Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 10)

Zatrzaśnięte zamki w psychice i zachowaniu niewidomych

Skryba 

W poprzednim artykule pisałem o wyglądzie osób niewidomych, różnych uwarunkowaniach z tym związanych oraz o konsekwencjach wynikających z niedostatecznej dbałości o prezencję. Omówiłem też zachowania, które obniżają atrakcyjność, tj. blindyzmy. Oczywiście, jest więcej nieodpowiednich zachowań. Zajmę się nimi obecnie, a także językiem używanym przez niewidomych i w imieniu niewidomych, psychicznymi uwarunkowaniami i niektórymi poglądami wpływającymi na wizerunek.

 

Psychiczne uwarunkowania niektórych poglądów i zachowań

 Człowiek jest istotą psychosomatyczną, to znaczy, że składa się z ciała i psychiki. Te dwie natury człowieka wzajemnie na siebie oddziałują, tj. czynniki psychiczne wywierają wpływ na kondycję fizyczną człowieka, a stan fizyczny na psychikę.

Wpływ ten jest bardzo wyraźny, duży, chociaż nie zawsze doceniany.

Wyobraźmy sobie człowieka, którego boli ząb. Czy może mieć on dobry humor? Człowiek słaby fizycznie, skłonny do chorób, na ogół nie czuje się dobrze pod względem psychicznym, nie jest z siebie zadowolony, nie ma powodów do dumy. I odwrotnie - człowiek, który jest ciągle niezadowolony, rozgoryczony, żyje w stresie, wcześniej czy później zaczyna odczuwać różne dolegliwości fizyczne.

Nerwica jest chorobą psychiczną. Histeria jest nerwicą. Już w starożytności nazywana była wielką naśladowczynią. Histeria bowiem może powodować takie skutki jak chyba każda choroba. Na skutek tej nerwicy człowiek może zostać sparaliżowany, stracić wzrok i słuch, może odczuwać bóle różnych organów, mogą u niego występować objawy różnych chorób. Tylko proszę nie sądzić, że jest to udawanie. Absolutnie nie, człowiek taki rzeczywiście czuje się chory, a leczenie farmakologiczne najczęściej okazuje się mało skuteczne. Dowodem na to, że histeria nie jest udawaniem, świadczy ciąża nerwicowa. U kobiety, która bardzo chce mieć dziecko, ale nie może, albo bardzo nie chce i boi się zajścia w ciążę, mogą wystąpić wszystkie fizyczne objawy ciąży z wyjątkiem samej ciąży. Kobieta ta przestanie miesiączkować, będą powiększać się jej piersi i brzuch, pojawi się pokarm i bóle porodowe, tylko dziecka nie będzie. Tego nikt udawać nie potrafi. Jest to wynik nerwicy zwanej histerią.

Piszę o tym, żeby ułatwić zrozumienie wpływu utraty wzroku na stan psychiczny, który z kolei oddziałuje na ogólny stan zdrowia. Oczywiście, wpływ ten może być bardzo różny. Brak wzroku może być czynnikiem mobilizującym do wysiłku, do chęci dorównania innym ludziom, do podejmowania trudnych wyzwań. Może też być przyczyną rezygnacji z ambicji, unikania wysiłku, bierności, zależności od innych itd.

Brak wzroku, osłabiony wzrok, strach przed ślepotą jest ciężkim przeżyciem, które może powodować powstawanie kompleksów. Każdy człowiek w sytuacjach trudnych stosuje różne mechanizmy obronne i jest to naturalne.

Termin kompleks pochodzi z łaciny (complexio). Jest to, najogólniej ujmując, zespół myśli, słów, wyobrażeń, poglądów, przekonań, stereotypów silnie skojarzonych z jakąś ważną cechą lub myślą mocno zabarwioną emocjonalnie, która zwykle bywa wyparta ze świadomości. Jej powrót do świadomości wywołuje najczęściej niemiłe odczucia - np. lęk, niepokój, wstyd.

 Kompleksy wywierają silny wpływ na zachowanie człowieka i przejawiają się w różnych dążeniach, obawach, postawach wobec otoczenia, nierzadko w nerwicowych reakcjach.

Pojęcie kompleksu było chętnie używane w psychoanalizie i stąd przeniknęło do potocznego języka. W rozumieniu potocznym kompleks kojarzy się przede wszystkim z jakimiś zaburzeniami.

Potocznie terminem kompleks określa się niemiłe, wstydliwe dla danej jednostki tematy związane ze społecznym funkcjonowaniem, cechami wyglądu lub charakteru, których poruszenie wywołuje wstyd, lęk, niepokój i niekiedy przesadne reakcje.

Kiedy mówimy o kompleksach w przypadku osób niewidomych lub słabowidzących, mamy na myśli zespół negatywnych odczuć, wyobrażeń, reakcji, wypowiedzi i zachowań, których przyczyna wiąże się z niepełnosprawnością.

 Podobne przyczyny mogą wytworzyć różne kompleksy.

W przypadku niewidomych jest to często kompleks niższości. Nie widzę, jestem gorszy od innych, nie dorównuję innym ludziom, wywołuję ich litość, niechęć, pogardę. Gdybym widział...

Ponieważ jestem niewidomy, jestem mniej wartościowy, jestem gorszy od innych ludzi, niewiele więc mogę osiągnąć. Dlatego usuwam się w kąt, rezygnuję ze wszystkiego, ograniczam cele życiowe.

Rzadziej, ale czasami również występuje kompleks wyższości. Jestem niewidomy, dużo cierpiałem, a cierpienie uszlachetnia, jestem więc lepszym człowiekiem od osób widzących. Czasami kompleks wyższości przyjmuje formę ekspiacji, czyli cierpienia za grzechy innych ludzi. Niewidomy cierpi za grzechy ludzi widzących, jest więc od nich lepszy.

Kompleks wyższości przejawia się również w poglądach, że niewidomi łatwiej skupiają się na tym, co robią, bo nic ich nie rozprasza. Mogą więc lepiej pracować niż ludzie widzący.

Czasami występują jednocześnie kompleks wyższości i kompleks niższości. Jestem niewidomy, mam specjalne uzdolnienia, których nie posiadają inni ludzie, ale nic ode mnie nie wymagajcie, bo jestem niewidomy i wszystko przychodzi mi trudniej niż innym ludziom.

Ponieważ kompleksy wiążą się z niemiłymi doznaniami, psychika broni się przed nimi stosując różnorodne sposoby - mechanizmy obronne. Oto kilka takich mechanizmów.

 Wyparcie - usunięcie ze świadomości lub utrzymywanie poza świadomością myśli, wyobrażeń i wspomnień, które są bardzo przykre, budzą lęk lub wstyd.

Niestety, niezmiernie trudno wyprzeć ze świadomości takiej przyczyny kompleksu, jak brak wzroku, gdyż otoczenie fizyczne i społeczne nie pozwala na to. Niewidomy nie może funkcjonować, jak osoba widząca, nie może więc zapomnieć, wyprzeć ze świadomości swojego defektu.

 

 Zaprzeczenie - udawanie, że brak wzroku lub jego poważne osłabienie nie jest wielką dolegliwością, że można funkcjonować bez żadnych ograniczeń, podobnie jak inni ludzie. Takie zaprzeczenie występuje w filozofii Amerykańskiej Federacji Niewidomych. Oczywiście, tak naprawdę, nie da się zaprzeczyć skutkom utraty wzroku. Stosowanie więc tego mechanizmu obronnego prowadzi do dodatkowych ograniczeń, których można by uniknąć. Wyznawcy tej filozofii np. nie chcą korzystać z pomocy innych ludzi narażając się na niedogodności, a nawet na niebezpieczeństwa.

 

 Projekcja - przypisanie własnego, nieakceptowanego uczucia innej osobie. Lęk neurotyczny przekształca się wówczas w obiektywny - z zagrożeniem zewnętrznym łatwiej sobie poradzić.

 Niewidomy, który żywi negatywne uczucia wobec osób widzących, uważa, że to one żywią takie uczucia wobec niewidomych.

 

 Racjonalizacja - użycie samooszukujących się usprawiedliwień nieakceptowanego faktu, np. utraty wzroku. Wynajdujemy dobre strony ze wszech miar niekorzystnej dla nas sytuacji lub zdarzenia. Niewidomy np. twierdzi, że ponieważ nie widzi - ma lepszy słuch, łatwiej mu koncentrować się na trudnych problemach, nie widzi brzydoty świata.

 W rehabilitacji psychicznej niezmiernie ważne jest przeciwdziałanie powstawaniu kompleksów i wynikających z nich mechanizmów obronnych.

Zastanówmy się nad bólem. Nikt nie lubi bólu. Tymczasem ból jest mechanizmem obronnym i pełni pozytywną rolę. Pozwala unikać niebezpieczeństwa, rozbicia się, poparzenia, bronić się przed zagrożeniami. Mamy dwa rodzaje bólu - zewnętrzny i wewnętrzny. Ten pierwszy mobilizuje do działania, do ucieczki albo podejmowania walki, ten drugi - wywołuje bierność, chęć zwinięcia się w kłębek i czekania, aż ból ustąpi. Jest to bardzo logiczne zachowanie organizmu. Trudno jest bez lekarza poradzić coś na ból serca, wątroby czy nerek. Przed groźnym zwierzęciem, pędzącym samochodem, lejącym się wrzątkiem można uciec, usunąć się, zaradzić i uniknąć bólu. Jeżeli to okaże się niemożliwe, trzeba szukać kija, żeby przepędzić psa, uciekać na drzewo, podjąć walkę z bandziorem na ulicy. W tym przypadku ból jest czynnikiem mobilizującym.

Nieco trudniej wyjaśnić psychiczne mechanizmy obronne. One również mają na celu chronić przed zagrożeniami, ale innej natury. Brak wzroku jest przyczyną różnych trudności, naraża na niezdrowe zainteresowanie niektórych osób, wywołuje strach przed zderzeniem, przed wypadkiem drogowym, przed zabłądzeniem itp. Potrzebne są więc mechanizmy obronne, które będą łagodziły napięcia psychiczne wywołane dyskomfortem z powodu uszkodzonego wzroku. Mechanizmy te więc pełnią pozytywną rolę, ale tylko wówczas, jeżeli występują w optymalnym stopniu.

Wróćmy jeszcze na chwilę do bólu. Jak już pisałem, pełni on pozytywną rolę. Jeżeli jednak strach przed bólem jest tak wielki, że uniemożliwia podejmowanie niezbędnych działań, ból przestaje być mechanizmem obronnym, a staje się czynnikiem ograniczającym aktywność i podejmowanie niezbędnych działań. Są ludzie, którzy stracili wszystkie zęby, bo bali się chodzić do dentysty. Są niewidomi, którzy nie wychodzą sami na ulicę, bo boją się zdarzeń wywołujących ból.

Tak samo psychiczne mechanizmy obronne mogą wystąpić w tak wielkim nasileniu, że zamiast łagodzić napięcia psychiczne, będą je wywoływać i to silniejsze od tych, przed którymi miały chronić.

Niewidomy czuje się skrępowany wśród ludzi, bo patrzą, bo komentują, bo może zadają nietaktowne pytania. Zaczyna więc unikać towarzystwa. Jest to sytuacja mało komfortowa. Z czasem zacznie działać mechanizm obronny w postaci przekonania, że nie lubi towarzystwa. Człowiek jednak jest istotą społeczną, dlatego potrzebuje kontaktów z ludźmi. Zracjonalizował swoje odczucia i zachowania - unika ludzi, bo lepiej czuje się w samotności, bo ma samotnicze usposobienie, bo parę innych powodów. Niestety, samotność staje się dla niego coraz bardziej uciążliwa. Zazdrości więc tym, którzy spotykają się z ludźmi i czują się z nimi dobrze, zaczyna czuć się pokrzywdzony, bo nie ma tego, co mają inni ludzie. Zamiast przełamać skrępowanie i żyć podobnie jak większość ludzi, niewidomy ten wytworzył mechanizm obronny, który spowodował pogłębienie jego trudności psychicznych.

U osób z uszkodzonym wzrokiem można wyróżnić dwie główne postawy wobec niepełnosprawności i dwa rodzaje teorii, które z nich wynikają.

Ślepota jest drobną niedogodnością, która na nic nie wpływa. Można świetnie żyć będąc niewidomym. Niewidomy wszystko może, a niektóre czynności, niektóre prace wykonuje lepiej niż czynią to osoby widzące. Niewidomi mają szczególne uzdolnienia muzyczne, słuch absolutny, doskonały dotyk, szósty zmysł. Dobrze jest być niewidomym, bo przynajmniej nie musi się oglądać brzydoty świata.

Teorie takie są mechanizmami obronnymi przed ograniczeniami występującymi w życiu codziennym, w życiu społecznym, rodzinnym, w pracy zawodowej, albo z powodu braku zatrudnienia. Ponieważ jednak takie teorie nie usuwają trudności, nawet ich nie łagodzą, nie powodują, że mniej boli uderzenie piszczelem w twardy kant. Nie przyczyniają się też do uzyskania pracy i robienia kariery zawodowej. Tak samo nie eliminują trudności w życiu społecznym. Jeżeli więc trudności nadal istnieją, winien jest ktoś inny, a nie ślepota, bo ona jest tylko drobną niedogodnością. Niewidomy wyznający takie teorie, za swoje niepowodzenia i trudności, odpowiedzialnością obciąża innych ludzi. W rezultacie, mechanizm ten nie łagodzi żadnych trudności. Powoduje natomiast sporo innych, z którymi trzeba sobie radzić przy pomocy kolejnych mechanizmów obronnych w rodzaju kolejnych teorii. Niewidomi są lepsi od ludzi widzących i cierpią za ich grzechy. Niewidomi, ja również, osiągnęliby szczyty ludzkich możliwości, gdyby nie głupie prawo, gdyby nie podli ludzie, gdyby im dano szansę.

Drugą grupą postaw wobec niepełnosprawności i teorii z nich wynikających jest pogląd, że niewidomi nic nie mogą, bo są niewidomi. Gdybym widział, świat stałby przede mną otworem. Ponieważ nie widzę, nie podejmuję żadnych wysiłków, nie mam planów, nie uczę się, z wszystkiego rezygnuję. Niewidomi, którzy tak uważają, usprawiedliwiają swoje lenistwo, bierność, brak ambicji, woli walki z przeszkodami itd. Łatwiej jest pogodzić się z czymś, co jest nieuchronne, za co odpowiada przeklęta ślepota, niż uznać, że jestem leniwy, bez ambicji. Łatwiej jest narzekać na wszystkich i na wszystko, a przede wszystkim na przeklętą ślepotę, niż zmobilizować się do wysiłku, do pracy, do wytrwałych starań w celu podniesienia na wyższy poziom swojej samodzielności itd.

Niewidomy po pijanemu spadł ze schodów, potłukł się i złamał rękę. Winna była ślepota, a nie alkohol. Ociemniałego opuściła żona. Gdyby widział nie doszłoby do rozwodu. Winna jest przeklęta ślepota. Skarżący się ociemniały zapomniał dodać, że bardziej go butelka interesowała niż żona i rodzina.

Niewidomy został dyscyplinarnie zwolniony z pracy, bo złapali go na wynoszeniu narzędzi. Uważał, że to dyskryminacja, że spotkała go krzywda z powodu niepełnosprawności.

Oczywiście, ten mechanizm obronny również niczemu dobremu nie służy. Powoduje natomiast dodatkowe trudności i ograniczenia.

Jeżeli mechanizmy obronne utrudniają lub uniemożliwiają realizację celów życiowych, celów rehabilitacyjnych, jeżeli powodują wycofanie się, rezygnację, bezproduktywne użalanie się nad sobą, wywołują negatywne skutki. Jeżeli natomiast powodują chęć dorównania innym ludziom, upór i konsekwencję w dążeniu do celu, odrzucenie taryfy ulgowej itp. - ich skutki są pozytywne.

Kluczem do zamków wstawianych przez wybujałe mechanizmy obronne może być uświadomienie sobie ich powstawania i działania. Na tej podstawie można poszukiwać sposobów zaradczych. Takimi sposobami mogą być:

- wyznaczanie sobie realnych celów rehabilitacyjnych, zawodowych, osobistych, społecznych i ich realizowanie,

- rozwijanie zainteresowań,

- podjęcie działalności społecznej lub wolontariackiej,

- włączenie się w prace domowe,

- zaangażowanie w życie rodziny,

- przyjęcie jakichś obowiązków i wywiązywanie się z nich,

- amatorska praca twórcza, artystyczna, hobbystyczna.

Istnieje wiele różnych możliwości. Trzeba tylko chcieć z nich korzystać.

Niestety, w niektórych przypadkach nawarstwienie kompleksów i wytworzenie przerośniętych mechanizmów obronnych przerasta możliwości samodzielnego uporania się z wynikającymi z nich trudnościami. Kluczem do tak zatrzaśniętych drzwi może być skorzystanie z pomocy psychologa specjalizującego się w pracy z niewidomymi, psychologa klinicysty albo lekarza psychiatry.

 

Żargon niewidomych i język pseudospecjalistyczny wspólnie zatrzaskują drzwi

 Środowisko niewidomych, jak każde częściowo zamknięte, wytwarza własny żargon, którym się posługują jego członkowie. Wynika to z uwarunkowań psychicznych - w jakiś sposób pomniejsza skutki niepełnosprawności oraz z uwarunkowań społecznych - częste przebywanie w grupie społecznej o podobnych trudnościach.

Niewidomi z konieczności muszą używać określeń, których nie używają inni ludzie. Nikt nie mówi np. "ludzie widzący". Mówi się po prostu "ludzie" i wszystko jasne. W środowisku niewidomych nie jest to jednak tak jasne. Rozmówcy chcą wiedzieć, czy mówią o niewidomych, czy o widzących.

Tak samo bliższego określenia wymaga, np. maszyna do pisania - brajlowska czy zwykła, zegarek - brajlowski, mówiący czy po prostu zegarek, książka, jaka książka - brajlowska, czarnodrukowa czy mówiąca.

Ludzie widzący nie potrzebują takich dodatkowych określeń. Dla nich: maszyna do pisania, książka czy zegarek w samej nazwie zawiera niezbędne informacje. Niewidomym jednak one nie wystarczają.

Nie jest niczym niewłaściwym używanie takich rozróżnień. Mimo to powodują one, że język niewidomych staje się nieco inny od tego, którym posługują się pozostali ludzie.

Gorzej jest, jeżeli niewidomi używają określeń właściwych tylko dla nich. Ludzie widzący, jeżeli nie mają stałych kontaktów z niewidomymi, nie używają określeń: brajlak, brajlaczyna, brajlować, ślepuszek, słabowidz. Bywa tak, że niewidomi używają określeń powszechnie stosowanych, ale w innym znaczeniu. Dla ludzi widzących przewodnik, to osoba oprowadzająca wycieczki po zabytkowych obiektach, prowadząca wycieczki w górach albo przewodnik duchowy. Dla niewidomych przewodnik, to osoba, która ułatwia im poruszanie się po drogach i budynkach. Czasami używają też określenia półprzewodnik, tranzystor. Określenia takie dotyczą osób słabowidzących, które pełnią dla niewidomych funkcję przewodnika. Takie określenia również nie są niczym złym, ale bez potrzeby powodują, że język niewidomych różni się od powszechnie używanego.

Źle jest, jeżeli niewidomi używają określeń, które w jakiś sposób są mało przyjemne dla ludzi widzących. Jeżeli niewidomy mówi, że lektor czy przewodnik jest dla niego jak proteza, albo że jego oko poszło do miasta i on potrzebuje jakiejś drobnej pomocy, może to być odbierane jako przejaw lekceważenia. No i oczywiście, pogłębia różnicę języka, którym posługują się niewidomi i tego ogólnie używanego.

Czasami dla zachowania logiki języka wprowadza się określenia logiczne, ale takie, których nie używają ludzie widzący. Niektórzy niewidomi mówią: słucham książki, słucham filmu - logicznie rzecz ujmując, mają rację, ale ludzie widzący czytają książki i oglądają filmy.

Czasami tyflopedagodzy wprowadzają określenia logiczne, ale brzmiące dziwacznie, np. dalsza i bliższa część kartki. Takim językiem trudno porozumiewać się z ludźmi widzącymi. Dla nich bowiem jest górna i dolna część kartki.

Bywa, że twórcy prawa wprowadzają określenia niekorzystne dla niewidomych. Wprowadzenie do ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych określenia opiekun, zamiast przewodnik, jest przykładem zapewne nieświadomego, ale niefortunnego określenia. Przewodnikiem może być pies i trzynastoletnie dziecko. Tak stanowi prawo, ale praktycznie przewodnikiem może być dziecko znacznie młodsze. Czy jednak dziecko może być opiekunem osoby dorosłej? Oczywiście, że nie. Jeżeli niewidomy musi udać się gdzieś z opiekunem, czuje się jakby był ubezwłasnowolniony.

Najgorsi są jednak "dobrodzieje", którzy chcą pomniejszać skutki niepełnosprawności przez wprowadzanie dziwacznych określeń. W negatywnym sensie, furorę zrobiło określenie "sprawni inaczej". Określenie osoba niepełnosprawna dobrze oddaje istotę rzeczy. Wiadomo, że osoba ta ma jakieś dodatkowe trudności i ograniczenia. Gdyby ich nie miała, nie byłaby osobą niepełnosprawną. Niektórzy lansują określenie "osoba z niepełnosprawnością". Określenie to ma kłaść nacisk na słowo osoba, a nie na niepełnosprawność. Może to i słuszne, jednak nie w każdym przypadku da się zastosować. Trudno byłoby chyba używać określeń: "osoba z niewidomością", "osoba ze ślepotą", "osoba ze słabowidzeniem".

Ciągle pojawiają się nazwy konkursów, wydawnictw itp. w rodzaju: "widzący duszą", "sprawni niepełnosprawni", "Światłownia","głosy z ciemności", "Pochodnia", "Światełko", "Promyczek", "Gwiazda zaranna" i podobne.

Takie określenia nic nie wnoszą oprócz zamieszania terminologicznego.

Od dawna już wiadomo, że nazwy instytucji opiekuńczych dla osób w podeszłym wieku nie powinny nawiązywać do przemijania, do końca czegoś w rodzaju "Dom zachodzącego słońca", "Słoneczne popołudnie", "Ostatni etap". Instytucje te nie powinny znajdować się również w pobliżu cmentarzy, bo to powoduje zwracanie uwagi pensjonariuszy na ich starość, stan zdrowia, czekającą śmierć.

Tak samo nazwy instytucji, wydawnictw, zespołów nie powinny nawiązywać do światła i ciemności. Czas już pożegnać dziewiętnastowieczne teorie rehabilitacji niewidomych i dziewiętnastowieczne metody upoglądowiania problematyki osób niewidomych przejawiającej się w nazwach, o których było nieco wcześniej, albo demonstrowanie broszur z czarną stroną tytułową, której celem było zwrócenie uwagi na ciężki los niewidomych, wyciśnięcie łez i datków.

Kluczem do tych ciągle zamykanych drzwi jest unikanie określeń, które nie są konieczne, a tylko wprowadzają zamieszanie językowe, pojęciowe i dodatkowo odróżniają niewidomych od pozostałych ludzi.

 

Niektóre niewłaściwe zachowania niewidomych

 O znaczeniu wyglądu zewnętrznego i blindyzmów pisałem już wcześniej. Teraz przyszedł czas na kilka innych zachowań, które mogą być przyczyną negatywnych ocen, wyróżniania się negatywnego, zatrzaskiwania drzwi przed niewidomymi.

Całkowicie niewidomi, którzy nigdy nie posługiwali się wzrokiem, nie rozumieją jego natury. Nawet, jeżeli posiądą wiedzę o naturze światła i wzroku, nie zawsze wytwarzają nawyk kontrolowania, czy są obserwowani. Człowiek widzący nie ma żadnego problemu, żeby spojrzeć, ocenić sytuację i wiedzieć, czy jest sam, czy nie.

Zdarzało się, że niewidomy siadł na parapecie okna i zachowywał się tak, jak zachowywać się nie powinien. Nie wiedział, że przez szybę jest doskonale widoczny i obserwowany.

Dwoje niewidomych wyszło na balkon i zachowywali się tak, jakby znajdowali się sami w zamkniętym pokoju.

Z pewnością dosyć drastycznym zachowaniem jest wydłubywanie pokarmu palcem z podprotez przy stole w sanatorium lub na turnusie, czy wyjmowanie przy ludziach sztucznej gałki. Niestety, takie zachowania mogą się zdarzyć. Wynika to właśnie stąd, że niewidomy nie uświadamia sobie faktu, iż jest widoczny, że ludzie widzący nie muszą go dotykać, żeby wiedzieć, jak się zachowuje.

Z tego samego powodu wynikają mniej drastyczne zachowania: dłubanie w nosie, drapanie się tu i tam, wycieranie oczu niezbyt czystą chusteczką, robienie min, odwracanie się w kierunku głośnika zamiast mówcy. Zdarza się, że niewidomy siada zwrócony bokiem do rozmówcy, albo używa głosu tak zwanego radiowego, czyli wypełniającego cały pokój. Nie orientuje się on, gdzie jego rozmówca się znajduje, nie wie czy nie przeszedł w inne miejsce. Chce więc być dobrze słyszany, niezależnie od tego, gdzie znajduje się jego rozmówca.

Nie twierdzę, że takie zachowania są bardzo częstym zjawiskiem wśród niewidomych. Faktem jest jednak, że nie powinno ich być zupełnie. Wynikają one, nie ze złej woli czy świadomej chęci szokowania, ale właśnie z braku świadomości, że wzrok pozwala obserwować z wielkiej odległości. Czasami, jeżeli jest cisza, niewidomemu może się wydawać, że w pobliżu nie ma nikogo. Wzrok jest doskonałym zmysłem. Pozwala kontrolować otoczenie nawet bez udziału świadomości i reagować wtedy, kiedy reakcja jest potrzebna. Niewidomemu bez stałej świadomej samokontroli trudno jest orientować się w otoczeniu i reagować w zależności od potrzeb. Oczywiście, może wypracować właściwe sposoby zachowania, takie które nie będą przykre dla otoczenia. Musi jednak wiedzieć, że w jego życiu występują takie trudności. Musi też wiedzieć, że sam nie zawsze zauważy nieprawidłowości w swoim zachowaniu. Musi dopytywać ludzi widzących. Wiemy, że z własnej inicjatywy nie będą oni mówili o sprawach, które mogą być przykre dla niewidomego. Dlatego inicjatywa do niego należy, bo jemu konsultacje te, opinie i rady są niezbędne.

Kluczami do tych wrót mogą być uświadomienie sobie:

- utrudnionej obserwacji swego zachowania i jego porównywania z zachowaniem innych ludzi,

- szkodliwości zachowań znacznie różniących się od zachowań innych ludzi,

- faktu, że bez pomocy ludzi widzących trudno jest wyeliminować zachowania, które nie są akceptowane w danym środowisku,

- niechęci ludzi widzących zwracania uwagi osobom niewidomych na ich nieodpowiednie zachowania,

- konieczności ciągłego pytania, czy coś w zachowaniu, ubiorze, wyglądzie nie jest w porządku,

- stosowania się do opinii i rad życzliwych osób widzących,

- dobrego uświadomienia i ciągłego przypominania sobie, że ludzie widzący mogą patrzeć i widzieć nawet z daleka, mogą obserwować w każdej chwili, o czym niewidomy nie może wiedzieć.

 

Jak widzimy istnieją poważne trudności, wiele pozamykanych drzwi, do których trzeba dopasowywać klucze, żeby prawidłowo funkcjonować w społeczności, w której się żyje. Trzeba chcieć drzwi te otwierać samodzielnie, przy pomocy ludzi widzących, a czasami również przy pomocy specjalistów rehabilitacji niewidomych.

Słabowidzący, chociaż ich trudności nie są tak wielkie, chociaż mogą oglądać się w lustrze i kolory dobierać, obserwować ludzi i dostosowywać swoje zachowania do obowiązujących wzorów, również powinni zwracać uwagę na problemy występujące w ich życiu. Większość informacji, uwag i opinii dotyczących niewidomych również do nich się odnosi. Jeżeli więc zechcą przeczytać i zastanowić się nad nimi, z pewnością im to nie zaszkodzi, a pomóc może.