Logo 1%

Logo OPP


Logo 1%
Dołącz do nas na Facebooku

 

Problemy osób niewidomych w kościele i doświadczenia wspólnotowe

Hanna P.:
Niektórzy księża uważają, że powinno być tylko duszpasterstwo specjalistyczne: dla niewidomych, głuchych itd., i dziwią się, gdy ktoś niepełnosprawny pojawia się we wspólnocie ogólnodostępnej. To bywa trudne, zwłaszcza gdy ksiądz nie jest otwarty na rozmowę i przemyca pewne rzeczy między wierszami. Myślę, że w wytrwaniu we wspólnocie pomaga angażowanie się, pokazanie, co mogę zrobić, ale też mówienie o swoich potrzebach.

El padrino:
Kiedyś mój dobry znajomy prosił kilku księży o rozmowę, na jakikolwiek temat, byle rozmowę, bo był w głębokim dołku psychicznym po utracie wzroku. Kazali mu się mocno modlić i czym prędzej się oddalali.

Grzegorz O.:
Bo twój znajomy nie dał pewnie koperty, bo jak by się jakaś kopertka znalazła, to i pogadać może by chciał wtedy.

Martyna G.:
Gwarantuję, jest ogrom księży, którzy nie biorą pieniędzy, a w szczególności od niewidomych. Jeżdżę do spowiedzi do innej miejscowości. Jeżdżę tam bez nikogo, ksiądz wychodzi po mnie na przystanek, i jeszcze ani razu nie wróciłam stamtąd sama. Zawsze ksiądz mnie odwiózł do domu. To jedno doświadczenie. Drugie: jeżdżę do tego samego kościoła do wspólnoty oraz na śpiewy chóralne. Kiedy mnie tam zapraszano, to miałam jedynie chcieć i nie martwić się o transport, bo samochodów jest dość, więc zawsze ktoś mnie odwiezie.

JG:
Osoby z niepełnosprawnością nie powinny z definicji mieć problemów z uczestnictwem w jakiejś wspólnocie wzrostu duchowego. Jeśli na tej płaszczyźnie ktoś je widzi lub tworzy, to oznacza, że coś bardzo mija się z Ewangelią. Mogą zaś wystąpić utrudnienia natury technicznej, takież same, jak gdziekolwiek indziej w postaci trudności w fizycznym dostaniu się do pomieszczenia zbiórki. Ale od tego Bóg dał ludziom rozum, aby takie problemy rozwiązywali.
Jeśli jakiś ksiądz nie jest otwarty na drugiego człowieka, nieważne, że z niepełnosprawnością, to ewidentnie pomylił się z powołaniem. Osoby z niepełnosprawnością nie mają innego Boga i nie mają innej wiary. (...) wspólnota ma wymiar, jaki podano w Biblii, i jakoś tam trudno się doczytać odrębności z powodu niepełnosprawności, ale wręcz przeciwnie, to kalekich przyprowadzano z nadzieją do Chrystusa. Odrzucanie osób z niepełnosprawnością stanowiłoby wyraźny dysonans zaprzeczający idei Kościoła Wspólnoty. (...)
Pamiętam, jak kiedyś podczas pływania po naszych wodach nadarzyła się sposobność dotarcia w niedzielę na mszę. Super. Podprowadziła mnie i koleżankę pewna osoba widząca, w obcym mieście, ale sama nie miała ochoty zostać. Myśmy zostali, ale obie sieroty nie wzięliśmy lasek. Tak wyszło, choć raczej nie powinno. Po mszy, przed kościołem, odezwałem się z prośbą, czy ktoś może nas odprowadzić do portu, bo jesteśmy osobami niewidomymi. No i test na wspólnotowość chrześcijańską wypadł pomyślnie. Jeden gość powiedział, że zaraz poprosi syna, którym okazał się ministrant, a ten wziął i nas, i swój rower, na którym przyjechał, i doprowadził nas do samego jachtu.

Martyna G.:
W Warszawie świat wygląda trochę inaczej niż poza nią. Zatem nie teoretyzuj, a po prostu wyobraź sobie, że ludzie niewidomi idący sami do kościoła mają problemy, np. z podejściem do komunii czy też w kolejce do konfesjonału.

JG:
Prosisz i masz, już sobie wyobraziłem takie akcje. Są czysto biblijne. Taki niewidomy prosi o chleb, a dostaje kamień, akurat w kościele.
Już prędzej uwierzę, że taki osobnik przez całą mszę był odwrócony do ołtarza bokiem, bo kierował się na dźwięk z głośnika i nikt mu nie zwrócił uwagi, niż w to, że nie mógł dojść do sakramentów, bo nie widzi. Mogę dać wiarę w problem z wejściem z psem przewodnikiem, ale nie w przykłady, które podałaś, bo w nich problemem jest postawa samej osoby z dysfunkcją wzroku.

Katarzyna K.:
W moim kościele komunia jest podawana przy ołtarzu w kolejce. Księża stają w dowolnym miejscu, a więc ta kolejka różnie się ustawia. A gdyby chociaż jedną mszę zorganizować tak jak, było kiedyś – wychodzę z ławki i czekam, aż ksiądz podejdzie do mnie? Łatwiej trafić do ławki, a nie stawać na końcu ławek. W kościołach jest raczej ciemno i poruszanie się jest utrudnione nawet dla osób słabowidzących.

Radosław C.:
Czasami podejście do komunii sprawia kłopot osobie widzącej, ponieważ nie każdy w kościele może podejść do sakramentu I nie wszyscy chcą to pokazywać publicznie. Wielokrotnie miałem taką sytuację, że prosiłem osobę w ławce i ktoś mi odpowiadał, że nie przyjmuje komunii. Uwierz mi, nie zawsze jest przyjemnie, kiedy przychodzi czas komunii i musisz się rozpytywać dookoła, kto by z tobą podszedł do ołtarza. Czasami, gdy mam gorszy nastrój, nie chce mi się zwyczajnie ludzi zaczepiać. Zupełnie inną sytuację mam na mszy neokatechumenalnej, bo wiem, że kiedy wstanę, otrzymam komunię; to duże ułatwienie.

JG:
Jako widzący nigdy nie miałem problemu z podejściem do komunii, bo niby jaki? Jako niewidomy też, bo co to za problem pójść w kierunku rozdawania komunii i kogoś zapytać. Jak się ma w łapie laskę, to problemu nie ma. Jak się jej nie ma, to problem jest, ale nie z podejściem, tylko z własną postawą, w której coś się chce ukrywać i grać innego, niż się jest w rzeczywistości.

Radosław C.:
W sakramencie spowiedzi również czasami występuje podobna sytuacja. Nie jest to tak uciążliwe jak przy komunii, ale czasami potrzebna jest pomoc, żeby osobie niewidomej pokazać, gdzie ma dokładnie uklęknąć.

JG:
No bo się trzeba odezwać, wyrażając jasno potrzebę. Ksiądz w konfesjonale nie widzi, kto przyszedł, i sam nie musi w takich okolicznościach zareagować. Jak się odezwiesz, to sprawa staje się banalnie prosta.

Iland222:
Czyli coś się zmieniło, bo jak ja przez chwilę byłem w n.k., komunię przyjmowało się w pozycji siedzącej, a gotowość do sakramentu manifestowało się stosownym ułożeniem rąk, a poza tym w n.k. są sami swoi, więc nie ma szans na żadną wpadkę. Ja miałem taką sytuację, że ksiądz nie chciał mi dawać do ręki kielicha, ale sam go przechylał. Nie bardzo mi się to podobało, bo traciłem kontrolę nad sytuacją. Ksiądz twierdził, że mogę wylać wino, i nie dał się przekonać, że to mało prawdopodobne. Na usprawiedliwienie dodam, że ksiądz był już wiekowy – zbliżał się do dziewięćdziesiątki, więc specjalnie o swoje „prawa” nie walczyłem.

Radosław C.:
Bardzo często chodzę do kościoła z psem przewodnikiem i przyznam, że nigdy z tego tytułu nie miałem żadnych problemów. Wiem z pewnością, że z psem przewodnikiem nie mogę wejść do cerkwi ani do meczetu, i trzeba to uszanować.

JG:
To niewidomy ma problem w orientacji, a nie ludzie. Ludzie mogą go nie rozumieć, więc oczekiwanie na ich nagłe olśnienie i wyjście z pomocą może spełznąć na niczym. Jeśli konkretnie wyrazisz swoją potrzebę, to bardzo wątpię, aby nie była zaspokojona. No, chyba że należysz do tych, co w kościele boją się zachowywać normalnie po ludzku i uważają, że trzeba milczeć i odpowiadać tylko na wezwania. Na przystanku autobusowym też będziesz stał i czekał, aż ci ktoś poda numer autobusu?

Radosław C.:
Jeszcze raz. Są osoby, które nie chcą pomóc doprowadzić niewidomego do komunii, ponieważ same komunii nie przyjmują. W kościele pomimo rozłożonej laski nie zawsze otrzymasz jakąkolwiek odpowiedź. Czasami podobną sytuację mam na przystanku, kiedy pytam o numer autobusu – brak reakcji. W kościele też czasami nie ma jakiejkolwiek reakcji, a można by rozdawanie komunii w jakiś sposób ujednolicić, czyż nie?

Hanna P.:
Ja problem z podejściem do komunii mam wówczas, gdy podchodzi się pojedynczo i dość chaotycznie, np. w Wielkim Tygodniu, gdy jest dużo ludzi, rozdawana jest także z tyłu kościoła. Natomiast gdy jestem sama, problemem jest też liczenie ławek, by wrócić na swoje miejsce. Nie zawsze da się to zrobić, bo z ławki akurat wychodzą ludzie. W mniejszych kościołach ważne jest, by wrócić na swoje miejsce, bo wiele kobiet zostawia torebki, a potem burczą, że ktoś je podsiadł, i robi się zamieszanie.

Klucznik:
Jeśli chodzi o liczenie ławek, to znajoma właśnie uświadomiła mi, że jako widząca też ma z tym problem. Otóż widzący nie zapamiętują, w której ławce siedzieli, lecz np. że przed nimi siedział pan w czerwonym sweterku. Po komunii nikt nie pamięta, gdzie siedział, i jak ten przykładowy pan w czerwonym zniknie, to taka osoba już nie wie, gdzie siedziała. Jest to więc problem ogólny, nie tylko osób, które nie widzą.

Aleksy A.:
Kiedyś byłem członkiem wspólnoty neokatechumenalnej i czułem się tam jak jeden z nich. Nie było żadnej wyznaczonej osoby do żadnej pomocy. Po prostu należałem do wspólnoty. Teraz mieszkam w innym mieście, należę do chóru parafialnego i czuję się wyobcowany, chciałem nawet wystąpić z chóru. Dodam, że nie widzę nic.

Hanna P:
Co do wspólnot, to z otwartością na osoby niepełnosprawne bywa różnie. Słabowidząca koleżanka mówiła mi, że dla niej najtrudniejsze było to, że była głównie obiektem do pomagania. Dużo czasu zajęło jej przekonanie ludzi, że można z nią pogadać na różne tematy, a nie tylko pytać, czy i w czym można jej pomóc. Gdy na sylwestrowej zabawie po skończonym tańcu partner mówi: „Cieszę się, że mogłem pomóc”, czar pryska i jakoś trudno to przełknąć.

Mirek K.:
Jeśli tak jest w tych tzw. wspólnotach, to ja takie wspólnoty chrzanię i mogę się tylko cieszyć, że jestem ateistą i nie mam z kościołem nic wspólnego. W mojej „wspólnocie” na siłowni jakoś nikogo o pomoc prosić nie muszę, bo ludzie bez proszenia pomagają mi we wszystkim.

Krzysztof Ś.:
Dawno, dawno temu w Rzeszowie, jak miałem iść do pierwszej komunii, to ksiądz załatwił mi wypukły obrazek komunijny, tzn. postanowił, że wszyscy go dostaną. Drewniana tabliczka, metalowy krzyż, pod lewym ramieniem znak hostii i niżej kielich. Dzieciom powiedział: „wy widzicie, on będzie mógł dotknąć” i było ok. Zabierał mnie maluchem na wspólne przygotowywanie się, bo twierdził, że dzieci to dzieci i mamy się poznać wszyscy. Załatwił mi katechizm, dzieciarnia zachwycała się kropkami; super było.

Mateusz P.:
(porusza problem zbierania pieniędzy na tacę)
To takie oczywiste, ale jak niewidomy wyciąga rękę, to zbierający mógłby podstawić koszyk i dotknąć nim ręki albo poszurać po ławce czy coś, a nie jak kretyn trzymać 2 cm od ręki niewidomego...

Katarzyna K.:
Byłam kiedyś w Niemczech na mszy i tam koszyk ludzie podają sobie sami, kościelny stoi i podaje koszyk z ławki do ławki, a jak kościelnego nie ma, to ludzie koszyk podają do tyłu. Może to jest jakieś ułatwienie? Można wówczas liczyć na to, że osoba obok poda nam koszyk do rąk, a jak nie widzimy, to szturchnie nas koszykiem, tak że zorientujemy się, co się dzieje.

Małgorzata K.:
W Polsce też się spotkałam z tym, że koszyk jest podawany z rąk do rąk, a w mojej rodzinnej parafii ludzie podają sobie pieniądze z ręki do ręki i ostatni w ławce wrzuca kościelnemu do koszyka, ale tam ławki są dosunięte do ścian i nie ma z boku przejścia, tylko środkiem.

Sylwek P.:
A to fajne rozwiązanie, bo ze środka ławki to naprawdę ciężko coś rzucić na tacę, dlatego ja od czasu do czasu robię przelewy na Caritas.

Marek M.:
Ja pracuję już 30 lat w kościele i problemów żadnych nie mam. Zagram, co mam zagrać, i mam ich w dużym poważaniu. Oni potrzebni mi są tylko pierwszego, bo jest wypłata.

W powyższym tekście niewidomi internauci podzielili się swoimi doświadczeniami, natomiast więcej na temat barier, na jakie osoby niepełnosprawne wzrokowo napotykają, będąc w kościele, można przeczytać na naszej stronie w zakładce „Klucze do samodzielności” (http://www.klucz.org.pl/klucze/klucz14.php).

.