Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 2)

Drzwi zatrzaskiwane przez poglądy ludzi widzących

Skryba
 
W pierwszej części naszych rozważań zastanawialiśmy się nad tym, jacy są niewidomi. Mam nadzieję, że udało mi się znaleźć klucz do rozwiązania tego problemu, do przekonania czytelników, że niewidomi różnią się między sobą wszelkimi możliwymi cechami, że nie stanowią odrębnej rasy ludzkiej. Nawet utrata wzroku nie jest cechą, która dokładnie charakteryzuje osoby z uszkodzonym wzrokiem. Być może osoby, które przeczytały moje rozważania, uwierzyły mi i wiedzą, że każdy niewidomy jest inny, tak samo, jak każdy człowiek widzący jest inny. W ten sposób został dopasowany klucz do jednych drzwi i zostały one otwarte. 
Jak jednak niewidomych spostrzegają, oceniają i traktują ludzie widzący? Czy dla nich również każdy niewidomy jest inny? Czy są oni podobni do ludzi widzących? 
Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania, bo może okazać się, że staniemy przed wieloma zamkniętymi drzwiami, do których trzeba klucze dopasować. 
 
W świadomości społecznej funkcjonuje wiele nieprawdziwych poglądów, dotyczących niewidomych i słabowidzących. Jedne z nich przypisują im nadprzyrodzone zdolności, cechy, przymioty i właściwości, inne - odmawiają wszystkiego niemal bez wyjątku. Te krańcowe, wzajemnie się wykluczające, poglądy nie mogą być i nie są prawdziwe. Są one uwarunkowane wieloma czynnikami: wychowaniem, światopoglądem, wyznawaną herarchią wartości, doświadczeniami środowiskowymi i osobistymi z niewidomymi, poziomem wykształcenia i kultury, stopniem akceptacji samego siebie, przeczytanymi książkami, obejrzanymi filmami itp. Niezależnie od czynników, które są przyczyną pozytywnych czy negatywnych ocen, poglądów i postaw wobec niewidomych, oceny te, poglądy i postawy mogą otwierać lub zamykać drzwi do wzajemnych kontaktów. 
Wszelkie kontakty między ludźmi muszą opierać się na wzajemnym poznaniu i szacunku. Nie mogą one zależeć od cech drugo czy trzeciorzędnych, np. wyłącznie na urodzie, ładnych strojach czy dobrej grze w piłkę na łączce. Jeżeli ktoś zwraca uwagę wyłącznie na podobne walory, wcześniej czy później musi natknąć się na bariery, na zamknięte drzwi w kontaktach międzyludzkich. Tak jest i ze stosunkiem do niewidomych. Poglądy nieodpowiadające rzeczywistości zarówno "pozytywne", jak i "negatywne" są niekorzystne. Utrudniają bowiem wzajemne zrozumienie, prowadzą do niedoceniania lub przeceniania możliwości osób niewidomych, a w konsekwencji do fatalnych nieporozumień. 
Nieobiektywne oceny zatrzaskują wiele drzwi w kontaktach osób z uszkodzonym wzrokiem z ich środowiskiem rodzinnym, sąsiedzkim, w zakładzie pracy, na uczelni i w każdej grupie społecznej, w której się znajdą. Trzeba szukać kluczy do tych zatrzaskiwanych drzwi. Aby to jednak było możliwe, trzeba wiedzieć, że są takie drzwi, na jakie zamki są one zamknięte i to, że kluczy muszą szukać przede wszystkim niewidomi i słabowidzący. Im bowiem dobre stosunki z osobami widzącymi są bardziej potrzebne niż osobom widzącym. Poza tym jest większe prawdopodobieństwo, że moje rozważania przeczytają osoby niewidome i słabowidzące oraz ich bliscy niż przechodnie spotykani na ulicy. 
Zrozumienie, na czym między innymi polegają trudności niewidomych i słabowidzących w kontaktach z luźmi widzącymi umożliwi dobieranie odpowiednich kluczy do zamków w tych drzwiach. Trzeba więc poznać te poglądy, oceny, postawy itd. Potem należy zastanowić się nad ich przyczynami, ale to już w następnych rozważaniach. 
 
Zobaczmy, jakie poglądy na ten temat przytacza Tadeusz Majewski w "Psychologii niewidomych i niedowidzących" PWN Warszawa 1983): 
    "Z uwagi na dość rozległe i brzemienne skutki ślepoty, od najdawniejszych lat przekonania ludzi widzących o niewidomych (dawniej przedmiot zainteresowania stanowiły osoby dotknięte ślepotą, a więc tylko niewidomi) daleko odbiegały od rzeczywistości. 
    Wyrażały się one w tym, że niewidomi uważani byli za całkowicie niezdolnych do nauki, do pracy zawodowej, do samodzielnego i niezależnego życia. Takie poglądy na niewidomych kształtowały się na przestrzeni wieków, pozostawiając jeszcze dzisiaj piętno i ślady w umysłach ludzi XX wieku".
    I jeszcze jeden cytat z "Psychologii niewidomych i niedowidzących" Tadeusza Majewskiego: 
"Z przekonaniem, że ślepota jest przekleństwem lub karą Bożą, łączono dawniej poglądy dotyczące rzekomych cech psychicznych niewidomych. Według M. Kaziowa (1968, s. 32) przypisywano im np. naturalną skłonność do zła i niemoralność, a także takie cechy, jak mściwość, popędliwość, okrucieństwo czy bezwzględność. Albo też przeciwnie, przypisywano im specjalne zdolności czy pozytywne cechy, jak np. naturalną skłonność do dobroci, "czystości duszy", dar prorokowania czy jasnowidzenia lub nawet uzdrawiania innych. 
W. Dolański (1954, s. 211) nazywa to "legendami" o niewidomych, pisząc o nich w sposób następujący:
"Dziś ogół ludzi mało wie o istotnych możliwościach kształcenia się oraz pracy niewidomych, ale za to od najdawniejszych czasów krążą rozmaite wersje i legendy na temat posiadanych przez nich nadzwyczajnych zdolności, wybitnego umuzykalnienia, "cudownego" wprost dotyku pozwalającego odróżnić barwy, o darze jasnowidzenia i o wielu, wielu innych rzeczach, na jakie może zdobyć się fantazja ludzka. Tego rodzaju mniemania znajdowały swoje uzasadnienie, że według istniejącej sprawiedliwości i równowagi we wszechświecie, sama natura wynagradza niewidomemu brak wzroku przez obdarowywanie go atrybutami, których odmawia ludziom widzącym". 
 
    A oto, jakie poglądy na temat niewidomych udało mi się znaleźć w internecie. 
Mity o ślepocie i niewidomych
    
 Nie widzą nic albo nie widzą niczego poza ciemnością. 
Nie powinni korzystać z zachowanych resztek wzroku, ponieważ mogą te resztki stracić wskutek korzystania z nich. 
Są całkowicie inni od ludzi widzących. 
Są dokładnie tacy sami w swojej populacji osób z inwalidztwem wzroku i dokładnie tacy sami, jak inni ludzie niepełnosprawni. 
Wszyscy czytają brajlem, mają białe laski i korzystają z pomocy własnych psów - przewodników. 
Urodzili się wszyscy w taki sam sposób, tzn. jako niewidomi. 
Są ślepotą ukarani i pokutują w ten sposób za swoje grzechy. 
Są odważniejsi i szczęśliwsi niż ludzie widzący. 
Dotykają twarzy nieznajomych, aby dowiedzieć się, jak oni wyglądają. 
Mają szósty zmysł, a ponadto mają lepszy słuch i dotyk niż ludzie widzący. 
Są wszyscy dobrymi muzykami. 
Są tępi i głupi. 
Nie są kompletnie zdolni do wykonywania jakiejkolwiek czynności samodzielnie. 
Potrafią jedynie stroić fortepiany lub robić koszyki. 
Wszyscy mieszkają w specjalnych domach, gdzie wszystko jest za nich robione. 
Nie mają oświetlenia w swoich domach ani obrazów na ścianach. 
Nie oglądają telewizji ani nie uprawiają "ryzykownych" sportów w terenie otwartym. 
Znają każdą inną osobę z inwalidztwem wzroku. 
Mają tylko przyjaciół, którzy są także niewidomi. 
Nie dbają o to, jak wyglądają. 
Nie mogą wstępować w związki małżeńskie ani mieć dzieci. 
Otrzymują rentę z powodu inwalidztwa wzroku. 
Eliza i Piotr Gindrich. 
Ostatnia aktualizacja w 2008 r. 
    
Znalazłem i taką opinię: 
"Najbardziej bolesne w patrzeniu na ludzką twarz jest napotykanie na oczy. 
    Ślepiec to generalnie wdzięczny temat, szczególnie taki, który widzi więcej niż my. A przy nim tak naprawdę to my jesteśmy ślepi".
Ciekawe, czy rzeczywiście ktoś tak myśli. Raczej bardziej prawdopodobne jest to, że traktuje niewidomych jak dzieci i chce ich podnieść na duchu. Jeżeli jednak tak myśli - to czy w razie zagrożenia utratą wzroku skorzysta z pomocy okulisty. 
    Oczywiście, w internecie można znaleźć znacznie więcej podobnych wypowiedzi. Te jednak wystarczą, żeby zorientować się w potocznych poglądach. 
 
Jak czytelnicy mogą się przekonać, potoczne poglądy są przeważnie negatywne, ale niektóre są też fantastyczne i pozytywne. Oczywiste jest, że są one sprzeczne, wzajemnie się wykluczające. 
Niestety, nie tylko w Polsce funkcjonują takie poglądy. Tego rodzaju opinie i oceny były przedmiotem wielu badań naukowych.
Dosyć rozpowszechniony jest pogląd, że charakter człowieka, jego uzdolnienia, cechy psychiczne i umysłowe można ocenić na podstawie wyglądu zewnętrznego, cech fizycznych, budowy czaszki, linii papilarnych, anormalnej budowy, braków anatomicznych, inwalidztwa itp. Poglądy takie są głęboko zakorzenione w świadomości ludzkiej. Według przekonań wielu osób przestępcą jest osobnik o "nieprzystojnym" obliczu. Dlatego przy rozpoznawaniu przestępców przez świadków pokazywani są oni w otoczeniu mało urodziwych osobników. Wymowne jest tu powiedzenie: "Ale morda zakazana! Za sam wygląd 5 lat". Albo: "I garbatego by zgniewało!". 
Wyrazem tego przekonania są charakterystyki ludzi, sporządzane na podstawie zdjęć. Czytałem o amerykańskich badaniach tego zjawiska społecznego. Otóż wykorzystując to przeświadczenie, Amerykanie przeprowadzili badania stosunku ludzi do osób niepełnosprawnych. Badane osoby podzielone zostały na dwie równoważne grupy. Każdej z nich dano po kilka zdjęć ludzi, z prośbą o ich ocenę. Obie grupy otrzymały zdjęcia tych samych osób w tym samym ujęciu. Tylko jedno zdjęcie różniło się nieco. Na zdjęciu był ten sam człowiek, ale jedna grupa otrzymała go na wózku inwalidzkim, a druga od połowy, tak że nie było widać wózka i niepełnosprawności. Wszystkie osoby na zdjęciach, z wyjątkiem młodego człowieka niepełnosprawnego, w obydwu grupach ocenione zostały bardzo powierzchownie, zdawkowo, bezbarwnie. Młody człowiek w grupie, która oglądała jego zdjęcie bez wózka inwalidzkiego, został oceniony równie bezbarwnie jak pozostałe osoby. Natomiast w grupie, która oglądała jego zdjęcie na wózku inwalidzkim - opinie były bardzo szczegółowe. Wynikało z nich, iż oceniający wiedzieli o nim bardzo dużo. Ci, których stosunek do osób niepełnosprawnych był negatywny, naszego młodzieńca na wózku charakteryzowali również negatywnie. Według nich był: on złośliwy, mściwy, zazdrosny, zawistny, niecierpliwy, nerwowy, wybuchowy, pobudliwy, kłamliwy, oszust, intrygant - jednym słowem - postać, z którą najlepiej nie mieć nic do czynienia. 
Badani życzliwie ustosunkowani do osób niepełnosprawnych w swych charakterystykach nie szczędzili pozytywnych epitetów: łagodny, skromny, cierpliwy, życzliwy, wyrozumiały, mądry, obdarzony szczególnymi uzdolnieniami. 
Zarówno ci nieżyczliwi osobom niepełnosprawnym, jak i ci życzliwi, w swych opisach mijali się z prawdą. Opisy jednych, jak i drugich były mocne, barwne, nie tak blade jak w grupie kontrolnej, ale nieprawdziwe, a więc szkodliwe, takie które zatrzaskują drzwi.
Były to badania i poglądy amerykańskie. To jednak mniej ważne, bo polskie badania potwierdzają, że i u nas ludzie również inaczej oceniają osoby niepełnosprawne niż te bez niepełnosprawności. 
Przytaczam fragmenty artykułu Kornelii Czerwińskiej na ten temat opublikowany w czasopiśmie "Wychowanie na co dzień" numer 7/8 2007 r. 
 
"Wyniki badań przeprowadzonych przez H. Larkową (1970) dowodzą, że niepełnosprawność najbardziej widoczna oraz uważana za szczególnie ciężką stwarza większe możliwości powstania niewłaściwych postaw. Oba te kryteria spełniają osoby z dysfunkcją wzroku. Za najbardziej widoczne badani uznali zniekształcenia w obrębie twarzy, jakie u osób niewidomych dotyczą oczu, którym od zawsze przypisuje się pierwszorzędne znaczenie w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem (za: Rutkowska 2000, s. 38). 
W badaniach A. Ostrowskiej (1994), w których uczestniczyło 1264 respondentów, za najcięższą niepełnosprawność uznano właśnie ślepotę - 51 proc. badanych, zaś blisko 60 proc. deklarowało negatywną lub ambiwalentną postawę wobec osób z uszkodzonym wzrokiem (współczucie i niechęć do kontaktów)". 
Myślę, że obecnie wyniki te byłyby nieco lepsze, jednak negatywne oceny i postawy, jak się wydaje, nie zniknęły całkowicie. Nadal stanowią znaczną przeszkodę we wzajemnych stosunkach osób niewidomych z osobami widzącymi. 
Kolejny fragment:
"Ciekawe dane uzyskano w badaniach nad dystansem społecznym osób pełnosprawnych (próba losowa mieszkańców Słupska) wobec niewidomych: 57 proc. respondentów akceptuje niewidomego jako przyjaciela, ale 82 proc. odrzuca niewidomych jako partnerów życiowych, zaś tylko 5 proc. (same kobiety) akceptuje mieszane małżeństwa, jednak tylko w następujących przypadkach: brak partnera pełnosprawnego, brak widocznych oznak niepełnosprawności, posiadanie dóbr materialnych przez niewidomego, wdzięczność wobec pełnosprawnego partnera za poświęcenie. Aż 95 proc. badanych nie chce pracować z osobami niewidomymi, pomimo że 40 proc. określa swoje reakcje na oznaki niepełnosprawności wzrokowej jako "życzliwość" i "zrozumienie" (Marchwicka, Durka 1995)".
 
To już jest zdecydowane zatrzaśnięcie drzwi przed niewidomymi. Czym innym jest deklarowana życzliwość, a czym innym małżeństwo czy praca. I jaki tu znaleźć klucz do tak solidnych wrót, które zaryglowane są bardzo solidnie?
Z pewnością nie da się łatwo trafić do widzących mieszkańców Słupska, do mieszkańców innych miast również, ale może uda się znaleźć klucze do niewidomych. Jednym z kluczyków jest krytyczne przyjmowanie zapewnień słownych, w rodzaju: "jesteście wspaniali", "Waszych osiągnięć nie powstydziliby się profesjonalni artyści", "to Wy jesteście pełnosprawni, a my niepełnosprawni i nigdy Wam nie dorównamy". 
 
    A. Rutkowska (2000) "Wyniki wskazują na istnienie stereotypowego wizerunku osób niewidomych zarówno u widzącej, jak i niewidomej młodzieży. W wyobrażeniu widzących osoba niewidoma charakteryzuje się mniejszą potrzebą lub wręcz trudnościami w kontaktach z innymi, w tym z płcią przeciwną, niechęcią do wzbudzania zainteresowania swoją osobą, małą potrzebą dokonywania zmiany, podejmowania działań i zdobywania nowych doświadczeń; wyróżnia ją niedostateczne zaufanie do siebie, bierność, wyższa niż przeciętnie potrzeba upokorzenia i wzmożony samokrytycyzm. Niewidomy postrzegany jest jako osoba czujna, spokojna, uważna, cierpliwa i z wyobraźnią, zaś jego największą zaletą jest wrażliwość zmysłów i wrażliwość emocjonalna. 
Rutkowska podkreśla, że obraz niewidomego wykreowany przez widzących pod pewnymi względami pokrywa się (wykazuje zgodność deskryptywną) z obrazem utworzonym przez samych niewidomych. 
W obu badanych grupach typowy niewidomy kojarzony jest z małą pewnością siebie wynikającą z braku akceptacji własnej osoby i niskiego samozaufania. Niewidomi w porównaniu z widzącymi w mniejszym stopniu postrzegają niewidomych jako osoby dążące do osiągnięć, wytrwałe i ceniące porządek; przypisują im także znacznie niższe nasilenie takich potrzeb jak: potrzeba zrozumienia siebie i innych, opiekowania się i afiliacji. Z kolei mocniej podkreślają potrzebę agresji, autonomii, niezależności, unikania podporządkowania się. 
O stereotypowym postrzeganiu osób niewidomych świadczą również niektóre dane z badań W. Sowy (2003), w których respondenci mieli uzupełnić niedokończone zdania typu 
"Niewidomy często..." - 36 proc. uzupełniło "budzi współczucie", 16 proc. - "jest dobrym człowiekiem"; 
"Większość ludzi twierdzi, że niewidomego..." - 72 proc. "należy otoczyć opieką" oraz dążyć do uzyskania wsparcia ze strony innych. Niewidomi dopatrują się wyższego poziomu inteligencji i oryginalności w myśleniu osób niewidomych niż skłonni są im przypisywać widzący". 
    
Przytoczone badania potwierdzają wcześniejsze wnioski. Interesujące jest to, że niewidomi oceniają inne osoby z uszkodzonym wzrokiem bardziej surowo, niż czynią to młodzi widzący. Przez to stawiają dodatkowe zamki do wrót, które zatrzasnęli przed nimi ludzie widzący. 
Taki jest obraz niewidomych w oczach przeciętnych ludzi, którzy nie czytają fachowej literatury, nie studiują tyflopsychologii, tyflopedagogiki ani nauk pokrewnych. Warto więc zainteresować się, jak oceniają niewidomych osoby bardziej zorientowane, członkowie rodzin, nauczyciele, specjaliści rehabilitacji niewidomych. 
W 2004 r. w miesięczniku amerykańskiej Krajowej Federacji Niewidomych "Braille Monitor", opublikowano artykuł Jamesa H. Omviga, specjalisty rehabilitacji pt. "Większe oczekiwania: od hierarchii wzroku do hierarchii prawdy".
    Przedmiotem rozważań jest zaniżanie oczekiwań w odniesieniu do niewidomych. Autor stwierdza, że społeczeństwo stawia niewidomym zbyt niskie wymogi i niewidomi niewiele wymagają od siebie. Oczekiwania zaniżają:
- rodzice, nauczyciele i wychowawcy, specjaliści przygotowujący niewidomych do samodzielnego życia, 
- doradcy zawodowi, 
- pracodawcy zatrudniający niewidomych,
- niewidomi w stosunku do siebie. 
    Dla potwierdzenia tego faktu autor przytacza wyniki eksperymentu. Doradcom rehabilitacyjnym przedstawiono wyniki badań i osiągnięcia szkolne z prośbą o ocenę możliwości zawodowych. 
Jeżeli nie podano informacji, że wyniki dotyczą osób niewidomych, doradcy oceniali, iż osoby te mogą być lekarzami, inżynierami, naukowcami, prawnikami itp. 
Jeżeli doradcy wiedzieli, że oceniają możliwości niewidomych uważali, że mogą być oni sekretarkami, recepcjonistkami, teleinformatorami, pracować na komputerze itp. 
    Wypada podkreślić, że wypowiadali się profesjonaliści, a nie osoby niezorientowane. Ważne jest również to, że według autora, zaniżone wymagania w stosunku do siebie mają również niewidomi. Kto jak kto, ale oni powinni znać swoje możliwości i prawidłowo stawiać przed sobą bardziej ambitne wymagania, bardziej ambitne cele. 
Z polskich doświadczeń można przytoczyć wiele przykładów, kiedy rodzice tak niewiele oczekiwali od swych niewidomych pociech, tak stawiali im niiskie wymagania, że wychowali osoby całkowicie niezaradne, niepewne swych możliwości, niezdolne do decydowania o sobie, przekonane, że wszystko i zawsze im się należy, bo są niewidomi. Zagadnienie to jednak wymaga odrębnego potraktowania. Dlatego tylko je sygnalizuję. 
W tym miejscu warto tylko nadmienić (bo to również wymaga odrębnego opracowania), że niektórzy niewidomi tak przyzwyczajają się do wysokich wymagań w stosunku do innych i bardzo niskich w stosunku do siebie, że słuchać nie chcą o zmianie istniejącego stanu rzeczy, tj. zależności od innych i usprawiedliwiania swojej gnuśności niepełnosprawnością. Na poparcie tego twierdzenia przytoczę żądanie wyrażone w liście do redakcji jednego z czasopism wydawanych dla niewidomych. Otóż pewien młody człowiek zażądał zaprzestania pisania o zaradnych niewidomych, którzy nie tylko radzą sobie w codziennym życiu, ale odnoszą również sukcesy zawodowe, artystyczne, twórcze czy inne. Jako motywację swojego żądania podał, że informacje te czytają członkowie jego rodziny i coraz częściej zaczynają wymagać od niego, żeby włączał się w prace domowe. Takich jednostkowych przypadków można więcej przytaczać. Jeszcze więcej przykładów można podać, kiedy to rodzice, a zwłaszcza matki, wręcz oburzają się na chęć udzielania ich pociechom pomocy rehabilitacyjnej. Twierdzą, że dopóki oni czy one żyją, ich dzieci nie będą się tak męczyć. Często dotyczy to nawet dzieciątek, które już dawno ukończyły 18, a nawet 40 lat. Jak już wspomniałem, podobnym zagadnieniom zostaną poświęcone odrębne rozważania. 
 
Na podstawie tych przykładów mogliśmy zorientować się, ile są warte powszechnie głoszone opinie. Nie jest ważne, czy odnoszą się do szewców, rudych czy niepełnosprawnych. Wśród szewców, rudych, chudych i lekarzy są różni ludzie: dobrzy i źli, mądrzy i głupi, szlachetni i podli. Nie inaczej jest wśród niewidomych. 
Mogliśmy też przekonać się, że nawet fachowcy i sami niewidomi popełniają podobne błędy, to jest inaczej traktują niewidomych niż pozostałych ludzi. Warto zastanowić się, dlaczego tak jest? Co jest przyczyną takich poglądów, ocen i postaw? Jest to ważne, ponieważ, jak już wielokrotnie pisałem, zatrzaskuje to wiele drzwi przed niewidomymi i poważnie ogranicza ich możliwości. Bezsporne jest, że te drzwi należy otwierać, szukać do nich właściwych kluczy, wytrychów, a w miarę potrzeby również ślusarzy, czyli instruktorów rehabilitacji niewidomych i innych specjalistów. To jednak będzie przedmiotem naszych rozważań w dalszej przyszłości. 
W najbliższej części "Kluczy do samodzielności" zastanowimy się nad przyczynami tak zróżnicowanych i często negatywnych poglądów na temat niewidomych. Jest to konieczne, żeby zrozumieć ludzi widzących i siebie, zrozumieć trudności we wzajemnych kontaktach i potrzebę podejmowania poszukiwań właściwych kluczy do zamkniętych drzwi.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe