Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 1)

Niepełnosprawność zatrzaskuje drzwi – Kim są niewidomi


Skryba 
 
Niepełnosprawność zatrzaskuje drzwi 
 
Dla każdego człowieka, od wczesnego dzieciństwa do starości, świat jest pełen zamkniętych drzwi, wrót, furtek, szufladek, szkatułek, komórek, pokoi, klatek, kufrów, skrzyń i innych skrytek. Każdy z nas chce lub musi się do nich dostać. Zmuszony jest więc ciągle dobierać klucze do zamków, na które są pozamykane. Musi starać się otwierać zamknięte przed nim drzwi, a więc ciągle dobierać i dopasowywać klucze, kluczyki, wytrychy i różne sposoby otwierania. 
Dla niemowlęcia zamkniętymi na siedem spustów drzwiami, wręcz bramą, są pręty łóżeczka, przez które próbuje przełożyć kaczuszkę. W takim położeniu nie przechodzi, w innym też nie i w kolejnym również nie. Dziecko próbuje, zabawkę obraca na różne sposoby aż trafi na właściwe położenie, tj. na takie, w którym nie jest ona szersza niż odległości między szczebelkami. Mama ją podniosła i podała. Dziecko znowu próbuje i nie wie, dlaczego poprzednio przeszła, a teraz nie chce. Manipuluje nią aż znowu trafi na właściwe ułożenie. Mama znowu poda, a dziecko podejmie kolejne próby, które stają coraz krótsze, kaczuszka coraz łatwiej będzie przechodziła między szczebelkami łóżeczka, aż w końcu właściwy klucz zostanie znaleziony i drzwi zostaną otworzone. 
Nie kończy to jednak zadania. Kaczka przechodziła, a miś nie chce przejść. Po wielu próbach, po gromadzeniu doświadczenia, dziecko uczy się oceniać wielkość przedmiotów, jego kształt i z czasem nawet bez prób wie, że czerwony miś jest zbyt duży, żeby przepchnąć go między szczebelkami łóżeczka. Z czasem dowie się też, że misia również można przemieścić za łóżeczko, tyle że nie między szczebelkami łóżeczka, a przez górną krawędź obudowy. 
Kolejnym przykładem mogą być pierwsze kroki dziecka. Mama stawia je przed sobą, a tato lub babcia rozkłada ręce i zachęca: "chodź do mnie". I znowu po wielu próbach dziecko uczy się chodzić. Kolejny klucz został znaleziony i drzwi zostały szeroko otworzone, świat się rozszerzył, wzbogacił, stał się bardziej interesujący. Teraz już można ściągnąć serwetę ze stolika i zobaczyć, co stanie się z filiżankami albo z wazonikiem. 
Tak jest przez całe życie. Pełno jest tych drzwi. Poznawanie liter, uczenie się składania ich w słowa, a słów w zdania, rysowanie kotka, gra w piłkę, nauka tańca, języków obcych, zadania w pracy zawodowej, problemy do rozwiązania w życiu społecznym - setki, tysiące i chyba miliony różnych sytuacji, które wymagają stosowania wiedzy, uczenia się, sprytu, inteligencji i korzystania z doświadczeń własnych oraz innych ludzi. 
Cały świat składa się z różnych przeszkód, trudności, zadań do rozwiązania, drzwi do otworzenia. Dodać należy, że są one pozamykane na różne zamki: proste i skomplikowane, tradycyjne i elektroniczne, zatrzaskowe i z szyfrem numerycznym. Najczęściej trzeba dopasować klucze do dwóch albo i kilku zamków. Jedne drzwi można otworzyć przy pomocy prostego klucza, a inne wymagają znajomości szyfru, jeszcze inne hasła, a najczęściej wielu różnych kluczy, kluczyków, przycisków itd. 
Niektóre drzwi otwierają się łatwo. Wystarczy chwycić za klamkę i pociągnąć lub popchnąć. Otworzenie innych drzwi, np. uzyskanie dyplomu inżyniera lub lekarza wymaga wielu lat studiów i opanowania najróżnorodniejszych umiejętności, wymaga nauczenia się posługiwania tysiącami kluczy i kluczyków. 
Dodać wypada, że są i takie zamki, których ani rusz samodzielnie otworzyć nie można. Wówczas trzeba wezwać ślusarza albo zamek rozbić przy pomocy łomu. 
Tak wygląda w uproszczeniu świat wszystkich ludzi. Jeżeli jednak rozważanie to zastosować do osoby niewidomej, wszystko staje się o wiele bardziej skomplikowane. Tam, gdzie normalnie wystarczy zastosowanie jednego prostego klucza, niewidomy musi użyć przynajmniej dwóch kluczy. 
Niewidomemu niemowlęciu znacznie trudniej operować zabawkami, odnajdywać te, które odsuną się nieco od jego rąk, znacznie trudniej manipulować nimi, a już zupełnie nie jest możliwe stwierdzenie, co stało się z zabawką, która wypadła poza łóżeczko. Niewidome dziecko nie może spojrzeć i zobaczyć, że zabawka leży na podłodze przy jego łóżeczku. Dla niego zginęła, wpadła w nicość. Musi więc znaleźć klucz do rozwiązania tego problemu. Pomoże mu w tym słuch i doświadczenie. 
Tak samo jest z przejściem paru kroków od mamy do taty. Dziecko nie widzi rąk gotowych go podtrzymać, pomóc, wyratować. Teraz to już nie tylko zabawka może wpaść w czarną dziurę, ale dziecko, w jego rozumieniu, może się tam znaleźć. 
Niektóre zamki są dosyć łatwe do otworzenia, ale miłość najbliższych powoduje, że stają się bardzo trudne i wymagają dodatkowych kluczy i kluczyków. Tak jest wtedy, kiedy rodzice w trosce o bezpieczeństwo dziecka ograniczają jego ruchy, jego naturalną ciekawość i aktywność. Zresztą nie dotyczy to tylko dzieci. Często kochająca żona czy kochający mąż mogą z zaradnego współmałżonka zrobić człowieka zależnego, niezaradnego, niesamodzielnego. Miał on już opanowane umiejętności dobierania kluczy do różnych zamków, ale przez ciągłe wyręczanie go przez widzącego współmałżonka, (mogą to również być rodzice dorosłego człowieka) zamki te nie są używane i rdzewieją. Coraz trudniej je otwierać, aż z czasem staje się to zupełnie niemożliwe.
Znane są przykłady niewidomych bardzo samodzielnych, którzy swobodnie chodzili po całym mieście i podróżowali po kraju, a nawet poza jego granicami. Kiedy warunki ich życia uległy zasadniczej zmianie na "lepsze", np. ożenili się lub awansowali na stanowiska, na których przysługiwały służbowe samochody, stali się niezaradni i przestali bez przewodnika wychodzić na ulicę. Zamki do samodzielności w tej dziedzinie zardzewiały, a klucze do nich zostały zgubione. 
Najprostszy zamek, czyli taki, który można otworzyć jedynie przez naciśnięcie klamki, dla niewidomego stanowi dodatkowy problem. Trzeba najpierw odnaleźć drzwi, a na nich klamkę, co bez kontroli wzrokowej nie jest tak proste, jak dla ludzi widzących. 
Pisałem, że w niektórych sytuacjach konieczne jest wezwanie ślusarza. Dla niewidomych takimi ślusarzami są instruktorzy rehabilitacji, orientacji przestrzennej, czynności samoobsługowych, posługiwania się komputerem oraz inni specjaliści, a także sprzęt i pomoce rehabilitacyjne z udźwiękowionymi komputerami oraz innymi urządzeniami tego rodzaju włącznie. 
Należy też zauważyć, że niektórzy niewidomi używają łomu do otwierania drzwi, z którymi sobie nie radzą. Takimi łomami są ich postawy roszczeniowe, przekonanie, że wszystko im się należy, bo nie widzą i wymuszanie różnego rodzaju pomocy i świadczeń. Łomem jest też żebractwo i tyflocentryzm, czyli odnoszenie wszystkiego do własnej niepełnosprawności. Nie służy to dobrze ani im, ani drzwiom traktowanych takim łomem, czyli osobom i instytucjom, które mają zaspokajać ich wygórowane potrzeby. Rozbicie drzwi łomem, wprawdzie umożliwia przejście przez nie, ale tworzy kolejne problemy, zatrzaskuje kolejne drzwi. Wyłamane drzwi trzeba naprawić, ale tego większość ludzi samodzielnie nie potrafi. Potrzebna jest pomoc stolarza albo ślusarza, kiedy tylko zamek został rozbity. 
Niewidomy, który nachalnie wymusza zaspokajanie swoich potrzeb, często pozornie osiąga cel. Rozbija drzwi i otrzymuje to, czego się domagał. Fakt ten jednak tworzy nowe problemy, zatrzaskuje drzwi kontaktów z ludźmi, tworzy negatywną o nim opinię, prowadzi do izolacji społecznej. Potrzebny jest fachowiec, który potrafi pomóc naprawić to, co zostało popsute, naprawić rozbite drzwi do ludzi. 
Rozważania te są wstępem do bardziej szczegółowych opisów różnych sytuacji, do dobierania różnych kluczy do różnych zamków, oliwienia, oczyszczania z rdzy i kurzu, do osiągania samodzielności w różnych dziedzinach życia. 
Na pierwszy ogień spróbujmy się zastanowić, kto to jest niewidomy. Wbrew pozorom są to potężne wrota zamknięte na wiele skomplikowanych zamków. Jeżeli jednak nie spróbujemy ich sforsować, nie uda się nam przejść przez te wrota, nie uda nam się zrozumieć siebie, swoich ograniczeń i możliwości, a ludziom widzącym nie uda się zrozumieć osób niewidomych. 
 
Kim są niewidomi?

Niewidomi żyją za zamkniętymi drzwiami. Jacy oni są? Nie dowiemy się tego, jeżeli nie otworzymy drzwi do pomieszczenia, w którym się znajdują, a do tego potrzebny jest nam klucz, a może liczne klucze. 
Tymczasem niech nam wystarczy ten jeden, tj. wiedza, że niewidomi nie stanowią odrębnego gatunku ludzkiego i to pod żadnym względem nie są odrębną rasą. Niestety, często ludzie uważają, że jest inaczej i przypisują im różne cechy, dobre i złe, w zależności od ich postaw wobec osób niewidomych. 
Nie jest prawdą, że niewidomi mają wspaniały słuch muzyczny, chociaż są i tacy, którzy dysponują słuchem absolutnym. Nie jest prawdą, że niewidomi mają niezwykle czuły dotyk, węch czy inne zmysły. Można powiedzieć, że nawet ich zmysły częściej są mniej czułe niż ludzi widzących. Wynika to stąd, że niekiedy ten sam czynnik, który uszkadza wzrok, uszkadza również inne zmysły, np. dotyk. Tak jest z cukrzycą czy chorobami wirusowymi, na które mogą chorować kobiety w ciąży, np. z różyczką. Choroba taka może uszkodzić wzrok, ale może też osłabić słuch, dotyk, węch czy sprawność fizyczną. Tak samo zatrucia czy niektóre wypadki mogą powodować utratę wzroku, słuchu, powonienia. 
Jeżeli ktoś uważa, że niewidomi różnią się cechami psychicznymi, wyczulonymi innymi zmysłami, posiadaniem "szóstego zmysłu", sprawnością umysłową czy jakimikolwiek innymi cechami, których nie posiadają inni ludzie, albo posiadają je w mniejszym stopniu, zatrzaskuje niewidomym dodatkowe drzwi. Wstawia też dodatkowe zamki we drzwi już istniejące. 
Brak wzroku jest tylko jedną z cech, które charakteryzują człowieka. Takimi cechami są też: pochodzenie etniczne, rasa, kolor włosów i oczu, wykształcenie, wykonywany zawód i wiele innych. Ale trzeba wiedzieć, że wśród Polaków i ich sąsiadów, rudych i brunetów, chudych, grubych, wśród lekarzy, prawników i rolników są różni ludzie; dobrzy i źli, mądrzy i głupi, szlachetni i podli. Jacy więc są niewidomi? 
Na to pytanie jest tylko jedna prawdziwa odpowiedź - niewidomi są po prostu różni, podobnie jak pozostali ludzie. 
Niewidomi różnią się między sobą wzrostem, tuszą, cerą, kolorem włosów, charakterem, cechami osobowości, wyznawanymi normami etycznymi, światopoglądem, przekonaniami politycznymi, zdolnościami i wszystkimi innymi cechami, jakie można wymyślić. Wśród niewidomych są kobiety i mężczyźni, dzieci i dorośli, starzy, zdrowi i chorzy, inteligentni i upośledzeni umysłowo, silni i słabi, zaradni i niezaradni, uczciwi i krętacze, biedni i zamożni, weseli i smutni, abstynenci i pijacy, osoby szlachetne i przestępcy, a nawet zbrodniarze. Jaką tylko chcielibyśmy cechę rozpatrywać, znajdziemy ją u niewidomych, w dużym natężeniu lub w niewielkim, podobnie jak u pozostałych ludzi. 
A rozpatrując z drugiej strony - nie ma ani jednej cechy, poza utratą wzroku lub jego osłabieniem, która odróżniałaby niewidomych od ludzi widzących.
Niewidomych łączy więc tylko utrata lub poważne uszkodzenie wzroku. Ta cecha nie określa jednak dokładnie osób, które nazywamy niewidomymi. Przede wszystkim prawnie, organizacyjnie i potocznie niewidomymi nazywamy również słabowidzących. Powinniśmy jednak wiedzieć, że czym innym jest nie widzieć zupełnie, a czym innym widzieć z ostrością dziesięciu procent, a nawet jednego procentu, może nawet ułamek procentu. 
Choćby tylko poczucie światła ma wielkie znaczenie psychologiczne, mimo niewielkiego praktycznego. Lokalizacja źródła światła stwarza niewidomemu znacznie większe możliwości, a zdolność widzenia kontrastowych kolorów, bieli i czerni oraz szarości ma duże praktyczne znaczenie, nie mówiąc już o psychologicznym. 
Jeżeli ostrość widzenia osoby słabowidzącej, którą nazywamy niewidomą, wynosi dziesięć procent, najczęściej może ona czytać i swobodnie poruszać się po znanych i nieznanych miejscach. 
Ograniczona ostrość widzenia jest tylko jednym z czynników różnicujących osoby, które prawnie i społecznie są uznane za niewidome. 
Innym, ważnym czynnikiem jest okres życia, w którym nastąpiła utrata wzroku. Jeżeli ktoś utracił wzrok do piątego roku życia lub urodził się bez możliwości widzenia czy z bardzo ograniczoną możliwością, uważany jest za niewidomego. Jeżeli wzrok utracił po piątym roku życia, jest osobą ociemniałą. Jest to ważne rozróżnienie. Osoby ociemniałe zachowują w pamięci obraz otaczającego świata. Wiedzą czym jest kolor, światło, gra cieni, czym perspektywa, jak wygląda twarz rozjaśniona uśmiechem i jak wykrzywiona gniewem. Osoby niewidome tego nie wiedzą, bo nie zachowały się w ich pamięci wrażenia i spostrzeżenia wzrokowe. Trudniej im rozumieć literackie opisy przyrody i potoczne rozmowy. Trudniej dobierać pod względem kolorystycznym części garderoby, a nawet schludny ubiór, bo nie zauważą plamy, kurzu na ubraniu itd. 
To rozróżnienie również nie wyczerpuje zróżnicowania osób ze względu na stan ich wzroku. Są osoby, które przy dobrym oświetleniu widzą całkiem nieźle, ale tracą tę zdolność wieczorem - kurza ślepota albo ślepota zmierzchowa. Są osoby, które mają poważne trudności z adaptacją wzroku do zmieniających się warunków oświetleniowych - przestają widzieć na dość długi czas po przejściu z jasno oświetlonego chodnika do pomieszczenia, w którym panuje mrok. Inne osoby po wyjściu z ciemniejszego pomieszczenia na ulicę zalaną światłem przestają widzieć cokolwiek. Następuje u nich olśnienie. 
Wiele osób ma ubytki w polu widzenia. Jedni widzą górą oka i muszą mocno pochylać głowę, żeby zobaczyć, co mają pod nogami. Inni widzą dołem oczu i wtedy muszą mocno zadzierać głowę, żeby widzieć, co się znajduje kilkanaście metrów przed nimi. Są osoby, które widzą lewą stroną lub prawą. Jedne mają uszkodzone widzenie centralne, inne obwodowe. W pierwszym przypadku nie widzi się tego, co znajduje się na wprost, w drugim z boków. W niektórych przypadkach pole widzenia jest poszatkowane na czynne i nieczynne fragmenty. Świat oglądany przy takich wadach różni się zasadniczo od tego, który widzą osoby posiadające dobry wzrok.
Jeżeli ubytki w polu widzenia są bardzo duże, może wystąpić tzw. widzenie lunetowe. Ostrość widzenia w takim przypadku może być nawet stuprocentowa, lecz pole widzenia jest bardzo małe. W krańcowych przypadkach osoba z taką wadą wzroku ogląda otoczenie jak przez dziurkę od klucza. Przedmioty, które mieszczą się w tej dziurce widzi doskonale, a parę centymetrów w lewo, w prawo, w górę lub w dół nie widzi nic zupełnie. Takie widzenie, chociaż może bardzo dokładne, jest mało praktyczne. Można np. zobaczyć osobę znajomą, chcieć podejść do niej, ale przywitać kogoś obcego, bo osoba znajoma wypadła z pola widzenia. 
Jeżeli do tego dodamy oczopląs, krótkowzroczność i dalekowzroczność, trudności z akomodacją, czyli ograniczoną zdolnością przystosowania się oka do oglądania przedmiotów z różnych odległości, może jeszcze jakieś inne wady wzroku, będziemy mieli obraz zróżnicowania osób zwanych niewidomymi. Widzimy więc jasno, że cecha, która niby to jest wspólna dla niewidomych, wcale taką nie jest. 
Ważna jest również przyczyna i sposób utraty wzroku. W tym przypadku skutek może być identyczny, tj. utrata wzroku, ale psychiczny jego odbiór jest inny. 
Inaczej czuje się człowiek, który stopniowo traci wzrok na skutek choroby, niż ten, który traci go nagle w wyniku wypadku. Ten pierwszy stopniowo uczy się dobierać klucze do zatrzaskujących się kolejno drzwi i drzwiczek, uczy się posługiwać innymi zmysłami, przyzwyczaja się do coraz gorszego wzroku. Ten drugi od razu staje przed wszystkimi zatrzaśniętymi drzwiami, do których nie zna kluczy, ba, nawet nie wie, że takie klucze istnieją. 
Jeszcze w innej sytuacji psychicznej jest człowiek, który utraci wzrok, np. na skutek wypicia alkoholu metylowego lub na skutek samookaleczenia w więzieniu. W takim przypadku może występować poczucie winy i negatywne oceny ze strony najbliższych oraz obcych osób. To z kolei ma wpływ na jego zachowanie, na stosunki z ludźmi, na wstawienie w jego przestrzeń życiową wielu drzwi ze skomplikowanymi zamkami. 
Mam nadzieję, że wykazałem, iż nie można mówić o żadnych cechach wspólnych dla niewidomych. Każda próba ich etykietowania, klasyfikowania, przypisywania im jakichś cech charakteru, właściwości umysłu czy sprawności zmysłów nie ma realnych podstaw. 
Niezależnie od wielkiego zróżnicowania osób niewidomych, niezależnie od właściwości ich wzroku, każda wada wzroku, a zwłaszcza całkowity brak możliwości widzenia czegokolwiek, nawet najsilniejszego światła sprawia, że nie ma czynności, którą by niewidomi lepiej wykonywali niż ludzie widzący. Niektóre czynności mogą wykonywać równie dobrze, lepiej nie. Utrata bądź osłabienie wzroku w niczym im nie pomaga, a w wielu czynnościach przeszkadza. Trudniej im otworzyć każde drzwi, trudniej dobrać właściwy klucz. Niemniej ich możliwości są znacznie większe niż mogłoby się wydawać. Jest to wynikiem rehabilitacji, opanowania umiejętności wykonywania różnych czynności metodami bezwzrokowymi, stosowania sprzętu i pomocy rehabilitacyjnych, nauczenia się korzystania z informacji pozyskiwanych przy pomocy innych zmysłów, zwłaszcza słuchu i dotyku. 
Tak więc niewidomi są tacy sami jak społeczeństwo, w którym żyją. I nie może być inaczej. Człowiek jest istotą społeczną, kształtuje go kultura jego narodu i historia, środowisko, w którym żyje, rodzina, religia, literatura, film, telewizja, internet itd. Z drugiej strony, każdy z nas wpływa na innych i przyczynia się do kształtowania ich osobowości, mentalności i obyczajowości. 
Niewidomi są częścią cywilizacji, w jakiej się wychowują, częścią swojego narodu, lokalnej społeczności i rodziny. Mają podobne aspiracje życiowe, marzenia i dążenia, tyle że wszystko przychodzi im trudniej. Przed nimi więcej pozamykanych drzwi i więcej zamków je zabezpieczających. Mimo to mogą opanować metody ich otwierania, a przynajmniej wiele z nich. 
Jeżeli więc chcemy zrozumieć niewidomych, jeżeli niewidomi chcą zrozumieć siebie, muszą przyjąć, że są takimi samymi ludźmi jak inni, tyle że nie widzą lub mają bardzo osłabiony wzrok. Jest to podstawa ich rehabilitacji i społecznego funkcjonowania, czyli szerokiego otwarcia drzwi na świat i na ludzi. Muszą też uznać, że nie istnieją żadne cechy wspólne dla wszystkich osób nazywanych niewidomymi. Z pewnością na przykład  ślepota medyczna albo inaczej ślepota czarna, jest cechą wspólną osób całkowicie niewidomych, tj. takich, którzy nie mają nawet poczucia światła. Takich osób jest jednak bardzo mało - pewnie mniej niż 2 procent osób uznawanych za niewidome. 
Tę samą prawdę muszą przyjąć osoby widzące, które pracują z niewidomymi, członkowie ich rodzin, sąsiedzi itd. Bez tego, zamiast ułatwiać im otwieranie coraz to nowych drzwi, będą wstawiać dodatkowe zamki do istniejących drzwi i zatrzaskiwać przed nimi te, które nauczyli się już otwierać.
Bez wątpienia niewidomi nie stanowią odrębnego gatunku ludzkiego. Nie oznacza to jednak, że niepełnosprawność nie ma żadnego wpływu na ich zachowanie, psychikę, uspołecznienie i na pozostałe dziedziny życia. Tak poważna niepełnosprawność, jaką jest utrata wzroku, musi wywierać wpływ na wszystko, co dotyczy osoby poszkodowanej. Nie można jednak powiedzieć jednoznacznie, jaki to jest wpływ - negatywny czy pozytywny. Z pewnością może być i bywa zarówno negatywny, jak i pozytywny. Dla jednego brak wzroku jest czynnikiem mobilizującym do wysiłku, do chęci dorównania osobom widzącym, do jak najwyższego stopnia samodzielności. Dla innych niepełnosprawność jest usprawiedliwieniem bierności, gnuśności, rezygnacji z ambitnych dążeń do samodzielności. Jedni i drudzy wymagają odpowiednich narzędzi, kluczy do otworzenia drzwi przez tych ambitnych i kluczy do pobudzenia tych gnuśnych. To jednak będzie przedmiotem rozważań w przyszłości. 
Zastanowimy się również, czy niewidomi i osoby widzące z ich otoczenia przyjmują te prawdy, czy mają własne poglądy, czy uważają, że wszystko wiedzą i nie muszą korzystać z fachowej wiedzy, ani fachowej pomocy. 

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe