Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 5)

Poglądy osób z uszkodzonym wzrokiem jako bariery na drodze do integracji


Skryba

W poprzednich odcinkach pisałem o poglądach osób widzących, które utrudniają życie niewidomym i słabowidzącym. Pisałem też, że zachowania niektórych niewidomych również stanowią przeszkodę we współżyciu z ludźmi niewidomymi. Teraz warto zastanowić się nad poglądami niektórych osób z uszkodzonym wzrokiem dotyczącymi ludzi widzących i niewidomych. Zacznę od poglądów na temat możliwości i ograniczeń osób niewidomych. 
 
Jak starałem się wykazać w pierwszym odcinku, niewidomi nie stanowią jednorodnej grupy społecznej, nie są jednakowi. Jeżeli ktoś twierdzi, że niewidomi są lepsi od innych ludzi, nie wie co mówi. Jeżeli twierdzi, że są gorsi - również nie wie co mówi, a raczej w obydwu przypadkach twierdzenia są nieprawdziwe. 
Przypomnę, że niewidomi różnią się między sobą pod wszystkimi możliwymi względami. Nawet ich niepełnosprawność nie jest jednakowa. Nie mogą więc mieć jednakowych poglądów na żaden temat. Różnią się nawet w ocenie swojej niepełnosprawności. Jest to zrozumiałe, ponieważ każdy człowiek ma inne doświadczenia, inne możliwości oceny tych doświadczeń, inne możliwości wyciągania z nich wniosków. 
 
Doświadczenia i poglądy osób niewidomych 
 
Osoby niewidome od niemowlęctwa poznają i uczą się rozumieć otaczający świat w inny sposób niż czynią to dzieci widzące. Dla nich otoczenie jest o wiele uboższe, pozbawione barw, odcieni, gry światła i cieni, ruchu obserwowanego z daleka, perspektywy, przedmiotów znajdujących się poza zasięgiem rąk. Ich otoczenie wypełnione jest dźwiękami, zapachami, wibracją i przedmiotami, które można dotknąć, wziąć w ręce, do buzi, powąchać. Niestety, przedmioty te nie zawsze są przyjemne w dotyku, czasami gorące, czasami ostre, bardzo twarde, a że nigdy nie wiadomo, kiedy znajdą się na drodze niewidomego dziecka, otoczenie nie jest dla niego przyjazne.
Wszystko, co jest nieznane, niespodziewane, niezrozumiałe, może budzić ciekawość, chęć poznania, dotknięcia, popróbowania, manipulowania, przesuwania, przekładania, majstrowania. Takie chęci są prawidłowe, zdrowe, naturalne. Niestety, w przypadku niewidomych dzieci nie są one jedyne. 
Drugą formą zachowania kształtowanego przez nieznane i nieprzyjazne otoczenie może być nieufność, lękliwość przed nieznanym, nadmierna chęć uniknięcia bólu, powolne ruchy itp. Jeżeli jeszcze rodzice swoją troską wzmacniają lękliwość dziecka, podsycają strach przed fizycznym otoczeniem w obawie, żeby sobie krzywdy nie wyrządziło, niewidome dziecko może wyrosnąć na człowieka nieufnego, niezaradnego, lękliwego, oczekującego pomocy i opieki. 
Niekiedy rodzice wzmacniają również lęk przed ludźmi, bo mogą skrzywdzić, pobić, okraść, seksualnie wykorzystać, oszukać. 
Te negatywne postawy w stosunku do ludzi dodatkowo wzmacniają środki przekazu, które lubują się w złych wiadomościach. Niekiedy w czasie dwudziestokilkuminutowego przekazu radiowego czy telewizyjnego nie ma ani jednej dobrej informacji - same katastrofy, oszustwa, kradzieże, morderstwa, trzęsienia ziemi, burze, pożary i inne "wspaniałe" wieści. Upewnia to niewidomego, że świat i ludzie na nim to samo zło. 
Przyszłość tak wychowanego niewidomego człowieka najczęściej nie będzie równie dobra, jak mogłaby być, gdyby był inaczej traktowany w okresie dzieciństwa. 
Niewidome dzieci nieprawidłowo ukształtowane, wychowane i niezrehabilitowane wyrastają na ludzi, których odmienność rzuca się w oczy. Są oni nieporadni, często wykonujący niekontrolowane ruchy (blindyzmy), są nieufni w stosunku do otoczenia i podejrzliwi w stosunku do ludzi. Niekiedy jeszcze przejawiają nadmierne wymagania w stosunku do osób najbliższych, a następnie do osób obcych i instytucji. 
Swoim zachowaniem przez całe życie wzmacniają negatywne stereotypy niewidomych, utwierdzają ludzi, którzy się z nimi stykają, że niewidomi są ludźmi, których zrozumieć nie można. 
Jak zawsze, również i tak zatrzaskiwane drzwi można starać się otwierać przez zabiegi rehabilitacyjne, przez nauczenie wykonywania czynności życiowych metodami bezwzrokowymi, przez przekonanie, że nie wszyscy ludzie są źli. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Błędy wychowawcze i rehabilitacyjne czasami prowadzą do zainstalowania pancernych drzwi zabezpieczonych solidnymi zamkami mechanicznymi, szyfrowymi i elektronicznymi, w których dodatkowo zamontowano dobrze zamaskowany alarm. 
Zadanie rehabilitacyjne w podobnych sytuacjach jest niezmiernie trudne i złożone, ale nie oznacza to, że nie należy starać się zmienić tego, co jest niekorzystne. Oczywiście, zawsze lepiej jest zapobiegać złu niż eliminować je wówczas, kiedy głęboko zapuści korzenie. Pomoc jest możliwa, a klucze do tak pozamykanych i pozabezpieczanych drzwi znają instruktorzy rehabilitacji, psychologowie i dobrze zrehabilitowani, wykształceni niewidomi. Wszyscy oni jednak nie pomogą, dopóki sama osoba niewidoma nie uzna, że trzeba, że można, że chce. To tylko z udziałem osoby niewidomej można starać się zwalczać niewłaściwe zachowania i przeciwdziałać skutkom błędów wychowawczych i rehabilitacyjnych. To tylko osoby niewidome mogą wpłynąć na najbliższych, którzy z miłości popełniali te błędy i często bardzo uparcie popełniają je w dalszym ciągu. 
Jak widzimy, zawsze najwięcej zależy od osoby niewidomej. Jeżeli uda się dotrzeć do jej świadomości, wzbudzić chęć zmiany i motywację do wysiłku, można wiele osiągnąć. Można otworzyć wiele drzwi, które są zamknięte na siedem spustów. 
 
Poglądy osób słabowidzących 
 
Z moich doświadczeń i spostrzeżeń wynika, że wielu słabowidzącym bardzo trudno jest oceniać możliwości i ograniczenia osób niewidomych. 
Przede wszystkim bardzo często boją się oni utraty możliwości widzenia, jakimi jeszcze dysponują. Z tego powodu niezmiernie trudno jest im wczuć się w sytuację niewidomych. Starają się nie dopuszczać do świadomości faktu, że mogą stać się niewidomymi i nie przyznają się do pogarszania stanu wzroku. Strach ten utrudnia im właściwe rozeznanie problemu i obiektywną jego ocenę. 
Z drugiej strony słabowidzący prawnie uznawani są za niewidomych, należą do Polskiego Związku Niewidomych lub do innego stowarzyszenia o podobnym charakterze i z różnych względów sami uważają się za niewidomych. Mało tego, niektórzy z nich twierdzą, że są w znacznie gorszej sytuacji niż osoby niewidome. Ich zdaniem niewidomi nie widzą i nie mają już nic do stracenia. Poza tym nauczyli się żyć bez wzroku, nie znają innego życia i jest im dobrze. A słabowidzący... 
Takie poglądy również utrudniają im obiektywną ocenę sytuacji. 
Z jednej strony boją się utraty wzroku, z drugiej zaś funkcjonują całkiem nieźle, ich zdaniem, jako osoby niewidome, którymi nie są. 
Zdarza się, że osoby słabowidzące wykorzystują swoją przewagę w różnych sytuacjach, np. przy zajmowaniu lepszych miejsc w autokarach czy przy korzystaniu ze szwedzkiego stołu na różnych imprezach. We własnym interesie niektórzy z nich twierdzą, że są jeszcze w gorszej sytuacji niż całkowicie niewidomi, bo grozi im utrata wzroku, bo muszą wydawać pieniądze na leki podtrzymujące osłabiony wzrok, bo też są niewidome itp. 
W wyniku powyższych okoliczności poglądy niektórych, może nawet wielu słabowidzących, są wewnętrznie sprzeczne, powikłane i niezrozumiałe dla nich samych oraz dla osób widzących. 
Osoby widzące obserwując słabowidzących, którzy twierdzą, że są niewidomymi, przestają cokolwiek rozumieć. Jedni dochodzą do wniosku, że nie takie to straszne być niewidomym, bo sobie wspaniale radzą. Inni uznają ich za oszustów.  
Wnioski wynikające z obserwacji słabowidzących, którzy twierdzą, że są niewidomymi, nie sprzyjają właściwym stosunkom między niewidomymi i ludźmi widzącymi, a także między niewidomymi i słabowidzącymi. Zatrzaskują one przed niewidomymi jakieś drzwi, do których muszą dopasowywać klucze. Klucze te mogą znajdować w rehabilitacji, głównie psychicznej i społecznej. 
Osoby widzące nie korzystają z rehabilitacji, a problematyka niewidomych i słabowidzących jest dla nich najczęściej całkowicie obca. Dlatego wszelkie niezrozumiałe zachowania osób słabowidzących wprowadzają dezorientację i pogarszają sprawę. Najczęściej zadowalają się pozytywnymi lub negatywnymi stereotypami, które nie odzwierciedlają sytuacji osób niewidomych. Są uogólnieniami cech niektórych niewidomych i przypisywaniem tych cech wszystkim niewidomym. Utrudnia to wzajemne zrozumienie i prawidłowe stosunki międzyludzkie. 
 
Poglądy osób ociemniałych 
 
Osoby ociemniałe, a zwłaszcza nowo ociemniałe, pod względem psychicznym różnią się zasadniczo od osób niewidomych. Różnią się też od osób widzących, którymi jeszcze niedawno byli. 
Od osób widzących różni ich utrata wzroku, żal z powodu utraconych technik społecznego bytowania, poczucie krzywdy, często uznawanie niepełnosprawności jako kary i to nie wiadomo, za jakie przewinienia. Nowo ociemniałych charakteryzuje brak wiary w możliwości osób niewidomych, w potrzebę rehabilitacji i jej skuteczność. Ciążą nad nimi wszystkie uprzedzenia, stereotypy niewidomych, wszelkie wypaczone poglądy na ich temat, z którymi się spotykali, kiedy byli jeszcze ludźmi widzącymi. 
Tego rodzaju uwarunkowania psychiczne wpływają na zachowania w kontaktach z ludźmi, na wygłaszane poglądy i opinie. Nowo ociemniali często, może nawet bardzo często, nie wykorzystują możliwości, jakie im pozostały i przeżywają stratę, która ich spotkała. Wyolbrzymiają przy tym dobro, jakie jest udziałem ludzi widzących i nieszczęścia , które są udziałem niewidomych. 
Wszystko to utrudnia im kontakty z ludźmi widzącymi, którzy pozostali w raju dla nich utraconym bezpowrotnie. 
Każdy, kto zada sobie trud oceny życia znajomych, przyjaciół, członków rodziny, dojdzie do wniosku, że odczuwanie przez nich szczęścia, zadowolenia z życia, z odnoszonych sukcesów i niepowodzeń, wcale nie zależy od stanu ich wzroku. Wysoka lub niska ocena swojego życia zależy od wielu czynników, a stan wzroku, czy szerzej sprawności, jest tylko jednym z nich. 
Podobnie, każdy kto przyjrzałby się wielu niewidomym i spróbował ocenić poziom ich zadowolenia z życia, poczucie szczęścia itp., doszedłby do wniosku, że ich niepełnosprawność nie jest dla nich najważniejsza w życiu. Zauważyłby, że są niewidomi, którzy odnoszą sukcesy i potrafią się nimi cieszyć, że są i tacy, którzy ciągle narzekają, nic ich nie cieszy, uważają się za nieszczęśliwych i są nieszczęśliwi. Zauważyłby też, że pod tym względem niewidomi nie różnią się od osób widzących. 
Często płonna nadzieja na odzyskanie wzroku jest barierą psychiczną przed podejmowaniem wysiłku, żeby ułożyć sobie życie w tych nowych, o wiele trudniejszych warunkach.
Nowo ociemniali nie rozumieją również niewidomych, jak mogą żyć bez wzroku. Nie rozumieli tego, kiedy byli ludźmi widzącymi, i nie rozumieją po utracie wzroku. 
W rezultacie takich i podobnych okoliczności nowo ociemniali swoimi poglądami i zachowaniami zatrzaskują sobie drzwi do ludzi widzących, do niewidomych i do samych siebie. 
Znam osobę ociemniałą, która jest przekonana, że niewidomi są ludźmi gorszymi od ludzi widących. Potrafi to nawet uzasadniać. Twierdzi, że niewidomi od dzieciństwa spotykają się z przykrymi niespodziankami, zapamiętują wszystkie przykrości, jakie ich spotkały, zazdroszczą ludziom widzącym, a wszystko to kształtuje ich charakter. Stają się nieufni, zgorzkniali, zawistni, złośliwi. 
Przekonania takie i poglądy wpływają na oceny ludzi widzących, niewidomych i siebie. Musi upłynąć wiele miesięcy, czasami lat, zanim zabiegi rehabilitacyjne albo tylko własne doświadczenia i przemyślenia zaczną te drzwi otwierać. 
 
Porównania, oceny, postawy
 
Zdarza się, że niewidomi i ociemniali przeceniają możliwości, jakimi dysponują ludzie widzący, komfort i bogactwo ich życia, przyjemności, z jakich korzystają w każdej godzinie życia. Porównują to wszystko ze swoimi ograniczeniami i dochodzą do wniosku, że ich życie nie jest nic warte, bardzo ubogie, trudne. 
Niektórzy niewidomi usiłują każdą sytuację, o której usłyszą czy o którą się dopytają, porównywać ze swoimi doświadczeniami. Dochodzą przy tym do wniosku, że wszyscy widzący są niezmiernie szczęśliwi, a niewidomi nieszczęśliwi. Wywołuje to żal, a nawet pretensje do ludzi widzących. Jak to, ich życie jest tak bogate i wspaniałe, a oni nic z tego nie chcą dać niewidomym. Niektórzy, zwłaszcza samotni, głośno mówią o swojej krzywdzie, zarzucają niewidomym, którzy założyli rodziny, że nic nie rozumieją, bo mają zawsze na swoje usługi widzącego współmałżonka. Wyobrażają sobie przy tym, że każde święto, imieniny, urodziny i wszystko inne jest doskonałą okazją do spotkań rodzinnych, do zabawy, do wspaniałych przeżyć. W ten sposób pretensje mają już nie tylko w stosunku do ludzi widzących, ale również do niewidomych, którym nie wiadomo dlaczego, powodzi się lepiej niż im.
Takie osoby nie kryją się ze swoimi ocenami, pretensjami i żalem, ze swoim tyflocentryzmem. Mówią o tym, kiedy tylko mają kogoś, kto chce ich słuchać. Na ogół ludzie nie lubią słuchać o czyichś "cierpieniach", bólu, nieszczęściu. Unikają więc niewidomych, którzy lubią się żalić. Ci z kolei czują się samotni, nierozumiani, niedoceniani i przeżywają coraz większy żal do ludzi i coraz większe własne nieszczęście. 
Są też niewidomi, którzy nie wykazują się konsekwencją w dążeniu do celu, wytrwałością, pracowitością, zaradnością, odwagą i rozwagą. Nie mają więc w życiu liczących się sukcesów. Przeciwnie, popełniają życiowe błędy, które komplikują im i tak trudne życie. Oczywiście, za wszystkie ich niepowodzenia i brak osiągnięć odpowiedzialna jest przeklęta ślepota. Gdybym widział... 
Niewidomy po pijanemu spadł ze schodów i złamał sobie nogę. Noga nie chciała się zrosnąć i powstał staw rzekomy. Niewidomy ten stał się osobą o złożonej niepełnosprawności. Winą za ten stan rzeczy obarczył swoją ślepotę, a nie wódkę, która spowodowała jego nieszczęście. 

Niewidomy masażysta został zwolniony z pracy za bumelki, spóźnianie się i picie alkoholu w przychodni. Oczywiście, spotkała go wielka krzywda ze strony osób widzących, które nic a nic nie rozumieją niewidomych. Nie rozumieją, że on musi zapijać swoje nieszczęście. Dorabia teorię do swojej słabości, tak jakby nie było widzących alkoholików. 
Ociemniały inżynier górnik zatrudniony w spółdzielni niewidomych na stanowisku kierowniczym twierdził, że przez wypadek i utratę wzroku jego życie zostało zmarnowane, nie może prowadzić samochodu, żona go opuściła i spotykają go same niepowodzenia. Na uwagę, że jest wielu niewidomych, którzy wprawdzie samochodu prowadzić nie mogą, ale mają rodziny, żony ich nie opuszczają i żyją jak większość ludzi, odpowiedział w sposób zaskakujący. Oświadczył, że tak jest tylko wówczas, kiedy niewidomy jest dobrze sytuowany, bo kobietom zależy na jego pieniądzach. Nie powiedział natomiast, że jest despotyczny, wymagający od innych i lubi dużo i często popić. Nie zauważył nawet takiego drobiazgu, że miał wysoką, górniczą rentę i dobrze zarabiał w spółdzielni niewidomych. Był więc dobrze sytuowany. 
W wielu przypadkach ślepota jest doskonałym wytłumaczeniem i usprawiedliwieniem gnuśności, lenistwa, braku inicjatywy i odpowiedzialności. Łatwo jest wytłumaczyć sobie i innym, że to brak wzroku uniemożliwia normalne życie i branie się z nim za bary. Łatwo to wytłumaczyć i łatwo w to uwierzyć. 
Takie postawy dokumentnie zamykają przed niewidomym drzwi na siedem spustów. A kluczem do tych wrót musi być przede wszystkim zrozumienie, że to nie ślepota jest za wszystko odpowiedzialna. Nie łatwo osiągnąć takie zrozumienie, a każdy kto chciałby w tym pomóc, może spotkać się z bardzo negatywną oceną, zarzutami, że jest bezduszny i niczego nie rozumie. Dopóki jednak niewidomy będzie przekonany, że za wszystkie jego niepowodzenia odpowiedzialna jest niepełnosprawność, drzwi pozostaną przed nim zatrzaśnięte. 
 
Przypisywanie ludziom widzącym różnych negatywnych cech
 
Ludzie widzący są nieuczciwi, chętnie oszukują słabszych, a niewidomi są tymi słabszymi. Ludzie widzący naśmiewają się z niewidomych, są wścibscy, niedelikatni, przyglądają się ich nieporadności. Zamiast pomagać, bawią się ich kosztem. 
Ludzie widzący porozumiewają się bez słów przeciw niewidomym. Ludzie widzący są draniami i to wszyscy bez wyjątku. 
Rzeczywiście, zdarza się, że złodziej okradnie niewidomego, że ktoś nieuczciwy go oszuka, że nie pomoże, że będzie obserwował, wypowiadał swoje "mądrości" i zadawał niedelikatne pytania w rodzaju: 
- Co się stało, że pani, pan nie widzi?
- A czy niewidomy może mieć dzieci? 
- Dlaczego ożeniłeś się z niewidomą? Czy już nie było cię stać na lepszą? 
- Dlaczego pani wyszła za niewidomego? 
- Nie dosyć, że jesteś taki nieszczęśliwy, to jeszcze zachciało ci się dzieci na świat sprowadzić. 
- Ja to bym wolał ręki czy nogi nie mieć, byle widzieć. 
- Tylko złego człowieka mogło spotkać coś podobnego.
Pamiętajmy, że to się zdarza, a nie jest regułą. Ludzie na ogół życzliwie traktują niewidomych. Jeżeli nawet zadają niedelikatne pytania i robią grubiańskie uwagi, wynika to raczej z niskiego poziomu kultury i prostactwa, a nie ze złośliwości. Niewidomi powinni o tym wiedzieć, bo bez tego będą mieli wiele powodów do smutnych przeżyć. 
 
Wstyd z powodu niepełnosprawności 
 
Wielką przeszkodą na drodze do samodzielności niewidomych jest wstyd z powodu niepełnosprawności. Niewidomi czasami spotykają się z wyżej opisanymi reakcjami ludzi widzących. Wielu niewidomych, podobnie zresztą jak wiele osób widzących, nie lubi wyróżniać się negatywnie. Według ich oceny, takim negatywnym wyróżnikiem jest niepełnosprawność. Pogląd ten wzmacniają uogólnione i wyolbrzymione doświadczenia z ludźmi widzącymi. Ponieważ raz, drugi i trzeci spotkałem się z niedelikatnością, a nawet z chamstwem, wolę unikać ludzi. Ponieważ na mnie wszyscy patrzą, nie będę wychodził na ulicę. Ponieważ w towarzystwie nie czuję się dobrze, a może nawet mnie tam nie chcą, lepiej pozostanę w domu. 
Wstydem zajmę się szerzej w przyszłości. Teraz chciałem tylko zaznaczyć, że i takie odczucia zamykają przed niewidomymi wiele drzwi. I nie jest tu ważne, że nie ma czego się wstydzić. Wstyd jest odczuciem, a nie kwestią rozumienia. Nie da się go łatwo wyeliminować, a dopóki tego się nie osiągnie, sporo drzwi pozostanie zamkniętych. 
 
Niewidomi uważają, że wszystko o sobie wiedzą 
 
Niestety, wielu niewidomych właśnie tak uważa. Są przekonani, że dosłownie wszystko wiedzą o funkcjonowaniu osób niewidomych i twierdzą, że tylko niewidomy może zrozumieć niewidomych. Stanowczo twierdzą, że osoba widząca nie jest do tego zdolna. Jak zawsze, tak i w tym przypadku, nie dotyczy to wszystkich niewidomych, lecz wielu. 
Oczywiście, jest w tym sporo prawdy. Ludziom widzącym wzrok utrudnia zrozumienie, jak można żyć bez możliwości posługiwania się nim. Dotyczy to jednak ludzi, którzy nie znają niewidomych oraz tych, którym się zdaje, że znają, a w rzeczywistości patrzą na niewidomych przez pryzmat stereotypów, mitów, uprzedzeń i wszelkich wypaczonych poglądów na ich temat. Nie dotyczy to jednak osób, które są zdolne do samodzielnego myślenia i znają dobrze niewidomych. Część członków rodzin osób niewidomych, część fachowców zajmujących się rehabilitacją niewidomych, część pracowników stowarzyszeń i instytucji działających na rzecz osób z uszkodzonym wzrokiem potrafi przezwyciężyć stereotypy i wczuć się w sytuację niewidomych. Są nawet osoby widzące, które więcej wiedzą o niewidomych niż większość niewidomych wie o sobie. 
Wielu niewidomych, którzy uważają, że wszystko wiedzą o naturze swojej niepełnosprawności, nigdy niczego nie przeczytało na ten temat, nawet do prasy środowiskowej nie zaglądają. Uważają, że sam fakt życia bez wzroku czyni z nich fachowców tyflologów. Sprowadzając myśl do paradoksu można powiedzieć, że tylko osoby z upośledzeniem umysłowym mogą zrozumieć problematykę osób z taką niepełnosprawnością. 
Fakt, że są niewidomi, którzy nie pogłębiają wiedzy tyflologicznej, a jednocześnie są przekonani, że tylko oni są znawcami problematyki niewidomych, utrudnia im i wielu innym kontakty z ludźmi widzącymi. Jest to jedna z przyczyn zatrzaskiwania drzwi do wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Do drzwi tych również trzeba dopasować odpowiednie klucze. Poszukiwaniem tych kluczy powinni zajmować się fachowcy rehabilitacji psychicznej i społecznej. 
 
Możemy przyjąć, że są dwa uniwersalne klucze, które ułatwią otwarcie wiele drzwi. Pierwszym z nich jest uwierzenie, że nie wszystko stracone, że z niektórymi problemami można sobie poradzić. 
Drugim takim kluczem jest wyzbycie się łatwego usprawiedliwienia, że wszystko doskonale tłumaczy i usprawiedliwia niepełnosprawność. Gdybym widział, to... No właśnie, co by było? Prawdopodobnie nic szczególnego. Człowiek słaby wiele w życiu nie osiągnie i to niezależnie od tego czy widzi, czy jest niewidomym. 
Jeżeli uda się znaleźć i dopasować te dwa klucze do wielkiej bramy, za którą znajduje się olbrzymi dziedziniec z najrozmaitszymi pozamykanymi drzwiami, łatwiej będzie dobierać do nich klucze, kluczyki, wytrychy, szyfry i hasła. Kiedy już ta wielka brama zostanie otworzona, stopniowo będą dopasowywane klucze i kluczyki do innych drzwi rozmieszczonych wokół tego dziedzińca, jakim jest otaczający świat i zamieszkujący go ludzie.


 

Fundacja KLUCZ, 02-493 Warszawa, ul. Krańcowa 23/27
e-mail:
Pełne dane kontaktowe