Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 7)

Potrójne mury obronne do sforsowania

Skryba

Rozważałem różne aspekty kontaktów osób niewidomych i słabowidzących z ludźmi widzącymi. Rozważania te miały raczej ogólny charakter. Teraz proponuję coś bardziej praktycznego, chociaż przy wykonywaniu tych czynności udział osób widzących ma duże znaczenie - pozytywne i negatywne. Proponuję zastanowienie się nad zespołem ważnych czynności, które prowadzą do:

- poszerzenia różnych możliwości, jeżeli znajdziemy klucze do pozamykanych przed nami drzwi,

- izolacji i zamknięcia we własnym mieszkaniu, jeżeli drzwi te pozostaną przed nami pozamykane. Rozważymy samodzielne poruszanie się po drogach publicznych i podróżowanie.

No i mamy twierdzę otoczoną potrójnymi, grubymi murami, w których znajdują się solidnie zamknięte i zabezpieczone bramy. Musimy te mury sforsować, bo bez tego nie będzie sukcesów rehabilitacyjnych, a jeżeli nawet będą, to niewielkie.

Niestety, te trzy potężne mury musimy forsować jednocześnie. Nie da się zdobyć muru zewnętrznego, potem środkowego i wreszcie wewnętrznego. Mury te bowiem są połączone umocnieniami, najeżone blankami, wieżami strzelniczymi, basztami, fosami i mostami zwodzonymi. Dlatego musimy kruszyć je i zdobywać jednocześnie, a nie po kolei.

 

Mur zewnętrzny

 Jest to potężna budowla, mocno ufortyfikowana, z zapaściami, minami, niebezpieczeństwami. Jest to otaczający nas świat, świat wrogi, jeżeli poruszamy się po nim bez wzroku.

Tego potężnego umocnienia bronią:

- mnóstwo ulic, uliczek, placów, rond, kładek, przejść podziemnych, schodów na chodnikach i schodów ruchomych, torów tramwajowych, bloków porozrzucanych bez ładu i składu, nieregularnych skrzyżowań, zejść na skrzyżowaniach na jezdnie bez krawężników,

- znaków drogowych, reklam, koszy na śmieci, słupków,

- dziur w chodnikach, otwartych studzienek kanalizacyjnych, wykopów i innych przeszkód, które pojawiają się niewiadomo kiedy, skąd i po co,

- hałas, niekiedy huk młota pneumatycznego rozbijającego asfalt czy beton, gwar,

- ruch samochodów, motocykli, autobusów, tramwajów, rowerów,

- tłok na chodnikach, wózki dziecięce, dzieci na wrotkach, na sankach i podobnych pojazdach.

To w miastach, ale i na wsiach nie jest lepiej, a nawet może być gorzej. Teren niedostatecznie zorganizowany, gruntowe ścieżki i drogi, często brak chodników, zwierzęta hodowlane i pewnie wiele innych przeszkód.

Teren wiejski jest natomiast na ogół mniejszy i spokojniejszy od terenu wielkomiejskiego.

Dodatkowe przeszkody, które trzeba pokonywać sprawiają różnego rodzaju pojazdy komunikacji miejskiej i międzymiastowej. W jednych autobusach czy tramwajach drzwi są otwierane automatycznie, w innych muszą to robić pasażerowie, w jednych przyciski otwierające drzwi znajdują się na poręczach, w innych na drzwiach przy uchwytach, a jeszcze w innych na szybach. Trudno bez pomocy wysiąść z takiego pojazdu i jeszcze trudniej jest do niego wsiąść. Nie jest też łatwo odnaleźć przystanek, zwłaszcza wówczas, gdy nie ma na nim zadaszonej wiaty. Na dużych przystankach, na których zatrzymują się autobusy wielu linii, powstaje problem trafienia do tego, do którego chce się wsiąść. Rzecz jasna, trzeba pytać o numer, bo tylko nieliczne pojazdy przedstawiają się wjeżdżając na przystanek. Pytanie jednak nie w pełni rozwiązuje problem. Autobusy i tramwaje są raczej długimi pojazdami. Czasami na przystanek podjeżdżają jednocześnie dwa albo nawet trzy pojazdy, wówczas pytanie nie w pełni rozwiązuje problem Jeżeli ten, którym niewidomy chce jechać znajduje się na końcu, to trudno dopytać o jego numer i jeszcze trudniej podejść i wsiąść. Na przystankach, zwłaszcza w godzinach szczytu, jest mnóstwo ludzi i nie jest łatwo przebić się przez tłum i przejść kilkanaście metrów.

Potężnymi basztami ze strzelnicami dla ciężkich dział w tym zewnętrznym murze jest zmienność świata zewnętrznego. Pisałem o ruchu ulicznym, o przechodniach i o pojazdach, które z natury rzeczy są w ruchu, czyli w ciągłej zmianie. Raz jadą, innym razem stoją, a gdzie staną, tego przewidzieć się nie da.

Paskudną sprawą są wszelkie roboty drogowe i remonty budynków oraz innych urządzeń infrastruktury miejskiej. Nigdy nie można mieć pewności, że droga, która wczoraj była bezpieczna, jest taka i dzisiaj. Wykopy, które pojawiają się bez ostrzeżenia, rusztowania, przestawiane ławki, znaki drogowe i reklamy, ruchome urządzenia na drodze, np. taczki, skrzynki, stojące rowery, czasami pryzmy piasku albo węgla. Naprawdę jest tego sporo.

Podobnie ma się sprawa z wnętrzami budynków. Poczta po remoncie może wyglądać już zupełnie inaczej. Tak samo dworce, wnętrza środków lokomocji miejskiej i międzymiastowej. Ludzie ciągle coś zmieniają, przestawiają, przebudowują, udoskonalają. Wszystko to nie stanowi żadnego problemu dla osób widzących. Najwyżej stracą trochę czasu, żeby znaleźć stoisko w wielkopowierzchniowym sklepie, które zostało przemieszczone w inną część sklepu. Niewidomy natomiast nie może łatwo stwierdzić, gdzie i jakie wprowadzono zmiany, a także jak może korzystać z nowych urządzeń. Często traci orientację, gubi się i nie może załatwić sprawy, którą zamierzał. Dla niego każda zmiana to utrudnienie, to konieczność poznawania nowej drogi, nowego miejsca, w którym umieszczono przycisk, radzenia sobie z przyciskami dotykowymi itd.

Odrębna sprawa to zmiany, które powoduje przyroda. To, o czym pisałem, powodowali ludzie. Z ludźmi można dyskutować, prosić, żeby zrobili coś inaczej, coś proponować. Z przyrodą jednak nie ma dyskusji.

Wystarczy, że napada śniegu, a świat zmienia się nie do poznania i zatrzaskuje przed niewidomym wiele różnych drzwi. Krawężniki znikają, rodzaj nawierzchni staje się niewyczuwalny, dźwięki rozchodzą się inaczej, wszystko staje się jakieś ciche, miękkie, odmienne od tego znanego, czasami też nie do pokonania. Tam, gdzie niewidomy trafiał bez większych trudności, po napadaniu śniegu trafić nie może.

Wyobraźmy sobie taki obrazek - chodnik, a wzdłuż niego wał z odgarniętego śniegu. Niewidomy chce przejść na drugą stronę ulicy. Idzie, laską dotyka ten śniegowy wał i nie może trafić na przejście. W końcu się decyduje i przechodzi przez wał. Jeżeli ma przy tym pecha, dokonuje tej wspinaczki na pół metra przed przejściem.

Mocny deszcz wprowadza również niekorzystne zmiany. Pomijając moknięcie, bo wszyscy mokną, ale nawet i tu są nowe problemy. Niewidomemu niezmiernie trudno jest chodzić z parasolką - będzie zaczepiał nią o gałęzie, znaki drogowe i o inne parasole. To jednak drobiazg w porównaniu z faktem, że otoczenie staje się bardzo hałaśliwe. Trudno jest się zorientować, daleko czy blisko słychać samochód, a jeżeli ma cichy silnik i jedzie wolno, zupełnie go nie słychać.

Deszcz nawet niewielki, zwłaszcza wieczorem, stanowi potężne utrudnienie dla osób słabowidzących. Mokre chodniki i jezdnie działają jak lustra. Osoba słabowidząca widzi setki świateł w górze i tyleż na chodnikach i jezdniach, przy czym te ostatnie są w ciągłym ruchu. Przesuwają się wraz z poruszaniem się osoby słabowidzącej. Tak samo zachowują się odbicia drzew, budynków i innych obiektów na mokrych chodnikach i jezdniach. W tej gmatwaninie blasków i cieni osoba słabowidząca nie widzi tego, co koniecznie powinna widzieć, np. krawężników, dziur w chodniku, koszy na śmieci, schodów. Musi wówczas poruszać się jak osoba niewidoma, stosować takie same techniki i używać białej laski. Niestety, najczęściej nie opanowała ona technik bezwzrokowych, a białej laski boi się bardziej niż diabeł święconej wody.

Zresztą osobom słabowidzącym przeszkadza nie tylko deszcz. Mocne słońce, zwłaszcza gdy ziemię pokrywa śnieg, powoduje olśnienie i utratę zdolności widzenia. Ale i bez śniegu mogą być trudności. Niektóre miejsca są naświetlone, inne zacienione. Oko przyzwyczajone do mocnego światła nie widzi szczegółów miejsc zacienionych. Utrudnia to poważnie osobom słabowidzącym poruszanie się po drogach publicznych.

Dla pokonania wyżej wymienionych trudności, osobom słabowidzącym można zaproponować kilka takich kluczy, jakie są niewidomym potrzebne. Osoby słabowidzące jednak bardzo często słyszeć nie chcą, żeby je przyjąć i stosować. W ich przypadku ten wewnętrzny mur jest niezmiernie mocny, wysoki i gruby.

Wiatr jest również bardzo niekorzystny. Zagłusza dźwięki, które są bardzo niewidomemu przydatne do orientacji przestrzennej i unikania niebezpieczeństw. Na szczęście tak silne wiatry bywają raczej nieczęsto, chociaż zdarza się, że występują jednocześnie ze śniegiem albo deszczem. Wtedy to już lepiej zrezygnować, o ile to możliwe, z wychodzenia z domu.

Do tego trzeba dodać oblodzenia, które czasami są, a przeważnie ich nie ma. A jeżeli są, niewidomy nie może łatwo ich wykryć, ominąć albo tylko zachować ostrożności.

Jak widzimy ten zewnętrzny mur naszej twierdzy jest solidnie umocniony, zabezpieczony, trudny do sforsowania. Niezależnie od trudności, trzeba jednak go sforsować, bo inaczej świat będzie niedostępny.

Kluczem, a raczej pękiem kluczy, do tych wiejskich i miejskich przeszkód na drogach, po których muszą poruszać się niewidomi, do pokonywania przeszkód będących dziełem ludzkim i tych, które tworzy przyroda, jest przede wszystkim nauka orientacji przestrzennej i samodzielnego poruszania się po drogach publicznych. Umożliwia ona opanowanie technik wykrywania laską przeszkód, chroni przed wpadnięciem do dołu, ułatwia poruszanie się po schodach, zorientowanie się w rodzaju podłoża bez wchodzenia na nie, odszukiwanie drzwi do budynków i pojazdów itp. Laska jednak nie chroni przed przeszkodami zawieszonymi na wysokości barków i głowy osoby niewidomej.

Ważną funkcją białej laski jest informowanie otoczenia, że dany uczestnik ruchu drogowego jest osobą niewidomą. Częściowo chroni to przed wypadkiem. Laska ułatwia też uzyskanie pomocy od innych użytkowników dróg.

Drugim pęczkiem kluczy, który umożliwia otwieranie wrót w tym zewnętrznym murze są pomoce ułatwiające poruszanie się po drogach publicznych.

O białej lasce już pisałem. Jest to najbardziej uniwersalna pomoc, ale nie jedyna.

Bardzo dobrą pomocą jest pies przewodnik. Umożliwia on omijanie wszystkich przeszkód zarówno tych niskich, jak i wysokich. Pies znakomicie ułatwia poruszanie się na terenie znanym i nieznanym. Dodatkowo ułatwia nawiązywanie kontaktów z ludźmi. Psem zwykle interesuje się mnóstwo osób. Zainteresowanie to w jednych przypadkach przeszkadza, w innych natomiast pomaga.

Pies przewodnik jednak często jest pomocą kłopotliwą. Wymaga miejsca w mieszkaniu lub na podwórzu, żywienia, leczenia, pielęgnacji, wymaga zajmowania się nim. Może stanowić utrudnienie w dalekiej podróży, w niektórych sytuacjach pies jest niemile widziany, niektóre osoby boją się psów, niektóre mają na nie uczulenie.

Psem przewodnikiem może posługiwać się osoba, która lubi zwierzęta i ma odpowiednie warunki lokalowe i materialne. Musi też być osobą spokojną, nielękliwą, zdecydowaną, musi umieć dominować nad swoim psem.

W niektórych sytuacjach sprawdzają się aparaty służące do wykrywania przeszkód. W wielu sytuacjach, zwłaszcza w przypadkach, w których niewidomy podróżuje poza miejscem zamieszkania i po dalszych terenach miasta, przydatne są sprzętowe lub programowe nawigatory GPS. Umożliwiają one orientację w dużej przestrzeni, oznakowywanie miejsc, do których częściej udaje się niewidomy, wytyczanie tras, po których częściej się porusza.

Ważnym kluczem, i to kluczem francuskim, jest gromadzenie doświadczeń oraz nauczenie się korzystania z różnego rodzaju sygnałów płynących z otoczenia, które człowiek odbiera słuchem, dotykiem, węchem, resztkami wzroku, zmysłem przeszkód, zmysłem temperatury. Sygnały te trzeba nauczyć się wychwytywać, zauważać, wyodrębniać z wielu innych i interpretować. Nie każdy sygnał, nawet bardzo mocny, ma znaczenie w orientacji przestrzennej. Warkot samolotu na przykład, chociaż doskonale wybija się nad inne hałasy, nie ma żadnego znaczenia. Tak samo stojący samochód z włączonym silnikiem nie ma znaczenia, no, może tylko takie, że łatwiej go ominąć. Dźwięk taki nie występuje ciągle w tych samych miejscach i dlatego jest mało przydatny. Dźwięki, które występują stale w określonych sytuacjach, jeżeli niewidomy nauczy się je interpretować, stanowią wielką pomoc. Pisałem, że stojący samochód, który za chwilę może odjechać, nie jest punktem orientacyjnym. Co innego jadące samochody. Te umożliwiają swobodne, proste poruszanie się chodnikiem. Są doskonałym źródłem informacji, prowadnicą wzdłuż chodnika. Oczywiście, jeżeli niewidomy chce przejść przez jezdnię, pojazdy, których szum mu pomagał, teraz zaczynają przeszkadzać. Musimy tu stosować setki sposobów, odbierać setki sygnałów, zapamiętać setki szczegółów. Są to nasze klucze do tych szczelnie pozamykanych drzwi.

Nauka orientacji przestrzennej, zapamiętywanie szczegółów, umiejętność interpretacji sygnałów, stosowanie pomocy technicznych albo psów przewodników stanowią znaczne ułatwienia w samodzielnym poruszaniu się niewidomych, ale nie eliminują wszystkich trudności. Trudności te bowiem nie wynikają jedynie z cech fizycznych terenu, po którym porusza się niewidomy. Jest to ważny i mocny mur, ale nie jedyny. Mamy do pokonania jeszcze dwa inne mury odgradzające nas od świata zewnętrznego.

 Mur środkowy

 Jest to lęk i strach przed nieznanym, przed wypadkiem drogowym, przed bólem, wpadnięciem do dołu, zabłądzeniem, nietrafieniem do miejsca docelowego, a nawet strach przed śmiercią. Takie zamki nie mają fizycznego podłoża, lecz psychiczne, ale są równie trudne do pokonania jak te materialne.

Lęk występuje rzadziej i ma charakter nerwicowy. Człowiek boi się czegoś nieokreślonego, boi się, ale nie wie czego. W takim przypadku potrzebna jest pomoc psychologiczna, a czasami także psychiatryczna.

Strach natomiast ma solidne podstawy. Przy omawianiu muru zewnętrznego wymieniłem mnóstwo zagrożeń, niebezpieczeństw i różnych pułapek.

Kluczem, a raczej kluczami, do pokonania strachu są te, omówione przy pokonywaniu muru zewnętrznego, czyli nauka orientacji przestrzennej, gromadzenie doświadczeń oraz pomoce ułatwiające orientację przestrzenną z psem przewodnikiem na czele.

Nabyte umiejętności, techniki posługiwania się białą, długą laską, pomoce techniczne i pies przewodnik (nie zawsze jest on konieczny), dają poczucie bezpieczeństwa, czyli eliminują strach. Są kluczami do jego pokonania i sforsowania tego muru, tych zamków, do otwierania zamkniętych drzwi.

 

Mur wewnętrzny

Są to opory psychiczne, skrępowanie z powodu niepełnosprawności, wstyd, bo ludzie patrzą, bo czasami zachowują się nietaktownie, bo zdarzają się przypadki napadu i to nie tylko słownego. Wbrew pozorom mur ten jest najtrudniej pokonać. Świadczą o tym przypadki niewidomych, którzy chodzą bez białej laski i bez żadnych innych pomocy w rodzaju nawigatorów czy psów przewodników. Wolą narażać się na wielkie rzeczywiste niebezpieczeństwa, na wypadki, na wpadnięcie do dołu czy pod samochód, niż wziąć białą laskę do ręki. Łudzą się przy tym, że są wówczas mniej widoczni, że ich niepełnosprawność jest niezauważalna, że unikają niezdrowego zainteresowania i innych niemiłych reakcji ze strony ludzi widzących.

Użyłem określenia "łudzą się", bo rzeczywiście tak jest. Mało tego, niewidomy bez laski jest jeszcze bardziej widoczny, a przy tym nietypowe jego zachowanie nie jest zrozumiałe dla otoczenia. Niewidomy bez białej laski jest o wiele bardziej narażony na niemiłe dla siebie reakcje, bo ludzie nie wiedzą z czego wynika jego dziwne zachowanie, niepewność, ostrożność, potykanie się i potrącanie. Jedni uznają go za narkomana na haju, inni za pijanego, jeszcze inni za nienormalnego. Rezultat udawania jest zawsze niekorzystny i to niezależnie od tego, co o tym myśli osoba zainteresowana, czyli niewidoma.

Oczywiście, w innej sytuacji są osoby słabowidzące. One też powinny nosić białe laski ze względu na własne bezpieczeństwo oraz na bezpieczeństwo innych użytkowników dróg. Bywa, że osoba niewidoma albo słabowidząca uniknie niebezpieczeństwa, ale jej zachowanie spowoduje wymuszoną reakcję kierowcy, motocyklisty czy rowerzysty, która doprowadzi do katastrofy, czasami do śmierci, niekiedy nawet kilku osób. Jest to wielka odpowiedzialność osób z uszkodzonym wzrokiem, zwłaszcza z takim, który uniemożliwia dostateczną kontrolę drogi. Jeżeli osoba słabowidząca widzi na tyle, że tylko ona i odpowiedni zespół orzekający wiedzą, dlaczego została uznana za słabowidzącą, czasami nawet za niewidomą, mamy problem prawny, etyczny, moralny, ale nie praktyczny. Jest osobą widzącą niezależnie od tego, jaką legitymacją czy orzeczeniem się posługuje i może zachowywać się, jak osoba widząca. Jeżeli jednak wzrok jest naprawdę bardzo słaby, albo nie ma go zupełnie, chodzenie bez białej laski jest skrajną nieodpowiedzialnością. Jest też głupotą, bo z chęci ukrycia swojej niepełnosprawności, postępuje się tak, że staje się ona jeszcze bardziej widoczna i to w gorszym wydaniu.

Wstyd z powodu niepełnosprawności wiąże się zawsze z kontekstem społecznym, z kontaktami z ludźmi widzącymi. Przekonanie, że ludzie widzący obserwują, komentują po cichu, a czasami i głośno, że się naśmiewają jest z gruntu bezpodstawne. Oczywiście, ludzie patrzą, po to mają oczy. Rzadkie są jednak przypadki, że zachowują się niestosownie wobec niewidomych. Pewnie, że się to zdarza, ale właśnie się zdarza, a nie jest regułą. Zdarza się, że pijany uzna, iż powinien niewidomemu wyrazić swoje współczucie. Zdarza się, że przechodzień otworzy buzię i patrzy - rąbnie w słup czy nie rąbnie. Zdarza się i to nie tak rzadko, że osoby mało kulturalne koniecznie chcą wiedzieć, czy niewidomy trochę widzi i dlaczego nie widzi. Czasami też ktoś chce na siłę pomóc i to w sposób bardzo niezręczny. Zdarzają się również inne niewłaściwe zachowania. Zdecydowana większość takich zachowań wynika z braku kultury, braku taktu, z życzliwości i chęci pomocy. Tych, które wynikają z prawdziwej złośliwości, podłości czy złego stosunku do niewidomych, jest naprawdę bardzo mało. Gdybyśmy chcieli ująć je w liczby, gdybyśmy dokładnie sprawę zbadali, okazałoby się, że na tysiąc kontaktów niewidomego z osobami widzącymi, może pięć, może trzy byłyby właśnie przejawem podłości.

Niestety, niewidomi niekiedy odbierają te zachowania zupełnie inaczej. Uważają, że wszystkie one motywowane są złą wolą, wszystkie zapamiętują, zauważają ich więcej, niż jest ich w rzeczywistości i nie zauważają tych 995 czy 997 życzliwych postaw wobec nich.

Wynika to z charakteru naszej psychiki. Po pierwsze, jeżeli osoba, nie jest ważne - niewidoma czy widząca, założy jeden but czarny, a drugi beżowy i nie wie o tym, nie zauważa, że ludzie na nią patrzą. Wystarczy jednak, że ktoś jej zwróci uwagę na ten fakt, od razu wydaje się jej, że wszyscy na nią patrzą.

Po drugie człowiek ma 32 zęby. Pamięta o nich tylko wtedy, kiedy je myje. Wystarczy jednak, że jeden z trzydziestu dwóch zacznie go boleć, oj, doskonale to zauważa i zapomina o pozostałych zębach, istnieje tylko ten jeden, ten bolący.

Po trzecie, jeżeli ktoś stoi na przystanku autobusowym, deszczyk siąpi i jest zimno, widzi, że w przeciwnym kierunku pojechał już trzeci autobus jego linii, a on się nie może doczekać, przypomina sobie podobne przypadki z przeszłości i utwierdza się w przekonaniu, że ma pecha. Uważa, że wszystko przychodzi mu trudniej, nawet takie autobusy dla innych jadą, a dla niego nie. A prawda jest taka, że gdyby w krótkim czasie przyjechał jego autobus, wsiadłby, otworzył gazetę i nic by go nie obchodziło, czy w przeciwnym kierunku jadą autobusy, czy nie. Nie zwróciłby też uwagi, że może na przystanku po drugiej stronie ulicy stoją ludzie, czekają, liczą autobusy jadące w przeciwnym kierunku i uważają, że mają pecha.

Podane przykłady ułatwiają zrozumienie naszych psychicznych reakcji na niektóre wydarzenia. Rozważania o wstydzie chyba jasno wykazały, że nie jest on w żaden sposób uzasadniony, choćby dlatego, że nikt z własnej woli, nie licząc osób, które dokonały samouszkodzenia na przykład w więzieniu, nie został niewidomym albo słabowidzącym. To wszystko jest jasne, przekonujące, logiczne, tylko że nic z tego nie wynika.

Logiczne argumenty trafiają do rozumu, wstyd natomiast jest uczuciem, a nie wynikiem rozumowania. Dlatego, oprócz tych rozumowych, logicznych, potrzebne są inne argumenty, które zmienią, nie wnioski, nie oceny, nie logikę, tylko uczucia.

Znam niewidomych, którzy wszystko doskonale rozumieli, wiedzieli i uznawali, tyle że nie stosowali w życiu. Pewna pani dobrze znana w środowisku, osoba całkowicie niewidoma, całe życie chodziła bez laski. Wyglądało to naprawdę fatalnie. Jej zachowanie na ulicy rzucało się w oczy, było widoczne, niezrozumiałe i nieakceptowane. Dziesiątki ludzi widzących mówiło jej, że ma chodzić z laską. Przekonywało ją o tej konieczności również wielu niewidomych. Ona wszystko rozumiała, a postępowała po swojemu.

Znam więcej takich osób i wiem, że słowa są tu zbyt słabe, że przy ich pomocy trudno jest dotrzeć do sfery emocjonalnej, do uczuć. Moim zdaniem kluczem, który może otworzyć tę pancerną bramę jest praktyka, nie słowa. Oczywiście, podstawą musi być opanowanie technik posługiwania się długą białą laską, czasami nabycie psa przewodnika i nauczenie się z nim współpracy oraz zastosowanie innych pomocy, jeżeli jest to potrzebne i możliwe. Jest to warunkiem niezbędnym, ale niewystarczającym. Trzeba jeszcze pokonać ten wstyd. A na to znam radę bardzo skuteczną. Należy zacisnąć zęby, wstydzić się do woli i często wychodzić na ulicę z białą laską. Zapewniam, że jest to bardzo skuteczna metoda. Mało tego, że przy jej pomocy można przezwyciężyć wstyd z powodu swojej niepełnosprawności. Można, i to wcale szybko, wytworzyć inny wstyd, wstyd pokazania się na ulicy bez laski. Ten nowy wstyd jednak będzie bardzo pożyteczny, gdyż ułatwi osiągnięcie znacznego stopnia niezależności i samodzielności.

 

Jak widzimy, samodzielność w poruszaniu się po drogach publicznych jest czynnością bardzo złożoną, skomplikowaną i trudną. Brak tej umiejętności zatrzaskuje przed niewidomym wiele drzwi, utrudnia osiągnięcie dostępnego stopnia samodzielności, negatywnie wpływa na psychikę i ogranicza kontakty z ludźmi. Nabycie umiejętności samodzielnego poruszania się po drogach publicznych i podróżowania wymaga opanowania wielu umiejętności i przezwyciężenia oporów psychicznych, przede wszystkim skrępowania z powodu niepełnosprawności. Wymaga zastosowania wielu różnych kluczy.

Na wstępie napisałem, że mury odgradzające niewidomych od samodzielności w zakresie samodzielnego poruszania się po drogach publicznych trzeba pokonywać wszystkie jednocześnie, a nie po kolei. Trudno jest bowiem wyjść z białą laską na ćwiczenia bez walki ze strachem, czasami z lękiem, prawie zawsze ze wstydem. Trudno jest też pokonać strach i wstyd bez nauczenia się technik umożliwiających unikanie niebezpieczeństw i trafianie do celu. Trudno jest pokonać opory psychiczne bez opanowania niezbędnych umiejętności i bez wyrobienia sobie dystansu do niewłaściwych zachowań ludzi w stosunku do osób niewidomych, które jednak się zdarzają i będą się zdarzały jeszcze bardzo długo.

Jeżeli jednak chcemy zdobyć tę warownię, musimy dobrać klucze do wielu bram, drzwi i furtek, do wielu zamków, które chronią przed nami jej wnętrze. Zapewniam, że jest to opłacalny trud, że trud ten przyniesie pozytywne rezultaty. Zapewniam też, że niepodjęcie tego trudu zawsze będzie miało negatywne konsekwencje dla niewidomego, dla słabowidzącego, dla członków ich rodziny, dla pełnego rozwoju osób z uszkodzonym wzrokiem.