Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Klucz do samodzielności (cz. 9)

Pozamykane drzwi w wyglądzie osoby niewidomej

Skryba 

Niewidomi napotykają różnego rodzaju przeszkody, drzwi pozamykane przed nimi, również tam, gdzie się ich nie spodziewają. W poprzednim odcinku pisałem o przeszkodach, które muszą pokonywać we własnym mieszkaniu. Tu jednak ich kłopoty ani się nie zaczynają, ani nie kończą. Teraz przedmiotem moich rozważań będzie wygląd niewidomych, a raczej trudności w jego utrzymaniu na poziomie obowiązującym w społeczności, w której żyją.

Nie szata zdobi człowieka. Właśnie, czy nie szata?

Jak cię widzą, tak cię piszą. A więc jak to jest z tą szatą?

 

Nie zamierzam dawać rad odnoszących się do estetyki, mody, wyglądu i podobnych spraw. Z modą to jest tak, jak w tym dowcipie. Dwaj panowie stoją przed sklepem z damską odzieżą i czytają plakat: "Ostatnia moda". Jeden z nich mówi: "No, nareszcie ostatnia!"

Ponieważ nie wierzę w "ostatnią modę", nie będę radził, jak modnie wyglądać. Chcę natomiast zwrócić uwagę na trudności osób niewidomych w doborze ubioru, w zachowaniu własnego stylu ubierania się czy w ogóle przyzwoitego wyglądu.

 

Przed lustrem

Pomyślmy tylko, ile razy dziennie młoda kobieta ogląda się w lustrze. Oczywiście, starsze panie i panowie również cenią sobie zwierciadło i oglądają go przy różnych okazjach. A niewidomi...?

A niewidomi nie mogą tego robić. Nie mogą samodzielnie kontrolować swojego wyglądu. Nie mogą dobierać części garderoby pod względem kolorystycznym, pod względem kroju, mody, własnych upodobań. Nie pomoże tu żaden tester kolorów. Przy jego pomocy można uniknąć zestawiania kolorów, które "się gryzą", ale to nie wystarczy. Niewidomy musiałby bardzo dużo pamiętać na ten temat i ciągle pamięć tę wzbogacać. Myślę, że nawet przy usilnych staraniach dobór odzieży do własnej urody w zestawieniu z obowiązującą modą nie jest możliwy, a już na pewno nie jest możliwe uwzględnienie wszelkich odcieni, subtelności, czegoś nieuchwytnego, co "szyku zadaje".

Zmienia się moda i to pod różnymi względami. Raz nosi się suknie długie, raz krótkie albo średnie, raz dopasowane, a innym razem luźne, raz takie, a innym razem inne. Spodnie raz są poszerzane u dołu, innym razem wąskie, z mankietami albo bez mankietów, spodnie sportowe i jakie jeszcze?

Dodatki, torebki, szaliki, rękawiczki, kapelusze z wielkimi rondami, ze strusim piórem, toczki, berety, czapeczki, chusteczki w kieszonkach i co jeszcze?

Kolorystyka również ulega zmianom. Suknie błyszczące, matowe, beżowe, pastelowe, jaskrawe, miękkie, z materiałów lejących się albo ciężkich, wcięte i przecięte, z małymi i wielkimi dekoltami, z rękawami długimi, krótkimi i bez rękawów, z materiałów jednolitych i we wzory bardzo zdecydowane albo subtelne. Mogą to być suknie, spódnice i bluzki, żakiety, spodnie i spodniumy.

Fryzura - fantazyjna, prosta, loki, a może najlepiej brylantyny użyć?

Kosmetyki - puder, jego kolor, odcień, dopasowane do cery, do koloru włosów, pomadka do ust, też w kolorach i odcieniach, tusz do oczu i co jeszcze? A wszystko to się zmienia. A wszystko jest ładne, kiedy jest modne. Przestaje być modne i przestaje być ładne, szykowne, eleganckie.

Niemal wszystko to dotyczy kobiet. Męskie ubiory nie wykazują aż tyle fantazji, ale przecież również się zmieniają.

Jak sobie z tym poradzić bez sprawdzania efektów w zwierciadle? Jak na bieżąco dopasowywać wszystkie szczegóły? Czy pamiętać wszystkie detale, czy jakieś zasady? Ale przecież nie ma żadnych stałych zasad. To co było eleganckie przed kilkoma laty, teraz wywołuje zdziwienie.

 

Oglądanie się w społecznym zwierciadle

Wszyscy ludzie, a przede wszystkim kobiety, często, bardzo często oglądają się, nie tylko w lustrze, ale również w "społecznym zwierciadle". Każdy wychodząc na ulice, spotykając innych ludzi w sklepie, w biurze, w kościele, w teatrze widzi ich ubiory, style,, kolory, odcienie, fasony i porównuje z własnym ubiorem. Widzi, że osoby tęgie lepiej wyglądają w takich kolorach i fasonach, szczupłe w innych, młodym to pasuje, starszym coś innego. Jest to lustro społeczne. Oprócz tego, że każdy ogląda innych ludzi w różnych strojach, ogląda również swoją osobę oczami innych ludzi. Obserwując reakcje znajomych i nieznajomych, ludzie wiedzą czy ich ubiór się podoba, czy robi wrażenie, czy wywołuje ironiczne uśmiechy, a może komplementy.

W tym miejscu muszę dodać, że niewidomy nie tylko nie może obserwować reakcji ludzi na swój wygląd, ale nie może też oczekiwać, że znajomi, nie mówiąc już o nieznajomych, chętnie będą go informowali o jego ubiorze. Oceniać będą, ale oceny te najczęściej zachowają dla siebie. Nie chcą przecież niewidomemu sprawiać przykrości.

Wszystko to również nie jest dostępne niewidomym. Wszystko to sprawia, że zamykają się przed nimi jakieś drzwi, do których trzeba klucze dopasować.

 

Blindyzmy

Są to zachowania niektórych niewidomych polegające na wykonywaniu bezcelowych ruchów lub czynności, np. kołysanie się, potrząsanie lub kręcenie głową, zbytnie podnoszenie nóg przy chodzeniu, a także brak mimiki i gestykulacji.

Tego rodzaju zachowania kształtują się już w dzieciństwie, a rodzice i wychowawcy nie zawsze podejmują starania w celu ich wyeliminowania. Dodam, że słowne zwracanie uwagi, zakazy, prośby, ostrzeżenia nie są tu skuteczne. Przyczyną takich zachowań, albo jedną z przyczyn, jest brak ruchu. Dlatego konieczne jest zapewnienie dziecku możliwości biegania, wysiłku fizycznego i innych form aktywności.

Badacze przedmiotu różnie określają blindyzmy i przyczyny ich powstawania. Przytaczam określenie tego zjawiska przez Zofię Sękowską. Rozróżnia ona 4 grupy blindyzmów:

1. Ruchy czy zespoły ruchów (czynności) w danej sytuacji nieuzasadnione i niepotrzebne, jak kołysanie się w tył i w przód lub w lewo i prawo, potrząsanie głową, kręcenie się w kółko itp.

2. Brak ruchów czy zespołów ruchów potrzebnych w danej sytuacji, a więc przyjmowanie postawy lub zachowanie odbiegające od przyjętych form lub obyczajów, np. brak rytmicznego kołysamia przedramion, towarzyszącego zwykle chodzeniu, chód na sztywnych nogach, brak gestykulacji i mimiki przy mówieniu.

3. Odruchy obronne zmierzające do spostrzegania przeszkody i jej ominięcia, jak: podnoszenie nóg celem zbadania nierówności terenu stopą, odchylanie tułowia w tył, aby ochronić twarz, wyciąganie przed siebie rąk.

4. Miny i pozy, które są obronną reakcją na cierpienie i wyrażają się w mrużeniu oczu, przecieraniu ich, odwracaniu od światła lub opuszczaniu głowy.

 Oprócz braku dostatecznej ilości ruchu przyczyną blindyzmów jest brak możliwości obserwowania przez niewidome dziecko zachowań innych dzieci i uczenia się przez naśladownictwo. I w tym przypadku brakuje tego społecznego zwierciadła, które umożliwia porównywanie własnych zachowań z zachowaniami innych ludzi i przejmowania tych, które są najpopularniejsze w danej społeczności.

Opanowanie mimiki jest również uczeniem się przez naśladownictwo. Niewidome dzieci nie mają takiej możliwości. Dlatego u niektórych niewidomych twarz jest martwa, bez wyrazu. Ich twarz nie wyraża nastroju w sposób przyjęty w danej społeczności czy nawet w danej cywilizacji. Utrudnia to kontakty z ludźmi.

 Nauczenie dziecka prawidłowej mimiki nie należy do zadań łatwych. Jak się wydaje, bez fachowej pomocy, rodzice i wychowawcy rzadko potrafią uporać się z tym problemem.

 Ukształtowane w dzieciństwie sposoby zachowań trudno jest zmienić w dalszym życiu. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest to prawie niemożliwe, a już na pewno nie może tego zmienić sam niewidomy ani jego najbliżsi. Słowa tu nic nie pomogą. Konieczna jest pomoc fachowców, a i wówczas nie można oczekiwać łatwego przezwyciężenia trudności.

Ponieważ trudno jest wyeliminować blindyzmy i brak mimiki, trudno jest też zaproponować klucz, który otworzy ten zardzewiały zamek. Można tylko zaapelować do osób widzących, żeby starały się tolerować takie zachowania niektórych osób niewidomych. Jeżeli nie mogą oni opanować blindyzmów, trudno jest mieć do nich o to pretensję. Konieczna jest wyrozumiałość, mimo że widok może nie należeć do najprzyjemniejszych.

 

Plamy, pobrudzenia

Niewidomy nie może obejrzeć się w lustrze ani w spojrzeniach ludzi na ulicy. To zrozumiałe, ale nie oznacza, że nie stwarza wielkich problemów. Pisałem o modzie, stylu, o kolorach, ale to nie wszystko. Problemy są też z utrzymaniem odzieży w czystości. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby niewidomy prał, prasował i czyścił. Nie gwarantuje to jednak utrzymania odzieży w należytej czystości.

Niewidomy łatwo może się o coś otrzeć, zbrudzić rękaw kurtki czy sweterka. Łatwo może splamić ubranie sosem, masłem, owocem i wieloma innymi substancjami.

Tak, łatwo może się ubrudzić czy splamić, ale łatwo nie może stwierdzić, że takie coś mu się przydarzyło. Jeżeli nawet dowie się, że ma plamę, to jej dokładna lokalizacja i usunięcie nie jest sprawą prostą. Każdy rodzaj plamy usuwa się czym innym, a i wycelowanie odplamiaczem w plamę proste nie jest. Nie można też stwierdzić, czy już zniknęła. A wiadomo, że nawet eleganckie ubranie, suknia, czy kapelusik z plamą ładnie nie wygląda.

Problem można zlikwidować tylko w jeden sposób - trzeba pytać, czy odzież jest w porządku, a jeżeli nie jest, poprosić osobę zaprzyjaźnioną, sąsiadkę, czy kogoś z rodziny o wyczyszczenie plamy albo oddać ubranie do pralni.

Można również dowiedzieć się od osoby widzącej, gdzie dokładnie plama się usadowiła, czym przypuszczalnie została spowodowana, zaznaczyć to miejsce jakąś szpilką czy agrafką i zabrać się do czyszczenia. Niestety, po wyczyszczeniu należy znowu zapytać, czy plama zeszła. Tak czy owak, niewidomy sam, bez pytania i bez pomocy osób widzących z podobnym problemem sobie nie poradzi, a nawet jeżeli mu się to uda, nie będzie miał pewności, czy jego wysiłki zostały uwieńczone sukcesem, czyli definitywnym zniknięciem plamy.

Na szczęście, w przypadku plam czy innych zbrudzeń, ludzie widzący nie mają oporów, żeby o tym powiedzieć. Przy innych sytuacjach sprawa wygląda znacznie gorzej, ale o tym w podrozdziałku "Psychiczne i społeczne opory przed zwracaniem uwagi niewidomym".

 

Psychiczne zamki w strojach osób niewidomych

Ludzie kontrolują swój wygląd ciągle, niemal w każdej sytuacji. Czynią to nawykowo, prawie bez udziału świadomości. Wiedzą, że wychodząc z domu muszą sprawdzić, czy ich ubranie jest pod każdym względem w porządku. Najczęściej takim sprawdzianem jest lustro, ale czasami również pytanie innych osób.

Niewidomi nie wytwarzają takich nawykowych zachowań w odniesieniu do swojego wyglądu. Jeżeli mieszkają z osobami widzącymi, łatwiej im to przychodzi, bo mają więcej możliwości, żeby zapytać, czy ich wygląd jest przyzwoity. Jeżeli nawet tego nie czynią, widząca żona, matka, siostra, mąż czy inny widzący współmieszkaniec zwróci uwagę, popatrzy i powie, że szalik nie pasuje do tej kurtki itd. Niewidomy, jeżeli mieszka sam, może działać wyłącznie na pamięć. A ta pamięć, jeżeli nie jest ciągle aktualizowana, może płatać brzydkie psikusy.

Niewidomy zapamiętał, że bardzo mu do twarzy w jakimś wdzianku i wdzianko to bardzo polubił. I rzeczywiście, było mu w nim do twarzy, ale wówczas, kiedy wdzianko to było modne. Moda się zmieniła i wdzianko przestało być twarzowe.

Niewidomy rzadko wychodzi z domu, a więc nie niszczy płaszczy, kurtek i podobnych okryć. Ma więc taki płaszczyk pamiętający kartki i socjalizm, ale w dobrym stanie. Kiedy musi wyjść z domu, a jest chłodno, chętnie nakłada ten płaszczyk. Ludzie patrzą i się dziwują, skąd on coś takiego wytrzasnął.

Niewidomy zapamiętał, że w niektórych środowiskach do elegancji należało noszenie białych skarpetek. Kupił więc białe skarpetki i nakłada je w każdym przypadku, kiedy chce wyglądać elegancko. Cóż, kiedy już wszyscy zapomnieli o takich skarpetkach. Przestały one być modne i przestały być eleganckie.

To samo dotyczy kapeluszy, krawatów, bucików i każdej widocznej części garderoby. Gdyby niewidome panie żyły dostatecznie długo, może by jeszcze krynoliny nosiły.

Niedostosowanie ubioru do obowiązujących kanonów negatywnie wyróżnia niektórych niewidomych. Niektórzy twierdzą, że już z daleka widać, że idzie osoba niewidoma, której ubiór nie pasuje do jej sylwetki i nie jest modny. Są to porządnie zamknięte drzwi, z otwieraniem których niewidomi muszą borykać się na co dzień.

 

Twój styl

Osoby eleganckie, to niekoniecznie te, które ubierają się zgodnie z ostatnim krzykiem mody. Oczywiście, ich strój nie może przypominać zdjęć sprzed pierwszej wojny światowej, ale nie musi też być identyczny z tymi z żurnali mody. Ważne jest zachowanie własnego stylu. Trudno uniwersalnie określić taki styl. Czasem jest to podkreślanie swego charakteru mocnymi kolorami i "przodującymi" fasonami. Częściej jednak taki własny styl polega na subtelnym, delikatnym dopasowywaniem obowiązującej mody do własnych upodobań, do własnej sylwetki i urody. Mówi się tu o smaku. Taki własny styl może pozytywnie wyróżniać, zyskiwać uznanie i sprawiać zadowolenie. Niestety, niewidomy nie może zachować własnego stylu. Nie ma z czym go porównywać i nie może go oceniać. Tak więc niby prosta sprawa, a jednak sprawia trudności niemal nie do pokonania.

 

Klucze do przyzwoitego stroju

Nie ma możliwości samodzielnego pokonywania trudności związanych z ubiorem, modą, elegancją, zachowaniem własnego stylu. Trzeba korzystać z pomocy osób widzących. Trzeba, ale jak to robić?

Jeżeli będziemy pytali zawsze jedną osobę, to oznacza, że będziemy stosowali się do jej gustu, do jej stylu, do jej poglądów na temat ubioru. Jeżeli natomiast będziemy za każdym razem pytali inną osobę, zachowanie jakiegokolwiek stylu nie będzie możliwe. Mało tego, możemy otrzymywać sprzeczne opinie.

Mimo tych trudności, kluczem do odzieżowych drzwi może być tylko pytanie, ciągłe pytanie, pytanie wielu osób. To, że będziemy otrzymywali sprzeczne opinie, początkowo będzie trudne, ale po pewnym czasie uda się wyrobić sobie własny pogląd i coś w rodzaju własnego stylu.

Oczywiście, jeżeli osoba niewidoma mieszka z widzącym współmałżonkiem, widzącymi rodzicami, widzącym rodzeństwem, sprawa jest dosyć prosta. Też są pewnego rodzaju niebezpieczeństwa, zwłaszcza z pogodzeniem gustów osób młodych z gustami ich rodziców, ale mimo wszystko łatwiej jest sobie poradzić. Najgorzej sprawa wygląda, kiedy niewidomy mieszka sam i nie ma możliwości bieżącego konsultowania problemów dotyczących własnego wyglądu, odzieży, obuwia, fryzury. Najgorzej jest, jeżeli osoba niewidoma mieszka sama i nie odczuwa potrzeby pytania o własny wygląd. Jest to nawet zrozumiałe - nie widzi jak wygląda, więc problem nie istnieje. Rzeczywiście nie istnieje dla niej, nie istnieje w jej świadomości, ale istnieje w kontaktach z innymi ludźmi i to istnieje w bardzo przykrym wymiarze.

O braku świadomości istnienia podobnych problemów świadczy stosunek niektórych niewidomych do noszenia ciemnych okularów. Ponieważ noszenie takich okularów nie zawsze jest wygodne, a nie ma możliwości obserwowania, jakie wrażenie wywierają na osobach widzących zniekształcone oczy albo puste oczodoły, nie powstaje potrzeba ich noszenia. Dla otoczenia widok taki jest przykry, nieestetyczny, a dla niektórych niewidomych problem nie istnieje. Wiele osób widzących zwraca uwagę, oczywiście w sensie ogólnym, że brak ciemnych okularów jest niekorzystny. Mimo to są niewidomi, do których fakt ten nie dociera. Niektórzy nie przyjmują do siebie uwag przekazywanych przez instruktorów rehabilitacji oraz niewidomych, którzy rozumieją omawiany problem. A przecież tak niewielkim kosztem i niewielkim wysiłkiem można znacznie poprawić swój wygląd.

Ciemne okulary, podobnie jak ubranie, obuwie i dodatki, muszą być dobrane do kształtu twarzy niewidomego, do jego cery, do koloru włosów i może jeszcze do czegoś. Dobrać okulary mogą dobrze tylko osoby widzące. Sam niewidomy nie może tego dokonać, no, chyba że tylko przypadkiem kupi takie, które są dla niego odpowiednie. Może wybrać takie, które są wygodne, ale estetycznych nie.

Ciemne okulary, chociaż ze wszech miar są dla aparycji niewidomych korzystne, mogą powodować też pewne problemy. Dotyczy to osób bardzo słabo widzących, które wykorzystują resztki wzroku przy orientacji przestrzennej. Ciemne okulary, w tym przypadku, ograniczają możliwości posługiwania się bardzo słabym wzrokiem. Osoby te powinny zawsze nosić ciemne okulary, na ulicy - w kieszeni lub torebce, a w autobusie czy podobnych miejscach - na nosie. Jeżeli muszą posługiwać się wzrokiem, zdejmują okulary, jeżeli nie muszą, mają je na nosie.

 

Psychiczne i społeczne opory przed zwracaniem uwagi niewidomym

Kluczem do przyzwoitego wyglądu są, jak starałem się to wykazać, konsultacje z osobami widzącymi. To jednak łatwo powiedzieć, ale znacznie trudniej stosować w codziennym życiu.

Niektórzy niewidomi nie uświadamiają sobie takiej konieczności, inne krępują się pytać. To jednak jest nieco mniejszy problem. Łatwiej jest bowiem przekonywać niewidomych do takiej konieczności niż osoby widzące do udzielania szczerych rad, wyrażania opinii, konieczności zwracania uwagi.

Napisałem, że łatwiej jest przekonywać niewidomych, ale nie oznacza to, że łatwo. Świadczy o tym niechęć niektórych niewidomych do noszenia ciemnych okularów. Problemy z przekonywaniem osób widzących jednak są znacznie trudniejsze.

Po pierwsze trudniej jest dotrzeć do osób widzących z informacjami i z argumentami. Trudno wymagać, żeby wszyscy byli szczególnie zainteresowani specjalistyczną publicystyką dotyczącą osób z uszkodzonym wzrokiem. Trudno sobie wyobrazić, że przez tydzień od zamieszczenia tego artykułu na internetowej stronie Fundacji KLUCZ przeczyta go kilka milionów osób. A przecież nie wiadomo z kim może konsultować omawiane sprawy niewidomy zamieszkały w Cieszynie, Łodzi i w Sejnach.

Po drugie osoby widzące mają wielkie opory przed udzielaniem rad osobom niewidomym i wyrażaniem opinii wprost do nich albo w ich obecności. Jest to zrozumiałe. Opory takie mają nawet osoby, które dobrze znają niewidomych, a nawet takie, które dobrze znają niewidomego potrzebującego ingerencji w jego ubiór. Nie są one pewne czy nie urażą, czy nie sprawią przykrości, czy nie popsują sobie stosunków z niewidomym, któremu zdecydują się w ten sposób pomóc. Rezultat jest taki, że nie mówią, nie radzą, nie opiniują. Trzeba dodać, że rzeczywiście jest to problem. Zdarza się, że ktoś raz spróbuje, spotka się z niechęcią, czy nawet pretensjami i więcej tego nie robi. Zdarza się, że nawet instruktorzy rehabilitacji, których obowiązkiem jest zwracanie uwagi również na ubiór niewidomego, przez delikatność albo przez to, że się już "sparzyli", tego nie robią.

Po trzecie osoby widzące, z własnej inicjatywy, jeżeli nie dotyczy to osób bliskich, nie powinni tego robić. W ten sposób będzie bezpieczniej. Nie wiadomo bowiem, jak niewidomy przyjmie uwagi, czy się nie obrazi, czy nie będzie mu przykro, czy wreszcie nie zwymyśla nieproszonego doradcę.

Niewidomi natomiast powinni sobie dobrze uświadomić, że w ich interesie leży pytanie, ciągłe pytanie, radzenie się, konsultowanie. Powinni wiedzieć, że to od nich zależy, żeby mieć bieżące, rzetelne informacje, bo osoby widzące nieproszone, raczej radzić nie będą, a bez ich pomocy niewidomy może czasami wyglądać jak nie z tego świata.

Powinni też znać powiedzenie: kto pyta jest raz głupi, kto nie pyta, głupi jest całe życie. I ta mądrość doskonale sprawdza się w stosunku niewidomych do własnego wyglądu, do pytania o wygląd, o dobór wszystkiego, co doboru wymaga.

Niewidomi powinni też nauczyć się rozróżniać subtelności wypowiedzi. Ludzie widzący, nawet pytani, nie zawsze wprost i zdecydowanie zechcą wyrażać swoje opinie. Jeżeli będą one pozytywne, powiedzą bez oporów. Jeżeli jednak będą mieli zastrzeżenia, będą raczej wypowiadali się mniej zdecydowanie, z zająknięciami, z obwarowaniami itp. Trzeba takie wypowiedzi nauczyć się prawidłowo odczytywać.

 

Słabowidzący też potrzebują rad

Tak, słabowidzący również potrzebują pomocy w ocenie własnego ubioru. Potrzebują, ale znacznie mniej niż osoby całkowicie niewidome. Im więcej widzą, tym łatwiej sobie radzą ze wszystkim, z doborem odzieży również. Jeżeli potrzebują pomocy, wszystko co napisałem odnośnie niewidomych, do nich również ma zastosowanie. Też powinni konsultować, nie obrażać się i wiedzieć, że bez pytania ludzi widzących, nie będą wiedzieć, jak ich wygląd jest postrzegany.

 

Reasumując można stwierdzić, że do tych ubiorowych drzwi wyjątkowo trudno jest samodzielnie dobierać i stosować właściwe klucze. Tak naprawdę, uniwersalnym kluczem do tych drzwi są przyjaźni ludzie widzący. Tylko przy ich pomocy niewidomy może przyzwoicie wyglądać. Nie ma innej rady, jak tylko stosowanie tego uniwersalnego klucza. Żeby jednak kluczem tym sprawnie się posługiwać, trzeba pytać, pytać i jeszcze raz pytać.