowania, pasje, namiętności".

Były małe formy teatralne, byli więc niewidomi aktorzy, a może tylko słabowidzący. Sposób pisania przez środowiskowych dziennikarzy i publicystów nie pozwala na takie rozróżnienia.
Kolejny fragment artykułu Iwony Różewicz:
"Sensacją stała się scena z "Hamleta", prezentowana przez trójkę uczestników z Gliwic. Klaudiuszem był Bogusław Kwaśniewski, a Hamletem i Leartesem... dziewczyny - Ola Busse i Patrycja Komor. Ale najważniejsze było nie jak tekst recytowały, lecz jak się poruszały i fechtowały. Nieprawdopodobne, ale tak było. Pojedynkowały się ciężkimi mieczami, a fechtunku nauczył je instruktor jednego z bractw rycerskich".

A więc byli to rzeczywiście aktorzy. Czy jednak byli to niewidomi - wątpliwość pozostaje.
Niewidomi muzycy, niewidomi recytatorzy, a nawet niewidomi aktorzy to jedno, a niewidomi plastycy to zupełnie co innego. W "Pochodni" ze stycznia 2002 r. w rubryce "Kronika związkowa" znajdujemy informację pt. "Krakowska wystawa".
Czytamy fragment publikacji:
"Małopolski Okręg PZN przy współpracy Klubu II Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie oraz tamtejszej Szkoły dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących zorganizował wystawę prac plastycznych niewidomych. Na uroczysty wernisaż, nad którym patronat medialny objęła Telewizja Kraków oraz Radio Plus i "Dziennik Polski", przybyli przedstawiciele władz miasta, Urzędu Wojewódzkiego i Marszałkowskiego oraz sami niewidomi artyści. Ich prace można było podziwiać w Galerii Klubu w Krakowie przy ul. Zyblikiewicza 1. Prezentowano malarstwo, grafikę, wycinanki, koronki, obrazy malowane igłą, rzeźby w drewnie i z modeliny. Celem takiej prezentacji było przedstawienie możliwości twórczych osób z dysfunkcją wzroku, ich promocja w naturalnym środowisku oraz stworzenie możliwości dalszego rozwoju".

Chyba jednak nie była to wystawa niewidomych twórców, raczej słabowidzących. Oczywiście z rzeźbą, wycinankami czy podobnymi dziełami niewidomi mogą jakoś sobie poradzić, ale z malarstwem... Dlaczego więc była to wystawa prac plastycznych niewidomych twórców?
Niestety, nie jest to jedyna informacja o dziełach niewidomych malarzy, grafików, plastyków i innych twórców kultury. Nie będę przytaczać tu więcej podobnych informacji. Czytelnicy często mają możliwość spotykać się z nimi na łamach prasy środowiskowej a czasami również tej ogólnodostępnej. Muszę jednak zauważyć, że bardziej nie można wprowadzać w błąd, niż informować o tym, że niewidomi malują, rysują, fotografują.
Tak, najczęściej informacje dotyczą słabowidzących nazywanych niewidomymi, ale nie zawsze.
W "Pochodni" ze stycznia 2000 r. znajdujemy publikację pt.: "Rysowanie w ciemności" Szczepana Pióronia. Czytamy fragment tej publikacji:
"Ponad 50 prac słynnego niewidomego rysownika Stanisława Hermanowicza z Warszawy prezentowano pod koniec ub. roku w katowickiej Małej Galerii Sztuki".

W tym przypadku rysownik był osobą, która rzeczywiście wzrokiem się nie posługiwała, Był jednak osobą ociemniałą, a nie niewidomą. Jest to duża różnica. Miał on w pamięci obrazy ptaków, które rysował, a niewidomy takich zasobów nie posiada. Chociaż jego fenomen jest trudny do zrozumienia, to jednak nie świadczy o możliwościach rysowniczych niewidomych od urodzenia.
Tomasz Przybyszewski w artykule "Profesor niezwyczajny" (www.niepelnosprawni.pl 2007-07-03) przedstawił niezwykłego ociemniałego rzeźbiarza. W tym przypadku walory artystyczne dzieł ociemniałego twórcy nie budzą zastrzeżeń. Jest to jednak artysta ociemniały, a nie niewidomy. Czytamy fragment artykułu:
"To nie była jego wina. Ciężarówka wjechała mu w samochód. W wyniku wypadku niemal 10 lat temu uznany awangardowy artysta, profesor warszawskiej ASP, stracił wzrok.
Nie można powiedzieć, że Andrzej Dłużniewski to malarz, rzeźbiarz, performer albo pisarz. Bywa nimi wszystkimi. W jego twórczości forma jest wtórna w stosunku do pomysłu. Jak sam mawia, sztuka od zawsze była dla niego rzeczą mentalną. Jego prace często są wręcz surowe, nie ma w nich wizualnych fajerwerków. Pojawiają się za to fajerwerki myśli. Są pewnego rodzaju rebusami. Tak jak szare płótno, na którym nieznacznie tylko ciemniejszą szarością napisał: jak trudno liczyć motyle.
Ślad po obrazie
Andrzej Dłużniewski studiował architekturę i filozofię, ale ukończył rzeźbę na warszawskiej ASP. Od 1970 roku wykłada tam na Wydziale Architektury Wnętrz, w stworzonej przez siebie Pracowni Intermediów. Czym one są?
- Intermedia to jest przestrzeń między - tłumaczy profesor.
- Pojęcie to wypełnia tę przestrzeń, którą pozostawiają dziedziny tradycyjne, gdy już nie wszystko da się namalować, sfotografować czy wyrzeźbić. Gdzieś są jakieś przestrzenie między, też pełne emocji, treści, które trzeba poruszyć. Tę formę artyści tworzą sami, bo nie ma na to odwiecznych wzorów i konwencji".

Można wymienić dziesiątki uznanych niewidomych pisarzy, poetów i muzyków. Trudno jednak o uznanych niewidomych malarzy, czy grafików. Do napisania powieści, poematu czy symfonii wzrok nie jest niezbędny. Wystarczy talent, umiejętność pięknego przelewania myśli na papier czy muzyki, która w sercu gra. Do tworzenia dzieł plastycznych, obrazów, grafików, rzeźb jest również niezbędny talent. Myślę jednak, że to nie wystarczy, że niezbędne jest nagromadzenie w pamięci i w umyśle obrazów, form, kształtów, odcieni, ruchu, proporcji i Bóg wie czego jeszcze, żeby następnie można było to przetwarzać, wydobywać subtelne odcienie, kształty, myśli wyrażane w spojrzeniu, w geście, postawie, grze światła, zmieniającego się nasycenia barw i wielu innych detali, które sprawiają, że obraz, rysunek, zdjęcie, rzeźba stają się dziełami sztuki. Przecież obraz nie jest fotografią, jest twórczym przetworzeniem rzeczywistości, abstrakcją, tworem wyobraźni i specyficznego widzenia rzeczywistości.
Andrzej Bartyński mógł napisać kantatę "Idzie pasterz", którą śpiewano Papieżowi Janowi Pawłowi II w czasie jego pobytu we Wrocławiu. Nikogo przy tym nie interesowało czy poeta był widzący, czy niewidomy.
W styczniowym numerze "Wiedzy i Myśli" z 2010 r. znajdziemy artykuł "Czy mamy sztukę niewidomych?", podpisany Weredyk.
Czytamy fragmenty artykułu:
"Często w prasie znajduję doniesienia "sztuka niepełnosprawnych" "malarstwo głuchoniewidomych", "niewidomy poeta, pieśniarz solista" i podobne wyróżniki działalności. W placówkach, w których uczestnicy malują, tkają czy rzeźbią, można usłyszeć określenia, że to jest sztuka, terapia i rehabilitacja niepełnosprawnych. Próby głębszego sondowania tematu nie należą do najłatwiejszych. Zastanawiam się, co to za twór i dziwoląg semantyczny i czy należy wyodrębniać to zjawisko. W Polsce nikt nie prowadzi badań, które odpowiadałyby na pytania o granice tej sztuki, jej odmiany czy dwojaki status. Pomimo wystaw, wernisaży czy plenerów, organizowanych przez i dla osób niepełnosprawnych, profesjonalni krytycy nie zajmują się tego typu twórczością jako czymś swoistym, i tak być powinno. Nachylenie się w stronę sztuki w chwilach zniechęcenia, bezradności i depresji jest odzyskiwaniem radości i sensu istnienia. Takie stany ducha dane są wszystkim ludziom, a nie tylko niepełnosprawnym, w tym niewidomym".
Kolejny fragment:
"Twórczość jest dla mnie wszystkim po trochu: lekcją pokory, karą, nagrodą, zabawą i przygodą z darowaną obecnością, atrakcyjną i fascynującą odmianą egzystencji, ucieczką w śmiech przed jej rzeczywistą monotonią i zarazem niezgodą na jej dziadostwo, świadomym zagadywaniem swoich cierpień, tych prawdziwych i tych wyolbrzymionych - zwierza się 52-letni mężczyzna w książce "Dlaczego tworzę", wydanej przez Fundację Sztuki Osób Niepełnosprawnych. Twórczość pozwala osobom niepełnosprawnym uzewnętrznić różne odczucia, pozwala im zaistnieć - pisze Dorota Maślana, prezes powstałej w 1991 roku tej fundacji. Organizacja stawia za cel poszukiwanie i promowanie twórców niepełnosprawnych, organizuje Międzynarodowe Biennale Sztuk Plastycznych Osób Niepełnosprawnych, przygotowuje wystawy indywidualne i zbiorowe. W tym kontekście nasuwa się pytanie, czy twórczość osób niewidomych jest czymś zupełnie innym, czy też jest tą samą sztuką tworzoną jedynie w odmiennych warunkach technicznych. Albo jest sztuka, albo jej nie ma, można usłyszeć od niejednego z nich, niezależnie od tego, czy jest to artysta profesjonalny czy amator.
W tekście "Sztuka a twórczość niepełnosprawnych" Agnieszka Bromboszcz, historyk sztuki, pointuje: "Twórczość niepełnosprawnych tak samo mieści się w obszarze sztuki jak twórczość samouków, amatorów czy nieprofesjonalistów i nie oznacza to, ażeby miała ona podlegać innym kryteriom oceny niż te, które powszechnie obowiązują".
Co więc zrobić z tą twórczością, w wielu przypadkach nowatorską i rozsadzającą narzucone jej granice. Niby jest sztuka, a jakby jej nie było. Ludzie tworzą nie wychylając się poza obręb "sztuki osób niepełnosprawnych/niewidomych" czy "sztuki tworzonej przez niepełnosprawnych/niewidomych". Niechęć komentatorów do zajmowania się tego typu twórczością wynika z przekonania, że tej sztuki nie wypada poddawać analizie czy krytykować, podobnie jak głośnej fundacji Anny Dymnej i ckliwych telewizyjnych wystąpień aktorki. Pracownie plastyczne, przecież prowadzone są w ramach warsztatów terapii zajęciowej, poradni rehabilitacyjnych czy działalności kół. Owszem plenery dla..., także integracyjne - czemu nie. Można też wybrać się na wystawę do jednej z kilku galerii, w których wystawiana jest taka wyodrębniona twórczość. Wszystko to jednak osadzone jest w środowisku, tworząc rodzaj getta. Ponadto wiele wątpliwości przyczyniają kuriozalne tytuły doniesień w rodzaju "W muzeum tyflologicznym jest czynna wystawa malarstwa głuchoniewidomych". Malarstwo i niewidomi nie współbrzmi, szczególnie, że malują osoby niedowidzące, o zróżnicowanym stopniu niedowidzenia. Nie dezinformujmy ludzi, bo przyjdzie się kiedyś z tego rozliczyć".

Czy Weredyk ma rację, czy rzeczywiście nie ma sztuki niewidomych, czym jest sztuka - można stawiać wiele podobnych pytań. Zdefiniowanie pojęcia "sztuka" jest równie trudne jak zdefiniowanie pojęcia "kultura". Nie będziemy jednak przejmować się tymi trudnościami. Kłopoty te zostawiamy fachowcom od kultury i od sztuki. Nas interesuje określenie "niewidomi artyści" i co ono oznacza.
Kiedy Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę Nobla, wśród wielu wypowiedzi na ten temat w radiu i w telewizji słyszałem i taką - cytat z pamięci: "Powinniśmy mówić, że Olga Tokarczuk jest najwybitniejszym współczesnym pisarzem polskim, a nie pisarką. Gdybyśmy mówili, że jest najwybitniejszą pisarką, można by rozumieć, że wśród pisarek kobiet, a określenie "pisarzem" dotyczy wszystkich pisarzy - kobiet i mężczyzn".
Dobrze by było również rozróżniać niewidomych i ociemniałych, bo fakt ten ma wielkie znaczenie w twórczości artystycznej, zwłaszcza plastycznej i literackiej. To chyba jednak przerasta możliwości wielu piszących na takie tematy.
Niezależnie od wszystkich zastrzeżeń i błędnych określeń, niewidomi i słabowidzący wykazali, że mogą być wybitnymi odtwórcami i twórcami dzieł artystycznych.