Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 11)

Zatrzaśnięte drzwi w szkołach i na uczelniach


Skryba

W życiu każdego człowieka ważną rolę pełni okres, w którym zdobywa wykształcenie ogólne i zawodowe. Oczywiście, ludzie zdobywają wiedzę w różny sposób. Ważną rolę pełnią tu rozmowy z innymi ludźmi i korzystanie z ich doświadczeń, środki przekazu, literatura, film, muzea, wystawy itp. Z tych źródeł korzystają również niewidomi i słabowidzący.

Jak wszędzie i jak zawsze występują tu bariery, pozamykane drzwi, do otwierania których muszą szukać odpowiednich kluczy. Takimi zatrzaśniętymi drzwiami są: gesty, mimika, mowa ciała, wskazywanie, zamiast informowania słownego, informacje typu "tu", "tam", "za tobą", "ten biały budynek". O podobnych sprawach pisałem wcześniej.

Pisałem również o pozasłownym przekazie informacji - obrazy, zdjęcia, film, telewizja. Tu również potrzebne są klucze, m.in. audiodeskrypcja.

Obecnie skupię się na różnorodnych problemach, barierach, pozamykanych drzwiach, których niemało znajduje się we wszystkich szkołach, poczynając od szkół podstawowych, a na wyższych uczelniach kończąc. Mało tego, w okresie zdobywania wykształcenia występują wszystkie rodzaje barier, utrudnień, ograniczeń, o których pisałem we wcześniejszych artykułach z tego cyklu. Oczywiście, mam tu na myśli szkoły ogólnodostępne, w specjalnych ośrodkach szkolno-wychowawczych kwestia ta wygląda zupełnie inaczej.

 

Korzystanie z informacji, z podręczników, zapisów na tablicy i pomocy szkolnych

Podręczniki dla młodszych klas są pięknie wydanymi, bogato ilustrowanymi, kolorowymi albumami. Niemal we wszystkich podręcznikach ilustracje, rysunki, wykresy, rzuty są ich integralną częścią. Pomijając fakt, że wszystko to jest dla niewidomych niedostępne, to jeszcze niektóre treści trudno jest zrozumieć bez rysunków, strzałek, podpisów, rzutów.

Ważną częścią nauki w młodszych klasach jest opanowywanie umiejętności ręcznego pisania, rozwiązywanie zadań przez zakreślanie, malowanie, porównywanie, wyszukiwanie.

Budowa atomu, budowa bakterii, pierwotniaków, owadów - małych i wielkich zwierząt, ich kształty, kolory, sposób poruszania się dzieci poznają na rysunkach, zdjęciach, filmach, z audycji telewizyjnych, wizyt w ogrodach zoologicznych, z obserwacji owadów, ptaków i ssaków na ulicach, w parkach, w lasach, na polach, na łąkach, nad rzekami, jeziorami i morzem. Podobnie ma się sprawa z roślinami, z tym że zamiast ogrodów zoologicznych przydatne są ogrody botaniczne.

Geometria wymaga rysowania, pomiarów i obliczeń, a ćwiczenia z fizyki, z chemii, biologii itp. doświadczeń, które najczęściej są niewykonalne.

Jeżeli nawet przyrządy dostosowane są do możliwości percepcyjnych niewidomych uczniów, nie są one tak precyzyjne jak te, którymi posługują się widzący uczniowie. Poza tym nauczyciele ze szkół ogólnodostępnych na ogół nie znają takich przyrządów, nie znają pisma punktowego, nie potrafią stosować bezwzrokowych metod nauczania.

Wszystko to powoduje, że warunki uczenia się niewidomych dzieci i młodzieży są gorsze, mniej korzystne od tych, w których uczą się dzieci i młodzież widząca. Nawet na studiach wyższych wszelkiego rodzaju upoglądowienia odgrywają ważną rolę. Ich brak jednak najmocniej jest odczuwany w młodszych klasach szkoły podstawowej.

Kluczem do tych drzwi, w które wmontowano wiele zamków, jest dobre opanowanie bezwzrokowych metod uczenia się i wykonywania różnych czynności przewidzianych programem szkolnym, a także korzystanie ze specjalnych pomocy dydaktycznych oraz sprzętu rehabilitacyjnego. Potrzebna jest też pomoc osób widzących, najlepiej koleżanek i kolegów. Pomoc innych osób, np. rodziców czy rodzeństwa, chociaż może być równie skuteczna, a nawet skuteczniejsza, przyczynia się do izolacji dziecka od rówieśników, nie sprzyja jego uspołecznieniu i kształtowaniu cech charakteru, które są niezbędne w życiu ludzi dorosłych.

Uczniowie i studenci słabowidzący mają mniej podobnych ograniczeń. Im mają lepsze możliwości widzenia, tym łatwiej mogą pokonywać trudności. Wymagają mniej pomocy i mniej specjalistycznego sprzętu rehabilitacyjnego.

 

Ograniczenia czynnego udziału w zajęciach szkolnych

Niewidomemu uczniowi czy studentowi trudno jest prawidłowo reagować na wszystko, co się wokół niego dzieje. Nie zawsze nauczyciel czy wykładowca wszystko dokładnie objaśnia. W wielu przypadkach wystarczy rysunek czy slajd i wskazanie na jakieś szczegóły, zależności, układy przestrzenne itd. Po takim pokazie i wyjaśnieniu, dalszy wykład staje się prosty. Bazuje na wiedzy przekazanej wizualnie. Niestety, nie dla niewidomego.

Niewidomy uczeń i student nie może również prawidłowo reagować na pozasłowne sygnały przekazywane przez nauczycieli, wykładowców i kolegów. Nie wie na przykład, w jakim nastroju jest wykładowca, jak reaguje na jego wypowiedź, nie może skorygować odpowiedzi, nie może skorzystać ze wskazówek zapisanych na tablicy, nie może skorzystać z rysunku, żeby przeprowadzić jakiś dowód.

Są również zajęcia, uczestnictwo w których jest jeszcze poważniej utrudnione, albo zupełnie niemożliwe. Wykluczone są wszystkie ćwiczenia, które wymagają posługiwania się mikroskopem, obserwacji zachowania zwierząt czy wyników reakcji chemicznych.

Podobnie udział w zajęciach wychowania fizycznego jest słabo dostępny dla niewidomych. Wiele ćwiczeń nie mogą wykonywać, nie mogą naśladować ruchów nauczyciela, nie mogą grać w różne gry, w których wykorzystywane są piłki. W szkołach nie ma również warunków do uprawiania biegów, skoków, rzutów. Takie ćwiczenia chociaż mogą być wykonywane, to jednak wymagają specjalnych warunków.

Wspomnieć też trzeba o obawach nauczycieli. Nawet te ćwiczenia, które niewidomi mogą wykonywać bez trudu, mogą być uznane za niewykonalne, bo niebezpieczne.

Przezwyciężanie takich i podobnych trudności wymaga dobrego zrehabilitowania i silnej woli niewidomego ucznia czy studenta, umiejętności przekonywania do swoich możliwości i odrzucania taryfy ulgowej. Nie znam innych kluczy do podobnych drzwi. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie są to klucze, którymi łatwo się posługiwać. W naturze ludzkiej leży chęć unikania nadmiernego wysiłku. Jeżeli można czegoś uniknąć, z możliwości tej należy skorzystać. A zwolnienie z jakichś zajęć, zmniejszone wymagania ze strony nauczycieli, wykładowców i egzaminatorów, jakże to zrozumiałe. Tak, zrozumiałe, ale niekorzystne. Prowadzi do obniżania samooceny, przyzwyczajenia do korzystania z ulgowego traktowania, do negatywnych porównań z innymi albo do przekonania, że się jest wspaniałym uczniem, studentem, człowiekiem, którym się wszyscy zachwycają i wysoko oceniają jego poczynania, nawet te błahe. Korzystanie z taryfy ulgowej prowadzi do kształtowania negatywnych cech osobowości, które stanowią wielką przeszkodę, mocno zatrzaskują solidne drzwi przed możliwościami niewidomego w ciągu całego jego życia.

Podstawą rehabilitacji i korzystania w optymalnym stopniu z nauki jest odrzucenie taryfy ulgowej, grzeczna odmowa przyjmowania zawyżonych ocen i chęć dorównania innym uczniom lub studentom. Wiem, że proponuję bardzo niewygodny klucz, ale innego nie znam.

 

Brak przygotowania nauczycieli do pracy z niewidomymi

Oczywiście, dotyczy to nauczycieli ze szkół ogólnodostępnych, bo w szkołach specjalnych jest pod tym względem lepiej.

Nauczyciele szkół ogólnodostępnych najczęściej nie znają możliwości i potrzeb niewidomych uczniów. Nie znają też nauczania przy zastosowaniu bezwzrokowych metod. Nie wiedzą również, gdzie szukać pomocy. Często nawet nie chcą poznawać tej problematyki. Wcześniej nie mieli niewidomych uczniów i za kilka lat znowu nie będą ich mieli, więc po co. Oni również są ludźmi i również chętnie unikają wysiłku, którego można uniknąć. Braki te, najczęściej, chcą wyrównywać życzliwością i tym, co mogą dać niewidomemu uczniowi, a więc taryfę ulgową. Takie postawy zyskują zrozumienie i uznanie rodziców niewidomych uczniów. Rodzice również bardzo często stosują taryfę ulgową. Przymierze nauczycieli z rodzicami powoduje, mimo najlepszych ich chęci, jak najgorsze skutki, z których niedostateczny poziom wiedzy i umiejętności, jest najłatwiejszy do wyeliminowania. Zmian osobowości, o których już wspomniałem, łatwo wyeliminować się nie da.

Nadmienię jeszcze, że uczeń korzystający z taryfy ulgowej jest bardzo źle oceniany przez koleżanki i kolegów. Jedni zazdroszczą, że niewidomy ma łatwiej, bo jest lepiej traktowany, inni kierują się litością i uważają, że tak trzeba, że nieszczęśliwemu kalece trzeba w ten sposób pomagać. W rezultacie stosunek koleżanek i kolegów do niewidomego ucznia niszczy jego poczucie własnej wartości i godności ludzkiej.

W niektórych przypadkach tak ukształtowany młody człowiek, nie jest zdolny niemal do niczego, w tym do życia w grupie społecznej. Ludziom jest z nim źle i jemu jest źle z ludźmi. Nie będzie z niego dobrego pracownika, dobrego kolegi, dobrego członka rodziny, dobrego człowieka.

Zmiana tej sytuacji wymaga konsekwentnego stosowania wielu kluczy przez długi, bardzo długi czas. Oddziaływać trzeba na rodziców i rodzeństwo niewidomego, na jego nauczycieli, na koleżanki i kolegów, na całe środowisko wychowawcze. Jest to trudne i długotrwałe zadanie, ale przecież kropla drąży skałę. Ten artykuł, chcę mieć taką nadzieję, jest właśnie kroplą.

 

Szkolne przerwy i czas poza szkołą

Do wszystkich barier, drzwi pozamykanych przed niewidomymi uczniami należy dodać tę, kto wie, może nawet najważniejszą - przerwy między lekcjami i czas wolny poza nauką szkolną.

Mój syn, kiedy uczęszczał do szkoły podstawowej twierdził, że lekcje należą do nauczycieli, a przerwy do uczniów. Na lekcjach ma siedzieć spokojnie i robić, co mu każą, ale na przerwach musi się odprężyć i wyszumieć.

Każdy, kto miał okazję obserwować korytarz szkolny w czasie przerwy między lekcjami wie, że nie ma tam miejsca dla niewidomego ucznia. Na przerwach jest niesamowity hałas, zgiełk, bieganie, aż dziw, że nauczyciele to wytrzymują.

Niewidomy uczeń ginie w takich warunkach, traci orientację, nie wie, gdzie jest i kto jest w jego pobliżu. Najczęściej więc nie wychodzi z ławy szkolnej, czeka aż się przerwa skończy i nastanie względna cisza. Nie może więc w pełni uczestniczyć w życiu koleżanek i kolegów. To, co dla nich jest bardzo przyjemne, pożądane, oczekiwane i trwa zbyt krótko, dla niewidomego jest czymś niemiłym, wykluczającym go z powszechnego rozbawienia, z udziału w ogólnym zgiełku. On czeka, żeby jak najprędzej przerwa się skończyła.

Niewidomy uczeń nie może też uczestniczyć w zajęciach lekcyjnych i zabawach między lekcjami na boisku szkolnym. Tam również sobie nie radzi.

Z tych względów nie może czuć się jak normalny uczeń i nie zawsze traktowany jest jak normalny kolega. Ma to wielki negatywny wpływ na jego psychikę.

Trudności występują również w czasie wolnym od nauki szkolnej. Wynikają one stąd, że niewidomemu uczniowi trudno jest uczestniczyć w życiu koleżanek i kolegów. Ganianie za piłką, jazda rowerem, wagarowanie i podobne uciechy są dla niego trudno dostępne. Przy dobrym wsparciu rodziców i w korzystnym środowisku, można trudności te w znacznej mierze przezwyciężać i ograniczać ich negatywne konsekwencje w psychice oraz w fizycznym rozwoju. Niestety, nie każdy niewidomy uczeń ma rodziców, którzy potrafią mu pomagać i nie każdy żyje w środowisku, które stara się traktować go normalnie.

Trudno jest znaleźć klucze do tak pozamykanych drzwi. Paradoksalnie to, co jest z ogólnego punktu widzenia niekorzystne, dla niewidomych może być szansą. Mogą bowiem zajmować się tym, czym zajmują się widzący rówieśnicy. Mam tu na myśli internet, serfowanie po stronach internetowych, uczestniczenie w uczniowskich wymianach informacji i opinii, korzystanie z niektórych gier komputerowych. Tu również są ograniczenia, ale można znaleźć coś, z czym niewidomi sobie radzą i wypełniać wolny czas. Dodam, że tego wolnego czasu niewidomy, jeżeli jest ambitny i nie korzysta z taryfy ulgowej, ma mniej niż jego koledzy. Przyczyną tego jest stosowanie bezwzrokowych metod uczenia się, które są bardziej czasochłonne.

Zbyt intensywne "siedzenie w komputerze" jest dla niewidomego równie szkodliwe, jak dla pozostałych uczniów i ludzi w ogóle. Prowadzi bowiem do uzależnienia. W pewnym sensie jednak zrównuje szanse korzystania z podobnych rozrywek, z jakich korzystają jego widzący koledzy.

Rozwiązaniem opisanych trudności jest ośrodek szkolno-wychowawczy dla niewidomych. Niewidomy jest jednym z wielu, a nie kimś wyjątkowym. Może więc bez ograniczeń uczestniczyć w życiu i zabawach swoich rówieśników. Niestety, nauka w szkole dla niewidomych, wprawdzie rozwiązuje wiele problemów natury rehabilitacyjnej, dydaktycznej i wychowawczej, ale stwarza nowe trudności. Przede wszystkim powoduje osłabienie więzi z rodziną, z rodzicami i rodzeństwem, a to nie jest korzystne.

Paradoksem jest fakt, że dziecko powinno jak najwcześniej opanować bezwzrokowe metody uczenia się i funkcjonowania w życiu codziennym oraz społecznym. Powinno więc uczęszczać do szkoły specjalnej już od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ze względów rozwojowych natomiast, w tym wieku, powinno przebywać w rodzinie i brać udział w jej życiu.

Nie ma tu dobrego rozwiązania, ale chyba korzystniejsze jest dla niewidomego dziecka uczenie się w specjalnej szkole, w ośrodku szkolno-wychowawczym dla niewidomych. Decyzję w tej sprawie muszą podejmować rodzice niewidomego dziecka i powinni przy tym uwzględniać wiele czynników, o których trzeba by napisać odrębny, obszerny artykuł. Mogę tylko poradzić, żeby rodzice skontaktowali się z jakimś stowarzyszeniem rodziców dzieci niewidomych i słabowidzących, Polskim Związkiem Niewidomych albo innym stowarzyszeniem działającym na rzecz niewidomych. W kontaktach takich możliwa jest wymiana informacji i doświadczeń, skorzystanie z porady, zapoznanie się ze sprzętem rehabilitacyjnym, specjalnymi pomocami szkolnymi itp. Oczywiście, nie wszędzie stowarzyszenia te pracują dobrze i zapewniają niezbędne informacje i porady, ale zawsze należy spróbować. Jeżeli w jednym stowarzyszeniu nie da się uzyskać potrzebnej pomocy, należy szukać jej w innym. Bez tego wiele drzwi pozostanie pozamykanych, a niewidome dziecko nie będzie miało optymalnych warunków rozwoju i zdobywania wykształcenia.

Pisałem o niewidomych uczniach, ale i słabowidzący mają również poważne ograniczenia. Stosują oni jednak wzrokowe metody uczenia się i funkcjonowania w szkole. Dlatego łatwiej jest im pomóc. Jeżeli otrzymają dobre pomoce optyczne i nieoptyczne wspomagające osłabiony wzrok, podręczniki pisane powiększoną czcionką, mapy tyflologiczne itp., łatwiej poradzą sobie w szkole ogólnodostępnej niż uczniowie niewidomi.

Dodać należy, że ta ocena jest pewnym uproszczeniem. Jeżeli młodemu człowiekowi grozi utrata wzroku na przykład ze względu na zagrożenie odwarstwieniem siatkówki, w jego życiu szkolnym powstają poważne ograniczenia. Napisałem o podręcznikach drukowanych powiększoną czcionką, ale one też nie są jednoznacznie korzystne. Łatwiej je czytać, ale nosić - to zupełnie co innego. Powszechne jest narzekanie na ciężar szkolnych plecaków. Plecak ucznia słabowidzącego jest o wiele bardziej ciężki.

Mimo tych i podobnych trudności słabowidzący uczniowie łatwiej mogą sobie radzić niż uczniowie niewidomi.

 

Doskonalenie rehabilitacyjne w okresie pobierania nauki w szkołach i wyższych uczelniach

W poprzednim rozdziale skupiłem się na warunkach uczenia się w szkole podstawowej. Trudności nie dotyczą jednak wyłącznie szkół podstawowych. Podobne problemy występują w gimnazjach, w szkołach średnich i wyższych uczelniach. Nie są one jednak identyczne.

Im uczeń jest starszy, tym musi wykazywać się większą samodzielnością. Jeżeli jest dobrze do życia przygotowany, im jest starszy, tym łatwiej potrafi pokonywać trudności. W szkołach ponadpodstawowych i na wyższych uczelniach niezmiernie ważna jest umiejętność współżycia i współdziałania w grupie społecznej. Jeżeli rodzice i nauczyciele nie nauczą tego już w okresie szkoły podstawowej, a nawet we wcześniejszym, tym trudniej jest dziecku radzić sobie w liceum czy na studiach.

Zdarza się, że rodzice, zwłaszcza matki, tak kochają swoje niewidome dziecię, że wyręczają je zawsze, wszędzie i we wszystkim również wówczas, kiedy pociecha skończy 50 lat. Taka matka potrafi całkowicie zniszczyć osobowość swojego dziecięcia, zabić jego ambicję, wypaczyć samoocenę, wychować sobka, mamisynka, ofermę życiową, która samodzielnie nic nie potrafi, oczekuje ciągle pomocy i opieki, narzeka, uskarża się i czuje się pokrzywdzona, nieszczęśliwa, ale wszystko z powodu złych ludzi, a nie własnej bierności.

Kluczem do tych drzwi w szkołach ponadpodstawowych i na wyższych uczelniach jest samodzielność, rezygnacja z taryfy ulgowej, uwzględnianie potrzeb innych ludzi, a nie tylko własnych. Trudno jest poradzić coś lepszego, bardziej uniwersalny klucz.

 

Reasumując należy stwierdzić, że niewidomi mają w szkołach wszystkich typów spore możliwości, chociaż czeka tam na nich wiele pozamykanych drzwi, do których muszą dopasowywać klucze. Potrzebna jest im pomoc innych ludzi, nowoczesny, dobrej jakości sprzęt rehabilitacyjny i pomoce dydaktyczne, ale przede wszystkim niezbędna jest ambicja, rezygnacja z taryfy ulgowej, samodzielność i umiejętność współżycia z ludźmi. Wszystko to samo nie przychodzi. Wszystkiego trzeba się uczyć, wypracowywać odpowiednie metody postępowania, doskonalić zdobyte umiejętności i ciągle poszukiwać lepszych sposobów wykonywania różnych czynności, również tych zachowań, które warunkują dobre stosunki z ludźmi. Jest to rola, najpierw rodziców, potem nauczycieli i wreszcie, ta najważniejsza, samych niewidomych. To od nich najwięcej zależy. Uczy nas tego historia i doświadczenie. Wiemy, że niektórzy absolwenci nawet bardzo złych szkół osiągają wielkie sukcesy, a niektórzy absolwenci bardzo dobrych szkół schodzą na manowce. To samo dotyczy rodzin. Niekiedy dzieci z rodzin patologicznych uczą się, pracują i żyją jak ludzie, a niekiedy z tak zwanych "dobrych domów" dzieci marnują swoje życie i życie tych ludzi, którzy się z nimi zwiążą.

Każdy niewidomy, każda niewidoma powinni wiedzieć, że od nich zależy najwięcej. Jeżeli będą to wiedzieć i w to uwierzą, jeżeli nie będą szukać taryfy ulgowej w szkole i łatwizny w życiu, będą mogli żyć podobnie jak inni ludzie. A to właśnie jest celem rehabilitacji.