Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 4)

Niewidomi domykają drzwi przed sobą

Skryba
 
W poprzednich artykułach pisałem o błędnych poglądach osób widzących na temat niewidomych i o ich przyczynach. Wspomniałem również, że niektóre organizacje i instytucje działające na rzecz niewidomych i słabowidzących przyczyniają się do utrwalania błędnych ocen, błędnych poglądów i mitów na temat niewidomych. Zawsze jednak byli to "oni" - oni widzący, oni pracodawcy, oni przedstawiciele stowarzyszeń. To "oni" widzący uogólniają pojedyncze przypadki i przypisują niewidomym różne cechy, dobre i złe, ale takie, które u niewidomych nie występują wcale częściej niż u ludzi widzących.
Pisałem, że te nieprawdziwe poglądy, te mity, te oceny zatrzaskują przed niewidomymi różne drzwi. Do tych drzwi trzeba dopasowywać klucze, żeby można było funkcjonować w miarę normalnie wśród ludzi. Rzecz jasna, że te klucze muszą dopasowywać przede wszystkim niewidomi, bo to im są one potrzebne. Znakomita większość ludzi widzących doskonale poradzi sobie bez niewidomych i nie musi szukać żadnych kluczy do drzwi pozamykanych przed niewidomymi. Niewidomi przeciwnie, muszą dostosowywać się do otoczenia, muszą szukać sposobów radzenia sobie w różnych sytuacjach, czyli dobierać klucze do drzwi pozamykanych na siedem spustów.
Niestety, wielu niewidomych na różne sposoby przyczynia się do domykania przed sobą różnych drzwi i wstawiania do nich dodatkowych zamków, przyczynia się do utrwalania stereotypów osób niewidomych, mitów ich dotyczących i wszelkich wypaczonych poglądów na swój temat. Nie mówię tu o braku wzroku, ani o tym, co bezpośrednio z tego braku wynika, a czego uniknąć się nie da. Nie mówię też o patologii, np. o żebractwie czy alkoholizmie, których żadnym pisaniem nie da się zwalczyć, a nawet tylko ograniczyć. Niewidomi żebracy i awanturujący się pijacy również przyczyniają się do utrwalania stereotypów osób niewidomych. Ludzie wówczas myślą: "a z czego biedaczysko ma żyć" i rzucają złotego do czapki. W przypadku pijaka: "taki nieszczęśliwy i jeszcze pije", na co inna osoba: "a co mu pozostało, przy takim nieszczęściu. Ty, gdybyś był ślepy też byś pił". Jednak to nie tylko ludzie widzący popełniają błędy, a ich poglądy, oceny i zachowania zmieniają się bardzo powoli. Taka jest natura ludzka. To również niewidomi, którzy zachowują się niewłaściwie, zatrzaskują drzwi przed własnym nosem i przed nosem wszystkich niewidomych. A do zatrzaśniętych drzwi trzeba potem szukać kluczy i niełatwo je znaleźć.
Ale nie o patologii chcę mówić, lecz o zachowaniach, które szkodzą niewidomym, i można ich uniknąć. Trzeba tylko o nich wiedzieć i starać się eliminować z własnego życia.
 
Wygląd osób z uszkodzonym wzrokiem
 
"Jak cię widzą, tak cię piszą"
 
Jedni niewidomi i słabowidzący przywiązują dużą uwagę do swojego wyglądu zewnętrznego. Dla innych zagadnienie to ma mniejsze znaczenie. Ważne jest tu jednak, że jedni i drudzy są oglądani i oceniani przez ludzi widzących. No i trzeba zauważyć, że wygląd osób niewidomych i słabowidzących świadczy o nich. Niestety, niekiedy wzmacnia stereotyp niewidomego i zatrzaskuje jakieś drzwi, drzwiczki, furtkę. W przypadku kiedy pojawi się na ulicy osoba widząca - obdarta, brudna, śmierdząca, przechodnie ocenią ją w kategoriach "jakaś łajza". W przypadku, kiedy niewidomy będzie tak wyglądał, ocena będzie inna - biedny niewidomy.
Wszyscy w jakiś sposób dostosowują swoje zachowanie i swój wygląd do otoczenia, w jakim przebywają, dostosowują do obowiązującej mody i wzorów zachowania. Niestety, niewidomi nie mogą obserwować otoczenia, nie mogą uczyć się przez naśladownictwo, samodzielnie nie mogą dobierać odzieży w sposób akceptowany przez otoczenie. Wymaga to od nich specjalnych kluczy, czyli wiedzy o potrzebie, wiedzy, że samemu się nie upora z tym zagadnieniem, że wymaga to pomocy osób widzących.
Kto miał okazję obserwować, ile czasu kobieta, zwłaszcza młoda, poświęca na "oglądanie lustra" i z jaką uwagą to robi, na pewno nie będzie wątpił, że wygląd zewnętrzny ma dla niej duże znaczenie. Napisałem "kobieta", ale i dla mężczyzn zwierciadło nie jest wynalazkiem zbędnym. Eleganckie ubranie, modna fryzura i świat staje się piękniejszy, bardziej radosny. Są to sprawy oczywiste. Oczywiste, ale nie dla niewidomych. Oni nie mogą kontrolować swego wyglądu w sposób naturalny. Muszą pamiętać i pytać. Ponieważ nie widzą i nie porównują, muszą świadomie wpisać do swego postępowania ciągłe konsultacje z zaufanymi osobami widzącymi. Jest to klucz do kontaktów z ludźmi.
Niestety, nie wszyscy używają tego klucza i wyglądają inaczej niż inni ludzie z ich otoczenia.
Często, a może tylko niekiedy, zachowują się również inaczej.
Ludzie widzący obserwują niektórych niewidomych ubranych niemodnie, niegustownie, a czasami również w nieczystą garderobę, obserwują i uogólniają, bo taki obraz niewidomego pasuje do stereotypu. W ten sposób stereotyp ulega wzmacnianiu.
 
Przewrażliwienie i błędne interpretacje
 
Na turnusie rehabilitacyjnym wizażystka wzięła na bok niewidomą kobietę i zwróciła jej uwagę na niegustowny ubiór. Mówiła o doborze kolorów, o ich dopasowaniu do urody i sylwetki. Udzielała dobrych rad. Niewidoma poczuła się tym upokorzona i poszła do kierownika turnusu na skargę. Kierownik był osobą słabowidzącą. Porozmawiał z wizażystką, wytłumaczył, że niewidomi są drażliwi, przewrażliwieni i trzeba z nimi postępować delikatnie. W toku tej rozmowy kierownik z wizażystką łatwo doszli do porozumienia - nigdy więcej nie zwrócą żadnemu niewidomemu uwagi, bo to do niczego nie prowadzi. Po co komuś przykrość sprawiać i narażać się na nieprzyjemności.
No i stereotyp został wzmocniony. Jakieś drzwi zostały domknięte, a domknęła je niewidoma kobieta wspólnie ze słabowidzącym kierownikiem turnusu rehabilitacyjnego.
Oczywiście, jeżeli osoba niewidoma mieszka z bliską osobą widzącą nie ma problemu. Znam przypadki, kiedy widząca żona zawsze mówi do niewidomego męża, który wychodzi z domu - pokaż się, ogląda go, każe zmienić szalik, krawat czy czapkę, sprawdza, czy ubranie nie jest zabrudzone itp.
Niewidomy na turnusie przy obiedzie palcami wygrzebywał jedzoną potrawę spod protezy. Nikt nie odważył się powiedzieć mu, że tak nie należy postępować, że jest to niemiłe dla współbiesiadników. Nikt też nie chciał z nim siedzieć przy stole w czasie posiłków.
Niewidomy wkłada palce do pustych oczodołów i nie zdaje sobie sprawy z wrażenia, jakie to wywołuje na obserwatorach takiego zabiegu.
Ale dosyć tych drastycznych opisów. Oczywiście, że to niektórzy, ale oczywiste jest również, że obserwatorzy najczęściej to uogólnią, a skutki będą żałosne dla niewidomych, nie dla ludzi widzących.
Klucz do tych drzwi mają, albo powinni mieć niewidomi. Ludzie widzący, nawet zaprzyjaźnieni, bez wyraźnej prośby niewidomego nie będą zwracali mu uwagi. Nie chcą narażać się na zarzut grubiaństwa, niedelikatności i nie chcą sprawiać przykrości niewidomemu. No i drzwi pozostaną zamknięte.
 
Ciemne okulary
 
Ciemne okulary są drobiazgiem, któremu poświęcam uwagę. Czynię tak dlatego, że okulary mają duży wpływ na poprawę wyglądu niektórych osób niewidomych, a do ich noszenia nie przywiązują oni należytej uwagi. Osoby widzące, np. członkowie rodzin osób niewidomych czy ich wychowawcy w ośrodkach szkolno-wychowawczych również nie zawsze kładą nacisk na ten szczegół wyglądu ucznia.
Niektórzy niewidomi mają zniekształcone gałki oczne, bielmo na oczach albo puste oczodoły. Fakt, że to nie ich wina, ale faktem jest również to, że taki widok sprawia przykrość ludziom widzącym. Nie powiedzą o tym, ale nie będą garnęli się do bliższych kontaktów z takim niewidomym.
Kluczem są tu ciemne okulary - wydatek niewielki, a poprawa wizerunku niewątpliwa. Klucz ten jednak powinni stosować niewidomi, a nie widzący. Widzący potrzebują ciemnych okularów w celu chronienia oczu przed nadmiernym światłem, a niewidomi z powodów estetycznych.
W gorszej sytuacji pod tym względem są osoby bardzo słabowidzące. Jeżeli ich oczy są zeszpecone, nie bardzo mogą przesłaniać je ciemnymi okularami, bo wtedy zupełnie nie widzą. Wiemy, że nawet bardzo nieznaczne możliwości widzenia mają wartość użytkową. Tu nie ma dobrej rady, nie jest łatwo o właściwy klucz. Jeżeli jednak czemuś zaradzić nie można, trzeba się z tym pogodzić. Pogodzenie to jednak nie musi być całkowite i bezwzględne. Osoba bardzo słabowidząca może iść ulicą bez okularów, bo chce choć trochę widzieć drogę. Jeżeli jednak wsiądzie do autobusu, bez żadnych problemów może nałożyć ciemne okulary.
 
Blindyzmy
 
Są to zachowania niektórych niewidomych polegające na wykonywaniu bezcelowych ruchów lub czynności, np. kołysanie się, potrząsanie lub kręcenie głową, zbytnie podnoszenie nóg przy chodzeniu, a także brak mimiki i gestykulacji.
Zachowania takie, chociaż często osoba niewidoma nie uświadamia ich sobie, są obserwowane przez otoczenie i negatywnie wyróżniają ją wśród innych ludzi. Blindyzmy są doskonale widoczne, nie tylko w bezpośrednich kontaktach, ale również w przestrzeni publicznej, na ulicy, w środkach komunikacji, w kościele i we wszystkich innych miejscach, w których osoba niewidoma znajduje się wśród innych ludzi, albo w ich pobliżu.
Tego rodzaju zachowania często kształtują się już w dzieciństwie, a rodzice i wychowawcy nie zawsze podejmują starania w celu ich wyeliminowania. Dodam, że słowne zwracanie uwagi, zakazy, prośby, ostrzeżenia nie są skuteczne. Konieczne jest zapewnienie dziecku możliwości ruchu, biegania, wysiłku fizycznego. Dotyczy to również osób dorosłych.
Trudne jest też nauczenie prawidłowej mimiki. Jak się wydaje, bez fachowej pomocy nikt tego opanować nie potrafi. Uwagi te dotyczą osób niewidomych, gdyż osoby ociemniałe, zwłaszcza w wieku, w którym opanowały techniki społecznego bytowania nie mają takich trudności, albo mają ich bez porównania mniej.
Kręcenie głową, kiwanie się, wykręcanie palców, "martwa" twarz i inne niekontrolowane ruchy wywołują zaciekawienie i niepożądane reakcje. Nie sprzyjają one kontaktom z ludźmi. Zatrzaskują drzwi przed niewidomymi.
Tak samo drapanie się, dłubanie w nosie czy w uszach, zwracanie się do głośnika zamiast w stronę mówcy przy mikrofonie, wywołuje zdziwienie i negatywne oceny. Wzmacnia stereotypy niewidomych i zatrzaskuje drzwi. Przyczyną domykania drzwi, furtek a nawet bram są zachowania niewidomych. I to tylko niewidomi mogą znaleźć i zastosować właściwe klucze do tych pozamykanych wejść. Kluczem może być ciągłe pytanie, czy w moim zachowaniu nie występują jakieś dziwactwa. Pamiętamy, że ludzie widzący z własnej incjatywy nie będą rozmawiali z niewidomymi na takie tematy. Oczywiście nie dotyczy to najbliższych - żony, męża, rodziców. Jeżeli jednak nie ma takich osób, trzeba pytać, ciągle pytać tych osób, do których można się zwracać. Nie wolno kierować się fałszywym wstydem. Ludzie mówią, że kto pyta jest raz głupi, kto nie pyta, głupi jest całe życie.
 
Żargon niewidomych
 
Czasami jest to żart, czasami grubiaństwo, czasami dążenie do bezwzględnego przestrzegania logiki. Niezależnie jednak od przyczyn, jeżeli niewidomy używa języka innego niż jego otoczenie, wyróżnia się, w tym przypadku negatywnie, a to nie jest korzystne.
Brajlować, zamiast oglądać, słuchać książkę, zamiast ją czytać, na dalszej części kartki, zamiast na górnej części, brajlak, zamiast niewidomy, ślepuszek, nieborak i podobne określenia powodują, że niewidomy używa słów, których jego otoczenie nie używa albo używa w innym znaczeniu.
Wielki działacz powiedział kiedyś, że przewodnik i lektor jest jego protezą i tak traktował ludzi widzących, którzy z nim pracowali. Oczywiście, nie zyskiwał ich sympatii, bo to określenie jest wręcz upokarzające i całkowicie zbędne.
Niewidomy przyjechał do wielkiego miasta z przewodnikiem i w biurze okręgu PZN poprosił o pomoc. Powiedział: "moje oko poszło do miasta, a ja sam nie trafię". I prawdą jest, że potrzebował pomocy, ale do miasta poszedł jego przewodnik, a nie oko. Znowu mamy przykład traktowania człowieka jak przedmiotu. To również nie przyczynia się do porozumienia z ludźmi widzącymi, to zatrzaskuje jakieś drzwi.
 
Tyflocentryzm, postawy roszczeniowe, wymuszanie pomocy
 
Tyflocentryzm jest to umieszczanie własnej osoby, jako osoby niewidomej, w centrum świata, a przez to brak zdolności do akceptowania poglądów, postaw i potrzeb innych ludzi, ludzi widzących.
Tyflocentryk postrzega i ocenia otoczenie wyłącznie z własnego punktu widzenia, jako osoby niewidomej, przez wyolbrzymianie znaczenia własnych doświadczeń, obserwacji, przemyśleń i przeżyć, przy równoczesnym negowaniu poglądów, opinii i potrzeb innych osób. Tyflocentryk jest głęboko przekonany, że on i jego potrzeby są najważniejsze, a ludzie widzący istnieją po to, żeby je zaspokajać. Jeżeli tego nie robią, są niegodziwymi potworami, którym sprawia wielką przyjemność dokuczanie niewidomym, oszukiwanie i wykorzystywanie ich, poniżanie i wyśmiewanie. Oczywiście, według tyflocentryka, wiele osób, bardzo dużo osób, źle traktuje niewidomych, a tylko nieliczni chcą im pomagać, przyjaźnić się z nimi, utrzymywać kontakty towarzyskie, a nawet jakiekolwiek kontakty. Świat kręci się wokół niewidomych, niewidomi są w centrum świata, są zawsze w porządku, a inni nie. Ludzie widzący po to żyją i po to widzą, żeby być na usługi niewidomych, a że niewielu jest takich, którzy chcą i potrafią sprostać ich oczekiwaniom, niewidomi są pełni żalu, rozgoryczenia, pretensji. To z kolei odstrasza od nich ludzi, co wzmacnia ich gorycz.
To może zbyt karykaturalny obraz niewidomych, ale przecież wśród nich są i takie osobniki.
 Niewidoma przyszła do biura PZN z wielkimi pretensjami, że dźwiękowa sygnalizacja na pobliskim skrzyżowaniu jest znowu popsuta. Pracownica PZN-u powiedziała, że zna ten problem, że ciągle są interwencje w tej sprawie we właściwym urzędzie. Ludzie jednak celowo psują tę sygnalizację, bo im przeszkadza. Dodała, że trzeba ich zrozumieć, bo mieszkanie w pobliżu takiej sygnalizacji jest uciążliwe. Na co oburzona niewidoma wykrzyknęła: "A co mnie ludzie obchodzą? Ja chce mieć bezpieczne przejście i tylko to mnie interesuje, a nie ludzie! Mnie się to należy! Bezpieczeństwo jest najważniejsze!"
Oczywiście, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale i warunki życia ludzi są ważne. Trudno w lecie otworzyć okno i bez końca słuchać głośnych sygnałów ze skrzyżowania. Trzeba szukać jakiegoś kompromisu, a nie twierdzić, że mnie ludzie nic nie obchodzą.
Wszyscy członkowie rodziny muszą postępować tak, jak to jest korzystne dla niewidomego - nie przesuwać, nie przestawiać, nie zmieniać, nie pozostawiać uchylonych drzwi, mówić, że się coś stawia, coś zabiera itd. Oczywiście, że jest to potrzebne, bo ułatwia życie niewidomemu i chroni go przed bolesnymi uderzeniami. Jeżeli jednak osoba niewidoma bezwzględnie wymaga przestrzegania tych słusznych zasad, staje się bardzo uciążliwym współmieszkańcem, zwłaszcza dla osób o bałaganiarskim usposobieniu. Tu też konieczny jest jakiś kompromis, czasami zrezygnowanie ze swoich "praw", uznania upodobań innych osób. Nie znam innego klucza do tych drzwi.
W urzędzie, w lokalu koła PZN lub w lokalu innego stowarzyszenia niewidomy zachowuje się arogancko, nie prosi, lecz żąda. Twierdzi przy tym: "Wy tu po to jesteście, mnie się należy i basta".
Wrażenie po takim zachowaniu jest zawsze negatywne. Urzędnicy, podobnie jak inni ludzie, zapamiętują przede wszystkim zachowania krańcowe, bardzo sympatyczne i chamskie. W tym ostatnim przypadku, znowu podobnie jak większość ludzi, uogólniają i uważają, że tak postępują niewidomi. Czasami nawet osoby widzące pracujące przez wiele lat z niewidomymi, które powinny dobrze znać niewidomych i wiedzieć, że nie są oni jednakowi, również uogólniają, przypisując wszystkim cechy negatywne.
Tyflocentryzm, postawy roszczeniowe i nachalność w domaganiu się zaspokojenia swoich prawdziwych lub urojonych potrzeb, skutecznie zatrzaskuje drzwi przed wszystkimi niewidomymi, przed ich zrozumieniem i uznaniem za normalnych ludzi. A drzwi te zatrzaskują niewidomi tyflocentrycy.
 
Sprzeczne oceny na temat niepełnosprawności wygłaszane przez niewidomych i słabowidzących
 
Niektóre osoby z uszkodzonym wzrokiem twierdzą, że ich niepełnosprawność jest zaledwie pewną niedogodnością, a nie nieszczęściem. Głoszą oni, że są zdolni do wszystkiego, mogą niemal wszystko, potrzebują tylko niewielkiej pomocy, są dobrymi pracownikami nawet lepszymi od pracowników widzących.
Inne osoby z uszkodzonym wzrokiem twierdzą, że spotkało je największe nieszczęście, nie są zdolni niemal do niczego i ciągle muszą korzystać z pomocy osób widzących.
Powyższe poglądy i oceny, rzecz jasna, nie odpowiadają rzeczywistości. Z całą pewnością niewidomi nie mogą być lepszymi pracownikami od pracowników widzących, nie mogą, jeżeli wszystkie inne ich cechy są porównywalne z cechami pracowników widzących. Naturalnie, genialny niewidomy może być lepszym pracownikiem czy twórcą od przeciętnej osoby widzącej, ale nie może być lepszy od równie genialnego pracownika czy twórcy widzącego. Natomiast przy zaangażowaniu i poświęcaniu większej ilości czasu może mu dorównać. Niewidomemu wszystko przychodzi trudniej. Jeżeli nawet radzi sobie świetnie z wykonywaniem czynności życiowych, z korzystaniem z informacji i z pracą zawodową, zawsze wymaga to od niego większego wysiłku i więcej czasu niż potrzebują osoby widzące. W różnych sytuacjach życiowych niewidomy potrzebuje też pomocy osób widzących.
Twierdzenie, że brak wzroku jest tylko drobną niedogodnością, jest z gruntu fałszywe. Tak twierdzić mogą tylko osoby, które wmawiają sobie i innym, że jest tak dobrze, jak chcieliby żeby było. Jest to rodzaj mechanizmu obronnego przed problemami, z którymi muszą się borykać.
Tak samo nie jest prawdziwe twierdzenie, że niewidomi nic nie mogą, nic nie potrafią i nie należy od nich niczego wymagać. Natomiast trzeba zawsze, wszędzie i we wszystkim im pomagać.
Najgorsze jest jednak to, że niektóre osoby potrafią świetnie łączyć te wykluczające się poglądy i oceny. Jeżeli jest to im potrzebne, np. kiedy starają się o pracę - wszystko mogą i będą doskonałymi pracownikami. Jeżeli natomiast chcą skorzystać z pomocy socjalnej czy innej, twierdzą, że nic nie mogą, bo są niewidomi. Nie przeszkadza im nawet pogląd, że wydajność pracy niewidomych jest na poziomie 30 procent wydajności pracowników widzących.
Ludzie widzący, którzy spotykają się z tak krańcowymi ocenami tracą rozeznanie, co jest możliwe, a co nie. Kiedy obserwują niewidomych, którzy zmieniają oceny własnych możliwości w zależności od aktualnych potrzeb, dochodzą do wniosku, że są oni krętaczami, którym wierzyć nie można. Jeżeli dojdą do takich wniosków, zamkną jakieś drzwi przed niewidomymi. Ponowne ich otwarcie będzie wymagało starań, wysiłku, znalezienia odpowiednich kluczy.
 
Nie wymieniłem i nie omówiłem wszystkich negatywnych cech i zachowań niektórych osób niewidomych. Pominąłem nawet najbardziej drastyczne, które niekiedy wynikają z braku uświadomienia sobie, czym jest wzrok. Niekiedy niewidomi postępują jak malutkie dzieci, które wtulają buzię w poduszkę i mówią: "Tatusiu, szukaj mnie". Dziecko uważa, że skoro ono nie widzi tatusia to i tatuś go nie widzi. U dziecka jednak jest to normalne i wyrośnie z podobnego sposobu myślenia. Z niewidomymi może być gorzej, bo nie wyrosną. Z tego powodu zdarza się, że jakiś niewidomy zachowuje się tak, jakby był sam lub we dwoje, a tymczasem ma obserwatorów swojego postępowania. To też wymaga uświadomienia sobie i zwracania uwagi na to, co nie poddaje się bezpośredniej obserwacji, spojrzenia i oceny sytuacji. Człowiek widzący wie, co i kiedy wypada, albo nie wypada. Niewidomy najczęściej również to wie. Ten pierwszy jednak rozejrzy się i wie, czy jest sam, czy w pobliżu znajdują się inne osoby. Niewidomy nie może tak łatwo tego stwierdzić, a ponieważ nie ma utrwalonej wiedzy na temat natury wzroku, niekiedy postępuje w sposób, w który by się nie zachował, gdyby widział.
Druga sprawa - z artykułu tego nie powinno wynikać, że niewidomi są inni od pozostałych ludzi, że są tyflocentrykami i zachowują się nieodpowiednio. Tak się zdarza, ale właśnie się zdarza, może nawet gdzieniegdzie dosyć często, ale nie charakteryzuje wszystkich niewidomych, tylko niektórych. To trzeba wiedzieć, o tym pamiętać i starać się eliminować wszystko, co jest niewłaściwe. Jest to apel do niewidomych, bo od nich więcej zależy, oni muszą szukać kluczy do drzwi, drzwiczek, furtek i bram. Ludzie widzący, zwłaszcza bliscy niewidomych i osoby z nimi pracujące powinny pomagać w poszukiwaniu tych kluczy, kluczyków i wytrychów. Nie powinni przy tym uogólniać cech negatywnych ani pozytywnych. Powinni natomiast oceniać zachowanie każdej osoby indywidualnie i to niezależnie od tego, czy oceniają osobę niewidomą, czy widzącą.

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe