Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 8)

Drzwi zatrzaśnięte we własnym mieszkaniu

Skryba

Można postawić proste pytanie i dać prostą odpowiedź. Gdzie niewidomy może czuć się lepiej, bezpieczniej niż we własnym mieszkaniu, we własnej rodzinie? A na tak postawione pytanie nasuwa się prosta odpowiedź - nigdzie.

Czy jednak jest to prawda? Czy cała prawda? A może tylko jej część?

 

W siódmej części cyklu pisałem o potrójnych, potężnych murach, które trzeba sforsować, a raczej ciągle forsować, żeby uzyskać i zachować zdolność w zakresie samodzielnego poruszania się po drogach publicznych. Wykazałem wówczas mnóstwo bram, wrót, drzwi, drzwiczek i furtek na głucho pozamykanych przed niewidomymi i w mniejszym stopniu przed słabowidzącymi. Wcześniej chyba wykazałem realne problemy, trudności, niebezpieczeństwa, psychiczne opory, skrępowanie i strach, które czekają na niewidomego, a jeszcze bardziej na nowo ociemniałego na ulicach, w środkach transportu, w znanych i w nieznanych miejscach. A teraz piszę o własnym mieszkaniu, o drzwiach tam pozamykanych. Tak, i to nie tylko o pozamykanych drzwiach, ale również o tych otwartych, a raczej częściowo otwartych, o które tak łatwo guza nabić. To są również realne problemy, trudności, z którymi trzeba się uporać, warunki, w których trzeba nauczyć się funkcjonować.

We własnym mieszkaniu nie chodzi tylko o samodzielne poruszanie się w jakiejś przestrzeni. W tym przypadku przestrzeń ta jest niewielka i dosyć łatwa do opanowania. Na ogół nie ma też obcych gapiów, którzy patrzą, komentują, głupio zagadują. We własnym mieszkaniu znajdują się tylko domownicy, nie licząc gości, a więc osoby które znają niewidomego i ich obecność go nie krępuje. Goście natomiast przychodzą tylko sporadycznie i to są również najczęściej osoby znajome. We własnym mieszkaniu, jak już wspomniałem, trzeba nauczyć się funkcjonować na co dzień. A więc nie tylko przemieszczać się między pokojami i innymi pomieszczeniami, ale również odnajdywać szklankę na stole bez obawy jej przewrócenia, odnajdywać przedmioty, które upadły, zetrzeć coś, co się rozlało, omijać krzesła, donice z palmami, znajdować sztućce, obierać ziemniaki i wykonywać mnóstwo drobnych czynności. A to nie zawsze jest łatwe.

 

Chodzą nie tylko ludzie, ale i meble

 Jeżeli niewidomy mieszka sam i nie jest przy tym zbytnio roztargniony, stara się, żeby wszystko było na swoim miejscu, a przede wszystkim meble. Nie zostawia wysuniętych krzeseł, foteli na środku pokoju, uchylonych drzwi i drzwiczek, wysuniętych szuflad, części garderoby za każdym razem w innym miejscu. Ma też ustalony porządek w kuchni i w łazience. Wie, że jeżeli zostawi półotwarte drzwi do łazienki czy pokoju, to za chwilę boleśnie się o nie uderzy. Wie o tym i stara się unikać podobnych sytuacji. Z czasem opanuje wszystkie zakątki do perfekcji i radzi sobie całkiem dobrze. I to jest jego klucz do samodzielności.

Oczywiście, nie oznacza to, że niewidomy zawsze powinien mieszkać sam, bo mu tak najwygodniej. Tak nie jest. Są wówczas inne problemy, których samodzielnie rozwiązywać nie może, a przynajmniej nie może łatwo sobie z nimi radzić. Łatwiej mu natomiast poskromić meble, zwłaszcza te mniejsze, np. krzesła i stołki.

Jeżeli jednak mieszka z rodziną, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Wtedy nie wszystko od niego zależy. Każdy z domowników to odrębny świat charakterów, upodobań, zachowań.

Nie znaczy to, że lepiej jest, kiedy niewidomy mieszka samotnie. Tak nie jest, ale problemy są innej natury. Nikt mu nie zostawi uchylonych drzwi, nie przestawi krzeseł i foteli, nie przełoży w inne miejsce jego rzeczy. Tego wszystkiego nie będzie, ale za to musi liczyć wyłącznie na siebie. Nikt mu w niczym nie pomoże, nie licząc sporadycznych odwiedzin znajomych osób widzących. Spróbujmy jednak bardziej konkretnie zastanowić się nad różnymi sytuacjami z życia codziennego.

 

Porządek, porządek i jeszcze raz porządek

 Nie ma klucza umożliwiającego otwieranie drzwi do światła, do widzenia, do posługiwania się wzrokiem. Klucze takie znajdują czasami lekarze okuliści, ale nie zawsze. Niewidomy musi pogodzić się z koniecznością radzenia sobie bez posługiwania się wzrokiem. Jeżeli się z tym pogodzi, znajdzie uniwersalny klucz do otwierania wielu różnych drzwi, drzwiczek, bram i furtek. Jeżeli nie pogodzi się, będzie wiele pozamykanych drzwi przed nim na głucho i to na bardzo długo.

Drugim uniwersalnym kluczem jest nauczenie się odkładania wszystkiego na właściwe miejsce. Niewidomy nie może rzucić okiem i łatwo zlokalizować odłożone byle gdzie na chwilę klucze, złożoną laskę czy portmonetkę. Zdarza się również ludziom widzącym, że położą coś na chwilę tak, żeby było pod ręką i potem szukają przez kilkanaście minut, albo i dłużej. Tyle, że im szukanie przychodzi łatwiej niż niewidomemu. Niewidomy musi dotknąć każde miejsce, w którym może spodziewać się znaleźć potrzebny przedmiot, który położył byle gdzie, zamiast na jego miejscu.

Każda rzecz powinna mieć miejsce w szafie, w łazience, na wieszaku, w szufladzie, na półce. No i trzeba pamiętać, gdzie jest to miejsce.

Na ogół to pamiętanie nie jest aż tak trudne, jak się wydaje. Zdecydowana większość domowych przedmiotów i rzeczy dzieli się na rodzaje. Wiadomo, że bielizny pościelowej nikt nie trzyma w kuchni i tam jej szukać nie należy. Ubrania wiszą w szafie, a kurtki mogą wisieć w przedpokoju na wieszaku. Noże i widelce mają miejsce w szufladzie szafki kuchennej, kosmetyki, przybory do golenia w szafce lub na półce w łazience, produkty żywnościowe w lodówce, w koszyku na owoce, w chlebaku itd. Można to wszystko posegregować i nie dopuścić, żeby buty chodziły po całym mieszkaniu, raz były w szafce na buty, innym razem w pokoju przy tapczanie, albo na balkonie czy w łazience. Oczywiście, czasami trzeba zmieniać miejsce pobytu np. butów. Nikt rozsądny nie wstawi zmoczonych do szafki. Najpierw musi je wysuszyć.

Jeżeli niewidomy nauczy się trzymać w karbach wszystkie swoje rzeczy, nie będzie miał trudności w ich odnajdywaniu.

 

Problemy z domownikami

 Jeżeli niewidomy ma szczęście mieszkać z osobami pedantycznymi, których do pasji doprowadza bałagan i sam bałaganu nie lubi, nie ma problemów, a przynajmniej ma ich znacznie mniej. Jeżeli natomiast osoba albo osoby, z którymi mieszka nie rozumieją jego problemów, a trzymanie wszystkiego w porządku, na własnych miejscach, nie leży w ich naturze, trudności są niemałe.

Jak wspomniałem wyżej, uchylone drzwi mogą być przyczyną bolesnego uderzenia. To samo dotyczy wysuniętych szuflad, krzeseł wędrujących z miejsca na miejsce. Są jednak ludzie, którzy nigdy nie nauczą się porządku. W ich naturze leży bałagan. Ciągle czegoś szukają, nie pamiętają nawet o swoich najważniejszych sprawach, a co tu mówić o konieczności liczenia się z potrzebami niewidomego domownika. Oczywiście, mogą być nawet bardzo chętni do pomocy, życzliwi, ale bałaganiarze.

Niewidomy ogląda film, wstaje i wychodzi do łazienki, potknął się o wysunięty fotel i poszedł dalej, ale natknął się na drzwi otwarte do połowy. Łuk brwiowy jest bardzo bolesnym miejscem. Zaklął pod nosem i incydent się zakończył. Wrócił, siadł, sięgnął po paluszki i - filiżanka z herbatą w kawałkach na podłodze.

Tak więc kluczami do tych domowych, ale pozamykanych drzwi, są: ład i porządek, ostrożność, a także możliwie mało zmian w mieszkaniu. Klucze te jednak są w pełni skuteczne, jeżeli niewidomy mieszka sam i nie jest roztargnionym bałaganiarzem. Jeżeli jednak mieszka z innymi osobami, może być bardzo różnie.

 

Niewidomy nie powinien być tyranem

 Nie ma i nie może być wątpliwości, że utrzymywanie porządku i niedokonywanie częstych, zbędnych zmian w rozmieszczeniu mebli oraz przedmiotów na półkach, w szufladach, w szafach i w innych miejscach sprzyja samodzielności oraz komfortowi poruszania się niewidomego we własnym mieszkaniu. Nie ma też wątpliwości, że niektórzy ludzie, widzący i niewidomi, nie potrafią utrzymywać takiego porządku. Nie zawsze jest to ich wina. Często chcieliby, ale nie potrafią, zawsze wszystkiego szukają. Walka z nimi jest sprawą niemal beznadziejną, a już na pewno niekorzystną dla niewidomego.

Warto pamiętać, że każdemu się zdarza, niewidomemu również, coś zapomnieć, położyć nie tam, gdzie trzeba, zostawić wysunięte krzesło czy na półotwarte drzwi. Czy wówczas mniej boli uderzenie w twardy kant drzwi? Chyba nie, a może jest nawet gorzej, bo nie ma na kogo narzekać, kląć i się żalić. Jeżeli zdarza się coś takiego niewidomemu, powinien rozumieć, że innym osobom również może się zdarzyć i wcale nie będzie to złośliwością.

Niewidomy nie powinien być tyranem, który ciągle burczy, strofuje, kłóci się, obraża się i domaga respektowania swoich praw. Najczęściej niewiele tym osiągnie, zrazi natomiast do siebie domowników. Chyba nikt nie lubi słuchać, jakim jest bałaganiarzem, jak nie dba o niewidomego, ile przykrości i bólu mu sprawia.

Nie warto więc prowadzić wojny domowej, kiedy nie ma szans na jej wygranie, a każda wojna, nawet wygrana, powoduje straty.

W tym przypadku kluczami mogą być chyba tylko cierpliwość, wyrozumiałość i pobłażliwość. Wiem, że nie łatwo stosować takie klucze, ale nie znam innych. Trudno, jeżeli nie można czegoś zwalczyć, trzeba to polubić, a przynajmniej pogodzić się z tym.

 

Różne niespodzianki ciągle czyhają

 Poświęciłem sporo uwagi poruszaniu się po własnym mieszkaniu, potrzebie zachowania porządku oraz konsekwencjom jego braku. Pisałem również o potrzebie wyrozumiałości w stosunku do współdomowników. Nie wyczerpuje to jednak problemów, z którymi niewidomy spotyka się we własnym mieszkaniu.

Nie będę zajmował się sprzątaniem, przygotowywaniem posiłków i wykonywaniem wielu prac domowych. Każda taka czynność, każda praca, to jakieś trudności, czasami ograniczenia, a czasami niemożliwość jej wykonania. Warto jednak wiedzieć, że niemal wszystko w domu niewidomy może samodzielnie wykonać, zrobić. Nie przychodzi mu to łatwo, a już na pewno nie łatwiej niż ludziom widzącym. Prawie każda czynność wymaga od niego większego wysiłku, więcej czasu i skupienia uwagi. Nie można też twierdzić, że niewidomy wykona coś lepiej niż osoba widząca. Może zrobić równie dobrze, ale lepiej nie. Niektórzy twierdzą, że na przykład dokładniej posprzątają. Oczywiście, może tak być, ale pod warunkiem, że osoba widząca nie przykłada się zbytnio do sprzątania. Jeżeli jednak pedantyczny niewidomy chciałby współzawodniczyć w sprzątaniu z pedantyczną osobą widzącą, nie może liczyć na zwycięstwo. Pracę może wykonać równie dobrze, ale w dłuższym czasie i większym wysiłkiem.

Jak już zaznaczyłem, nie będę zajmował się wykonywaniem prac domowych. Jest ich bardzo dużo, a każda wymagałaby co najmniej kilkunastu zdań. No i powstałaby książka, a nie artykuł. Dlatego skupię się na codziennym funkcjonowaniu we własnym pokoju, kuchni, łazience, przedpokoju.

O możliwościach uderzenia się przy chodzeniu już pisałem. Wspomniałem również o niebezpieczeństwie potrącenia czegoś, przewrócenia, rozlania. Żeby takich sytuacji unikać, niewidomy musi ciągle uważać, orientować się, gdzie jest w każdej chwili, czy w miejscu tym są przedmioty, które łatwo przewrócić, sparzyć się, zbrudzić, uderzyć. Nie jest to łatwe, ale konieczne.

Niewidomy w miejscach, w których dokładnie nie wie, co się znajduje, albo wie, że są tam łatwo wywrotne przedmioty - wazon z kwiatami, filiżanka z kawą, albo takie, do których lepiej palców nie wkładać, np. talerz z sosem czy zupą, powinien poruszać się bardzo ostrożnie.

Można nauczyć się poruszać rękami dyskretnie i ostrożnie, tak żeby zorientować się, co i gdzie jest na stole. Można starać się powstrzymywać przed gestykulowaniem w czasie rozmowy. Można i trzeba nauczyć się słuchania różnych odgłosów, ich interpretowania i wykorzystywania w życiu codziennym. Można też nauczyć się różnych "sztuczek" i stosować je przy wykonywaniu rozmaitych czynności.

 

Kilka przykładów stosowania różnych metod

 Zacznę od czynności, o której się nie pisze, ale która wywołuje u niektórych ociemniałych mężczyzn zakłopotanie. Kobiety nie mają z tym problemów. Chodzi mi o oddawanie moczu. Niektórzy panowie, zwłaszcza nowo ociemniali, mają trudności, żeby sprawę tę załatwiać i nic przy tym nie zmoczyć. A wyjście jest bardzo proste. Należy postępować tak, jak kobiety i problemu nie będzie.

Może jacyś panowie mają wątpliwości, że to niby nie po męsku? Prawda, ale w toalecie przecież nikt tego nie widzi.

Ważne, że człowiek jest pewien, iż zostawia czystą toaletę, a czy było to po męsku, czy nie, to wyłącznie jego sprawa.

 

Trudność dotyczy głównie osób samotnie mieszkających, ale również tych, którzy pozostają sami w domu przez wiele godzin i muszą regularnie przyjmować leki. Zwłaszcza w starszym wieku mogą mieć z tym poważne problemy. Czasami jest to kilka różnych tabletek, które należy przyjmować dwa razy dziennie, czasami trzy, a czasami nawet pięć razy dziennie. Jak sobie z tym radzić, które i kiedy brać lekarstwa?

Można łatwo trudność tę pokonać. Wystarczy samodzielnie, jeżeli jest to możliwe, albo przy pomocy osoby widzącej przygotować leki na cały dzień. Można to zrobić wieczorem na dzień następny. Tabletki, które przyjmujemy wieczorem należy położyć na talerzyku, na nim postawić drugi talerzyk, a na nim te tabletki, które trzeba przyjąć w południe. Na tym drugim talerzyku stawiamy trzeci, a na nim leki, które przeznaczone są na rano. Jeżeli leki należy przyjmować pięć razy, stosujemy pięć talerzyków.

W ten sposób wiadomo, które leki należy przyjmować o danej porze dnia, a dodatkowo łatwo sprawdzić, czy leki zostały przyjęte. Przy trudnościach z pamięcią jest to bardzo ważne.

Niekiedy trzeba przyjmować kropelki, z tym również niewidomi sobie radzą. Należy wziąć wkraplacz, nabrać leku i delikatnie pociskać najlepiej nad plastikową szklaneczką - może być zwykła po jogurcie. Wtedy doskonale słychać każdą kroplę i łatwo je policzyć. Następnie należy dolać trochę przegotowanej wody, poruszać szklaneczką i wypić.

Niewidomi chorzy na cukrzycę radzą również sobie z zastrzykami z insuliny. Jest to możliwe, i wcale nie takie trudne, ale lepiej jeżeli nauczy tego wykwalifikowana osoba, pielęgniarka albo lekarz.

 

Zaparzanie kawy czy herbaty - niby sprawa prosta, a jednak chyba nie do końca prosta.

 Nalanie gorącej wody do szklanki dla osób widzących nie stanowi żadnej trudności. Pewnie nawet nie wiedzą, jakie można przy tym stosować sposoby. Nie wiedzą o tym członkowie rodzin osób nowo ociemniałych, nie wiedzą też osoby nowo ociemniałe. Jest kilka takich sposobów. Są to:

* na temperaturę - szklankę stojącą na stole trzyma się palcami i wyczuwa zmianę temperatury,

* na ciężar - trzyma się szklankę w ręce i wyczuwa zmianę jej ciężaru,

* na słuch - w miarę napełniania szklanki lejąca się woda zmienia dźwięk,

* z zastosowaniem wskaźnika poziomu cieczy - woda zamyka obwód elektryczny i urządzenie wydaje dźwięk.

Uniknąć przelania można też gotując tylko tyle wody, ile mieści się w szklance. Wówczas do małego czajnika elektrycznego czy innego, wlewamy szklankę zimnej wody, gotujemy i przelewamy do szklanki, do której wcześniej wsypaliśmy kawę, albo włożyliśmy ekspresową herbatę.

W każdym przypadku, kiedy mamy nalewać do szklanki czy filiżanki wodę albo jakiś napój, dobrze jest postawić ją na większym talerzyku. Wówczas nawet, jeżeli rozleje się trochę, nie zmoczy stołu. Z talerzyka łatwo będzie wylać wodę do zlewu i po sprawie.

Wszystko to trudne nie jest, ale wymaga doświadczenia i przede wszystkim przezwyciężenia strachu przed oparzeniem, rozlaniem, pobrudzeniem.

 

Częstym problemem jest odnajdywanie niewielkich przedmiotów, które nam upadają. Zdarza się, że wypada coś z ręki, z kieszeni przy wyjmowaniu np. chusteczki, spada coś potrącone na stole.

Najważniejsze jest wówczas słuchanie, gdzie to coś upadło, czy się potoczyło, może rozbiło. Oczywiście, nie jest to doskonała metoda. Lokalizacja dźwięków nie jest bardzo dokładna, nie wszystkie spadające przedmioty wydają dźwięk, a i te, które powinno być dobrze słychać, jeżeli spadną np. na dywan... Na to jednak rady nie ma.

Jeżeli uda się chociażby w przybliżeniu określić, gdzie leży przedmiot, który upadł, łatwiej będzie go odnaleźć. Wówczas mniejszą powierzchnię podłogi trzeba przeszukać.

W przypadku, kiedy upadnie przedmiot metalowy typu klucze, czy z innego twardego tworzywa, można poszukiwać go stopami. Trzeba przy tym poruszać się ostrożnie, żeby zguby nie kopnąć, bo poleci w jakiś kąt i dopiero będą kłopoty z jej odnalezieniem.

Poszukiwania trzeba rozpocząć od przypuszczalnego miejsca upadku i zataczać coraz szersze kręgi.

Niestety, w praktyce nie jest to takie proste. Rzadko kiedy nam coś upada w dużym, pustym pokoju. Częściej w miejscach, w których znajdują się stoły, szafki, krzesła i inne meble. Wówczas nasza zguba może się gdzieś "schować" w kąciku, np. za nóżką szafki. Wtedy stopami jej nie znajdziemy.

Stopami nie można poszukiwać również przedmiotów, które łatwo uszkodzić, zniszczyć, albo są tak małe, że trudno je wyczuć. Wówczas do poszukiwań trzeba użyć dłoni.

Metoda poszukiwania jest podobna do tej, którą stosuje się stopami. Również trzeba zacząć od przypuszczalnego miejsca upadku i dłonie przesuwać coraz po większych okręgach. Dłońmi, albo tylko palcami, można "zajrzeć" również w miejsca trudniej dostępne.

Trzeba tu pamiętać o zachowaniu ostrożności. Problemem może być samo pochylanie się, żeby móc poszukiwać na podłodze. O tym jednak za chwilę, bo jest to czynność bardzo ważna, a metoda pochylania się ma zastosowanie również w innych sytuacjach.

Dłońmi należy ostrożnie operować, bo można się skaleczyć kawałkiem szkła, jeżeli wcześniej coś się stłukło, albo można się ubrudzić. No i po takim poszukiwaniu należy dokładnie umyć ręce.

Jeżeli trzeba poszukiwać małego przedmiotu na dużej powierzchni, można użyć laski. Kładziemy ją na podłodze i delikatnie przesuwamy. W ten sposób badamy od razu pas podłogi szeroki na długość laski. Metoda ta jednak nie ma zastosowania w pomieszczeniach, w których znajduje się dużo mebli.

 

Schylanie

 Jak już wspomniałem, pochylanie się może być niebezpieczne. Przy tej czynności łatwo uderzyć nosem, łukiem brwiowym czy czołem w kant stołu, uchylone drzwiczki szafki, czy wysuniętą szufladę. Jeżeli chcemy tego uniknąć, a chyba każdy chce, należy przykucać, a nie się pochylać. Nie zawsze jest to wygodne, ale jest bezpieczne.

 

Przykre czynności

Jeżeli niewidomy mieszka sam, musi liczyć się z wykonywaniem czynności, które nie należą do przyjemnych.

Oczywiście, nie musi wybierać rękami śmieci z kosza. Wystarczy jeżeli wcześniej włoży tam odpowiednią plastikową torebkę. Nie w każdej sytuacji jednak, tak łatwo można sobie poradzić.

Niewidomy wraca ze spaceru, z zakupów czy skądkolwiek. Za każdym razem jego obuwie wymaga czyszczenia. Nie jest to wielki problem, ale jak rozpoznać - wdepnął w błoto czy w psie odchody? Niestety, z kulturą naszych rodaków pod tym względem nie jest najlepiej i zdarza się często taka "przyjemność". Trudno palcami badać podobne zabrudzenie. A jeżeli jeszcze mamy buty tzw. traktory - brr... Lepiej nie mówić. Jeżeli ktoś ma dobry węch, od razu wie, w co wdepnął. Wie czy nie wie, mimo to but musi być wyczyszczony. Jeżeli jednak okaże się, że mamy do czynienia z pamiątką po czyimś piesku... A przecież trudno jest wyrzucać obuwie po takich przygodach.

Podobnie może być ze smołą, przyklejonymi jesiennymi liśćmi i innym brudem.

Trudno temu zaradzić i trudno stosować coś więcej, jak gumowe rękawiczki, szpachelkę, szpikulec, twardą szczotkę i wreszcie mokrą ścierkę. Mimo że nie jest to ani miłe, ani przyjemne i o takich sprawach należy wiedzieć, pamiętać i nauczyć się sobie z nimi radzić.

 

Współmieszkańcy powinni też się czegoś nauczyć

Nie wymagajmy od ludzi zbyt wiele, żebyśmy nie stali się zbyt uciążliwi we współżyciu. Mimo tej zasady, dobrze jest, jeżeli współmieszkańcy niewidomego poznają kilka prostych zasad i starają się możliwie mało przesuwać, przestawiać, zmieniać. Niestety, nie da się zupełnie tego uniknąć. Dobrze więc będzie, jeżeli będą starali się informować o dokonanych zmianach.

Osoby wspólnie zamieszkujące powinny wiedzieć, że niewidomego należy nieco inaczej informować o potrzebnych miejscach. Nie może to być słowo "tam" i wskazanie ręką. Trzeba raczej powiedzieć: na stoliku okolicznościowym, w kącie przy oknie, na pralce, na parapecie, na drugiej półce z lewej. Słowo "tam" i pokazanie ręką jest całkowicie niezrozumiałe, nie zawiera niemal żadnej informacji.

Ważne są kierunki w lewo, w prawo. Tu trzeba pamiętać, i to zarówno osoba widząca jak i niewidoma, że jest to określenie względne. Jeżeli informacja dotyczy sytuacji statycznych, nie ma sprawy. Kiedy jednak niewidomy usłyszy, że jabłko leży z lewej i będzie to lewa strona osoby siedzącej naprzeciwko, nic się nie stanie. Niewidomy sięgnie w lewo, swoją lewą, a osoba informująca poprawi wcześniejszą informację. Lewa i prawa osób siedzących naprzeciwko to nie jest ta sama strona.

Gorzej jest, jeżeli taka informacja padnie w celu ostrzeżenia przed zderzeniem się niewidomego np. z uchylonymi drzwiami. Wówczas zamiast je ominąć, niewidomy wpadnie na przeszkodę. Jest to groźne, zwłaszcza na ulicy, kiedy niewidomy idzie prosto na słup czy kosz na śmieci. Ale w tym przypadku to niewidomy powinien pamiętać, że informacja w lewo, w prawo jest tylko wówczas prawdziwa, gdy osoba informująca znajduje się z tyłu. Wówczas lewa i prawa jest dla obydwu osób ta sama. Jeżeli informacji udziela osoba znajdująca się przed niewidomym, wówczas nic nie wiadomo. Może ona odwróciła sytuację i uwzględniła kierunek w odniesieniu do ciała osoby niewidomej, albo nie odwróciła i podała kierunek zgodny z własnym ciałem. Ponieważ niewidomy nie wie, co dla informatora było punktem odniesienia, nie powinien kierować się w żadną stronę. Powinien stanąć i ustalić, który kierunek miała na myśli osoba informująca.

Przy informowaniu niewidomego w bardzo małej przestrzeni, tj. o rozmieszczeniu składników posiłku na talerzu, dobrze jest posługiwać się metodą zegara - pieczeń na dziewiątej, ziemniaki na drugiej, a buraczki na szóstej.

Dobrze jest, jeżeli osoby widzące opanują podobne umiejętności, ale należy pamiętać, że nie przychodzi im to łatwo. One na co dzień posługują się wzrokiem i nie mają potrzeby pamiętać o podobnych drobiazgach. Potrzebę taką mają niewidomi i to od nich więcej zależy. To oni mogą używać odpowiednich kluczy i nauczyć posługiwania się nimi bliskie osoby widzące.

 

W każdej sytuacji należy inaczej postępować, stosować inne metody, zwracać uwagę na inne zagrożenia. W ogrodzie mogą to być kolce krzaku berberysu albo pokrzywy, w komórce albo w piwnicy można potrącić słoik, u znajomych w mieszkaniu mogło się coś zmienić od ostatniego naszego pobytu, albo niedokładnie pamiętamy lokalizację mebli.

Opanowanie umiejętności postępowania w różnych okolicznościach i miejscach, korzystania z sygnałów dźwiękowych, charakterystycznych dla różnych miejsc, stosowania różnych sposobów i zachowywania ostrożności - są to klucze, które otwierają nam drzwi do samodzielności. Oczywiście, pamiętamy o porządku, o odkładaniu rzeczy na ich miejsca i o innych sposobach zachowania. Stosujmy je, a będzie nam łatwiej żyć i z nami będzie łatwiej żyć. Stosujmy sprawdzone metody i poszukujmy nowych. Rozmawiajmy też ze znajomymi niewidomymi o podobnych sprawach. Od każdego można się czegoś dowiedzieć, bo każdy ma jakieś doświadczenia, czasami bardzo bogate. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Można skorzystać z istniejących kluczy i kluczyków, które pasują do tych drzwi, które występują w naszym bliższym i dalszym otoczeniu.